Reklama

Sama prywatyzacja nie sprawiała cudu, trzeba było mieć pomysł na spółkę

A A A
Z dr. hab. Zdzisławem Gawlikiem, prawnikiem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, rozmawiają Aneta Gieroń i Jaromir Kwiatkowski

Dodano: 27-06-2015

Fot. Tadeusz Poźniak

Fot. Tadeusz Poźniak

Aneta Gieroń, Jaromir Kwiatkowski: Funkcja ministra skarbu państwa, wcześniej ministra przekształceń własnościowych, to zajęcie podwyższonego ryzyka. W ciągu 25 lat budowania III RP mieliśmy aż 20 ministrów skarbu (lub przekształceń własnościowych) i prawie wszyscy odwiedzali prokuratury, a niektórzy odwiedzają je do dziś, mimo że od dawna nie pełnią tej funkcji. 
 
Zdzisław Gawlik: Na pewno jest to, mówiąc potocznie, ?gorące krzesło?. Jedynym ministrem, który pełnił tę funkcję przez 4 lata, czyli pełną kadencję, był Aleksander Grad w rządzie Donalda Tuska.
 
Być może dlatego, że działo się to już właściwie u schyłku przekształceń własnościowych, w latach 2007-2011.
 
Nie do końca u schyłku, bo minister Grad wprowadził najwięcej spółek państwowych na Giełdę Papierów Wartościowych, a w moim przekonaniu jest to najbardziej bezpieczny proces prywatyzacji. I nawet jeśli ktoś go krytykuje, to nie sposób zaprzeczyć, że giełda jest narzędziem, które odziera nasze złudzenia odnośnie do faktycznego majątku spółki. 
 
Wracając jednak do funkcji ministra skarbu jako zajęcia podwyższonego ryzyka, powodów tego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze, jest tak dlatego, że skala majątku jest potężna.  Po drugie, jest to majątek nas wszystkich, Polaków, przez co każdy z nas czuje się uprawniony, zmotywowany, wręcz przekonany, że posiada wiedzę niezbędną  do zarządzania wspólnym majątkiem. Często powtarzam, że tak jak większość Polaków zna się na medycynie, tak samo większość zna się na prywatyzacji i zarządzaniu majątkiem państwowym,  i to jest element, który podnosi stopień podejrzliwości względem każdego  ministra skarbu państwa.  A że minister prywatyzuje, choć w ostatnich latach już coraz mniej, ale też zarządza majątkiem wspólnym, to każda jego decyzja może rodzić wątpliwości tych, którzy oceniają. Nie pomaga fakt, że decyzje odnośnie do majątku państwowego podejmowane są w określonym czasie, sytuacji, stanie wiedzy, w określonym otoczeniu prawnym, ekonomicznym, politycznym, społecznym itd.
 
Społeczeństwo zaś decyzje te weryfikuje już z pewnej perspektywy czasowej, mądrzejsze o wiadomości w innych realiach. Nawet jeśli inwestor jest dobry, nawet jeśli sprawił, że wartość sprywatyzowanego majątku została intensywnie pomnożona, to wszyscy mamy pretensję, dlaczego ta firma przed laty została tak tanio sprzedana, skoro teraz jest taka cenna. Nikt już nie chce pamiętać, że obecnie jest ona tyle warta, bo pojawił się inwestor, który przyniósł technologię, umiejętności, nową i skuteczną kulturę zarządzania.
 
Trzeba też pamiętać, że nigdy do końca nie wiemy, co by się  zdarzyło, gdyby jakiś zakład nie został sprywatyzowany i był nadal zarządzany przez państwo. Liczba likwidacji i upadłości dowodzi, że państwo nie jest najefektywniejszym właścicielem. Składa się na to m.in. skala majątku państwowego, przeświadczenie, że jest to majątek nas wszystkich i wszyscy mamy prawo oceniać. Dlatego, gdy sam odwiedzałem prokuratury, do nikogo nie miałem żalu i się nie obrażałem, bo takie jest prawo państwa i jego instytucji, by weryfikować wszystkie działania, które w stosunku do majątku narodowego są podejmowane. 
 
Jednak najspokojniejsze urzędowanie mają ministrowie skarbu państwa w ostatnich latach, jako że i skala majątku prywatyzowanego jest dużo mniejsza, a i emocje społeczne mocno się wyciszyły. Już pewnie żadnego ministra nie czeka powtórka z historii Emila Wąsacza, ministra skarbu w latach 1997-2001, który miał najwięcej spraw w prokuraturze i do dziś jest częstym jej gościem.
 
Czy dziś jest łatwiej, czy trudniej? Prostej odpowiedzi nie ma. Bo nawet jeżeli dziś minister prywatyzuje i skala jest mniejsza, to prywatyzuje to, czego nie udało się sprywatyzować przez ostatnich 25 lat, czyli był jakiś problem. A nie ma powodu, by państwo było dziś właścicielem ośrodka wypoczynkowego czy cegielni.
 
Skala emocji i ocen wynika może z faktu, że na przestrzeni 25 lat jako obywatele zastanawialiśmy się, czy prywatyzować tak szybko i czy faktycznie za taką cenę? Tym bardziej, że w latach 90. XX wieku kwoty z prywatyzacji przedsiębiorstw stanowiły znaczna część budżetu państwa, a - jak wiadomo - politycy zawsze mają pokusę, by sięgać po szybkie pieniądze pozwalające ratować finanse publiczne.
 
To są właśnie dyskusje z punktu widzenia 25 lat doświadczeń. Przykładem może być Telekomunikacja Polska: powinna być prywatyzowana, czy nie?! Kilkanaście lat temu w gminach było kilka, czasem kilkanaście telefonów stacjonarnych, czyli świat był zupełnie inny. Dziś postrzegamy go z punktu widzenia telefonii komórkowej, gdzie każdy z nas może mieć dowolną ilość telefonów. Gdyby więc przed laty decyzji o prywatyzacji Telekomunikacji nie było, to co wypełniłoby dziś przestrzeń TP S.A.?! 
 
Czy, według Pana, powinny istnieć ?srebra rodowe?, czyli firmy, które absolutnie nie powinny być prywatyzowane?!
 
Nie jestem przekonany, że prywatyzować trzeba absolutnie wszystko. Gdy w 2007 r.  wchodziłem do Ministerstwa Skarbu Państwa jako podsekretarz stanu, uważałem i nadal uważam, że wpierw powinno się zdecydować, co my jako państwo chcemy, a czego nie chcemy sprywatyzować.  Do dziś u nikogo nie uzyskaliśmy pełnej i ostatecznej odpowiedzi na to pytanie. Do dziś nikt ostatecznie nie pokazał: to są te ?srebra? i ich absolutnie nie prywatyzujemy. Parlament powinien podjąć decyzję, gdzie i ile powinno być państwa w majątku narodowym.
 
Przez 25 lat nie dopracowaliśmy się jasnego stanowiska, co jest ?srebrem narodowym?, które powinno być chronione?
 
Takiego stanowiska się nie dopracowaliśmy, a uważam, że powinien je wypracować parlament. Oczywiście, dziś łatwiej nam rozmawiać, bo mamy za sobą 25 lat doświadczeń transformacji ustrojowej, doświadczyliśmy też światowego kryzysu gospodarczego. Kiedyś uważano, że wszystko można sprywatyzować i będzie dobrze. Dziś to myślenie się zmieniło, od czasu kryzysu w 2008 r. na świat patrzymy inaczej i nikt już dziś nie mówi, że pieniądz nie ma barw i narodowości.  Potrzeba określenia, co chcemy jako państwo zachować. Na poziomie ministerstwa skarbu taka lista firm została wypracowana. 
 
To można wyjść z inicjatywą rządową do parlamentu.
 
Być może mógłby powstać projekt rządowy, ale musi się znaleźć ktoś odważny i powiedzieć: tak, to są ?srebra narodowe?, ich nie prywatyzujemy. Można oczywiście posiłkować się doświadczeniami państw europejskich, ale ja z pozycji sekretarza stanu nie chcę dziś formułować tez, gdzie państwo polskie powinno być, a gdzie nie powinno być obecne, jeśli chodzi o majątek narodowy. 
 
Być może zauważyliście Państwo, że jest przygotowywana IPO  Banku Pocztowego i Poczta ma tam zagwarantowane 51 proc. udziałów. Dlaczego to jest  tak ważne? Dlatego, że Bank Pocztowy ma bardzo ograniczoną możliwość prowadzenia akcji kredytowej, ale jeśli bank zostanie upubliczniony i kowenanty się zmienią, to będziemy mieli kolejny bank z kapitałem polskim, który będzie zdobywał miejsce w sektorze finansowym. To ważne, gdy porównamy system bankowy w Polsce i Europie - u nas kapitału narodowego jest mniej.
 
To poważny błąd, że u nas kapitału narodowego w bankowości jest dużo mniej niż w innych krajach europejskich?

To pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Bo gdybyśmy w pewnym  momencie nie zdecydowali się wpuścić do polskich banków innej kultury bankowej, to nie wiem, jak dziś wyglądałby system bankowy w Polsce. I czy my, jako Polacy, potrafilibyśmy w ostatnich 25 latach sami naprawić system finansowy, by był bliżej standardów Europy i świata?!
 
Wspomniał Pan, Panie ministrze, że ma Pan swoje wyobrażenie o tym, gdzie i w jakim stopniu w majątku narodowym powinno być obecne państwo. No to porozmawiajmy o konkretach. 

Państwo powinno zachować konieczną kontrolę nad sektorem energetycznym. Powinno mieć istotną kontrolę nad sektorem finansowym i nad wszystkim podmiotami, które zajmują się przesyłami sieciowymi. Są pewne przedsiębiorstwa, które dziś pełnią rolę ambasadora Polski na świecie - choćby KGHM, i nie wyobrażam sobie, by państwo zrezygnowało z kontroli tego podmiotu, czy wyzbywało się  jego akcji. Tym bardziej,  że to przedsiębiorstwo ma istotną funkcję w restrukturyzacji kraju i próbie odbudowy polskiego przemysłu. KGHM ma potencjał, środki, zarabia na świecie, by jeszcze bardziej intensywnie inwestować w Polsce. KGHM ma wybudować m.in. dużą fabrykę ogniw fotowoltaicznych i wiele wskazuje na to, że będzie ona umiejscowiona na Podkarpaciu. Pod kontrolą państwa powinien być przemysł zbrojeniowy,  także PGNiG jako element budowy bezpieczeństwa energetycznego państwa. 

Swoje doświadczenia przy prywatyzacji zdobywał Pan już od początków lat 90. XX w. w delegaturze Ministerstwa Przekształceń Własnościowych w Rzeszowie. Jaka była wtedy atmosfera, okoliczności pierwszych prywatyzacji?
 
Dokładnie pamiętam pierwszy dzień mojej pracy, to był 12 sierpnia 1991 r. Byłem kilka miesięcy po obronie doktoratu. Nie  trafiłem tam przez przypadek. Szukano ludzi, którzy
mieli choć trochę wiedzy teoretycznej, a mój doktorat dotyczył prawa kontraktowego, tak więc miałem jakieś wyobrażenia o gospodarce. Wtedy dyrektorem delegatury była pani Barbara Litak-Zarębska, z którą do dziś utrzymuję kontakt - fantastyczna osoba, zdeterminowana w ciągnięciu Podkarpacia ku przemianom. Gdy awansowała na podsekretarza stanu w ministerstwie, ja zostałem dyrektorem delegatury. Wśród naszych kolegów jeszcze długo krążyły anegdoty, jak to pani Barbara nie pojechała na naradę dyrektorów do ministerstwa, bo w Rzeszowie pojawił się pierwszy wniosek prywatyzacyjny i bała się, by ktoś go nie cofnął. Wtedy województwa krośnieńskie, rzeszowskie i przemyskie były w ogonie polskich przemian prywatyzacyjnych. Nie działo się tutaj dużo, sporo było raczej likwidacji. 

Fot. Tadeusz Poźniak
 
W delegaturze pracowało kilka osób. Co Państwo robiliście?
 
Prywatyzacja w Polsce ma charakter oddolny i na każdym jej etapie potrzebna jest współpraca z firmami. Najtrudniejszą barierą do pokonania była zmiana świadomości ludzi. Jeździliśmy na rozmowy od zakładu  do zakładu, zwłaszcza, że zanim można było prywatyzować, trzeba było uporządkować stan prawny firm, a to była ogromna praca.
 
Jako pierwsi uruchomiliśmy na Podkarpaciu programy wspomagania inicjatyw prywatyzacyjnych. 
 
Co było wzorcem, punktem odniesienia do tego, co robiliście?
 
Po pierwsze, szukaliśmy ludzi, którzy dadzą się przekonać i zaangażować w procesy prywatyzacji. Pomagały nam osoby, które miały doświadczenie, jak wygląda gospodarka wolnorynkowa, a my, młodzi, szybko i intensywnie się przy nich uczyliśmy. Podkarpacie to były małe podmioty do prywatyzacji, dla których najważniejsze było znalezienie inwestorów.
 
Pamięta Pan tamte firmy sprzed lat?
 
Reklama
Oczywiście, tym bardziej, że do dziś jestem zadowolony z prywatyzacji wszystkich przedsiębiorstw drogowych, które szły indywidualną ścieżką prywatyzacji. Pamiętam spółki typu PHS Jarosław, rzeszowski Elektromontaż, także  PKS-y, które różnie sobie radziły, przekształcały się, łączyły i próbowały trwać na rynku.
 
Ludzie pamiętają też, jak w 1991 r. wśród pierwszych pięciu spółek, które weszły na Giełdę Papierów Wartościowych, były Krośnieńskie Huty Szkła. Niestety,  spółka nie przetrwała do dziś.
 
To przeważnie błędy ludzi doprowadziły do upadków wielu firm. Często wychodzono z błędnego założenia, że można mieć wszystko z niczego, choćby opcje walutowe, które pogrążyły wiele firm. 
 
W atmosferze lat 90. prywatyzacja miała być panaceum na wszystkie kłopoty.
 
A, niestety, prywatyzacja nie była ?lekiem na całe zło?. Z samego faktu prywatyzacji nie robi się wszystko lepsze, zmiany własnościowe też nie dokonują cudów - zawsze trzeba mieć pomysł na spółkę. Co nie zmienia faktu, że prywatny właściciel zwykle skuteczniej zajmuje się podmiotem. Na Podkarpaciu większość prywatyzacji realizowanych było na rzecz spółek z udziałem pracowników. Pamiętam, jaki szok przeżyłem, gdy prezes spółki PHS Jarosław opowiedział mi, jak jego firma, mając dobre wyniki finansowe, chciała zamówić ogrodzenie u jednej z podkarpackich spółek. Ów prezes pojechał do firmy, uzgodnił szczegóły, a wieczorem do jego domu przyjechał działacz związków zawodowych z firmy od ogrodzeń i zaoferował, że za połowę ceny zrobi to ogrodzenie z synem po godzinach. Jak łatwo się domyśleć, spółki produkującej ogrodzenia dziś już nie ma. 
 
Inny przykład. Firma Fermstal-Dynów, jedyne przedsiębiorstwo po Igloopolu, które  w miarę dobrze funkcjonowało. Około 300 pracownikom żyło się w miarę dobrze, produkowali maszyny rolnicze, nawet eksportowali do innych krajów. Jednego roku w latach 90. XX w. prezes tej spółki zaproponował, by z wypracowanych zysków wymienić okna w firmie. Szybko przy tej okazji powstała plotka, że remont jest przygotowaniem do sprzedaży firmy. Na wniosek rady pracowniczej ówczesny dyrektor został odwołany. Tym sposobem pozbyto się znakomitego, pracowitego i uczciwego menedżera, który szybko trafił do innej spółki i doprowadził ją do rozkwitu. Jak stwierdził właściciel tej firmy, może być tylko wdzięczny Bogu, że byli tacy głupi ludzie, którzy pozbyli się świetnego prezesa, którego on mógł zatrudnić. Takich historii w okresie prywatyzacji było mnóstwo. Jedni na niej zyskali, inni stracili. Ale za tym zawsze stały mądre albo głupie decyzje ludzi. 

W czasie tych 25 lat były prywatyzacje, które do dziś wzbudzają wiele kontrowersji, np. Alimy czy Zelmeru. Były też takie, jak np. rzeszowskiej WSK, które na początku też budziły wiele emocji, ale ostatecznie można powiedzieć, że się udały. 
 
Bardzo łatwo oceniać po czasie, czy prywatyzacja Alimy była dobra czy zła. Pani Litak-Zarębska, gdy odchodziła do ministerstwa skarbu, powiedziała, że jest to jedna z trudniejszych spraw, jaką mi zostawia. Usiadłem wtedy nad papierami Alimy. Miałem to szczęście, że akurat przeniosła wtedy swoją siedzibę do Warszawy. Zrobiłem inwentaryzację dokumentów i zawiozłem całą dokumentację do Warszawy. Za jakiś czas dostałem telefon od urzędnika z ministerstwa, że łatwiej mi będzie na miejscu, w Rzeszowie, pogadać z zarządem firmy. Wysłuchałem cierpliwie i powiedziałem: ?Tak, tylko że zarząd jest na ulicy Puławskiej w Warszawie?. Usłyszałem tylko niecenzuralne słowo i trzask odkładanej słuchawki. Ta sprawa wróciła do mnie jak bumerang, kiedy już byłem w ministerstwie skarbu. Alima była prywatyzowana w momencie, gdy pewnie nie były uregulowane do końca stany własnościowe, pewnie jeszcze nie wiedzieliśmy, jak układać stosunki wzajemne w umowach. Nie wiem, czym byli powodowani ci, którzy podjęli decyzję o prywatyzacji Alimy w taki sposób. Nie chciałbym ich źle oceniać, bo nie mam powodów. Gdybym to ja musiał podjąć taką decyzję, to ? przy tej wiedzy, jaką miałem ? bym jej nie podjął. Było wiele spraw, w których nie podejmowałem bezpośrednio decyzji, ale może trzeba było czasami inaczej zareagować. Przykładem jest rzeszowska Hydrobudowa. Ktoś popełnił błąd ? wtedy akurat ministerstwo budownictwa dawało zgodę na taką prywatyzację, kiedy akcje były nie do końca opłacone itd. Być może gdybym miał większą siłę sprawczą, to udałoby się uratować przynajmniej część tego potencjału. W jednym przypadku na pewno zabrakło mi determinacji. To był Kolbut w Kolbuszowej, spółka produkująca buty, której mi szkoda z tego powodu, że miała wiele szans. Pamiętam moją ówczesną rozmowę z obecnym marszałkiem Władysławem Ortylem, który opowiadał, że proponował zarządowi spółki inwestora z Portugalii, który chciał zawiązać joint venture. Ale w Kolbuszowej powiedzieli, że sami dadzą sobie radę. Jak już było źle, byłem tam kilka razy. Na terenie zakładu zauważyłem pokrzywy. Mam do siebie pretensje, że nie zareagowałem wtedy ostrzej. Wierzyłem zarządowi spółki, że wszystko jest OK. Te pokrzywy to był symbol, który powinien dać mi do myślenia. Ale jest zakład, który w podobnej sytuacji uratowałem. To huta metali nieżelaznych w Miasteczku Śląskim, która dziś jest w grupie Zakłady Górnicze Bolesław. Bardzo pomógł mi wtedy szef związków zawodowych, Jan Jelonek. Udało się porozumieć z ludźmi, a przewodniczący odegrał w tym bardzo znaczącą rolę. Pojechałem tam po roku; wydawało się, że zakład ma drugie życie. Zobaczyłem lebiodę i pokrzywy. I powiedziałem do szefa związków: ?Panie Janie, jak to tak??. W dwa tygodnie ?wyczyścili? wszystko. Do dziś jest to wspaniały zakład, jedyna huta w Europie, która przerabia odpady pohutnicze. Myślę, że w Kolbuszowej trzeba było tych ludzi tak samo ?pogonić?. Po sprawie Kolbutu przeszedłem metamorfozę: doszedłem do wniosku, że nie można tak bezgranicznie wierzyć zarządom firm i że czasami trzeba mieć twardą rękę .
 
Chcielibyśmy zapytać o jeszcze jedną istotną rzecz w czasie 25 lat prywatyzacji ? program NFI. Budził on i budzi skrajne emocje. Jego zwolennicy przekonywali, że był on bardziej racjonalny od pomysłów na prywatyzację w rodzaju ?100 milionów dla każdego. Z drugiej strony np. prof. Ryszard Bugaj stwierdził, że ludzie zostali oszukani, bo wmówiono im, że na tych bonach zarobią majątek.
 
Każdy program trzeba oceniać po owocach. Na drzewku NFI nie zostało dobrych owoców zbyt wiele. Coś zostało po drodze zepsute. 
 
Podobno już na starcie sam dobór spółek, które weszły do programu, był zły. 
 
Zgoda, na pewno dobór spółek nie był najlepszy. Drugi problem to dobór firm zarządzających. Na starcie było ich wiele i to było dobre. Ale program uruchamialiśmy kilka lat.
 
Żaden sensowny doradca nie czeka tyle czasu, że ktoś mu da robotę, tylko bierze taką, jaka jest. Myślę więc, że firmy doradcze, które pracowały przy programie, nie były najlepsze, bo te lepsze wykruszyły się po drodze. Po trzecie, podejście menedżerów ze spółek parterowych. Niektórzy z nich uważali, że NFI to będzie nowe zjednoczenie, w którym ktoś im przyniesie receptę i pieniądze, a oni będą mogli rządzić wszystkim. Powoli to się psuło i skutki są takie, że nie da się powiedzieć wiele dobrego o tym programie. Choć gdyby porównywać programy powszechnej prywatyzacji w byłych krajach bloku wschodniego, to trudno wskazać taki, który się udał.
 
Czy zasadnie zdecydowaliśmy się na program NFI?
 
Trudno dziś na to pytanie odpowiedzieć. Pytanie kolejne: co by było, gdyby stało się inaczej. Proszę zauważyć, że w NFI upadały przedsiębiorstwa, ale w pewnej grupie, np. upadły wszystkie zakłady mięsne.
 
Dlaczego akurat te? 
 
Dla mnie sprawa jest prosta: bo wierzyciel był taki, że można go było ?robić w konia?. Bo jak rolnik oddał 2-3 świnki, za które nie otrzymał pieniędzy, to musiałby więcej zapłacić, by pójść do sądu i wyegzekwować swoje prawa, niż wynosiła kwota jego roszczenia. Tak pewnie ?nabijano w butelkę? tych najbiedniejszych. 
 
Upadł Instal, ale po drodze pojawił się ludzki błąd. Uratowały się natomiast ropczyckie Magnezyty, chociaż nie było im łatwo. Wydawało się, że spółka będzie ?orłem?, bo weszła do Chin, lecz potem ?obiły? ją opcje walutowe. Ale walczy. Wszystko zależy od ludzi. Gdy się pojawił mocny menedżer, który potrafił wziąć firmę w garść, to to wszystko ?jechało?. Ale jak zabrakło takiego menedżera, to się ?rozjeżdżało?. Wracamy do punktu wyjścia: o sukcesie decydują ludzie. Gdy zabraknie właściwego człowieka, to jest po wszystkim.

Co dzisiaj robi minister skarbu, skoro niewiele zostało już do sprywatyzowania?
 
Pamiętam, że każdy kolejny minister powtarzał,  iż jest ostatnim ministrem i zamknie ministerstwo skarbu. Na Jasionce, podczas spotkania z okazji 20-lecia SSE w Mielcu, powiedziałem, że wszystkie uprawnienia w sferze dominium powinny być w jednym ręku. Podobno wywołało to wielkie oburzenie, największe w Ministerstwie Gospodarki. A ja uważam, że majątkiem skarbu państwa powinien zarządzać minister skarbu państwa. Bo dziś to jest w dużej mierze ?Polska resortowa?: minister gospodarki, minister administracji i cyfryzacji, minister infrastruktury itd. Minister skarbu państwa jest potrzebny i powinien zarządzać wszystkimi aktywami skarbu państwa. W moim przekonaniu, dzisiaj rolą ministerstwa jest koordynacja zachowań wszystkich tych podmiotów, w których skarb państwa posiada udziały, żeby pomnażać jego majątek. Program koordynacji, o którym mówi minister Karpiński, ku temu zmierza. To są przecież w najbliższym czasie inwestycje wartości 174 mld zł. Dzisiaj zadaniem ministra skarbu państwa jest wykorzystać większe możliwości finansowe, które się pojawiły, żeby tę aktywność inwestycyjną uruchamiać. Ze zdziwieniem obserwuję, że jeżeli chodzi o Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A., Podkarpacie aplikuje o środki na poziomie zaledwie 18 mln zł. Najmniej w kraju. Tak jakbyśmy spali. Szkoda. Myślę, że z poziomu ministerstwa uda się uruchomić kilka projektów z PIR. Ale widzę, że samorządy np. z Olsztyna czy Krakowa aplikują o te środki, podpisują umowy. Są to pieniądze dla samorządów bezpieczne, bo to jest spółka państwowa. To nie jest prywatyzacja nie wiadomo skąd, gdyż minister skarbu państwa również zarządza tymi środkami. 
 
Na koniec, coś z bieżącej polityki: to prawda, że będzie Pan kandydatem PO na prezydenta Rzeszowa, gdyby Tadeusz Ferenc potwierdził zamiar kandydowania w jesieni do Senatu i wygrał wybory? 
 
Przedwcześnie mówić na ten temat. Ja podejmuję decyzje szybko. Ale żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
 
Ale nie wyklucza Pan, że będzie kandydował?
 
W życiu nie wykluczam niczego.
 
 
Dr hab. Zdzisław Gawlik, prawnik specjalizujący się w prawie cywilnym, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (filia w Rzeszowie), wykładowca akademicki w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie. W latach 2007-2012 podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, a od 2013 r. sekretarz stanu w tym resorcie. Od 1991 r. związany  z administracją rządową w ramach Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Był głównym specjalistą w delegaturze resortu w Rzeszowie, a w latach 1999?2007 dyrektorem tej delegatury. W wyborach w 2011 r. bez powodzenia kandydował z ramienia Platformy Obywatelskiej do Senatu. 
 
 
 
 
 

KOMENTARZE

Reklama

Z marzeń wyrosła w Korczynie fabryka i pijalnia czekolady

Od zawsze wiedział, co chce w życiu...

Patio przy I LO będzie gotowe jeszcze w tym roku

Do końca tego roku przy I Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie ma być gotowe patio - miejsce relaksu i spotkań młodzieży szkolnej oraz lokalnej społeczności. Patio zostanie wykonane w technologii...

Rekord w specjalnych strefach ekonomicznych: Euro-Park Mielec i Euro-Park Wisłosan

Ponad 980 mln zł inwestycji i niemal 1200 nowych miejsc pracy mają zapewnić firmy, które w pierwszym półroczu tego roku otrzymały...

Szansa na zatrudnienie dla osób młodych, biernych zawodowo. Nowy projekt w RARR S.A

Osoby młode, do 29. roku życia, z niepełnosprawnościami, bierne zawodowo, wywodzące się ze wsi i miast do 20 tys. mieszkańców...

Reklama

Ponad 6 mln zł na Generator Kompetencji. Pieniądze w RARR S.A.

Sumę ponad 6 mln zł ma do rozdysponowania Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. na dofinansowanie szkoleń dla pracowników mikro, małych i średnich przedsiębiorstw...

Przenosiny rozpoczęte! Do końca sierpnia kupcy z Dołowej zapełnią nowe targowisko

Kupcy z popularnego rzeszowskiego bazaru przy ul. Dołowej już rozpoczynają przeprowadzkę na nowy plac targowy, znajdujący...

Premier Beata Szydło na rozpoczęciu roku szkolnego w Dobrzechowie

Z udziałem premier Beaty Szydło, minister edukacji, Anny Zalewskiej, marszałka województwa, Władysława Ortyla, ks. bp. Jana Wątroby oraz wojewody podkarpackiej...

Tańsze pożyczki dla biznesu i wsparcie na starcie działalności gospodarczej

Przez pięć ostatnich lat Fundusz Pożyczkowy Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. wypłacił ponad 25 mln zł pożyczek dla małych...

Jak zmienić polską szkołę na lepsze?! Debata BIZNESiSTYL "Na Żywo"

Koniec z gimnazjami. Do systemu edukacji właśnie wróciły ośmioklasowe szkoły podstawowe. Reforma szkolnictwa budzi kontrowersje, ponieważ przygotowano ją...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Wrzesień-Październik

VIP Wrzesień-Październik
w numerze m.in.:

• Ryszard Jania - w motoryzacji ważny jest sojusz! • Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc • Cerkamed jeszcze pokaże • Dzisiejsza Rosja • Ocaleni Żydzi z Podkarpacia
Money.pl - Kliknij po więcej
Giełda
GPW 2017-09-19 18:49
WIG 64750.09 +0,16%
WIG20 - -
mWIG40 4908.91 +0,32%
sWIG80 15242.28 +0,38%
Wspierane przez Money.pl
Money.pl - Serwis Finansowy nr 1
Kursy walut
NBP 2017-09-19
USD 3,5821 -0,17%
EUR 4,2930 +0,22%
CHF 3,7264 -0,30%
GBP 4,8277 -0,79%
Wspierane przez Money.pl
Money.pl - Kliknij po więcej
Surowce - notowania online
Nazwa Jednostka Wartość [USD] Zmiana Ostatnia zmiana
 Złoto uncja 1309,94 -0,10% [18:38]
 Ropa brent baryłka 54,98 -0,81% [18:38]
 Pallad uncja 911,33 -2,15% [18:37]
 Platyna uncja 948,50 -1,47% [18:38]
 Srebro uncja 17,27 +0,00% [18:38]
Wspierane przez Money.pl
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY