Reklama

Nie ma zwycięstw bez totalnej opozycji. Felieton Anny Konieckiej

A A A
Anna Koniecka

Dodano: 18-09-2017

Anna Koniecka. Fot. Tadeusz Poźniak

Anna Koniecka. Fot. Tadeusz Poźniak

Są różne sposoby wykańczania przeciwników. Można na rympał, ale można też pomaleńku, w białych rękawiczkach jednego czy drugiego nękać i w końcu zgnoić, a samemu rączek nie pobrudzić. Tylko że posługując się tą metodą trzeba poczekać dłużej na efekt i to będzie, niestety, efekt jednostkowy. Na "totalny" efekt wykończenia całej "totalnej" opozycji nie ma co liczyć. A czas się kurczy, "taśmy prawdy" oraz powtarzana w kółko lista pretensji pod adresem poprzedniej władzy już nikogo nie ekscytuje, poza kierownikiem magazynu, który wydaje tę amunicję.
 
Ktoś użył takiego porównania, które jest niezbyt fortunne, ale trafne – że z opozycją jest jak z Hydrą, jeden łeb utniesz, odrosną następne. Bo nie ma politycznych zwycięstw bez totalnej opozycji; konstruktywna opozycja nigdy nie wygrywa wyborów, a totalna – zawsze. PiS przecież też było totalną opozycją wygrywając ostatnie wybory w 2015 roku. 
 
Czemu amunicja używana przez obóz władzy nie zabija, tylko robi dym? Bo ta nowa władza robi dokładnie to samo, co stara. Chociaż ośmiorniczek nie jada ostentacyjnie na nasz koszt, tylko kleik.
 
"Totalna władza", tak samo jak tamta, co poiła nas ciepłą wodą z kranu, też futruje wyłącznie swoich – zatrudnia, awansuje i nagradza. Siebie i podległy-uległy personel. Tylko dwa przykłady, drobnica - wziąwszy pod uwagę skalę nagród za ubiegły rok, jakie sobie przyznał rząd, a uskładało się tego w sumie ponad 70 milionów złotych. I to nie jest pełna kwota, nie wszystkie ministerstwa ujawniły wysokość nagród, chociaż to są publiczne – czytaj – nasze pieniądze, więc ich sposób wydawania powinien być transparentny. Inaczej zachodzi podejrzenie, że ktoś coś komuś za coś pod stołem… No i po co te tajemnice? 
 
Sęk w tym, że nagradzanie przestało być formą wyróżnienia. Jest po prostu składową pensji jak dodatek za wysługę lat i inne dodatki. W szczegółach to wygląda na przykład tak: posłanka Elżbieta Witek dostała w 2016 roku aż cztery razy nagrodę indywidualną! W sumie ponad 30 tys. zł. A pani premier przyznała sobie ponad 60 tys. zł. No bo kto inny? Prezes PiS? Minister finansów, który de iure stoi niżej w hierarchii niż premier?
 
W podległej rządowi (de facto, a nie de iure)  instytucji, jaką jest publiczna telewizja, pani, której zasługi  prezes TVP szczególnie docenił, otrzymywała nagrody też cztery razy w zeszłym roku, czyli z identyczną częstotliwością co posłanka Witek. W 2016 roku pani z telewizji dostała 68 tys. złotych premii – podał Fakt. TVP tłumaczy, że nagrody wspomniana pani otrzymała za "szereg kluczowych dla TVP projektów realizowanych w tamtym okresie, m.in.: organizację szczytu NATO, Światowych Dni Młodzieży, opracowanie ramówki jesiennej oraz koncepcji organizacji Sylwestra w Zakopanem".
 
Nie kwestionując zasług, mam pytanie: to kto u licha był w końcu ojcem tego natowskiego sukcesu? Nie minister wojny Macierewicz? To jemu przecież gratulował prezes PiS!
 
Mówię o tym, bo za parę tygodni znowu ten temat powróci. Usłyszymy o kolejnych nagrodach, jakie sobie rozdaje rząd, bo przecież się stara, i to jak?! Pani premier powiedziała, że ona nie ma w rządzie ani jednego ministra, który by nie miał sukcesów. To ja się pytam, i nie tylko ja, jakie sukcesy ma minister zdrowia? 
 
Reklama
Gdzie są te obiecane darmowe albo chociaż tanie leki dla starych ludzi? Nie mydlmy oczu eufemizmami  typu "seniorzy". Starzy ludzie – oni nadal nie wykupują leków, bo te, których naprawdę potrzebują, są drogie. Spyta pan minister w pierwszej lepszej aptece osiedlowej! Powiedzą; nie trzeba się bać kontaktu z ludźmi.  
 
30 tysięcy Polaków umiera co roku na raka, chociaż mogliby żyć. Ale w  tym systemie opieki medycznej, jaki mamy, to umieranie jest normą, a nie leczenie. Mimo że teorie mamy opanowane do perfekcji. I mamy wspaniałych specjalistów. Lecz gołymi rękami cudu to może dokonać chirurg. Onkolog musi mieć dostęp do skutecznych, nowoczesnych terapii. Takich, jakie stosują jego europejscy koledzy.
 
Co chwilę  słychać apel w mediach – potrzebne pieniądze na lek. Nie jakieś mecyje, lecz taki, który na Zachodzie jest już dawno standardowym lekiem.
 
Dlaczego Polacy w ogóle leczą się sami – aż 80 procent! Dlatego, że lubią, że mają sami taką ogromną medyczną wiedzę? Nie! Dlatego, że dostęp do lekarzy mamy jeden z najgorszych w Europie. Według wskaźnika OECD -  na 1000 mieszkańców przypada 2,2 lekarza. Ilu wyjechało i nadal wyjeżdża za granicę, ministerstwo zdrowia nie wie. 
 
A czemu na dyżurze zmarł kolejny w tym roku lekarz? Tym razem 59-letni chirurg, który – jak podaje Fakt24.pl - zasłabł po 24-godzinnym dyżurze kontraktowym. Tuż przed tym, zanim zaczął pełnić kolejny dyżur na szpitalnym oddziale ratunkowym. Słowo klucz: kontraktowy. Czyli nie na etacie.
 
Gazeta Prawna, powołując się na liczne publikacje naukowe, zwracała już kilka lat temu uwagę na patologiczne wręcz zjawisko wzrostu liczby lekarzy zatrudnianych na kontraktach. Skąd się ten patologiczny wzrost  liczby zatrudnianych lekarzy na kontraktach bierze? Bo można więcej w ten sposób zarobić. Pracując na okrągło, ile się tylko wytrzyma. Lekarzy kontraktowych nie obowiązuje unijna dyrektywa, zgodnie z którą tylko lekarze zatrudnieni na etatach nie mogą pracować więcej niż 48 godzin tygodniowo. Kontraktowi mogą. Więc pracują… do upadłego.
 
Jak podaje Śląska Izba Lekarska - wielu lekarzy zatrudnionych dotychczas na podstawie umowy o pracę spotyka się z propozycjami przechodzenia na kontrakty. Czemu tak? Dla placówki medycznej to jest korzystniejsze rozwiązanie niż utrzymywać lekarza na etacie, płacić za niego ZUS, urlop mu płacić, chorobowe, odpowiadać za ewentualne błędy medyczne i wypłacać odszkodowania pacjentom.
 
Kontraktowy lekarz musi to wszystko wziąć na siebie. I jeszcze parę innych spraw. Pracodawca może przerzucić na niego np. płacenie kar umownych naliczanych szpitalowi przez NFZ. W zamian pozwala mu pracować w szpitalu po kilkaset godzin miesięcznie. Jakość pracy? Bezpieczeństwo pacjentów? A cóż to obchodzi pana doktora Radziwiłła, gdy jest zatrudniony na etacie jako minister zdrowia. Co to obchodzi rząd? Rząd ma swoją lecznicę i problem go nie dotyczy, ani członków rodziny.
 
To jest chory system.  
 
Przypomina film o ludziach, którzy zgodzili się wziąć udział w maratonie tańca na morderczych,  wręcz nieludzkich warunkach. Zgodzili się, bo musieli zarobić, mieli rodziny, dzieci, był kryzys, nie było pracy.  A skoro się zgodzili, to musieli tańczyć do upadłego. Ale to było ich ryzyko, ich wybór. Nie krzywdzili nikogo, oprócz siebie.
Ten film nosił tytuł „Czyż nie dobija się koni”. 
 
PS. 

Za nadużywanie słowa "totalna" nie przepraszam, bo to jest najważniejsze teraz słowo. Każda publiczna wypowiedź kogoś z obozu władzy, choćby dotyczyła rozwolnienia, musi się zakończyć frazą: "totalna opozycja". A poparzcie Państwo na pana Błaszczaka, jak on to słowo wymawia, składając usta w dziubek. Jakby wypowiadanie tego słowa sprawiało mu za każdym razem totalną przyjemność. A co sobie chłopisko będzie żałował. Tak ciężko pracuje!

KOMENTARZE

Cztery godziny z Kazimierzem Górskim

O Euro 2012 powoli zapominamy, szczególnie o sportowych ?osiągnięciach? naszej...

Bezradni kontra bezsilni

Konflikt izraelsko- palestyński obserwuję z Ejlatu, pięknego miasta położonego nad zatoką Akaba (morze...

Unikatowy labirynt w Przemyślu

Przemyskie kanały z XVII w. to zabytek unikalny w skali europejskiej. Ciągnęły się...

Angela Gaber Trio i jej "Opowieść z Ziemi"

"Opowieści z Ziemi", debiutancki krążek zespołu Angela Gaber Trio ? polsko-kazachskiego projektu muzycznego niezwykle atrakcyjnie muzykę bieszczadzkiego tygla kultur połączył z dźwiękami elektronicznymi...

Sztuka wznoszenia toastów

Kilka zgrabnie ujętych zdań to bardzo miły gest w stronę gości lub gospodarza. Toasty wznoszone są zazwyczaj na weselach za szczęście młodej pary. I choć wydaje się, że toast jest rzeczą spontaniczną, to obowiązuje go kilka ważnych zasad...

zobacz więcej
Reklama

"Teraz komiks!" Wojciecha Jamy w Muzeum Narodowym

Z Wojciechem Jamą, twórcą Muzeum Dobranocek w Rzeszowie i organizatorem wystawy komiksu w Muzeum Narodowym w Krakowie, rozmawia Antoni Adamski

Zmarł prezydent Mielca, Daniel Kozdęba. Miał 41 lat.

Po długiej walce z rakiem, w środę, 28 lutego 2018, zmarł Daniel Kozdęba, prezydent Mielca. Miał 41 lat. Wybory na prezydenta Mielca wygrał w 2014 roku.

Józef Leśniak, prezes Autometu: Z synami mogę więcej

W ubiegłym roku w Sanoku wyprodukowano i wprowadzono na rynek autobus elektryczny. Automet Electric to dzieło rodzinnej firmy, założonej w 1990 roku przez Józefa Leśniaka, byłego szefa...

Reklama

Prof. Anna Siewierska-Chmaj z Rzeszowa została rektorem krakowskiej WSE

Profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie dr hab. Anna Siewierska-Chmaj została wybrana na rektora Wyższej Szkoły Europejskiej im...

Kazimierz Rak, mistrz z Rzeszowa, wyróżniony przez cukierników

Kazimierz Rak, współwłaściciel popularnej rzeszowskiej cukierni z ul. Miodowej "J. Orłowski i K. Rak", której tradycje sięgają lat 70. XX wieku, został uznany za...

15-latek z Rzeszowa idzie w ślady Kubicy. Będą testy na włoskich torach

Chłopak z Rzeszowa, o którym jeszcze niedawno prawie nikt nie słyszał, ma szansę zrobić karierę, może nawet światową. Ale czy tak się faktycznie...

Rok Arcybiskupa. 400 kościołów Ignacego Tokarczuka

Z dr. Mariuszem Krzysztofińskim, historykiem, autorem książek o arcybiskupie Ignacym Tokarczuku, rozmawia Alina Bosak

Jestem Segal i Cwynar. Krzyż Kawalerski dla Abrahama Segala

Gdy dokładnie dwa lata temu otwierano Muzeum im. Rodziny Ulmów w Markowej, słowa wypowiedziane przez Abrahama Segala, choć tylko za pośrednictwem telebimu, były najbardziej wstrząsającym...

zobacz więcej

POLECANE

VIP STYCZEŃ-LUTY

VIP STYCZEŃ-LUTY
w numerze m.in.:

• Automet. Rodzina Leśniaków w motoryzacyjnym biznesie • Jola i Robert Jareccy. Kino studyjne w Zatwarnicy • 400 kościołów Ignacego Tokarczuka • Opowieść o przedwojennym Rzeszowie
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY