Reklama

Prezes z Chmiela. Historia bieszczadzkiego trapera

A A A
Aneta Gieroń

Dodano: 08-01-2016

fot. T. Poźniak

fot. T. Poźniak

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
Dziś w Bieszczadach duże pieniądze widać na każdym kroku, przyjeżdża inwestor, wykłada miliony i powstaje hotel, albo pensjonat. Prawdziwych traperów, którzy od kilkudziesięciu lat oswajali dzikie ścieżki, własnymi rękami karczowali las i stawiali pierwsze pensjonaty, jest może kilkunastu. Dlatego, gdy w okolicach Otrytu na koniu przemknie długowłosy mężczyzna, koniecznie w kapeluszu, w ciemno krzyczą za nim „Prezes”. Ryszarda Krzeszewskiego w Bieszczadach znają wszyscy, mało kto tylko pamięta jego prawdziwe imię i nazwisko. Wiele lat temu utarło się „Prezes” i tak zostało, chyba że jeszcze ktoś z amerykańska zakrzyknie: Ty, Zaklinacz Koni z Chmiela?!

Kto by pomyślał?! Ten wysoki, brodaty mężczyzna, na oko hipis z traperem w jednym, to technik włókiennik, który w Bieszczady przyjechał z Łodzi.
 
- Takie to były czasy na początku lat 70. XX wieku – opowiada Ryszard Krzeszewski. - Młody, zaczytany w książkach Karola Maya, Jacka Londona i naszych Centkiewiczów, nie dziwota, że zamarzyła mi się traperka, dziewicza przyroda jak w Kanadzie albo na Alasce i ja na koniu przemierzający dzikie tereny. Dla chłopaka z Łodzi zatrudnionego w fabryce „Dywilan”, gdzie pracowało się na trzy zmiany, Bieszczady zdawały się polskim dzikim zachodem, tym bardziej, że wtedy te tereny opisywano jako dzikie, niedostępne, słabo zaludnione i czekające na nowych osadników.
 
Krzeszewski wziął więc plecak w wakacje i pojechał na południe Polski. Przewędrował z Krynicy Górskiej przez Beskid Niski do Halicza i zachwycił się Bieszczadami. - Byłem zafascynowany górami, klimatem miejsca, ludźmi, którzy żyli blisko natury i zdawali się być wolni. To była zupełnie inna atmosfera niż duszny PRL w dużych miastach. Amerykańskie Dzieci Kwiaty buntowały się przeciwko wojnie w Wietnamie i kapitalizmowi, ja miałem dość komuny – wspomina. 
 
Szybko w te Bieszczady wrócił. W 1974 roku rzucił pracę w „Dywilanie” i w sierpniu znów był w Bieszczadach, gdzie tym razem planował zostać na dłużej. Trafił do dawnej bieszczadzkiej wsi Caryńskie, z której po wojnie wszystkich mieszkańców wysiedlono, zabudowania i cerkiew spalono, ale wieś ze względu na swoje położenie - z dala od szlaków i dróg - stała się w latach 60. i 70. XX wieku słynnym adresem, pod który  zjeżdżali polscy hipisi kontestować rzeczywistość.
 
 – To było kolorowe towarzystwo; trochę uczniów, studentów, trafiali się też byli więźniowie, którzy po odbyciu kary w półotwartym więzieniu w Bieszczadach, pozostawali tu na stałe. Jesienią studenci i uczniowie rozjechali się po Polsce, a ja postanowiłem zostać i sprawdzić się w trudnych warunkach – opowiada Prezes. Na początku mieszkał w namiocie, potem zaczął budować szałas na Caryńskiem. Brzozowe bale poobijał folią, szpary poutykał mchem, a w środku zrobił piec z kamieni i cegieł, jakie znalazł po zabudowaniach nieistniejącej już wsi. Jak mróz ścisnął bardzo, szło się do schroniska „Koliba” – ogrzać, pogadać z innymi, pożartować.
 
Prezes z Jaskiniowego Klubu Sportowego
 
Z tamtych czasów pochodzi też legendarna ksywka Prezes. – Żartowaliśmy, że do schroniska można by na nartach zjeżdżać, bo szybciej i przyjemniej, a przy okazji założymy Jaskiniowy Klub Sportowy. Ja miałem wtedy takie stare, drewniane narty zapinane na sprężynę. Koledzy szybko podchwycili, że skoro mam nartę, to i prezesem klubu mogę zostać. Na początku się krzywiłem na tego Prezesa, szybko to jednak wyszło z kręgu ludzi pod Caryńskiem, ktoś podłapał w sklepie, inny powtórzył w knajpie i tak się rozeszło po Bieszczadach. Dziś prawie nikt nie mówi do mnie Krzeszewski, tylko Prezes, nawet wójt w Lutowiskach tak się do mnie zwracał – wspomina.  
 
Tak pod Caryńskiem Krzeszewski spędził ponad dwa lata, w lecie zbierał jagody, grzyby i wystarczało na przeżycie w Bieszczadach przez zimę. Piękny zakątek miał też swoją wadę, leżał w pasie przygranicznym i był magnesem dla wszelkich niebieskich ptaków. W końcu esbecy z milicjantami i pogranicznikami zrobili nalot na Caryńskie, zniszczyli namioty i szałasy, a nielegalnych lokatorów aresztowali. Krzeszewskiego wtedy w szałasie nie było, gdy wrócił wieczorem, nie było co zbierać. Prezes próbował jeszcze jakoś przetrwać, pomieszkiwał w namiocie, w „Chacie Socjologa”, w końcu przyszła sroga zima i w Wigilię wrócił do Łodzi. W dodatku był szukany listem gończym i coś trzeba było wymyślić na usprawiedliwienie przed milicją. 
 
- Byłem przestępcą, bo bez stałej pracy i zameldowania mieszkałem w Caryńskiem, a to było strefa przygraniczna – tłumaczy Prezes. – Dziś wydaje się to śmieszne i absurdalne, ale wtedy były z tego poważne kłopoty. Wróciłem do Łodzi, znalazłem pracę, z czym jako mistrz włókiennik nie miałem większego problemu i zgłosiłem się do łódzkiej milicji, udając, że zupełnie nie wiem, skąd ten list gończy. Przekonałem ich, że byłem spokojnym turystą, który spędził trochę czasu w Bieszczadach, a miejscowi milicjanci jakieś głupoty na mnie wypisują. Funkcjonariusze za bardzo nie dociekali i sprawa się rozmyła.
 
fot. T. Poźniak
 
Wtedy też wydawało się, że Ryszard Krzeszewski raz na zawsze pożegna się z Bieszczadami. Na dobrych kilka lat osiadł w Łodzi, poszedł przykładnie do pracy w fabryce, znalazł sobie dziewczynę, która później została jego żoną i na rok wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
 
- Ale jak w 1980 roku w Stanach zobaczyłem w telewizorze Wałęsę, strajki w Polsce i ten klimat „wolności”, zostawiłem wszystko i pognałem do Polski – dodaje. W amerykańskich dżinsach i z niewielką kupką dolarów w kieszeni, od razu po powrocie pojechał w Bieszczady. Uparł się, że jako osadnik kupi ziemię i tym razem już na stałe, legalnie osiądzie w górach. Ktoś mu podpowiedział, że ładna działka jest w Chmielu, na co się skrzywił, bo przecież przez dwa lat spędzone pod Caryńskiem schodził te tereny i jakoś nic takiego mu się w oczy nie rzuciło. W końcu jednak pojechał, i jak usiadł pod drzewami na stoku Otrytu, gdzie w dole miał San, a przed sobą panoramę na Dwernik - Kamień, Połoninę Caryńską i Smerek, wstać już nie chciał.
 
I się zaczęło. Ziemi żadnej nie będzie, bo Krzeszewski przecież nie rolnik, ani syn rolnika, w dodatku jakiś hipis. Miejscowe władze, przyszłym kupcem i osadnikiem na ich terenie zachwycone nie były. Ale co tam, 30-latek za stary na zawodową szkołę rolniczą, pojechał na kursy rolnicze do Rozwadowa, dyplom dostał i… wybuchł stan wojenny. – Byłem pewny, że o ziemi w Chmielu mogę zapomnieć – mówi Prezes. I…  szok, do gminy Lutowiska wkroczył wojskowy komisarz, jak to było w większości gmin w Polsce w tamtym czasie i bardzo chciał udowodnić swoją skuteczność. Od ręki kazał załatwiać wszystkie nierozpatrzone sprawy w gminie i tak w lutym 1982 roku do Łodzi, gdzie Prezes już powrócił bez nadziei na żywot w Bieszczadach, przyszło wezwanie, by natychmiast przyjeżdżał do Lutowisk i kupował prawie 15 hektarów ziemi w Chmielu.
 
Chłopak z Łodzi osadnikiem w Chmielu
 
- Prawie na skrzydłach pognałem wtedy w Bieszczady – śmieje się Prezes. – Dostałem zniżki na ziemię jako młody rolnik, osadnik i jeszcze mający rodzinę, bo wcześniej wziąłem ślub z dziewczyną, z którą byłem w Stanach i za 4,5 tys. zł stałem się właścicielem działki w Chmielu. To były śmiesznie małe pieniądze, porównywalne z jedną średnią pensją.
 
Krzeszewski doczekał jeszcze w Łodzi do lata i w czerwcu 1982 roku przyjechał do Chmielu, skąd obiecał sobie już nigdy nie wyjechać. Zaczął nowe życie, żona niestety wybrała życie w mieście i studia, a on już po rozwodzie rozbił namiot pod drzewami i w głowie rysował swoją przyszłą zagrodę z końmi. 
 
Reklama
- Na działce wszędzie był las, a ja w tym namiocie mieszkałem ponad rok, przez kolejnych 10 lat budowałem stajnię, przy której zrobiłem sobie pokoik mieszkalny. Żyłem ze sprzedaży drewna, a to co wykarczowałem, przygotowywałem pod łąki. Paliłem krzaki, wyrywałem korzenie z ziemi, orałem ciężkim pługiem, jechałem glebogryzarką i ręcznie siałem trawę - nauczył mnie miejscowy z Chmielu – mówi Prezes. To było traperskie życie, ogromnie ciężka praca i trudne warunki. Za całe gospodarstwo stał wtedy koń Otryt, pies i kilka kóz, jakie Prezes odkupił od Billa z „Chaty Socjolog”, kiedy ten trafił do więzienia. 
 
To długa historia, w każdym razie Bill nie był żadnym przestępcą, tylko zbieraczem militariów i to go zgubiło. W czasie stanu wojennego milicja znalazła u niego w schronisku broń z czasów I wojny światowej, co nikogo nie dziwiło, bo Bill nigdy nie krył się ze swoimi zainteresowaniami, ale to wystarczyło, by trafić do aresztu. Krzeszowski przejął więc jego inwentarz, a pieniądze za zwierzynę wpłacił mu na książeczkę PKO. Bill miał na drobne wydatki w więziennej kantynie.
 
Prezes w kolejnych latach rozbudowywał stajnię, pojawiały się w niej kolejne konie, a wśród nich najważniejsza klacz - Kiwi kupiona od Tomka Nawrota z „Koliby”. Dziś Otryt i Kiwi już nie żyją, ale od Kiwi zaczęła się hodowla koni i stadnina, które obecnie liczy 15 koni. – To były ciężkie, ale i szczęśliwe czasy. W młodości napatrzyłem się jak w westernach jeżdżą na koniach, a potem w Chmielu sam mogłem wsiąść na koń i pojechać na połoniny. Dziś już mniej, ale jeszcze kilkanaście lat temu jechało się konno na pocztę, do sklepu po zakupy, w odwiedziny do schroniska. Wtedy też poznałem i pokochałem konie, zacząłem się o nich uczyć, dokształcać, jeździć na kursy – wspomina Prezes. -  Jak budowałem stajnię, wiele osób bezinteresownie mi pomagało, w zamian mogli pojeździć konno.  A i tak ciągle brakowało mi pieniędzy, bo co zarobiłem na sprzedaży drzewa, zbiórce runa leśnego, albo najmując się jako wozak w Lasach Państwowych, wszystko wydawałem na rozbudowę stajni, konie i fundamenty pod przyszły, nierealny wtedy pensjonat.
 
fot. T. Poźniak
 
Przełomowy okazał się początek lat 90. XX wieku. W 1992 rok Prezes spotkał Joasię, wtedy studentkę I roku KUL-u w Lublinie i jak to bywa, o wszystkim przesądził przypadek. Poznali się w Józefowie na Roztoczu, gdzie odbywał się festiwali piosenki turystycznej, a Prezes przyjechał tam namówiony przez znajomych poznanych w Chmielu. Szybko się pobrali i wydawało się, że siedlisko w Chmielu wkroczy na nowe, szczęśliwe tory. W 1993 roku Prezesowi urodził się syn Kuba, a kilka tygodni potem spłonęła bieszczadzka zagroda. 
 
- Zostałem z tym, co miałem na sobie - gumiaki, podarte dżinsy i kapelusz na głowie – mówi Prezes. Spłonęło wszystko, stajnia, nasz pokoik, pieniądze uskładane na przeżycie zimy. Uratowały się konie, bo były na pastwisku. Stajnia zapaliła się najprawdopodobniej od samozapłonu, Prezes z kolegą byli wtedy w obejściu, oglądali konie, pięknego ogiera zakupionego na aukcji w Zabajce. Gdy dobiegli do stajni, nie było, co ratować, wszystko w płomieniach.
 
- To był najtrudniejszy moment od czasu, kiedy osiedliłem się w Chmielu. Jednocześnie doświadczyłem wtedy tak niezwykłego wsparcia od ludzi w Bieszczadach, że nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby to wszystko rzucić i wrócić do Łodzi – dodaje.
 
Do dziś pamięta, jak płonęła stajnia, a Stanisław Rusin z Rusinowej Polany, który akurat przejeżdżał, patrząc na pogorzelisko klepnął go w plecy mówiąc: „Nie martw się, zbudujesz lepsze”. Ludzie pospolitym ruszeniem zaczęli mu zwozić ubrania, żywność, ktoś podstawił przyczepę kempingową, by miał, gdzie spać. Wojomir Wojciechowski, ówczesny dyrektor Bieszczadzkiego Parku Narodowego przygarnął konie Prezesa na zimę, a starzy koledzy, z Lutkiem Pińczukiem na czele, zorganizowali w Cisnej zrzutkę na kolegę, by ten miał za co przeżyć do wiosny. Prezes nie miał wyjścia, do Łodzi pojechał zobaczyć żonę, maleńkiego synka i szybko wrócił odbudowywać domostwo w Chmielu.
 
- W tym nieszczęściu okazało się trafem szczęśliwym, że byłem ubezpieczony w PZU. Dzięki temu dostałem sporo pieniędzy - choć to i tak starczyło ledwie na kupno drewna i pustaków – wspomina Prezes.
 
Mieszkał w indiańskim tipi i wszystko robił sam, pytał znajomych budowlańców, elektryków, czytał książki i tak przez kolejnych dziesięć lat powstawał wymarzony pensjonat, dziś znany jako Ośrodek Górskiej Turystyki Jeździeckiej „U Prezesa”. Żona z synkiem przez pierwsze cztery lata po pożarze większą część roku mieszkała w Łodzi,  do Chmielu przyjeżdżała tylko latem. Wtedy dawali radę mieszkać w skromnej szopie, pomieszkiwali u Zofii Komedowej, w końcu Prezes wykończył pomieszczenie w piwnicy, w jadalni zbudował kominek i w 1998 roku, gdy po raz pierwszy zorganizował obóz konny, Joanna z Kubą już na stałe zostali w Chmielu. A i wtedy nie było lekko, prąd w ich domu pojawił się dopiero w 2001 roku, gdy skorzystali z nowej ustawy, która nakazywała podłączenie prądu przez państwo każdemu, kto wyraził takie życie. Wcześniej pracowali i uczyli się przy świeczkach.

Traperskie rajdy z konne  z Prezesem przez Bieszczady

Gdy dziś patrzy się na ten jeden z najsłynniejszych Ośrodek Górskiej Turystyki Jeździeckiej w Bieszczadach, na piękne zabudowania, idealnie czyste konie w stajniach, zagospodarowane podwórko, wydaje się, że wszystko przyszło szybko i łatwo. – Nic bardziej mylnego – śmieje się Prezes, choć na pewno kilka razy miał dużo szczęścia w życiu. Choćby do koni. Te pojawił się późno, bo Ryszard Krzeszewski miał już więcej niż 30 lat i choć początkowo miały być tylko spełnieniem młodzieńczego marzenia o galopie wierzchem po górach, z czasem stały się sposobem na życie, a z Prezesowi przyniosły sławę bieszczadzkiego zaklinacza koni.
 
– Wiele lat spędziłem z końmi i nauczyłem się z nimi żyć, oswajać je i wychowywać. To żadna wiedza tajemna, raczej praca, ciągłe dokształcanie się, czytanie specjalistycznych książek, jeżdżenie na kursy. 
 
fot. T. Poźniak
 
A z końmi Prezes pracuje od narodzin. Zwierzę musi wiedzieć, że człowiek, mimo iż drapieżnik, nie jest jego wrogiem. Musi istnieć między nimi więź, przy czym człowiek jest tylko dodatkiem, przyjacielem, bo największa więź zawsze ma być pomiędzy klaczą a źrebakiem. Dzięki temu konie w Chmielu słyną z łagodnego charakteru. Największy laik jeździecki nie boi się ich dosiadać, bo wie, że nie kopną, nie ugryzą, nie wierzgną, ale poprowadzą najbardziej niedoświadczonego jeźdźca.
 
 - Koń z natury jest dużo bardziej impulsywny niż człowiek, dlatego przy koniach nie można być nerwowym, agresywnym, ale łagodnym i stanowczym – dodaje Prezes, o którym mówią, że każdego nauczy jeździć konno, a kto raz konno pozna bieszczadzkie połoniny, już zawsze chce wracać na górskie rajdy.
 
Z tego też słynie agroturystyka „U Prezesa” w Chmielu, gdzie co roku wiosną i jesienią zjeżdżają turyści z całej Polski, by wziąć udział w kilkudniowym rajdzie traperskim po Bieszczadach. Jest dokładnie tak, jak na dzikiej wyprawie być powinno. Spanie w namiotach pod gwiazdami, mycie się w strumieniu, gotowanie w kociołku na ognisku i wędrówka na koniach objuczonych sakwami z prowiantem i śpiworami. Jest tylko bieszczadzka przyroda, koń i człowiek.
 
- I tak jakoś tego Prezesa sobie usankcjonowałem - jestem prezesem Bieszczadzkiego Klubu Górskiej Turystyki Jeździeckiej – śmieje się Ryszard Krzeszowski. W Bieszczadach jest coraz więcej ośrodków jeździeckich, i coraz więcej turystów chce Bieszczady poznawać konno. Zresztą to już są zupełnie inne Bieszczady niż kiedyś. Nie lepsze, czy gorsze, ale na pewno ciągle wymagające. Tu albo masz na siebie pomysł, albo wystajesz pod sklepem z piwem, lub szybko wracasz do życia w mieście. Jeśli za czymś tęsknię, to za czasami, kiedy więcej było lasów i mniej ludzi, ale to naiwne marzenia. Dziś w Bieszczadach najważniejsza jest realizacja mądrej polityki, tak by naturalnej przyrody nie zniszczyć i zbyt nachalnie nie zadeptać.

KOMENTARZE

Drugi dom - zbędny luksus czy inwestycja?

W pierwszym toczy się codzienne życie, drugi nabiera rumieńców w weekendy, ferie czy wakacje. Pierwszy jest bazą, do której wraca się po ciężkim dniu pracy, w drugim odpoczywa się od nadmiaru codzienności...

Ekologia przyszłością motoryzacji

Obok, samochodów wyposażonych w tradycyjne silniki, pojawiają się hybrydy oraz pojazdy całkowicie elektryczne. Po ponad stu latach motoryzacji i milionach litrów spalonego paliwa, okazuje się, że przyszłość motoryzacji...

zobacz więcej
Reklama

Od karabeli do katany. Płatnerz z Łańcuta

Antoni Adamski: W jaki sposób w XX wieku został Pan płatnerzem...

Beskid Niski. W dzikim ogródku z aniołami i widokiem na Cergową

Towarzystwo na wzgórzu między Iwlą a Teodorówką nieźle się dobrało. Hodowca kóz i psychiatra z Lublina, pani Leokadia z Kołobrzegu i producent kamiennych pieców...

Nie uważam, że wszystko w tym kraju musi być partyjne

Z dr. Pawłem Kucą, politologiem z Uniwersytetu Rzeszowskiego, rozmawia Aneta Gieroń

Dlaczego Fred Zinnemann nigdy nie wspominał o rodzinnym Rzeszowie?

Dlaczego Fred Zinnemann, kilkukrotny zdobywca Oscara, reżyser m.in. westernu "W samo południe", nigdy nie wspominał, że urodził się i wychował w Rzeszowie? - Dziadek...

Reklama

Nie żyje Rafał Potocki, dziennikarz Polskiego Radia Rzeszów

W czwartek wieczorem zmarł Rafał Potocki, reportażysta, reporter, wielokrotny szef letniej audycji Radio Biwak, znakomity dziennikarz i publicysta. We wrześniu skończyłby...

"Mężczyzna od kuchni." Życie to najlepsze, co mnie w życiu spotkało!

Z dr. Maciejem Ulitą, rzecznikiem prasowym Uniwersytetu Rzeszowskiego, rozmawia Idalia Stochla

Mężczyzna od kuchni. Dlaczego Wujek Mati?!

Mateusz Wójcik (Wujek Mati) współwłaściciel rodzinnej firmy jubilerskiej SILVEXCRAFT oraz twórca marki Giorre, której tradycje sięgają połowy lat 80-tych. Wokalista i lider rzeszowskiego zespołu 0% Normy...

Dyrektor biblioteki uniwersyteckiej w zawodach Ironman na Hawajach

Dr Bożena Jaskowska, dyrektor Biblioteki Uniwersytetu Rzeszowskiego, spełniła swoje sportowe marzenie i uzyskała kwalifikację na Mistrzostwa Świata Ironman na Hawajach...

100 lat niepodległej Polski. BIZNESiSTYL.pl "Na Żywo"

100 lat temu Polska odzyskała niepodległość. Entuzjazm był niebywały. Udało się scalić społeczeństwo. Zorganizowano państwo. Uruchomiono gospodarkę, dźwignięto przemysł i… wybuchła...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 59

VIP Biznes&Styl Nr 59
w numerze m.in.:

• Sprężyny gazowe z FA Krosno • Ratowanie cerkwi w Baligrodzie • Lasowiak, co leczy serca i rozwija nowe technologie • Japońskie roboty i ręczna robota w Hucie Szkła w Jaśle • 100 lat niepodległej Polski
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.