Reklama

Jan Cybis, artysta wielu kultur w Przemyślu

A A A
Antoni Adamski

Dodano: 15-02-2018

Jan Cybis i Kwiaty z ogródka siostry. Reprodukcje BIZNESiSTYL.pl

Jan Cybis i Kwiaty z ogródka siostry. Reprodukcje BIZNESiSTYL.pl

W Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej oraz w Muzeum Kresów w Lubaczowie oglądamy wystawy malarstwa Jana Cybisa, jednego z najwybitniejszych polskich twórców ubiegłego wieku. W czasach, gdy najszybciej starzeją się awangardowe nowości mamy do czynienia z artystą, który swą sztukę zbudował na trwałych wartościach. „Zawsze chodziło Cybisowi o prawdę”- czytamy we wstępie do katalogu ekspozycji. Prace pochodzą ze zbiorów Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu.
 
Życiorys Jana Cibisa (Cybisa) - artysty wielu kultur - jest równie niezwykły jak jego malarstwo. Urodził się w roku 1897 we wsi Wróblin na Śląsku Opolskim. Jego rodzice byli Polakami, lecz uczęszczał do niemieckich szkół. Zainteresowania przyszłego malarza odkrył nauczyciel rysunku w gimnazjum w Głogowie Hans Bloch, miłośnik francuskiego impresjonizmu. Zginął on na froncie francuskim I wojny światowej. W tym kataklizmie brał również udział Jan Cybis, który później - w lutym 1919 rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu im. Fryderyka Wilhelma we Wrocławiu. Po czterech miesiącach wstąpił do miejscowej Akademii Sztuk Pięknych i Przemysłu Artystycznego. Jego nauczycielem został Otto Muller, wybitny niemiecki ekspresjonista, członek znanej grupy „Die Brucke”. Wtedy też student poznał muzea Berlina i Drezna. W roku 1921 - po plebiscycie na Śląsku - uzyskał polskie obywatelstwo, spolszczył pisownię swego nazwiska i przeniósł się do Krakowa. Wychowankowi niemieckich szkół posługiwanie się polszczyzną przysparzało wiele trudności. 
 
Rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych u profesorów: Józefa Mehoffera, Ignacego Pieńkowskiego i Józefa Pankiewicza.  Nie interesował go tradycyjny warsztat malarski czy młodopolska stylistyka lecz awangarda. Jan Cybis wraz z Formistami Polskimi uczestniczył w „koncertach malarskich” czyli wystawach objazdowych oraz innych kontrowersyjnych manifestacjach artystycznych. W 1924 wraz z grupą jedenaściorga studentów pod kierunkiem  profesora Józefa Pankiewicza wyjechał na kilka miesięcy do Paryża. Studenci żartobliwie nazwali się  Komitetem Paryskim. Od skrótu KP weźmie nazwę „kapizm”  czyli postimpresjonizm, który od lat 30-tych aż po okres powojenny kształtował na nowo polską sztukę XX stulecia. Pobyt studentów w Paryżu przedłużył się do roku 1934. Odnieśli tam kilka znaczących sukcesów. Wystawiali swe prace w Galerie Zak nad Sekwaną oraz w Galerie Moos w Genewie.  Jan Cybis otrzymał nagrodę jury, w którym zasiadały sławy malarskie Francji, a słynna amerykańska  mecenaska artystów - Gertruda  Stein zakupiła jego dwie prace. W 1934 r. wziął udział w Biennale Sztuki w Wenecji. 
 
 
Portret malarza Romana Turyna 1933 r. Reprodukcja BIZNESiSTYL.pl
 
Po powrocie francuskie plenery zastąpiły polskie krajobrazy malowane  w dobrach rodziny Mańkowskich (Rudki i Grębanin) i w dworze Mycielskich w Wiśniowej, gdzie artysta powracał przez trzy sezony: w 1935, 1936 i 1939. Właśnie tam zawiązała się malarska kolonia - „wiśniowski Barbizon”. W dworze Jana Zygmunta i Heleny (Hanny) Mycielskich gościli wcześniej najwybitniejsi przedstawiciele Młodej Polski: Józef Mehoffer, Alfons Karpiński czy Tadeusz Stryjeński. W latach 30-tych zawitali tu najwybitniejsi twórcy międzywojnia: Hanna Rudzka-Cybisowa z mężem Janem, Józef  Czapski, Tytus  Czyżewski, Leon Chwistek, Felicjan Kowarski, Zbigniew Pronaszko i Czesław Rzepiński. 
 
„Możesz tu czytać, spacerować, malować i gadać. Byleś tylko znał temat, o którym mówisz. Bo domownicy są pod tym względem nieubłagalni. Wystarczy, żebyś się zagonił z Freudem, Cezannem, Ryszardem Lwie Serce, a będziesz uznany za umysł nieścisły, czyli w przenośni, za idiotę” - głosi zapis uczyniony ręką gospodarza w Księdze Gości. Spotkania miały charakter nieoficjalny. Odbywały  się dyskusje o sztuce, lecz nie organizowano wystaw poplenerowych. Z obrazów i szkiców powstała znakomita kolekcja, którą obecnie oglądać możemy w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie. Wiśniowa stała się azylem dla malarzy pozbawionych na ten szczęśliwy czas trosk o sprawy materialne. 
 
Po powrocie do kraju młodych artystów czekał bowiem niedostatek. Andrzej Osęka pisał: „Inteligencja polska lat dwudziestych, szczególnie ta z tradycjami preferowała całkiem inną sztukę; Wojciech Kossak pozostawał ciągle rodzajem ideału. Do 1939 roku kapiści – i nie tylko zresztą oni, również i grupy awangardowe – żadnego szerszego oddźwięku społecznego w Polsce nie uzyskali. Miało to swój konkretny wyraz: do końca II Rzeczpospolitej wszyscy oni żyli dosłownie w nędzy”. Wrzesień 1939 zastał Jana Cybisa w Krakowie, skąd uciekł do Tarnopola. Zatrzymany przez oddział Armii Czerwonej a następnie zwolniony udał się do Krzemieńca, gdzie przed wojną także jeździł na plenery. Pracował tam jako retuszer fotografii oraz malarz ikon do prawosławnych cerkwi. W roku 1943 dostał się do stolicy, gdzie przeżył piekło Powstania Warszawskiego. Po Powstaniu pomagał prof. Stanisławowi Lorentzowi w ratowaniu  dzieł sztuki ze stołecznego Muzeum Narodowego. Z tą placówką Cybis  związał się na wiele powojennych lat.
 
Reklama
Odbiorcą sztuki postimpresjonistów stało się dopiero pokolenie  powojennej inteligencji. To wtedy kapiści objęli większość stanowisk wykładowców w szkolnictwie artystycznym. Jan Cybis przywodził ugrupowaniu, które usunęło do lamusa seryjnie produkowane cykle  tzw. patriotycznych Kossaków. W 1945 r. artysta został  prezesem Okręgu Warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. W rok później objął katedrę malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w stolicy otrzymując tytuł profesorski. Redagował reaktywowane wówczas przedwojenne pismo „Głos plastyków”. Pracował nad tłumaczeniem esejów Eugene'a Fromantine'a „Mistrzowie dawni”. Krótki okres pracy twórczej przerwała doktryna socrealizmu uchwalona przez rządzącą partię.  W latach 1950- 54  artystę odsunięto  od wykładów i od działalności publicznej. Schronienia udzieliło mu Muzeum Narodowe, gdzie pracował w samotności malując i pisząc o malarstwie. Tłumaczenie „Mistrzów dawnych” Fromantine'a ujrzało światło dzienne w roku 1956. Wybór notatek malarskich i dzienników (w sumie prawie 2 tys. stron maszynopisu) ukazał się dopiero w 1980.
 
Przełomem w polityce kulturalnej i w życiu Cybisa okazał się rok 1956, kiedy to w salach „Zachęty” pokazano retrospektywną wystawę prac artysty. Pięć lat później eksponował swoje płótna w Muzeum Narodowym w Warszawie. W kolejnych latach jego obrazy  prezentowane były w Europie i w świecie: w Sztokholmie, Sao Paulo, Wenecji, Amsterdamie, Genewie, Paryżu, Oslo. Otrzymał nagrodę I stopnia Ministra Kultury i Sztuki. W 1968 r. zaprzestał pracy pedagogicznej i przeszedł na emeryturę. Pełen wydarzeń był rok 1972 – rok jego śmierci. W lutym  wziął udział w swym ostatnim plenerze w Świnoujściu. We wrześniu i październiku odbył podróż do Francji, spotykając się w Nicei z dawnymi przyjaciółmi: Józefem Czapskim i Józefem Jaremą. 13 grudnia Jan Cybis zmarł nagle w swym warszawskim mieszkaniu.
 
 
Katarzyna Winiarska - kuratorka ekspozycji. Fot. BIZNESiSTYL.pl
 
Najpełniejszy zbiór  prac  artysty znajduje się w Muzeum Śląska Opolskiego. Kolekcja liczy 90 płócien oraz 845 prac na papierze. Muzeum Okręgowe w Rzeszowie posiada trzy jego oleje: pejzaż „Z Wiśniowej” ok. 1935 r.  oraz dwie martwe natury: „Kwiaty  w zielonym dzbanku” z 1971 r. i „Martwą naturę z owocami” z 1972.  
 
Twórczość polskich impresjonistów – w tym Jana Cybisa – była w naszej sztuce rewolucją. Choćby z tego powodu, iż zerwała ze schematycznie pojmowaną treścią obrazu. A zatem  z obecnym w niej tematem: narodowym, patriotycznym, rodzajowym, a później - w okresie Młodej Polski – symbolicznym. Kapiści odcięli się od służebnego pojmowania roli sztuki. Malarstwo oparli o „doświadczenia związane z czystą formą, twórczości czerpiącej radość z kształtowania przestrzeni obrazów mocnym, intensywnym kolorem. Taka właśnie była twórczość Jana Cybisa, pełna pasji, nieustępliwa w dążeniu do osiągnięcia kolorystycznej harmonii, kosztem „ładności”, elegancji czy realistycznej poprawności”- pisze Marek Mikrut we wstępie do katalogu wystawy.
 
Dodać przy tym trzeba, iż sztuka Jana Cybisa nie była jednorodna. Raczej stawała się poszukiwaniem, które odbywało się na oczach widza. Niejednokrotnie po latach wracał do swych obrazów, zmieniał je, przemalowywał szukając wciąż nowego kształtu piękna. Malarstwo mistrza wykracza daleko poza jedną estetykę. Nazwanie go postimpresjonistą to błąd. Sięgał on także do doświadczeń Cezanne'a i kubizmu oraz ekspresjonizmu. Wychodził poza płaską przestrzeń płótna, „rzeźbiąc” w grubo nawarstwiającej się strukturze farby i w ten sposób tworzył swój własny obraz świata. Wystawa w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej pokazuje ten zmieniający się obraz artysty: od wczesnego okresu paryskiego po lata 60 i początek lat 70-tych. Przedstawia twórczość mistrza w całym jej bogactwie i zmienności.
 
„Pejzaż z Collioure” z roku 1928 to przykład cezanne'owskiego postrzegania świata, w którym domki miasteczka zamieniają się w uporządkowane geometryczne bryły. Te wpływy utrwalone zostaną w pejzażu z Krzemieńca, gdzie kubistyczny dach domu zanurzony jest w bogatej, rozkwitającej zieleni. Realistyczny jest za to wizerunek dworu w Wiśniowej pogrążonego w intensywnych barwach słonecznego lata. Później maluje grubymi pociągnięciami pędzla, nasyca obraz plamami intensywnego koloru jak np. rozświetlona słońcem „Żółta ściana” (1965).  Z biegiem lat krajobrazy Cybisa ulegają przemianie.  Tracą swą postimpresjonistyczną urodę, zanurzają się w intensywnych  ciemniejących barwach („Ulica w Głogówku”, „Port w Ustce” oba 1970-72). Artysta zaczyna stosować nawet  „brudy  śląskie” zapamiętane z otoczenia w którym się wychował. Nierzadko stosował wspomnianą grubą fakturę („Orłowo” z 1960 oraz „Motyw pejzażowy z Wróblina” - rodzinnej wsi, 1960-72) która oglądana dopiero z dystansu kilkunastu  kroków tworzy pełen ekspresji, rozedrgany obraz świata. 
 
Jan Cybis jest także mistrzem martwych natur: od delikatnych kolorystycznych studiów („Kwiaty z ogródka siostry”, 1949, „Kwiaty”, 1968) w których odczuwamy radość malarza pokazującego urodę świata, aż po godną van Gogha, pełną ekspresji kompozycję („Stół z czerwonymi kwiatami”, 1953). Późne martwe natury z misą oraz z kaczkami (1967-70) pokazują jak artysta w grubej fakturze „rzeźbi” (palcem? szpachlą?) kształt przedmiotów. Intensywne, ciemne barwy rozjaśnia białymi akcentami. 
 
Podobnej ewolucji ulega postać ludzka. W „Studium pracowni” (1925 – 28) rozjaśnione ciało modelki wynurza się z głębi ciemnego tła. Akty z lat 30-tych przeobrażają się z kolorystycznych studiów w pełne ekspresji, malowane grubymi pociągnięciami pędzla pałubiaste, podobne do lalek postacie. W portretach stylizacja przebiega od nasyconego kolorem „Portretu malarza Romana Turyna” z 1933 r. po cezannowski wizerunek „Grażyny”(1949) . 
 
Jan Cybis notował iż „nie ma kolorów ładnych czy brzydkich, są tylko trafnie użyte lub nie” bo każdy obraz musiał być „rozstrzygnięty po malarsku”. Stąd jego powroty do  płócien dawno zakończonych. Po latach dostrzegał w nich konieczność zmiany. O tych zmaganiach Jana Cybisa z materią pisze jego uczeń Tadeusz Dominik: „Z farbami też działy się dziwne rzeczy. Nawarstwiał je, orał w nich jak w ziemi, „maglował” je do granic wytrzymałości, aby po tej operacji doprowadzić materię do uległości. Dawał jej życie...”
 
Pisząc tekst korzystałem z wydawnictw: Jan Cybis,  Notatki malarskie, Dzienniki 1954-1966, PIW Warszawa 1980, Jan Cybis, katalog wystawy, Muzeum Historyczne, Sanok 1995, „Barbizon wiśniowski - mecenat artystyczny Mycielskich w Wiśniowej” 1867-1939, Muzeum Okręgowe, Rzeszów 1997, Dorota Rucka-Marmaj, „Koloryści – kolekcja kolorystów ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, katalog zbiorów”, Rzeszów 2015, Jan Cybis, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Przemyśl 2018 oraz ze wprowadzenia do wystawy autorstwa Katarzyny Winiarskiej - kuratorki ekspozycji.

KOMENTARZE

Marian Stroński. Artysta przemyski i europejski

Należy dziś do legendy. Wybitny malarz związał się...

Muzyczne legendy na scenie w Łańcucie

W czwartek na festiwalowej scenie łańcuckiej Sali Balowej wystąpiły dwie muzyczne legendy: genialny wiolonczelista Ivan Monighetti, ostatni uczeń Mścisława Roztropowicza i wybitny skrzypek, kameralista Jan Stanienda...

Reklama

Anitta Rotter-Pucz - malarka z solińskiego wzgórza

Mówią o niej "Dzikuska znad jeziora" albo bieszczadzka...

Ikony. Autorska galeria Małgorzaty Dawidiuk w Przemyślu

W Przemyślu, w swojej autorskiej galerii...

Z kalendarza. Popielec

Dziś Środa Popielcowa (zwana też Popielcem), która w kalendarzu chrześcijańskim rozpoczyna okres wielkiego postu, czyli czas pokuty, nawrócenia, przygotowania na Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Popielec przypada na 46. dzień kalendarzowy przed...

Bóg się rodzi, moc truchleje...

W sferze sacrum, czy profanum? Choć właściwiej byłoby zapytać; w sferze rozmodlenia, czy konsumpcyjnego szaleństwa pozostajemy w czasie świąt Bożego Narodzenia i na wiele tygodni przed nimi? Wnioski mogą być zaskakujące, bo...

Rzeszowska premiera spektaklu "Popiełuszko" - teatr szuka źródeł dobra

Jest równie fascynujące jak zło, a w czasach, kiedy to drugie zdaje się niepodzielnie panować, pojawia się niespodziewanie i nie pozwala stracić nadziei...

Reklama

Orszak Trzech Króli już po raz szósty przeszedł ulicami Rzeszowa

Ulicami Rzeszowa, przy wiosennej pogodzie i wspaniałej atmosferze, pod hasłem "Bóg jest dla wszystkich", przeszedł w sobotę już po raz szósty Orszak Trzech Króli...

"Idiota" na deskach Siemaszkowej

Miłość, nienawiść, pożądanie, cynizm… nieważne czy w Nowym Jorku, Rzeszowie, czy Petersburgu, mogą stać się szczęściem, albo przekleństwem największym. Bez znaczenia jest miejsce, konwencja, epoka. Na końcu i tak najważniejszy...

Zapomniani bieszczadzcy Żydzi

"Gdyby nie synagoga leska i resztki pięciu izraelickich cmentarzy, nikt by się nie domyślił dawnej obecności Żydów w Bieszczadach" - tak Andrzej Potocki rozpoczyna swój przewodnik po judaistycznym nieistniejącym świecie.

Murale na stodołach. "Cichy Memoriał" Arkadiusza Andrejkowa

19 ścian na starych szopach i stodołach stało się podobraziem dla nietypowych murali. To gigantyczne kopie starych zdjęć, przedstawiają ludzi, którzy kiedyś obok mieszkali...

Fundacja Rzeszowska pokazała film "Rzeszowskie janusze. Rodzina"

Jedna z pierwszych fotografek Galicji i Rzeszów w okresie międzywojennym to temat drugiego już filmu dokumentalnego, jaki Fundacja Rzeszowska nakręciła, wykorzystując...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Listopad-Grudzień

VIP Listopad-Grudzień
w numerze m.in.:

• VIP tylko pyta - z Markiem Dareckim o przemyśle 4.0 • Ks. prof. Michał Heller i prof. Krzysztof Jakowicz • Rusza zimowa wyprawa na K2
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY