Reklama

Pasjonaci z Łańcuta. W dzień leczą, wieczorami grają rocka

A A A
Alina Bosak

Dodano: 20-03-2017

Od lewej Konrad Baum oraz Tomasz Ryznar Fot. Tadeusz Poźniak

Od lewej Konrad Baum oraz Tomasz Ryznar Fot. Tadeusz Poźniak

Neurolog Konrad Baum i gastrolog Tomasz Ryznar po pracy w szpitalu, zmieniają fartuchy na rockowe kurtki i łapią gitary. Są liderami zespołu DOC. Konrad to frontman – poza palcówkami na gitarze popisuje się wokalem, Tomek jest urodzonym basistą. Dołączyli do nich zawodowi muzycy - Witold Drapała (instrumenty klawiszowe), Cezary Czarnota (gitara) oraz Filip Łukaszewicz (perkusja). Z sukcesami koncertują po Polsce i właśnie wydali pierwszą płytę.

Lekarzami obaj są od 12 lat. Konrad w Szpitalu Miejskim w Łańcucie zajmuje się USG tętnic szyjnych i tarczycy. – Trafiłem do Łańcuta za sprawą żony, która jest prawnikiem i otrzymała tutaj propozycję pracy. W trzy miesiące przenieśliśmy na Podkarpacie całe swoje życie z Lublina, gdzie mieliśmy dom, dzieci w przedszkolu i przyjaciół. Żonie było łatwiej, ponieważ pochodzi z Sanoka. Ja całe życie byłem lubelakiem. Ale nie żałuję przeprowadzki, już się zadomowiłem.

Dwóch lekarzy-muzyków musiało na siebie trafić w Łańcucie

W Lublinie miał też swój pierwszy zespół muzyczny. Grupę Goście założył w roku 2000, mając lat 21. Zdobyła ona sławę dzięki telewizyjnemu show Must Be The Music, w którym dotarła do ćwierćfinału. – Niełatwo było mi się z nimi rozstać. Jeszcze rok po przeprowadzce do Łańcuta jeździłem na próby i koncerty do Lublina – opowiada. – Ale podróże trudno było pogodzić z pracą i musiałem zrezygnować.

To, że wpadli na siebie z Tomaszem Ryznarem, nie jest niczym wyjątkowym. – Nasz szpital nie jest aż tak wielki – śmieją się obaj. Tomek w łańcuckiej placówce jest gastrologiem. Znają go również pacjenci Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, gdzie też praktykuje. – Ktoś mi powiedział, że jest u nas nowy pracownik z Lublina, który gra na instrumencie i śpiewa – wspomina. – Myślałam, że pewnie chałtury, z ciekawości poszukałem tej muzyki na You Tubie, trafiłem na jakiś zespół o podobnej nazwie i stwierdziłem, że wiele się nie pomyliłem. To mnie uspokoiło, bo zawsze byłem ambitny muzycznie.    

Nie tylko ambitny, ale i aktywny. Tomasz od lat w Łańcucie, podobnie jak Konrad w Lublinie, prowadził własny zespół, Hurry Up. – Grywaliśmy na festiwalach jazzowych – opowiada. – Ciągnęło mnie do tych klimatów. Na studiach w Katowicach miałem wielu przyjaciół wśród studentów Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej tamtejszej Akademii Muzycznej. Były wspólne jam session i doskonalenie grania na basie. Zawsze starałem się grać z dobrymi muzykami i z takimi też współpracowałem w Łańcucie.  

Doktor Tomasz długo spokojny nie był, bo w końcu usłyszał prawdziwy zespół doktora Konrada. – Rock. Dynamiczny, fajnie brzmiący. I Konrad – świetny w roli frontmana. Gula mi podskoczyła – przyznaje Tomasz. – Myślałem, że lekarzy, którzy mają własny zespół i tak zaangażowanych w muzykę jak ja, przy takim ogromie pracy z pacjentami, wielu nie ma. Tymczasem tu, w małym mieście, pojawił się drugi. I to niezły! W dodatku, ledwo przyjechał, już wszyscy wiedzą o jego zespole. Podczas kiedy ja swoim graniem się nie chwaliłem, z obawy przed stereotypem, że jak ktoś dobrze gra, to nie może być dobrym lekarzem, a zawsze chciałem cieszyć się szacunkiem jako lekarz. Zdecydowałem doskonalić się w obu dziedzinach kosztem innych rzeczy. Trochę po cichu, bez specjalnego rozgłosu. Konrad dodał mi wiary w siebie i przekonał do wyjścia ku szerszej publiczności.

- Dość szybko dotarła do mnie wieść, że jest taki Tomek, który gra na basie i ma zespół – śmieje się Konrad. – Powędrowałem na jego oddział i tak się poznaliśmy. Po rezygnacji z lubelskiego zespołu, pomyślałem, że poprzestanę na grywaniu dzieciom w domu, po pracy. Ale kiedy spróbowaliśmy z Tomkiem zagrać coś wspólnie, wyszło naprawdę fajnie. Dołączyli do nas inni muzycy z zespołu Hurry Up i tak latem 2014 roku powstała nowa grupa – DOC. Mój rockowy temperament z ich jazzowym graniem dobrze się uzupełniał i z tego połączenia wyszło coś naprawdę fajnego. W lipcu zaczęliśmy próby, a już w październiku był pierwszy koncert.

Czy lekarz może być dobrym muzykiem i odwrotnie?

Reklama

Zespół dwóch lekarzy – brzmiało sensacyjnie i było świetną reklamą. Klub, w którym zagrali, pękał w szwach. A potem to już poszło - Lublin, Rzeszów, kolejne miasta. Jako support Ani Dąbrowskiej i jako gwiazda medycznych konferencji. Śmieją się, że kiedy zaczynali wspólne występy, zaliczano ich po prostu do muzycznych ciekawostek, a koncertom towarzyszyło początkowe niedowierzanie i zaskoczenie publiczności – to oni naprawdę potrafią dobrze grać?

- Technicznie moi muzycy zawsze byli dobrzy, ale to energia i artystyczna szczerość Konrada podbiła serca publiczności – uważa Tomasz. - Frontmanem trzeba się urodzić. W poprzednim zespole ja musiałem zapowiadać kolejne utwory, robiłem to spięty, po sto razy analizując słowa. Było to raczej mało porywające. A on jest scenicznym zwierzem, raz dwa łapie kontakt z publicznością.

Konrad dodaje: - Jak ma się za sobą pewnych muzyków, to można poszaleć. Chcę przecież budzić emocje, a nie tylko stać na scenie i coś tam śpiewać. Patrzę ludziom w oczy i jeśli w czyichś zobaczę wzruszenie, nikt mi tego nie zabierze. Nie można tego kupić za żadne pieniądze.

Tomek ma podstawowe wykształcenie muzyczne. Ukończył klasę akordeonu w szkole muzycznej I stopnia. – Ale wtedy jeszcze nie pałałem do muzyki miłością. I lepszy byłem w graniu ze słuchu niż z nut – zdradza. Z kolei Konrad do szkoły muzycznej chodzić nie chciał, chociaż dom wypełniały instrumenty, a tato jest nauczycielem muzyki. – Do nauki gry się nie paliłem, ale chętnie występowałem na konkursach wokalnych. Śpiewałem, tato akompaniował i zawsze zdobywaliśmy nagrodę – nie ukrywa neurolog. – Zawsze lubiłem występować. Byłem więc nie tylko w  Must Be The Music, ale i w Drodze do Gwiazd. Właściwie wpierw chciałem zostać dziennikarzem i muzykiem. Dziennikarzem, bo lubię ludzi i lubię gadać. Ale mama jest lekarzem i wciąż ją odwiedzałem w szpitalu. Nie bałem się krwi i interesowała mnie medycyna. Bardzo dobrze czuję się w tym zawodzie. Szczególnie w  neurologii. Ale na studiach nie rozstałem się ze sceną. Miałem zespół, w  którym moja siostra grała na basie, a perkusista był studentem stomatologii. Po studiach pojawiły się kolejne muzyczne projekty. Jak tak przeanalizuję, to nigdy nie miałem dłuższej przerwy w muzykowaniu.

Bez endorfin i adrenaliny nie da się żyć

DOC zamiast coverów szybko zaczął grać autorskie utwory. Dorobił się wiernych fanów i menedżera. 10 lutego wyszła ich pierwsza płyta pt. „Dla kilku chwil”. Znajduje się na niej dziesięć piosenek. Autorem tekstów jest Konrad, muzyki – on i Witold Drapała, a aranżacje to dzieło całego zespołu DOC. – To materiał, nad którym pracowaliśmy przez dwa lata. Jest bardzo zróżnicowany. Mieszanka rocka, r’n’b. Nasz własny styl. Dojrzała, przemyślana całość.

Rzeczywiście, fajne teksty, dopracowane partie instrumentalne i ciepły „głos z zadziorem” wokalisty sprawiają, że płyty „Dla kilku chwil” chce się słuchać zdecydowanie dłużej niż chwilę. Czy nie obawiają się zatem, że muzyczna kariera nabierze jeszcze większego rozpędu i trzeba będzie wybierać między praktyką lekarską a wielotygodniową trasą koncertową? W końcu Kuba Sienkiewicz przez jakiś czas był gwiazdą sceny, a potem znów wrócił do zawodu lekarza. – Chciałbym mieć taki problem – śmieje się Konrad. - Ucieszyłby nas w koncert w fajnym miejscu, występ w jakimś świetnym programie telewizyjnym. Ale to nie znaczy, że marzy nam się po pięć koncertów w tygodniu i długa trasa koncertowa.

Póki co, tak organizują pracę i życie prywatne, aby na zespół też było miejsce. – Kwestia dyscypliny. Pracuję na etacie w szpitalu, mam dwójkę dzieci i jeszcze czas na prywatną praktykę, siłownię i muzykę. Można wszystko zrobić, tylko trzeba bardzo chcieć – stwierdza Konrad, a Tomek dodaje: - Wykorzystuje się każdą chwilę. Czasem, żeby coś przesłuchać, wystarczy do poduchy przytulić głowę ze słuchawkami na uszach. 

Okazuje się, że rozwijanie muzycznej pasji nie wzbudza obaw ich pacjentów. W końcu, skoro jeden lekarz wędkuje, inny biega w maratonach, to jeszcze inny może grać w zespole. – Muzyka uwrażliwia. Dzięki niej mam więcej cierpliwości do pacjentów – zauważa Tomasz, którego już niejeden chory podczas wizyty zapytał: „Kiedy gracie koncert?” A Konrad, odbierając na poczcie awizowaną przesyłkę, nie musi pokazywać dowodu osobistego: „Każdy wie, że Baum”, wytłumaczyła mu ostatnio pani w okienku.     

Konrad mówi, że bez pasji i „podkrętki” życie byłoby nudne. Tomasz myśli podobnie: - Artystyczne zacięcie miałem zawsze. W liceum występowałem z teatrem amatorskim i chciałem iść na studia teatralne. Tymczasem dostałem się na medycynę. Ale musiałem grać na gitarze, robić coś innego. I tak samo jest dziś. W moim życiu to się uzupełnia. Bez tej adrenaliny i endorfin, jaką dają sceniczne występy, nie dałoby się żyć. 

KOMENTARZE

Biegnę, więc jestem - wyznania maratończyka

Gdy Piotr Latawiec pierwszy raz pomyślał o przebiegnięciu...

Super kobieta, super mama

Aktywnych kobiet posiadających rodzinę większą od standardowego modelu 2+2 lub 2+3 wciąż jest...

Żeglarstwo - życiowa pasja

Woda, wiatr i przygoda. Żeglarstwo wciąga i uzależnia. I to do tego stopnia, że po ciężkim...

Alicja Haszczak - ocalić folklor od zapomnienia

Urodziła się na Śląsku Cieszyńskim, sporą część dzieciństwa spędziła na Skalnym Podhalu, ale to Rzeszowszczyzna ze swoim folklorem zawładnęła jej sercem. Tak silnie, że Alicja Haszczak poświęciła...

Szymon, Jakub i Kamil - uczniowie z Jasła odkryli asteroidę

Trzej uczniowie Zespołu Szkół Miejskich nr 3 w Jaśle wspólnie z uczniami - astronomami z Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego w Grudziądzu odkryli planetoidę.

zobacz więcej
Reklama

Szalona Zośka Komedowa pamiętana w Bieszczadach

Crazy Girl - Zośka Komedowa - Trzcińska, żona i muza...

Franciszek Starowieyski. Sztuka po końcu świata

We wspomnieniach Franciszka Starowieyskiego dwór w Siedliskach...

Marek Darecki: Kto dziś ma dane i potrafi je przetwarzać, będzie bogaty!

Z Markiem Dareckim, prezesem Pratt & Whitney Rzeszów oraz prezesem i założycielem Stowarzyszenia Dolina Lotnicza, rozmawia Aneta Gieroń

Rodzeństwo lekarzy z Rudnikiem nad Sanem w krwiobiegu

Z wikliniarstwem, dyskretnym, żeby nie powiedzieć dyskusyjnym urokiem prowincji oraz prawie 500 – letnią historią kojarzy się Rudnik nad Sanem. Ale dla Barbary i Piotra Tutków, rudniczan...

Martha Stewart. Królowa amerykańskiego stylu życia o podkarpackich korzeniach

Martha Stewart ma 77 lat, jest królową amerykańskiego stylu życia, najbardziej znaną Polką i jedną z najbardziej wpływowych kobiet na...

Reklama

Zamiast noworocznych postanowień - spełnianie marzeń!

Rozmowa z Małgorzatą Niemiec-Bocheńską, menedżerem kariery, coachem i założycielem Instytutu Kariery

Filozofia fotografii według Tomasza Tomaszewskiego

Kilkanaście czarno-białych fotografii niewielkiego rozmiaru, a potrafią zrobić ogromne wrażenie. Mężczyzna w sile wielu masujący oliwką stopę swojej żonie, dojrzała kobieta tańcząca pod...

Wanda Czubernatowa. Tiśnerowo muza na zimowe wieczory!

Raba Wyżna ? miejscowość ani ładna, ani brzydka. Cmentarz, kościół, szkoła, stacja kolejowa i Zakopane ledwie 40 kilometrów dalej na południe. Ale w Rabie Wyżnej mieszka Wanda Czubernatowa...

Niech żyje bal... Felieton Magdaleny Zimny - Louis

Zamiast felietonu zapraszam Państwa do przeczytania mojego zestawu porad, które ułożyłam w trosce o Was i wasze samopoczucie na najbliższe ciemno-zimne miesiące. Uzbierało się 21, zatem puszczam...

Feminizm jest dla mnie opowieścią także o mężczyznach!

Z Anną Dziewit - Meller, pisarką i dziennikarką, rozmawia Aneta Gieroń

zobacz więcej

POLECANE

VIP Listopad-Grudzień

VIP Listopad-Grudzień
w numerze m.in.:

• VIP tylko pyta - z Markiem Dareckim o przemyśle 4.0 • Ks. prof. Michał Heller i prof. Krzysztof Jakowicz • Rusza zimowa wyprawa na K2
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY