Aneta Gieroń

Dziennikarka

Wszystko jest ważne

Dzialy: LIFESTYLE, KULTURA, LUDZIE

O sobie:
redaktor naczelna magazynu VIP Biznes&Styl, dziennikarka i publicystka od 14 lat związana z mediami. Zakochana w górach ( jak można mieszkać na nizinach!), entuzjastka Podkarpacia (to naprawdę piękny region z potencjałem), która od zawsze marzy o zamieszkaniu na Podhalu albo chociaż na Pogórzu Strzyżowskim (te widoki za oknem! bezcenne!), a ciągle mieszka w Rzeszowie.

O blogu:
Blog o wszystkim, co nadaje życiu smak. O polityce, która jest fascynująca, a zwykle irytuje. O odkrywaniu świata daleko i blisko. O ludziach, którzy mnie fascynują, inspirują i leczą z lenistwa. O wszystkim co ważne, czyli w równym stopniu o kryzysie ekonomicznym, kłótniach politycznych, nowych torebkach, magii biegania, czytania gazet i nigdy ani słowa o gotowaniu.

Co z tym... Vogue Polska

A A A

Dodano: 03-04-2018

Anja Rubik i Małgosia Bela na pierwszej okładce Vogue Polska

Anja Rubik i Małgosia Bela na pierwszej okładce Vogue Polska

Gdy przed kilkoma tygodniami ukazał się pierwszy numer polskiej edycja Vogue’a,  nad Wisłą o światowej „biblii mody” zrobiło się głośno, z co najmniej trzech powodów. Razem na okładce po raz pierwszy wystąpiły dwie najsłynniejsze polskie modelki: Małgosia Bela i Anja Rubik, po drugie dołączyliśmy do 22 „najmodniejszych” krajów świata, które już swoje edycje Vogue’a mają. W końcu rozgorzała burzliwa dyskusja, czy brzydszej okładki na debiut nie udało się zrobić?! Ale po kolei. Na rynku jest już drugi numer polskiego Vogue’a, i tak, warto kupić ten magazyn, choćby dla tekstów Andy Rottenberg, choć i bez tego kilka innych powodów też by się znalazło. 
 
Pierwsza okładka na pewno miała zacięcie publicystyczne i chwała jej za to, ale znakomity niemiecki fotograf, Juergen Teller, zrobił po prostu zdjęcie słabe technicznie. Anja Rubik i Małgosia Bela, na czarno, na tle czarnej wołgi i szarego Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie miały pewnie skłonić do refleksji, w jak „szarych czasach” przyszło nam obecnie w Polsce żyć. Mówiąc szczerze, mało to oryginalne i pomysłowe, zwłaszcza że pierwsze wydanie poprzedził prawie rok przygotowań. Od Vogue’a oczekiwałam bardziej wysublimowanego przekazu. Magazyn, który kojarzy się z wysmakowanym pięknem, odchodzi niekiedy od klasycznego pojmowania okładki, ale nawet wtedy sięga po intrygujące zabiegi. W tym przypadku w oczy rzuca się krzywe zdjęcie i co z tego, że w najmodniejszym obecnym trendzie „z ręki”?! Efekt jest zły, tak zły, że aż szkoda, że związany z debiutem.
 
Nie oszałamia też okładka drugiego, kwietniowego numeru magazynu z Evą Herzigovą. Doceniam niezależność zespołu pod redakcją Filipa Niedenthala, który nie poszedł drogą na skróty i nie zaproponowała rodzimej celebrytki, ale zaprosił czeską modelkę, która z Europy Środkowo – Wschodniej zrobiła największą, światową karierę i do dziś jest ikoną modelingu. Eva na okładce jest „zwyczajna”. Piękna, nowoczesna kobieta, świadoma siebie i swoich atutów, ale uwagę przykuwa na kilka sekund, to nie jest okładka wbijająca w fotel i nie pozwalająca się zagapić. 
 
I… pewnie można się już zastanowić, dlaczego zachęcam do przeczytania drugiego numeru Vogue’a, skoro tyle słów poświęciłam na jego krytykę…
 
Bo tego magazynu trzeba się po części nauczyć. Tym bardziej, że layout nie jest czytelnikowi przyjazny. Jest inny niż to praktykuje większość polskich magazynów, bez wyeksponowanych tytułów i leadów, na pewno wyróżniający się na tle innych pism i po „opatrzeniu” można dostrzec w nim wiele atutów, ale na to trzeba trochę czasu.
 
Reklama
Dlatego w tej gazecie najważniejszy jest spis treści i porównując numer drugi do pierwszego, wydawcy też to zrozumieli, bo już świetnie za jego pośrednictwem nawigują czytelnikami. Dzięki temu, nie jest on zmęczony, zagubiony, a przede wszystkim wie, czego może oczekiwać w poszczególnych działach prawie 300 stronicowego magazynu.
 
Dociekliwe fashionistki strony „En Vougue” zabierają na światowe salony mody i stylu, ale to czym Polski Vogue może na dłużej zainteresować nie tylko wielbicielki mody, to strony publicystyczne z naprawdę dobrymi tekstami, nie skopiowanymi z innych pism dla kobiet.
 
Świetnie prowadzone strony kulturalne, ale Anda Rottenberg, była dyrektor Państwowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie, która za nie odpowiada, jest gwarantem najwyższej jakości. Zachwyci słowem i obrazem materiał „Dom ocalony”, czyli o Witkiewiczówce w Zakopanem, jaki znalazł się w drugim numerze Vogue’a. Dla tych zdjęć i podejścia autora do polskiego  designu, tak, jestem skłonna, co jakiś czas wydać 16 zł 90 gr, co  na polskie warunki jest astronomiczną kwotą za gazetę.
 
Pięknych, niesztampowych zdjęć, które ilustrują artykuły, nie tylko sesje modowe, jest też w magazynie całkiem sporo. Historii, jak choćby tych z Tokio i urugwajskiej pampy z Gabrielą Hearst, też.
 
Zaproszenie do współpracy Pawła Smoleńskiego, cenionego dziennikarza i reportera, który publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”, pozwala zobaczyć na łamach prasy kobiecej, dużo ciekawsze wywiady i ich bohaterów, niż to zazwyczaj kolorowe magazyny proponują. Jest więc ciekawa rozmowa z reżyserką Anną Smolar, która wychowana we Francji, zdecydowała się osiąść w Polsce oraz spotkanie z Ewą Kulik – Bielińską, szefową Fundacji Stefana Batorego.
 
I nich fragment rozmowy Ewy Kulik – Bielińskiej i Pawła Smoleńskiego, będzie pointą wędrówki po stronach Vogue, magazynu od ponad 100 lat ukazującego się na świecie, a od lutego 2018 roku mającego też polską edycję.

- Do Vogue’a? – pyta ze śmiechem Ewa Kulik – Bielińska. – Chyba na okładkę.
- Do Vogue’a – odpowiada Paweł Smoleński. – Na okładce będzie Anja Rubik, a ty w środku.
- Wygłupiasz się.
- Ani, ani.
- Bo mam charakter zołzy? Jak Anna Wintour?
- Co odrzec…

KOMENTARZE

OSTATNIE WPISY NA TYM BLOGU

NAJCZĘSCIEJ CZYTANE WPISY

POLECANE

VIP STYCZEŃ-LUTY

VIP STYCZEŃ-LUTY
w numerze m.in.:

• Automet. Rodzina Leśniaków w motoryzacyjnym biznesie • Jola i Robert Jareccy. Kino studyjne w Zatwarnicy • 400 kościołów Ignacego Tokarczuka • Opowieść o przedwojennym Rzeszowie
Reklama

NASI PARTNERZY