Reklama

Miejscowi i warszawiacy odmieniają Beskid Niski w dostatnią krainę

A A A
Aneta Gieroń

Dodano: 24-02-2017

Marek Kubin i Anna Kochman. Fot. Tadeusz Poźniak

Marek Kubin i Anna Kochman. Fot. Tadeusz Poźniak

Ponad 600 lat historii, widok na Beskid Niski taki, że dech w piersiach zapiera i... ta rezygnacja snująca się po okolicznych domostwach. Nie ma przemysłu, PGR-y upadły, rolnictwo nieopłacalne, turystyka raczkująca. Taka zdaje się Daliowa dziś. Ale jutro może przynieść wsi i okolicy prawdziwą przemianę. W samym centrum Daliowej, w cieniu zabytkowej cerkwi greckokatolickiej pw. św. Paraskewy, rosną w górę trzy budynki Fundacji Pomosty Karpat. Ktoś powie, fanaberia. Bzdura, odpowie każdy, kto zna Marka Kubina, lekarza - naukowca, niezależnego wydawcę i działacza solidarnościowej opozycji, od którego historia tego miejsca się zaczęła. Z długą, białą brodą niczym św. Mikołaj, od kwietnia 2016 roku uwija się w Daliowej jak w ukropie. Na budowie piętnastu chłopa, a czas goni. W majowy weekend 2017 roku już tak z "przytupem" startuje biznesowo - rolniczo - przetwórczo-turystyczny projekt, który na lepsze ma odmienić życie okolicznych mieszkańców.

Marek Kubin, urodzony społecznik, prezes fundacji, niepoprawny optymista, ma plan działania rozrysowany w głowie na kilkanaście lat do przodu. Anna Kochman, warszawianka, która kilka lat temu osiadła w nieodległej od Daliowej Iwli. Skarbnik fundacji całym sercem zaangażowana w Pomosty Karpat. Jest "prawa ręka" Marka, bo to właściwie ona pomogła mu znaleźć ziemię w Daliowej.
 
- Zaskoczył mnie rozmachem i szybkością działania - śmieje się Anna i zastanawia, czy rzeczywiście o zaskoczeniu może być mowa, bo Marka zna od dawna i rzeczywiście, słynie on z konsekwencji w realizacji marzeń i celów. Do tego jest niepokorny, zadziorny, ale nie można go nie lubić.

Marek,  jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku przyjeżdżał w Beskidy i często tu wracał. 
 
- Wolność mam we krwi - mówi ze śmiechem. W latach 70. i 80. XX wieku uczestnik opozycji demokratycznej, współzałożyciel NZS, absolwent Akademii Medycznej w Warszawie, reporter prasy „Solidarności”, niezależny wydawca, internowany, wielokrotnie aresztowany, skazany, objęty amnestią i w rezultacie zrehabilitowany. 
 
- W PRL-u chcieli mnie zmusić do emigracji, a ja się zaparłem i postanowiłem, że `prędzej  „oni” poproszą o azyl w Moskwie, niż ja wyjadę z mojego kraju, z którego tak mnie wypędzają - wspomina Marek.

Gdy w Polsce rozpoczął się okres zmian, upadał PRL i nadszedł rok 1989, uznał, że pora ruszyć w świat, ale na własnych warunkach. Sprzedał ”malucha”, kupił bilet do Stanów Zjednoczonych i kolejne 20 lat przepracował w amerykańskich laboratoriach. Ale zawsze wiedział, że do Polski wróci. 
 
Trafił na Uniwersytet Pensylwanii, gdzie pracował naukowo, na wiele lat związał się z firmą biotechnologiczną, gdzie badania koncentrowały się wokół molekularnej biologii oraz immunologii. Od 2006 skupił się na współpracy z organizacjami pozarządowymi w USA, Afryce i Ameryce Łacińskiej. 
 
Amerykańskie doświadczenia na polskiej prowincji
 
- Przez ponad dwie dekady, jakie spędziłem w USA, dostrzegłem i zrozumiałem, jaka siła tkwi w małych, ale dobrze zorganizowanych, świadomych społecznościach lokalnych - mówi. Popularnym hasłem było tam „myśl globalnie, działaj lokalnie”. - Mieszkając na niewielkiej wyspie koło Seattle nie mogłem się nadziwić, jak to możliwie, że w około 20 tys. społeczności jest ponad  200 organizacji pozarządowych. W gminie Jaśliska są dwie. Wtedy zrozumiałem, że tego między innymi w Polsce brakuje: pracy u podstaw, konsekwencji i współdziałania. W USA ludzie już dawno zrozumieli, że  ich los w dużym stopniu leży w ich rękach. Nie będąc zjednoczonymi wokół cennych dla siebie wartości, pozwolą na to, by globalne korporacje i „klasa polityczna” bezwzględnie realizowały własne interesy, niekoniecznie idące w parze z interesem społecznym.
 
 
Marek Kubin. Fot. Tadeusz Poźniak
 
- W domu rodzinnym pomoc innym wydawała się oczywistością. Mama była lekarzem, tata socjologiem. Oboje powstańcy warszawscy, więźniowie polityczni, działacze społeczni. Ja sam sens życia od zawsze widzę w pracy na rzecz drugiego człowieka, w budowaniu lokalnej tożsamości - tłumaczy Marek. M.in. dlatego już dobrych kilka lat temu zdecydował, że czas wracać do Polski, gdzie można byłoby wykorzystać to, czego nauczył się w Stanach. Od ponad  10 lat szukał ziemi, która byłaby dla niego  polskim przystankiem.
 
W poszukiwaniach pomagała mu Anna, warszawianka, absolwentka Wydziału Architektury Wnętrz na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, z Beskidem Niskim związana od ponad 30 lat, kiedy to wraz ze swoją drużyną harcerską 80 WDH organizowała w tym regionie obozy stacjonarne i wędrowne. W latach 80. i 90. XX wieku brała udział w inwentaryzacji i renowacji beskidzkich cerkwi. 
 
- Wtedy nawet nie marzyłam, że kiedykolwiek tutaj osiądę na stałe, ale zawsze mnie ciągnęło  w te strony - mówi. - Długie lata mieszkałam w bezpośrednim sąsiedztwie Puszczy Chojnowskiej, między Tarczynem a Piasecznem, wychowywałam dzieci, zajmowałam się domem, pracą, przygotowywałam projekty wnętrz prywatnych i komercyjnych, projektowałam meble. Ale... 3 lata temu moi przyjaciele z Warszawy, którzy jakiś czas temu zamieszkali w Iwli, zaczęli mnie kusić, że we wsi jest domek na górce do kupienia. Przyjechałam, zobaczyłam,  zachwyciłam się, ale właścicielka uznała, że mi go nie sprzeda, bo dom obiecała lekarce z Iwonicza. Tamta pani wycofała się jednak z transakcji, a ja szczęśliwie osiadłam w Iwli na stałe. 
 
15 hektarów szczęścia w Beskidzie Niskim
 
Jak to w życiu bywa, o lokalizacji Fundacji zdecydował szczęśliwy przypadek. Oglądając ziemię w Wisłoku, z paniami, które przyjechały aż ze Szczecina, Anna czuła się w obowiązku spędzić z nimi cały dzień, tym bardziej, że do transakcji nie doszło. Wracając do domu była już tak zmęczona, że na nocleg zatrzymała się w Jaśliskach, choć to tylko ok. 20 kilometrów od jej domu w Iwli.
 
W kuchni Gościńca Jaśliska spotkała kobietę, która przed laty, tak jak ona, mieszkała na ulicy Koszykowej w Warszawie. Szybko okazało się, że jej mąż ma do sprzedania ziemię w Daliowej. I tak pojawiło się pierwsze 5 hektarów przyszłej Fundacji. Z czasem przybyły kolejne hektary. W styczniu 2016 roku powstała Fundacja Pomosty Karpat, do której zaprosili wielu utalentowanych ludzi, m.in. swoich przyjaciół z Warszawy, ale nie zapomnieli też o miejscowych, bo to oni są najważniejsi w tym przedsięwzięciu i stanowią większość współpracowników.
 
 
Anna Kochman. Fot. Tadeusz Poźniak
 
- Wspólnie z Markiem zastanawialiśmy się wielokrotnie, skąd w nas ten imperatyw pracy na rzecz innych ludzi - opowiada Anna. - Dlaczego chcemy od życia czegoś więcej, niż tylko szczęścia dla siebie i naszych rodzin?! I... doszliśmy do wniosku, że  tak jak nasi dziadkowie służyli ludziom i Polsce, my chcemy podobnie. Wspólnym mianownikiem w naszych rodzinach jest uczestnictwo w Powstaniu Warszawskim. Już wtedy wielu warszawiaków zrezygnowało z młodości, talentów, światowego życia, świetnie zapowiadających się karier i wybrało walkę o honor i wolność.
 
Dziś ważna jest walka o jednostkę, obywatela w kontekście społeczności lokalnej, w kontekście działania na rzecz wspólnego dobra. Nieustannie musimy powtarzać,  że nie można się bać urzędów i lokalnych władz, które zostały wybrane, aby służyć. To taka smutna pozostałość po PRL-u i prywatyzacji z początku lat 90. XX wieku, kiedy PGR-y w okolicznych wsiach zostały sprzedane za śmieszne pieniądze. Kupiło je kilka osób, które dziś mają setki hektarów cennej ziemi, a większość miejscowej ludności klepie biedę i niekoniecznie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. To przerażające, jak wiele osób zostało społecznie wykluczonych i jak nieskutecznie próbuje się im pomóc. Jak wielu ludzi wyjechało poza region i z kraju. 
 
- Dlatego konieczna jest zmiana mentalności. Praca i walka - dorzuca Marek. - Powstanie Fundacji było czymś naturalnym, oczywistym. 
 
Reklama
Od kwietnia 2016 r. Marek na stałe jest w Daliowej. Fundacyjna ziemia ciągnie się od drogi w centrum wsi, tuż przy drewnianej cerkwi pw. św. Paraskewy, aż po Trakt Węgierski. Wystarczy wdrapać się kilkaset metrów na wzgórze, a widać drewniany spichlerz - królestwo Marka. Tutaj z każdego okna ma widok taki, że pocztówkowe zdjęcia zdają się brzydkie. W niewielkiej drewnianej chatce urządził, zgodnie z projektem Anny, piękny salon z kuchnią, łazienką, sypialnią na antresoli. Ma tu wszystko, a co najważniejsze, tylko kilka minut drogi dzieli go od powstających budynków Fundacji.
 
W Daliowej najbliżsi sąsiedzi żartują, że z warszawiakami  da się wytrzymać, choć zaskoczenie, gdy rok temu pojawili się we wsi, było duże. Ludzie zaglądali, zastanawiali się, co mogło skłonić ludzi z daleka  do zainwestowania w lokalną społeczność, ale powoli, z każdym tygodniem chętniej zaczęli współpracować i dostrzegać, że intencje są dobre. Od kilku miesięcy teren Fundacji  jest największą inwestycją we wsi, na budowie pracuje w porywach do 15 cieśli, elektryków i hydraulików z okolicy. Co niektórzy w Daliowej jeszcze patrzą z daleka i podejrzliwie, ale kolejne miesiące powinny rozwiać obawy.
 
Jak z pięknego Beskidu uczynić dostatnią krainę?!
 
W ramach zabudowań Fundacji remontowane i budowane są: łemkowska chyża, stodoła i budynek, w którym powstanie Inkubator Przetwórczości.
 
 
Chyża, gdzie powstanie restauracja. Fot, Tadeusz Poźniak
 
- Tworząc Fundację chcemy pomóc przywrócić tutejszym terenom Beskidu Niskiego dawną świetność. Zależy nam, by robiąc to, co kochamy, zarabiać na godziwe życie i tworzyć miejsca dobrej pracy dla sąsiadów. Chcemy pokazać, że wykorzystując zastany potencjał we współpracy z lokalną społecznością, można przywrócić temu regionowi dawny blask - mówią Anna i Marek. - Uświadamiamy, że  korzystając z dobrodziejstw Beskidu Niskiego, można życie tutejszych mieszkańców uczynić lepszym, bardziej dostatnim. Tłumaczymy, że warto uprawiać ziemię,  tylko zbiory trzeba inaczej wykorzystywać, przetwarzać i sprzedawać. To nieprawdopodobne, ale lokalnie właściwie niemożliwe jest kupienie tutejszych serów, przetworów, owoców, warzyw, bo prawie wszyscy zaopatrują się w pobliskim supermarkecie. 
 
Działalność FPK ma wspomagać ruchy oddolne, zachowanie lokalnej tradycji i kultury w wielu jej postaciach, promować zdrowy styl życia poprzez propagowanie zrównoważonego rozwoju regionu, szczególnie w odniesieniu do rolnictwa, ze szczególnym naciskiem na jego ekologiczny charakter, promowanie turystyki, ochronę środowiska, organizowanie szkoleń i warsztatów.
 
W starej, ponad 100-letniej łemkowskiej chyży powstaje restauracja, a na poddaszu pokoje gościnne.  Z nadzieją, że powitają pierwszych gości już w weekend majowy i zachwycą kuchnią ekologiczną, łemkowskimi i innymi przysmakami, miejscowymi delikatesami. Wszystko od lokalnych producentów, świeże, naturalne, zdrowe. W chyży będzie też można kupić lokalne sery, suszone zioła, przetwory, miody, nawet wyroby rękodzielników, bo tych w okolicy jest wielu.
 
- Przy restauracji chcielibyśmy też stworzyć dobrą informację turystyczną. Aktualną bazę pokojów do wynajęcia, z opisem standardu oferty - wylicza Anna. – Planów związanych z tym miejscem jest wiele. Za chyżą powstaje piękny taras, który w przyszłości być może będzie sceną dla trup teatralnych, które chciałyby w Daliowej wystąpić. Na wzgórzu ustawi się leżaki, rozłoży koce i tak wspaniałe klimaty zapowiadają się wokół chyży. Do pracy w restauracji Fundacja  chce zatrudniać miejscowych bezrobotnych, najchętniej z powstającego z inicjatywy FPK Centrum Integracji Społecznej, czyli tych, którzy w ostatnich dekadach byli wykluczeni społecznie, a dziś mają już 30, 40 lat. To oni są najczęściej beneficjentami opieki społecznej, bo tak na poważnie, nikt do końca nie zajmuje się biednymi ludźmi.
 
- Chcemy tworzyć pomost dla samych mieszkańców. Już mamy pytania od lokalnych seniorów, czy mogłyby się tutaj odbywać ich spotkania. I Klub Seniora już wystartował. Czekamy też na kolejne pomysły i grupy - mówi Marek.
 
Wiejski Inkubator Przetwórczości na start
 
W dużej, drewnianej stodole odbyły się już 11 Listopada śpiewanki patriotyczne, wspólne kolędowanie, gdy w największe, styczniowe mrozy w stodole zgromadziło się ponad 100 osób (prawie cała wieś). Była nawet zabawa sylwestrowa, bo sąsiedzi zagadnęli Marka, czy mogliby zorganizować zabawę w budynku, a on nie miał nic przeciwko. W przyszłości będzie tutaj składowisko dla części plonów, jakie uda się zebrać z pola, a w drugiej części budowli -  miejsce na szkolenia i warsztaty. 
 
 
Inkubator Przedsiębiorczości już powstaje. Fot. Tadeusz Pożniak
 
W trzecim budynku ma ożyć Inkubator Przetwórczości. To tutaj przetwarzane byłyby grzyby, owoce, warzywa, stanęłaby przenośna suszarnia, a nawet młynek do zbóż. W przyszłości w nawiązaniu do inkubatora powstałby także sklep internetowy z produktami od miejscowych wytwórców skupionych wokół Fundacji.
 
- Najbliższy młyn do ekologicznego mielenia gryki jest w Świętokrzyskiem - mówi prezes Fundacji. - To pokazuje, jak duża jest nisza na tego typu usługi. Gryka zebrana z pola daje niewielki zarobek, ale przetworzona na kaszę/płatki, a jeszcze lepiej, na ekologiczną mąkę i jej przetwory, pomnaża zyski. Takiego właśnie myślenia i działania chcemy uczyć naszych sąsiadów i wierzymy, że można odmienić los tutejszych ludzi. Wracając do tradycji regionu i nie naruszając czystości okolic. A wracając też wspomnieniami do tej niewielkiej wyspy koło Seattle, gdzie było ponad 200 organizacji pozarządowych. W Daliowej to też jest możliwe, tylko ludzie ciągle nie mają świadomości, że mogą coś zmieniać, że mają na coś wpływ. A  jednocześnie  przy najmniejszej okazji widać jak szybko się uczą, jak są chętni, zaangażowani i gdyby, jeszcze  nauczyli się działać wspólnie, byłoby wspaniale. 
 
W okresie międzywojennym w Polsce kwitła spółdzielczość wiejska i miejska, dlatego w Fundacji nieustannie powtarzają, jak ważna jest ekonomia społeczna. A gdy pokona się wewnętrzne antagonizmy, sąsiedzkie skłócenia, pobudzi ducha wspólnej pracy, efekty są zachwycające.
 
- Miejscowi coraz częściej przychodzą do nas z konkretną ofertą. Ktoś zaproponował, że może robić świetne produkty z ciasta i pierogi. Inny mieszkaniec - przetwory z pomidorów, w których się specjalizuje. Pszczelarze są chętni dostarczać miody i wyroby pszczelarskie - wylicza Anna. - Już są pomysły, by Fundacja jak najszybciej kupiła samochód, którym lokalne, oznakowane produkty byłyby raz w tygodniu, w piątek wożone na śniadaniowe targi do Krakowa, Katowic albo Warszawy.  Chcemy współpracować z Uniwersytetem Ekologicznego Rolnictwa w Grzybowie k. Sochaczewa, skąd studenci wysyłani są na praktyki i których chętnie gościlibyśmy w Daliowej. 
 
Marek, jak na naukowca przystało, już ma w planach szklarnię - laboratorium, gdzie chce sadzić warzywa, zboża i eksperymentować, które z roślin najlepiej nadają się do uprawy w okolicach Daliowej. Tak jak robił to nad Pacyfikiem. Tym bardziej, że gospodarstwo, jakie w ramach Fundacji tworzy, ma być nie tylko ekologiczne, ale i samowystarczalne. W planach jest więc farma fotowoltaiczna, wiatrak, własne ujęcie wody oraz ekologiczna oczyszczalnia ścieków.
 
 
W stodole pierwsze imprezy już się odbyły. Fot. Tadeusz Poźniak
 
I choć entuzjazmu im nie brakuje, w ostatnim roku już zderzyli się z Lokalną Strategią Rozwoju opracowywaną przez Lokalną Grupę Działania "Kraina Nafty", która na lata 2014 - 2020 pozyskuje unijne pieniądze na rozwój lokalnych inicjatyw. Fundacja Pomosty Karpat zabiegała o dofinansowania na Inkubator Przetwórczości. Niestety, ten nie został wpisany do Lokalnej Strategii Rozwoju. W "Krainie Nafty" stwierdzono, że z ich badań wynika, iż nie jest to potrzebne, ale badań do dziś nikt nie chce ujawnić. 
 
- Będziemy się odwoływać, rozmawiać, argumentować, bo w Polsce to  już działa, choć doświadczeń jest mało, a w zachodniej Europie mają świetne wyniki. Nie zamierzamy się poddać - mówi Marek. - Drobnymi kroczkami będziemy się starali uruchomić Inkubator za pieniądze z innych źródeł, wypracowane przez Fundację, które zainwestujemy w zakup kolejnych sprzętów. Jesteśmy przekonani, że to dobry i pożyteczny pomysł, który zaktywizuje lokalnych rolników do uprawy ziemi i do własnego przetwórstwa. Zostajemy w Daliowej na dobre.

KOMENTARZE

Reklama

Prowincja nigdy nie była i nie jest jałowa

Z Markiem Wiatrem, śpiewakiem, malarzem, dyrektorem artystycznym Festiwalu Żarnowiec, rozmawia Aneta Gieroń

Tradycyjne smaki Podkarpacia. Kozie sery z Beskidu Niskiego

Ojciec, dwóch synów, a teraz jeszcze i wnuk - prowadzone przez rodzinę Maziejuków Gospodarstwo "FIGA", od lat specjalizuje się w wyrobie ekologicznych serów z mleka koziego. W dodatku...

Polak na wakacjach. Felieton Magdaleny Zimny - Louis

Ponieważ w języku angielskim wykłócałam się z recepcjonistką hotelu, Nieprzyjemną Ritą, stojąca obok para Polaków nie zorientowała się, że ta pyskata kobitka z pretensjami na ustach...

Reklama

Janusz Fudała odchodzi z RARR

Janusz Fudała, od 3 lat prezes Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, został prezesem spółki Orlen Oil z siedzibą w Krakowie, słynącej z produkcji i sprzedaży środków smarowych dla przemysłu oraz motoryzacji. Pełniącą obowiązki...

Hygge - wytrych do szczęścia. Felieton Krzysztofa Martensa

Co to za diabeł? Hygge oznacza, że jest fajnie, intymnie, sympatyczne, błogo. Najważniejszy jest nastrój, stonowane światło płynące z migoczących płonących świeczek, grupa...

Jak znaleźć przodka i przeżyć pasjonującą przygodę

Alina Bosak: Wspomnienia, dzienniki, pamiętniki – rosną w księgarniach działy z takimi dziełami. Wydaje się też, że coraz więcej osób szuka swoich przodków. Czy to prawda?

Nad zgliszczami Aleppo. Felieton Jarosława A. Szczepańskiego

Moje najwcześniejsze dziecięce wrażenia wzrokowe to wszechobecne gruzowiska. Mieszkaliśmy na gdańskim Dolnym Mieście kilkaset metrów od Starówki, więc każdy spacer z mamą...

Józef Wilkoń. Genialny ilustrator i jego ślady na Podkarpaciu

Książki z ilustracjami Józefa Wilkonia wydano niemal we wszystkich krajach Europy, w obu Amerykach, w Azji i Afryce. Opublikowano je nawet w kilku narzeczach murzyńskich...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Czerwiec-Lipiec

VIP Czerwiec-Lipiec
w numerze m.in.:

• Krzysztof Tokarz - Być najlepszym • Prowincja nigdy nie była jałowa • W świecie komiksu Wojciecha Birka • Kongres TSLA Expo 2017 • Podkarpackie start-upy • Rzeźby Józefa Wilkonia • Podkarpacka kwatera Hitlera
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY