Reklama

Amalia z Brühlow Mniszchowa. Pani z rokokowej Dukli

A A A
Barbara Adamska

Dodano: 20-08-2017

 Jan Obrocki, Nagrobek Amalii z Brühlów Mniszchowej, 1773 r., w bocznej kaplicy kościoła parafialnego w Dukli / fot. T. Poźniak

Jan Obrocki, Nagrobek Amalii z Brühlów Mniszchowej, 1773 r., w bocznej kaplicy kościoła parafialnego w Dukli / fot. T. Poźniak

Polska historiografia różnie oceniała Marię Amalię z Brühlów Mniszchową. Od zachwytów nad  jej intelektem, dyplomatycznymi umiejętnościami,  wybornym gustem  (Emanuel Swieykowski) piszący o niej, łatwo przechodzili do opowieści o bezwzględnej  intrygantce w sferach polityki i życia prywatnego (Stanisław Wasylewski). Ci ostatni tworzyli czarną legendę Amalii, według której uczestniczyła w zbrodni,  sama zaś miała zginąć samobójczą śmiercią. Jak w każdym podaniu nie wszystko było  tu zgodne rzeczywistością, ale też można wyłuskać zeń ziarenko prawdy.

Postać i legenda Brühlówny inspirowały artystów. Z jej osobą wiążą się wspaniałe dzieła sztuki: dawnej - jej rokokowy nagrobek w kościele parafialnym w Dukli i współczesnej - wiersz Mirona Białoszewskiego Dukla Amaliowa.   
 
Bohaterka dworskich i politycznych intryg saskich czasów przyszła na świat w rodzinie wszechwładnego ministra i premiera królów Polski i Saksonii. Henryk Brühl i Anna Maria Franciszka von Kolowrath-Krakowsky posiadali co najmniej dziesięcioro potomstwa, ale tylko pięcioro z nich osiągnęło wiek dojrzałości.  
 
Najstarszą była jedyna córka Maria Amalia Fryderyka, urodzona w 1736 r.  Amalia starannie kształcona na wiedeńskim - cesarskim dworze swojej chrzestnej Marii Teresy szybko posiadła znajomość w piśmie i mowie języków: francuskiego, angielskiego, włoskiego, hiszpańskiego i łaciny. Zamężna z Jerzym Mniszchem posługiwała się również polskim. 
 
Współcześni oceniali, iż dobrze orientowała się w filozofii i rozmaitych dziedzinach sztuki: w muzyce i architekturze. Szczególnie bliskie było jej malarstwo, sama bowiem tworzyła miniatury.   
 
Ojciec planując mariaż córki zgodnie ze swoimi politycznymi rachubami, zaproponował rękę Amalii Kazimierzowi Poniatowskiemu - starszemu bratu przyszłego monarchy. Propozycję odrzucono zapewne z obawy przed związaniem się z członkinią saskiego klanu, nieprzyjaznego „familii” Czartoryskich. Gest ten zapamiętany jako upokorzenie wywołał u córki Brühla chorobliwą nienawiść do Poniatowskich.

W 1750 r. Amalia poślubiła nadwornego marszałka koronnego Jerzego Augusta Wandalina Mniszcha (1715- 1778). Pan młody był niezmiernie majętnym człowiekiem. Dzięki królewskim nadaniom pomnażał swoje i tak już liczne dobra: starostwa i królewszczyzny, odziedziczone po zmarłym rodzicu oraz pochodzące ze spadku po pierwszej żonie Bihildzie z Szembeków. O wykształceniu Jerzego wiemy tylko, że nauczali go domowi guwernerzy. Dalszą edukacją miał zdobywać w czasie podróży do Wiednia, Pragi i Rzymu. 
 
Dzięki małżeństwu z córką wpływowego saskiego ministra awansował na przywódcę stronnictwa dworskiego. Mniszchowie osiedli w Warszawie i ujęli w swe ręce ster intryg wymierzonych przeciw znienawidzonym Czartoryskim, których odsunęli od dworu Augusta III. Jak wspominają współcześni Amalia wykazywała znacznie większą inwencję w prowadzeniu politycznych rozgrywek niż jej małżonek. W czasie bezkrólewia usiłowała uzyskać poparcie   dla saskiej partii na europejskich dworach. Cesarzowa Maria Teresa tak komentowała jej działania: „ raczej da się zabić, niż zgodzi się ujrzeć na tronie kogoś z Czartoryskich.” 
 
Rok 1763 r. przyniósł niepomyślne zmiany. Odeszli dwaj protektorzy Amalii i Jerzego: August III i wkrótce po nim schorowany Henryk Brühl, który w ostatnich dniach życia przestał cieszyć się łaską nowego elektora Saksonii, Fryderyka Augusta. Po śmierci Brühla rozpoczęły się procesy o dobra bezprawnie przejęte przez wszechwładnego ministra, a także konfiskaty jego majętności za długi. Mniszchowie przestali się liczyć w rozgrywkach o wpływy i opuścili Warszawę. Przenieśli się do Dukli czyniąc z niej wielkopańską rezydencję.
 
Amalia i Jerzy zlecili przebudowę dawnego dukielskiego zamku, zniszczonego przez pożar w 1738 r. Nowa, wygodna, wykwintnie urządzona siedziba nawiązywała do francusko-saskiej architektury rezydencjonalnej. Przy pałacu wzniesiono dworski teatr. Zaprojektowano francuskie ogrody według założeń Le Notre'a. O wspaniałości dukielskiej architektury w stylu Ludwika XV i saskiego rokoka możemy się przekonać podziwiając wystrój dworskiej świątyni p.w. Św. Marii Magdaleny. Kościół - choć mocno uszkodzony - cudem przetrwał działania wojenne w obszarze Przełęczy Dukielskiej. Amalia wychowana na arcykatolickim dworze Marii Teresy wspierała zapewne działalność małżonka jako fundatora finansującego przebudowę kościoła parafialnego i klasztoru oraz kościoła bernardynów związanych z kultem św. Jana z Dukli, jak też kaplicy w miejscu pustelni świętobliwego mnicha.    
 
Żyjąc w oddaleniu od stolicy Mniszchowie nie zaprzestali działalności politycznej. Ochoczo przystępowali do konfederacji wymierzonych przeciw Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. W pałacu dukielskim kwitło życie towarzyskie. Działał teatr i dworska kapela dzięki wielkiemu zamiłowaniu Amalii do muzyki. Magnackiej parze urodziło się troje dzieci; dwoje z nich zmarło w niemowlęctwie. Przeżyła najstarsza Józefina /1752-1798/.  
 
Pośrednio z jej osobą wiąże się tragiczne wydarzenie, o spowodowanie którego obwiniano jej matkę. Rodzice postanowili wydać nastoletnią Józefinę za Szczęsnego Potockiego ( niesławnego przywódcę targowiczan) przyszłego dziedzica ogromnej kresowej fortuny. Jednak kandydat na męża był już żonaty. Potajemnie poślubił spodziewającą się dziecka Gertrudę Komorowską, córkę właściciela dóbr sąsiadujących z posiadłościami Potockich. Rodzice Szczęsnego postanowili przeprowadzić rozwód w Rzymie, ukrywając niechcianą synową w lwowskim klasztorze pod okiem przeoryszy z rodu Potockich. Porwanie Gertrudy przez nadwornych kozaków Franciszka Salezego Potockiego nie zakończyło się osadzeniem ciężarnej dziewczyny w klasztorze, lecz jej śmiercią spowodowaną  ponoć przypadkowym uduszeniem. Jej zwłoki wrzucone do przerębli odnaleziono po kilku miesiącach w czasie wiosennych roztopów. 
 
Reklama
Wybuchł skandal, o którym było głośno w całej Rzeczypospolitej. Nikt jednak nie poniósł prawnych konsekwencji. Komorowscy ugodzili się z Potockimi przyjmując od nich ogromne odszkodowanie pieniężne w postaci ziemi. W niedługim czasie zmarli rodzice Szczęsnego, co w powszechnym przekonaniu odbierano jako karę Bożą za dokonaną zbrodnię. 
 
Kara miała również dotknąć Marię Amalię Mniszchową, spiskująca wraz z Potockimi przeciw nieszczęsnej Komorowskiej. Kiedy w 1772 r. pani na dukielskich dobrach odeszła ze świata żywych, rozpuszczono wieści, że jej niespodziewany zgon był wynikiem samobójstwa przez otrucie lub utopienie się z obawy przed królewskim śledztwem. Pełna życia dama, licząca zaledwie trzydzieści sześć lat zmarła prawdopodobnie na gruźlicę. Dwa lata po jej pogrzebie w dukielskim kościele odbyła się skromna (bez zapowiedzi) ceremonia zaślubin Józefiny Mniszchówny ze Szczęsnym Potockim.
 
Jerzy Wandalin przeżył małżonkę o sześć lat. Zanim został pochowany w kościele parafialnym w Dukli obok trumny Marii Amalii, wystawił małżonce najpiękniejszy i najbardziej zadziwiający nagrobek, jaki powstał w polskiej rzeźbie nagrobnej. Podobnie kościół, w którym spoczywają Mniszchowie można uznać za jedno z najdziwniejszych i najbardziej wysmakowanych dzieł architektury i rzeźby, jakie zaistniały na ziemiach polskich w XVIII stuleciu.
 
Jasne wnętrze, malowane w tonach bieli, kości słoniowej i bladego różu z błękitno-różowymi żyłkami imitującymi barwy marmuru stanowi tło dla wykwintnej giętkości rzeźbionych postaci i ornamentów. Ołtarzowe figury świętych unoszą ręce w wytwornych gestach i zdają się pląsać w drapowanych szatach, ekspresyjnie ułożonych w kanciaste fałdy. Ambonę obsiedli czterej Ojcowie Kościoła dyskutujący we wdzięcznych pozach. Młodzieńczy aniołowie głoszą sławę rodów fundatorów. Dmą w trąby chwały, prezentują portrety Amalii i Jerzego oraz kartusze z herbami.  Lekkie girlandy kwiatów w barwie bladego różu zdobią powierzchnie ścian. Finezyjne festony ze złoconych róż złocone - wykonane ręką sprawnego snycerza - spływają między kapitelami pilastrów. Chór organowy prócz dekoracji ornamentalnej zdobią kompozycje złożone z instrumentów muzycznych. Maleńka zakrystia, obudowana białymi szafami z rokową ornamentacją mieści osobliwy lawaterz (kapłańską umywalnię). Wykonany trybowanej, złoconej miedzi przedstawia Mojżesza wydobywającego wodę ze skały. Uruchomienie mechanizmu wprawiało w ruch figurę biblijnego patriarchy, którego ramię z różdżką uderzając o skałę powodowało wytrysk wody do misy w formie pięknie ukształtowanej muszli.         
 
Mnogość lustrzanych tafli odbija płomienie świec. Wizerunki stacji Męki Pańskiej zastąpiły zwierciadełka z figurkami Ukrzyżowanego. Zacheuszki (czyli dwanaście świeczników w miejscach namaszczenia świątyni w czasie jej konsekracji) przybrały formę kinkietów z lustrzanym tłem. Ściany bocznych kaplic zajmują lustra wysokie na 4 metry, osadzone w bogato rzeźbionych drewnianych, złoconych ramach, których kształt imituje draperię podpiętą sznurami. Trudno oprzeć się złudzeniu, iż pozostajemy w sali balowej rokokowego pałacu - a nie w świątyni, która jest miejscem pochówków.
 
Tłem dla nagrobka Marii Amalii są: biel ścian ławek, klęczników i ustawione naprzeciw siebie lustra, powtarzające w nieskończoność odbicia. Na cokole z czarnego marmuru opatrzonym inskrypcją i kartuszami herbowymi spoczywa postać zmarłej wyrzeźbiona w kamieniu barwy białej, wpadającej w odcień żółty i szarawy. Młoda kobieta, lekko uśmiechająca się przez sen leży swobodnie na miękkim posłaniu, wsparta łokciem o poduszkę.

Zapadła w krótką drzemkę podczas lektury - jak można domyślać się francuskiego romansu – książki, którą założyła palcem. Jej domowy strój spełnia wszelkie wymagania ówczesnej mody: krótki płaszczyk narzucony na suknię, odsłaniającą zgrabne trzewiczki o szpiczastych noskach i wielki czepiec typu dormeuse. Garderobę wykwintnej damy dekorują rzędy falban i kokardy upięte na staniku, czepcu i trzewiczkach, ostro załamujące się, ułożone w kanciaste fałdy sugerują blaszaną sztywność materii, jaką zapewne dawała jedwabna tafta. Owa „kanciastość” form była również charakterystyczną manierą lwowskiego środowiska rzeźbiarzy, którego wywodził się Jan Obrocki - autor nagrobnego pomnika. 
 
Rzeźbiarski portret pani z Dukli modelowany z całą prawdą i realizmem ujawnia cechy jej fizjonomii: słodycz i łagodność, ale też siłę charakteru. Pełne spokoju oblicze Amalii z dukielskiego nagrobka uważam za jej najbardziej wiarygodny wizerunek. Nie znam innych portretów Mniszchowej poza obrazami nie zbyt wysokiej klasy, przedstawiających modelkę konwencjonalnie i bezosobowo.   
 
Postać z nagrobnego pomnika, wyobrażenie młodej kobiety, cieszącej się życiem - która na moment przysnęła łapiąc chwilę wytchnienia od pałacowych intryg i parad - nie kojarzy się ze śmiercią. We wnętrzu dukielskiego kościoła, dekorowanego raczej w stylu eleganckiego buduaru modnej damy niż świątyni, nie znajdujemy żadnych aluzji odnoszących się do końca naszego, ziemskiego żywota. Nieobecne są symbole związane ze śmiercią: czaszki, piszczele, przedstawiane z dosadnym realizmem rozkładające się zwłoki, tak przecież znamienne dla kultury polskiego sarmatyzmu. Zamiast tańca śmierci, (do którego żywych zapraszał kościotrup z kosą) w bladoróżowo-złocistym wnętrzu dukielskiego kościoła odbywa się beztroski spektakl afirmacji piękna, komfortu, radości życia. W świecie zgodnym z duchem frywolnego rokoka, kierującego się libertyńską maksymą przeżywania rozkoszy za wszelką cenę, nie było miejsca na cierpienie. Zatem wobec spraw ostatecznych sięgano do sentymentalnej manifestacji zatrzymania czasu i beznadziejnej próby przekreślenia śmierci. Tak odczytuję ideę kościoła p. w. św. Marii Magdaleny, służącemu dukielskiemu dworowi Mniszchów.
   
Pisząc tekst korzystałam między innymi z: M. Karpowicz Sztuka polska XVIII., Warszawa 1985. E. Swieykowski Studia do Historyi i kultury wieku XVIII w. w Polsce, Tom I Monografia Dukli, Kraków  1903.  W. Tomkiewicz Rokoko,Warszawa  1988.  
 
                       

KOMENTARZE

Klaudiusz Angerman - zapomniany obywatel Europy

Historia człowieka, który nie bał się marzyć i umiał...

Zamek w Przecławiu: historia rabunku i odbudowy

Już z daleka, z mostu na Wisłoku widać Przecław. Zza...

Kupiecka przeszłość na rzeszowskim Rynku

W pierzei wschodniej, dokładnie naprzeciw ratusza zlokalizowany...

Spektakle karnawałowe i noc poetów w Siemaszkowej

W Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie trwają 20. Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe. Na dobry początek, w piątkowy wieczór (8 lutego) widzom zaserwowano "Balladyny i romanse". Po zakończeniu...

Dzieje Rzeszowa, czyli perełka z ulicy Dąbrowskiego

Budynek Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. Dąbrowskiego w Rzeszowie jest uważany za perełkę socrealizmu, wręcz podręcznikowy przykład tego stylu w architekturze. Ciekawe...

zobacz więcej
Reklama

O miłości. SERCA SEDNO

Zajmuję się sercem na co dzień, trzymam je w ręku, przecinam i szyję: naczynia wieńcowe, zastawki...

Rodzeństwo lekarzy z Rudnikiem nad Sanem w krwiobiegu

Z wikliniarstwem, dyskretnym, żeby nie powiedzieć...

Zamiast noworocznych postanowień - spełnianie marzeń!

Rozmowa z Małgorzatą Niemiec-Bocheńską, menedżerem kariery, coachem i założycielem Instytutu Kariery

Historia Kamila Bogackiego w Instytucie Polskim w Wiedniu

Na łamach naszego magazynu VIP Biznes&Styl kilkanaście miesięcy temu ukazał się artykuł redaktora Antoniego Adamskiego poświęcony doktorowi Kamilowi Janowi Bogackiemu, znakomitemu...

Piotr Pilch. Wicewojewoda nowym członkiem zarządu województwa

Od poniedziałku, dotychczasowy wojewoda podkarpacki został wybrany na nowego członka zarządu województwa podkarpackiego. Podczas sesji sejmiku radni odwołali dotychczasowego...

Reklama

Nazwy ulic zmienione, teraz czas na usuwanie pomników

W wyniku ustawy dekomunizacyjnej na Podkarpaciu zmieniono w ciągu ostatniego roku nazwy 41 ulic. To jeszcze nie wszystkie, ale i tak znacznie więcej niż było ich na liście przekazanej do...

Nie żyje Leszek Czerwiński, były dyrektor Szpitala Miejskiego w Rzeszowie

Dr Leszek Czerwiński miał 79 lat. Mawiał o sobie wilnianin, bo choć urodzony w Łowiczu, to dzieciństwo spędził w Wilnie. Absolwent Śląskiej...

Cenne dokumenty AK w muzeum w Przemyślu

Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej wzbogaciło się o fragment archiwum Armii Krajowej: około sto dokumentów z pierwszej połowy roku 1943. Znalezione na strychu jednej z kamienic, są obecnie badane przez dr. Grzegorza...

Dr Andrzej Surowiec konsultantem wojewódzkim chirurgii ogólnej

Dr n. med. Andrzej Surowiec, na co dzień ordynator w Klinice Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 1 w Rzeszowie, od pierwszego lutego ponownie...

Trump ma w nosie los Jerozolimy. Felieton Krzysztofa Martensa

Kocham miasta, ale nigdy nie czułem się dobrze w Jerozolimie. Specyficzna atmosfera w mieście, którego nazwa kojarzy się z pokojem, nie ułatwia kontemplowania jego piękna...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Listopad-Grudzień

VIP Listopad-Grudzień
w numerze m.in.:

• VIP tylko pyta - z Markiem Dareckim o przemyśle 4.0 • Ks. prof. Michał Heller i prof. Krzysztof Jakowicz • Rusza zimowa wyprawa na K2
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY