Reklama

Z Krymu, zanim zgasło światło. Reportaż Anny Konieckiej

A A A
Anna Koniecka

Dodano: 03-01-2016

Fot. Anna Koniecka

Fot. Anna Koniecka

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
Obudził mnie potężny wstrząs. W pierwszej chwili pomyślałem, że to trzęsienie ziemi. Zerwałem się i wybiegłem na korytarz. Chciałem wejść do kuchni, ale kuchni nie było. Nic nie było – ani podłogi, ani frontowej ściany. W nasz blok trafiła bomba. Mieszkaliśmy na szóstym piętrze… Walerij zawiesił głos, jakby się nad czymś zastanawiał. Po chwili dodał, że tamtej nocy w Doniecku, dopiero kiedy wydostali się z żoną na ulicę i stanęli na „twardym gruncie”, zdał sobie sprawę, ile oboje mieli szczęścia.
 
Nie chcieli kusić losu. Załadowali do auta co się dało, zostawili sąsiadom klucze od rozwalonego na wpół mieszkania i pojechali do krewnych w Mariupolu. Dom krewnych, póki co, jeszcze stał. Było spokojniej, jeśli nie liczyć ostrzału przedmieść przez armię ukraińską (tylko w styczniu 2015 trzydziestu zabitych cywilów).  Uliczne incydenty, kiedy zamaskowani ludzie otwierają nagle ogień do przechodniów, też nie są policzone . Jako epizody bez strategicznego znaczenia.  
 
 - Do Doniecka nie mamy po co wracać. Chyba że po klucze zostawione u sąsiadów –  próbował zażartować z absurdalnej sytuacji Walerij. 
 
Spotkaliśmy się pod koniec września na miejskiej plaży w Teodozji /ros. Fieodosija/. Pierwszy mnie zagadnął, zaciekawiony skąd się wzięła Polka na Krymie, skoro z Polski nikt tu już prawie nie przyjeżdża. 
 
Rozgadaliśmy się. Jak to na Wschodzie. 
 
Walera, emerytowany górnik z Doniecka (trzydzieści trzy lata przepracowane w kopalniach Donbasu i to w czasach, kiedy górnik dołowy zarabiał mniej niż kucharz w stołówce zakładowej), wpadł do Fieodosiji z żoną Tatianą tylko na parę dni. Córka i wnuczka pracują tu dorywczo. Miały razem z nimi wrócić do Mariupola, ale nie chcą. Boją się. – Myśmy się wszyscy stęsknili za normalnością i ja te moje dziewczyny rozumiem –  mówił Walera. 
 
Tatiana wykorzystywała każdą chwilę, żeby się jak najwięcej opalić. 
 
Barchatnyj sezon na Krymie to jest najlepsza pora. Słońce grzeje już nie tak jak latem, morze kryształowo czyste, a większość wczasowiczów powyjeżdżała albo siedzi na walizkach. Dzieciarnia w szkołach. Na plażach ciszej. Luz. Z wyjątkiem Jałty, gdzie właściwie nie ma plaż. Życie towarzyskie stłoczone tu głównie na promenadzie. I na placu przed pomnikiem Lenina, gdzie o zmierzchu zaczynają się, jak trzy dekady temu, tańce. To się nie zmieniło! Starsze panie solo i w duetach żeńskich (w większości) wirują w rytm rosyjskich walców i disco. Mężczyźni (w mniejszości) tkwią ostentacyjnie nad szachownicą, póki nie zapadnie noc.
 
Wtedy jeszcze bardziej widać jak pusto jest w słynnych kurortach. W Gurzufie (najdroższy kurort na Krymie), zabetonowanym szpetnymi wieżowcami hoteli, w oknach przeważa ciemność. Tylko łunnaja darożka taka sama, jak u Ajwazowskiego na obrazie „Księżycowa noc w Gurzufie”. Morze rozświetlone smugą księżycowego światła.
Na Krym przyjechało o jedną trzecią mniej turystów niż w zeszłym roku. A i tamten rok już był mocno odchudzony. 
 
Sprzedawca czeburieków (pierożki z baraniną pieczone w głębokim tłuszczu): - Zajrzałem rano na plażę i co widzę? Ani jednego młodego człowieka. Groza! Same babuszki, piasek z dupek się sypie, lezą na plażę przez siatkę (z sanatoriów przyp. A.K.) z kanapkami ze śniadania. Czeburieka za sto rubli nie kupią. Białorusini kupowali, ale nie przyjeżdżają, nie rozumiem czemu. Ukraińców, czemu nie przyjeżdżają, rozumiem. Zabrania im przyjeżdżać oligarcha prezydent. Wam, Polakom też zabronił. No i jak się pani z tym czuje? Każdy, kto z jewrosojuza przyjeżdża na Krym, jest automatycznie wrogiem Ukrainy i zdrajcą... 

Sprzedawca mówi to, co słyszy z mediów.
 
W rosyjskich stacjach akurat poszła informacja o licealistkach  z Polski, zaproszonych na Krym w nagrodę za wygrany konkurs z literatury rosyjskiej. Nikt by nie zwrócił prawdopodobnie uwagi, gdyby nie to, że nasze ortodoksyjne władze oświatowe nie chciały dopuścić do wyjazdu. A kiedy dziewczęta jednak przyjechały na Krym i zachwycone ekskursją opowiadały o tym do kamery rosyjskiej tv, pojawili się wnet „dyżurni korespondenci” z Polski z niedwuznacznym pytaniem czy aby licealistki zdają sobie sprawę z konsekwencji tych zachwytów po powrocie do kraju? 
 
Oczywiście media rosyjskie to podchwyciły.
 
Na Krymie, oprócz rosyjskojęzycznych stacji, są także ukraińskie i tatarskie – nadawane z Symferopola. Ale jak się przestawi antenę satelitarną, można złapać stację dla Tatarów nadawaną z Kijowa. Zupełnie inna optyka.
 
Bez przestawiania anteny (i bez cenzury Kijowa) można się dowiedzieć, co opozycja w Charkowie mówi o wyborach samorządowych, szykowanych tam przez ukraińskie władze bez udziału tejże opozycji. Lista zarzutów pod adresem liderów pchających się do władzy absolutnej dłuższa jest niż lista płac realizatorów telewizyjnego programu.
 
Jak daleko z mediów do prawdy? 
 
Podróżując po półwyspie krymskim czym się da (ponad 4 tys. km marszrutkami, autobusami wycieczkowymi biez kondicjoniera, itp. lokalnym transportem jak z muzeum motoryzacji), miałam okazję nagadać się z miejscowymi ludźmi i z przyjezdnymi. Tak poznawałam teraźniejszy Krym. Inny niż ten z mediów i opinii wszystkowiedzących ekspertów, którzy nie ruszając tyłków z kanap kreują rzeczywistość na zamówienie polityczne. (To dotyczy również wojny w Donbasie i konsekwencji, jakie ta wojna wlecze za sobą, również na Krym.)
 
Fot. Anna Koniecka
 
Blokada Krymu
 
To nieprawda, że w sklepach są puste półki, a chleb i zapałki są na kartki. Wszystko jest - od kartofli po kawior. Ceny poskoczyły (na niektóre towary pięciokrotnie)  dużo wcześniej niż zablokowali przejścia lądowe z Krymem tzw. obrońcy krymskich Tatarów, a ściślej grupa aktywistów, którzy przenieśli się na Ukrainę i stamtąd uprawiają politykę wspierani przez Prawy Sektor. A za czyje pieniądze? Ano tych, co mają w tym interes, żeby na granicy z Krymem się działo…
 
Tirowcy stojący w kilometrowych kolejkach  na zablokowanej granicy przeklinają w żywy kamień organizatorów blokady.  Najbardziej aktywnemu aktywiście „wdzięczny naród” opisał sprayem paskudnie chałupę, a potem spalił przed chałupą kukłę aktywisty.
 
Tirowcy nie chcą odsprzedawać za biezdurno żywności pośrednikom, którzy jakoś nie mają obaw, czy wjadą z tą żywnością na Krym. Ryzykują? 
 
Płacić myta za wjazd kierowcy też nie chcą. Rośnie kolejka, towar gnije. Zapewnienia organizatorów blokady, że jewrosojuz weźmie tę zgniliznę od ukraińskich producentów z pocałowaniem ręki, pozostają chciejstwem. Patowa sytuacja. Wielka polityka pod hasłem „weźmiemy Krym głodem” jak na razie nieskuteczna. Bije ukraińskich przedsiębiorców po kieszeni. Nie tylko Krymczan.
 
Wykładowczyni literatury rosyjskiej, Galina: - Cen w nieskończoność windować się nie da, bo ludzie przestaną kupować. Każdy coś wyhoduje, zawekuje i na własne potrzeby wystarczy. Nas ekonomii uczyła nauczycielka bieda. Ja tylko przez dwa miesiące czułam się bogata. Szłam do sklepu spożywczego i kupowałam nie patrząc na ceny. Ceny były jeszcze hrywnach, a emeryturę dostawałam już w rublach - 11 tysięcy, i to z haczkiem! Za Ukrainy dostawałam tysiąc… hrywien. Kiedy hrywny na Krymie wycofano z obiegu, ceny poszybowały w górę. Pomimo kontroli urzędowych i społecznych. I znowu trzeba oszczędzać. Ale już nie tak drastycznie jak wcześniej. 

Na bazarze rybnym też obowiązuje cenowy reżim – muchom wolno siadać na hamsie (malutka rybka marynowana w soli, sto rubli za kilo; na surowo niezła, tylko że więcej plucia ościami niż jedzenia).

Na białym amurze (870 rubli/kg) muchom siadać nie wolno. Amura okadzają dymokury. Te same, jakich u nas używa się z zachowaniem środków ostrożnością do odpędzania komarów (dym jest szkodliwy dla ludzi, kontakt z żywnością zabroniony). 
 
- A czemuż te krewetki krymskie, nie dość że malutkie jak pchełki, to jeszcze po 760 rubli?
- Bo są krymskie! Pani se kupi norweskie. Większe są, i tańsze…
 
Fot. Anna Koniecka
 
Stosunki tatarsko-rosyjskie
 
W Fieodosiji, mieście ze starożytnym rodowodem (Teodozja po grecku znaczy od Bogów dana; założyli ją w VI w p.n.e. greccy osadnicy) pomieszkiwałam w saraju za wysokim płotem, który oddzielał sąsiadów tatarskich od rosyjskich. Żyli wcześniej ponoć zgodnie, pomagali sobie nawet, ale gdy Krym powrócił do Rosji, na gliniastej uliczce opodal komendantury wojskowej szlag trafił święty spokój.
 
Reklama
Kiedy urodziło się Rosjance dziecko, Tatarka zaczęła palić śmieci na ulicy, a dym walił w otwarte okna. Zamykać okien się nie dało, bo żara/upał. Próby mediacji, branie na litość, że niemowlęciu dym zaszkodzi, kończyły się tak: - Ja tu jestem u siebie, to jest tatarska ziemia, a tobie jak się nie podoba, to jedź, skąd żeś przyszła. Rosjanka na to, że ona jest stąd, bo tu się urodziła, więc dokąd miałaby pójść?
 
- Do Moskwy!

Na przystanku autobusowym: kłóci się stary mężczyzna z młodym chłopakiem. Nie wiadomo o co. Argument koronny j.w.: - To jest moja ziemia, nie ruska. Mnie w tej ziemi pochowają! A ty won stąd!
 
Podjeżdża autobus, zatłoczony, że stanąć nie bardzo jest gdzie. Chłopak, z którym kłócił się przed momentem stary mężczyzna, pomaga mu wsiąść i wnosi jego kartonowe pudło pełne winogron. Trzyma je przyciśnięte do piersi, pasażerowie napierają. Staremu ktoś ustąpił miejsca, ale pudła od chłopaka nie przejął. Sok z pogniecionych owoców przesiąkł przez karton i cieknie chłopakowi po rękach. – Pani mi wyjmie telefon z kieszeni, bo jak go sok zaleje, to koniec – prosi mnie chłopak. Stary udał, że nie słyszy.
 
Sentymenty polsko-krymskie
 
Czufut- kale. Wyłażę stromą górską ścieżką do najsłynniejszego skalnego miasta (VI w.), i dalej, do równie cennej jako zabytek wioski Karaimów (teraz jacyś profani kręcą tam horror).  Jest wściekle gorąco, słońce wypala mózg. Mruczę sama do siebie, że to podejście to jest dopiero horror i w tym momencie słyszę za sobą radosne: „Pani z Polski?!”  Jakaś młoda kobieta (zasapana jak ja) dogania mnie i wdaje się w konwersację. Była z mężem w Zakopanem, jest zachwycona, chciałaby poznać inne miejsca, więc co bym jej doradziła? No jasne, że Bieszczady!
 
Fieodosija - przed sklepem spożywczym zaczepia mnie kobieta obładowana siatkami. - O! Pani z Polski, a ja już zapomniałam polską mowę. Mama była Polką, są krewni w Polsce, ale nie utrzymujemy kontaktów, zwłaszcza teraz. Widzi pani – jak jeździliśmy do Polski i woziliśmy kawę i rodzynki, które u nas były, a u was nie, to miłość kwitła. Teraz nawet nie zapytają się jak ja żyję. Dobrze żyję. Lepiej jak wtedy. Mogłabym i trzy tygodnie nie wychodzić  z domu – tyle wszystkiego mam. Stać mnie, żeby kupować na zapas! A nie po parę deko jak przez całe życie.
 
Stary Krym – pierwsza stolica Chanatu Krymskiego, miasteczko zaniedbane, jak cały Krym. Przyjechałam odwiedzić Akima Gijasowa, Tatara, który powinien trafić do Księgi Guinnessa razem ze swoją kolekcją skarbów kultury tatarskiej, gromadzonych odkąd wrócił z wygnania w Uzbekistanie. Eksponaty zajmują cały saraj. Słysząc, że jestem z Polski, pan Akim rozpromienił się i zaprasza na poczęstunek, przedstawia żonę, syna. Jest największe muzułmańskie święto Kurban Bajram. Święto ofiarowania. Jemy, co Allah ofiarował, a ściślej - co upiekła żona pana Akima: kosztili, czyli ptasie języki (jak nasze faworki, ale maczane w miodzie). Ciasto orzechowo- miodowe,  też sama słodycz.
 
Rozmowa gorzka. Akim Gijasow, który piekło przeszedł na wygnaniu, a był wtedy niedużym chłopcem, znów jest pełen obaw. O rodzinę, o to, jak dalej będzie na Krymie. - Na razie jest chaos – mówi i daje przykład z paszportami. Wyjechać z ukraińskim paszportem można, ale wrócić można już tylko na trzy miesiące – jak cudzoziemiec, chociaż tutejszy! Rosja nie uznaje podwójnego obywatelstwa. Mówi się, że kto nie zda ukraińskiego paszportu do końca roku, zapłaci karę albo będzie musiał ileś godzin odpracować na cele publiczne. Jak jakiś przestępca.
 
Stosunki ukraińsko-rosyjskie
 
Przy uwiązanym na sznurku szlabanie zamykającym drogę donikąd w Fieodosiji: ślepa uliczka, kilka starych willi, dalej skarpa schodzi ostro do morza.
 
Mężczyzna przy szlabanie (biała koszula, beżowe spodnie, markowe mokasyny) dyskutuje z rosyjskim turystą o zajęciu Krymu.

- I na co nam to było? Za Ukrainy było lepiej. Teraz nie ma turystów, a ja siedzę i pociągam za sznurek. Ja, fizyk komputerowy! Pracowałem w branży, potem wszedłem w turystykę i… wyszedłem na dziady!
- Jak to, na co nam to było? Banderowcy by tu przyszli!  
- A kto to są banderowcy? Tacy sami ludzie jak my. Do mnie przyjeżdżają. Normalni ludzie. Grzeczni. 
- A w Donbasie co wyprawiają, nie spytał ich pan? A w Odessie – jak spalili żywcem ludzi?
- Gdyby Ruscy nie zabrali Krymu, nie byłoby Donbasu.
- Byłby! Wojna w Donbasie jest potrzebna władzom w Kijowie. Podczas wojny nikt władzy nie rozlicza.
 
Słuchając tego ukraińsko-rosyjskiego dialogu myślałam o Walerze z Doniecka. 
 
Walera mówił jak żyje wojenny Donbas. W Doniecku są czynne tylko dwie kopalnie. Trzecią zalewa woda. Górnicy walczą, żeby uratować tę kopalnię i miejsca pracy, których dramatycznie brakuje w mieście, ale szanse są beznadziejne. Jest wojna. Brakuje wszystkiego  - począwszy od żywności po lekarstwa. Transporty z pomocą humanitarną z Rosji nie nadążają. Ludzie, gdy wychodzą z domu, żegnają się, jakby szli na front. Przecież nie wiadomo, gdzie znów rąbnie bomba.  
 
Jeżeli zbombardowane w Doniecku przez ukraińskie wojsko wodociągi nie zostaną do mrozów wyremontowane, miastu, w tym 700 tysiącom dzieci, grozi katastrofa humanitarna. 
 
Fot. Anna Koniecka
 
Polska ptica
 
Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica. A jednak. Daleko nam teraz na Krym, odkąd Ukraina zamknęła połączenia kolejowe i lotnicze z Symferopolem. To jest teraz podróż dla cierpliwych. Mnie zajęła prawie trzy doby – z techniczną przerwą po wylądowaniu w Moskwie, bo na samolot do Symferopola się nie załapałam. Jedyne wyjście - pociąg do Rostowa nad Donem; zwykle dziewiętnaście godzin. Tym razem plus trzy. Jak objaśniła potem prowadnica/konduktorko-opiekunka wagonu, pociąg towarowy specjalnego przeznaczenia nie chciał naszego przepuścić, więc staliśmy gdzieś w polach aż ten spec-pociąg przejechał. 
 
Rostow n. Donem leży blisko ukraińskiej granicy. Blisko Mariupola. Zanim Ukraina zamknęła granicę, rosyjskie pociągi przejeżdżały kawałek po ukraińskich torach.
 
W Rostowie, żeby kupić bilet autobusowy na Krym (pociąg  z Moskwy we wrześniu już nie kursuje), trzeba okazać paszport w okienku międzynarodowym. Bilet jest imienny. Podróż w oszczędnie do bólu stłoczonych fotelach, żeby więcej pasażerów zmieścić, trwa ok. dwanaście godzin. Lub dłużej jeśli w Cieśninie Kerczeńskiej  buja (a lubi) i wtedy promy nie kursują.
 
Miałam szczęście. Bujało, ale mało; noc była jasna, widać było jak zgrabnie manewruje na fali prom przewożący wagony towarowe i cysterny z paliwem. 
 
Mostu budowanego przez cieśninę (19 km za 230 mld rubli) nie da się zobaczyć, ale kawałek techniczny (tysiąc metrów) już jest; posłuży do budowy głównego mostu. Most ma być gotowy za ok. dwa lata. Od tego zależy powrót Krymu do normalności.
 
Ile zajmie odrabianie reszty trzydziestoletnich zaniedbań?
 
Jak przyjechałam, remontowano właśnie główną drogę do Symferopola, bo rozsypała się w pył. Praca na okrągły zegar. Droga jest. W Starym Krymie jest nawet chodnik! W dwustutysięcznej Fieodosiji jeszcze leżą pokruszone betonowe płyty, jak na zapomnianej budowie. Promenada - kafelki z radzieckich czasów trzymają się, dobra robota. Kanalizacja nowożytnie spartolona - śmierdzi jak wszyscy diabli. Rzeczka – ściek przez środek miasta.
 
Swietłana, przedszkolanka mówi, że w ciągu ostatnich siedem lat już trzeci mer rządzi miastem. Pierwszy zmarł na stadionie podczas meczu, ale różnie się mówi o przyczynie zgonu. Drugiego mera zastrzelono przed dwoma laty. Obecnie panujący nie dba o miasto.
 
Pod  rozpadającymi się balkonami wielopiętrowych budynków, które były chyba sanatoriami a teraz popadają w ruinę, strach przejść. Nie tylko w Fieodosiji. W Jałcie też. 
Odpacykowana od frontu, w podwórka lepiej nie zaglądać. Na przystań przy Jaskółczym Gnieździe schodzi się wąskimi schodkami, ogrodzonymi po obu stronach wysokim żelaznym płotem - jak wybieg dla lwów. Za płotem sanatoria – widma. Olbrzymie zapomniane przestrzenie.
 
Deptak w Jałcie / Fot. Anna Koniecka
 
Płoty, zasieki, mury na plażach na całym wybrzeżu – z tym przyjdzie powalczyć. Tablice – wstęp wzbroniony, nie ma przejścia, w większości pozdejmowano. Plaże już są dla wszystkich, za darmo. 
 
Krymczanie pytani, czego im najbardziej potrzeba, odpowiadali przeważnie:  lepszych dróg, miejsc pracy, lepszych zarobków, wody i spokoju. 
 
PS. Kiedy piszę ten tekst, ktoś wysadził w powietrze słupy trakcji elektrycznej, którą dostarczany był prąd na Krym. Dwa i pół miliona ludzi nie ma światła. Woda jest racjonowana. „Aktywiści” zza ukraińskiej granicy zapowiadali, że w  ramach pomocy krymskim Tatarom, oprócz permanentnej blokady dostaw żywności, trzeba im jeszcze odciąć prąd. 

KOMENTARZE

Boski Krym - okno na orientalny, tajemniczy wschód

Ukraińcy nie bez powodu nazywają Krym najbardziej...

Żydzi w Przemyślu, czyli świat przeszły niezapomniany

Najstarsza wzmianka o polskich Żydach...

Kogo cieszy, a kogo martwi słaba złotówka

Z Romanem Przasnyskim, analitykiem z centrali Open Finance w Warszawie...

Wakacyjne podróże. Krym Czechowa

Lata spędzone na Krymie zamykają życie Antoniego Czechowa. Tu powstały jego najważniejsze dramaty. Stąd uciekł do niemieckiego kurortu Badenweiler, aby nie umierać na oczach rodziny. Pozostała po nim willa w Jałcie: skromny...

Herbata na jesienne wieczory

Coraz dłuższe i chłodniejsze jesienne wieczory sprawiają, że najchętniej spędzilibyśmy ten czas pod ciepłym kocem i z filiżanką pysznej herbaty. Jaki rodzaj herbaty wybierzemy zależy tylko od nas i naszych upodobań, sposobów jej podawania...

zobacz więcej
Reklama

Podkarpackie na wakacje

Przyjezdni, ale i miejscowi mogą zobaczyć dziś w naszym regionie dużo więcej niż wczoraj. I nie chodzi...

6 najpiękniejszych zdjęć Podkarpacia wiosną

Zdjęcie z widokiem na otulony mgłami XIX-wieczny kościół...

Duch Mycielskich wciąż błąka się po pałacu w Wiśniowej

Polska gościnność, europejska kultura - mówiono o domu rodziny Mycielskich w Wiśniowej. Do ich galicyjskiego dworu niedaleko Strzyżowa na początku XX wieku zjeżdżali znakomici...

K. Paluch Wooden Bags. Drewniane dzieła sztuki

Model NR-03 składa się z ok. 600 elementów, w tym 250 pierścieni, które Krzysztof Paluch robi i szlifuje sam z aluminiowej rurki. Potem każdy z 250 pierścieni skleja do siebie klejem dwuskładnikowym...

Prywatne fortece wokół Przemyśla

Przez pół wieku: w latach 1955 – 2005 Fort XII Werner w Żurawicy pod Przemyślem był wojskowym magazynem uzbrojenia i amunicji. Otoczony solidnym ogrodzeniem, pilnie strzeżony, pozostawał niedostępny dla osób postronnych...

Reklama

Curry Me - orientalne smaki w centrum Rzeszowa

Z pozoru mały lokal we wnęce, w ścisłym centrum Rzeszowa. A w środku? Bogactwo smaku, zapachu i kultury orientu. Curry Me, restauracja, którą założył Cezar Łuniewski, miłośnik orientalnej kuchni...

Włoski dla początkujących. Za darmo we włoskiej restauracji w Rzeszowie

Od czwartku, 9 sierpnia w Rzeszowie rozpoczyna się darmowy kurs włoskiego od podstaw, podczas którego uczestnicy będą poznawać także z kulturę...

Lokalni twórcy wychodzą z pracowni na Targi Mody Made in Rzeszów

Trzynaście marek z branży fashion z Rzeszowa i okolic zaprezentuje swoje projekty podczas pierwszych Targów Mody Made in Rzeszów. W niedzielę, 12 sierpnia na placu...

Pociągi sezonowe na Słowację, do Sandomierza i Zamościa do końca wakacji

Tylko do końca wakacji będą kursować pociągi sezonowe z Rzeszowa do trzech miast: Sandomierza, Zamościa oraz Medzilaborzec (Słowacja). Osoby...

Dziarski Barista. Z miłości do kawy w Rzeszowie

Rurki z makaronu, tonik espresso i tiramisu z niespodzianką. To tylko kilka propozycji, jakie znajdziemy w świeżo otwartej kawiarni Dziarski Barista tuż przy rzeszowskim Rynku. Lokal stworzony przez...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr. 58

VIP Biznes&Styl Nr. 58
w numerze m.in.:

• JIVR Bike z Mielca • Nauka uprawiana w symbiozie z biznesem • Lekarz, który zaraził się wirusem podróży • Twarze Podkarpacia. 10 lat VIP Biznes&Styl • Plakaty Wiesława Grzegorczyka • Kongres TSLA Expo 2018 Autosan wstaje z kolan • 50 lat zapory i elektrowni
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.