Reklama

Tradycyjne smaki Podkarpacia. Kozie sery z Beskidu Niskiego

A A A
Ewelina Czyżewska

Dodano: 28-06-2017

Od lewej: Waldemar, Albert i Tomasz Maziejuk. Fot. Tadeusz Poźniak

Od lewej: Waldemar, Albert i Tomasz Maziejuk. Fot. Tadeusz Poźniak

Ojciec, dwóch synów, a teraz jeszcze i wnuk - prowadzone przez rodzinę Maziejuków Gospodarstwo „FIGA”, od lat specjalizuje się w wyrobie ekologicznych serów z mleka koziego. W dodatku pięknie posadowione, na granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów, w jednym z najczystszych przyrodniczo miejsc w Polsce – we wsi Mszana. Dzięki temu ich mleko jest aromatyczne, pełne wartości odżywczych, a wszystkie produkty charakteryzują się oryginalnym smakiem. Sery „Od Maziejuków” wytwarzane są na bazie tradycyjnych receptur, z niepasteryzowanego mleka. – Nasz ser wołoski zarejestrowany jest jako tradycyjny produkt regionalny – mówi Tomasz Maziejuk. I nie kryje, że sława Mazijuków już dawno wykroczyła hen, poza granice Beskidu Niskiego.
 
Obecnie w gospodarstwie jest około 300 kóz, ale początki nie były łatwe. - Wszystko zaczęło się od marzeń o wolności gospodarczej i od jednej kozy, którą dostałem od kolegi na przezimowanie jakieś 24 lata temu – ze uśmiechem wspomina Waldemar Maziejuk, założyciel gospodarstwa i nestor rodziny. - Koza urodziła trzy małe koźlątka, z których jedno zostało u nas, a pozostałe oddałem z powrotem koledze. Miałem wtedy 50 lat, czułem się młodo, a o prowadzeniu gospodarstwa ekologicznego zajmującego się produkcją serów z koziego mleka, myślałem od dawana. Niełatwo jednak było przekonać żonę do tej działalności. Miała obawy co do powodzenia przedsięwzięcia, tym bardziej, że wiązało się to z inwestycją finansową. 
 
Trudne początki…

Na początku całym gospodarstwem zajmował się Waldemar Maziejuk. – Po upadku PRL-u, wydzierżawiłem gospodarstwo, które wcześniej było częścią PGR-u. Dostałem też kilka kóz i drobny sprzęt do obsługi tego gospodarstwa – wylicza. – Doiłem kozy, robiłem sery, a później sam je sprzedawałem. Nie było łatwo, bo ludzie nie doceniali produktów z koziego mleka. Wynikało to przede wszystkim z małej wiedzy o korzyściach zdrowotnych, które te produkty posiadają. Jeździłem po całych Bieszczadach, a swoje produkty sprzedawałem na lokalnych imprezach. Wszystko było tak robione, by dało się jakoś z tego wyżyć. Ale, gdy dotrwaliśmy do momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, odetchnęliśmy z ulgą. – Byłem pewien, że sobie poradzimy – dodaje. – Tym bardziej, że już nie byłem sam. Razem ze mną pracowali moi synowie Tomek i Wawrzyniec, a teraz również i wnuk Albert. 
 
W Polsce do niedawna sery kozie były produktem mało popularnym. Trudno było je znaleźć na półkach sklepowych. – Praktycznie nie mieliśmy konkurencji, śmiali się z nas, że chcemy hodować kozy – opowiada Tomasz Maziejuk. – Pomagałem ojcu w gospodarstwie, moja żona robiła masło, a w niedzielę pakowaliśmy sery do samochodu i rozwoziłem je do sklepów. Wtedy nie mieliśmy nawet samochodu chłodni, więc wszystko trzeba było jak najszybciej dostarczyć do klientów.
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak
 
Dziś w gospodarstwie Maziejuków z daleka widać duży budynek, w którym znajduje się zakład przetwórstwa. W momencie, kiedy pojawiły się unijne dopłaty, uznali, że czas zacząć rozwijać firmę. Wynikało to też z większej stabilności rynkowej i poczucia bezpieczeństwa. Ich produkty znane już były nie tylko na Podkarpaciu, ale też w Gdańsku, Warszawy, Łodzi, Krakowie, kupowali je również Włosi. A jak do gospodarstwa dołączył Wawrzyniec, który zajmuje się promocją i marketingiem, zaczęli organizować profesjonalną sprzedaż. W 2002 roku mieli już certyfikat gospodarstwa ekologicznego, a pierwsze dopłaty, które otrzymaliśmy po wejściu do Unii, pozwoliły nam spłacić zadłużenia z poprzednich lat. 
 
Sery kozie z niepasteryzowanego mleka
 
W gospodarstwie „FIGA” wszystkie produkty robione są z mleka niepasteryzowanego. To również jedyni producenci ekologicznej bryndzy w Polsce, która zdobywa nagrody na konkursach międzynarodowych. – Moim marzeniem było prowadzić gospodarstwo ekologiczne i się zawziąłem – tłumaczy Waldemar Maziejuk. – Jak komuna chyliła się ku upadkowi, zapisałem się nawet na studium podyplomowe, na kierunek Rolnictwo Biodynamiczne i Ekologiczne. Nie skończyłem go jednak, bo okazało się, że wykładowcy mają mniejszą wiedzę niż ja. Dziś w Europie wszystkie produkty mleczne, z wyjątkiem jogurtów, robione są z mleka niepasteryzowanego. Mało tego. W Unii Europejskiej w sześćdziesięciu procentach jest zapotrzebowanie na sery kozie, więc nie będziemy robić krowich, których są nadwyżki. 
 
Reklama
Obecnie w sprzedaży jest trzynaście rodzajów serów, które różnią się smakiem i dodatkami. Wołoski naturalny i wędzony, bunc naturalny i wędzony, twarożek naturalny, twarożek smakowy, bryndza oraz pięć rodzajów farmerskiego w tym: wędzony, naturalny, z kozieradką,  pieprzem, jałowcem,  chili i czombrem. 
 
- Tworząc nowe sery, nie siedzimy nad deską kreślarską. Żaden z nas nie ma też wykształcenia w kierunku przetwórstwa, dlatego pracujemy metodą prób i błędów – wyjaśnia Tomasz Maziejuk. -  Zaczynaliśmy od serów wołoskich, później pojawiły się twarogi. Ale kiedy klienci zaczęli domagać się nowych smaków, zaczęliśmy szukać i tworzyć już typowo nasze, rodzinne sery. Obecnie bardzo popularny jest ser farmerski, dlatego staramy się bazować na nim, dodając nowe zioła. Wszystkie dodatki w serach, dobierane są tak, aby były bezpieczne np. dla ludzi cierpiących na różnego typu alergie pokarmowe. Tak powstał ser z kozieradką. Kozieradka sprawia, że ser ma smak orzecha włoskiego, ale orzecha wcale w nim nie ma. A ostatnio Wawrzyniec stworzył ser z chili i papryką, który wyszedł tak dobry, że już jest w sprzedaży. Ponadto cały rynek czeka na jogurty, ale ja ciągle zastanawiam się jak zrobić je z mleka niepasteryzowanego, by ich smak był niepowtarzalny.
 
- Jak tylko klienci o coś zapytają, zawsze sprawdzamy co z tego wyjdzie – wtrąca Waldemar Maziejuk. - Robimy też twarogi z czosnkiem i czombrem. Dodatkowym impulsem do tworzenia nowych produktów jest duża ilość mleka, którą trzeba przerobić, żeby się nie zmarnowało. 
 
Konkurencja wymusza jakość
 
- Każdy jadąc do nas, spodziewa się, że zobaczy ładnie ogrodzone, piękne drewniane budynki. Ale żeby dojść do tego wszystkiego, potrzebujemy i czasu i pieniędzy – tłumaczy Tomasz Maziejuk. -  Na początku mieliśmy stoisko z serami i kozę z siana, którą przygotował nasz przyjaciel, artysta ludowy. Obecnie mamy 200 dojnych kóz i dużo małych koźlątek. Przy kozach w sumie pracuje pięć osób. Mamy też biuro. Oprócz tego hodujemy krowy mięsne i mleczne, bo cały czas współpracujemy z mleczarnią. Korzystaliśmy też z dofinansowań, które otrzymaliśmy z funduszy szwajcarskich. Kupiliśmy za te pieniądze samochody dostawcze – chłodnie. Przeprowadziliśmy też rewitalizację zakładu i maszyn. Nasz ser wołoski wpisany jest też na listę tradycyjnych produktów regionalnych. 
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak
 
- Byliśmy pierwsi na Podkarpaciu, którzy zarejestrowali swój produkt – wspomina senior rodu Maziejuków. - Gdy powstało obecne województwo podkarpackie, po reformie administracyjnej, polscy urzędnicy, zaczęli dostrzegać potencjał polskiej kuchni oraz bogactwo produktów regionalnych. Okazało się jednak, że formalnie żadne produkty nie są zarejestrowane i nie ma się czym pochwalić. Rozpoczęły się więc poszukiwania historyczne. W naszych okolicach, w starych księgach znaleziono zapis, że miejscowi podatki płacili serem kozim. Były też informacje, jak ten ser był robiony. Dzięki temu, mogliśmy odtworzyć starą recepturę, a nasz ser został wpisany jako tradycyjny produkt regionalny pod nazwą Ser Wołoski. To było z korzyścią dla nas i ale i Polski jako takiej, bo w związku z posiadaniem produktów regionalnych, nasz kraj otrzymuje granty finansowe, a dzięki projektom unijnym takie gospodarstwa jak nasze, mogą się rozwijać. 
 
Trzy pokolenia Maziejuków
 
W gospodarstwie „FIGA”, każdy ma swoją robotę. Tomasz nadzoruje chów i produkcję, Waldemar kontroluje pracę całego gospodarstwa, a Wawrzyniec zajmuje się marketingiem i sprzedażą. - Staramy się nie przeszkadzać sobie w pracy, co nie jest łatwe, bo wszyscy trzej mamy dość mocne charaktery i dużo do powiedzenia – śmieje się Tomasz Maziejuk. - A jakiś czas temu dołączył do nas Albert, mój syn. 
 
- To już trzecie pokolenie, które podejmuje wyzwanie – z uśmiechem dodaje Waldemar Maziejuk. - Długo chodził i zaglądał, aż w końcu postanowił nam pomóc, a nie da się ukryć, że dużo łatwiej podejmować kolejne ryzyko, kiedy widzisz, że jest komu kontynuować twoją pracę. - A pracy jest coraz więcej i konkurencja stale rośnie – wtrąca Tomasz Maziejuk.
 
- Jak zaczęli pojawiać się nowi producenci kozich serów, to wszyscy zaczęli nas straszyć, że to będzie koniec firmy – wspomina założyciel gospodarstwa „FIGA”. - Wtedy mój młodszy syn powiedział: „konkurencja wymusza jakość”. No i tej zasady się trzymamy. Jeśli coś się nie uda, nigdy nie wypuszczamy na rynek. To gospodarstwo jest całym naszym życiem i pasją, a okoliczni mieszkańcy, są dumni z tego, co robimy. Ja i Wawrzyniec całym sercem jesteśmy też zaangażowani w rozwój naszej wiejskiej społeczności. Cieszę się, że synowie i wnuk kontynuują moją działalność. Razem z żoną, robimy wszystko, żeby naszemu życiu nadać jak najpełniejszy sens, a dzięki temu gospodarstwu czujemy jedność z Beskidem Niskiem i otaczającą nas tu przyrodą.

KOMENTARZE

Jak Boże Narodzenie to tylko tradycyjne

Święta Bożego Narodzenia to czas dla najbliższych, dla rodziny, która...

Piękne, tradycyjne Boże Narodzenie na kiermaszu BuzzArt

Ponad 50 rękodzielników z Podkarpacia...

Stanisław Jarosz, właściciel Taurusa: Naszą szansą są produkty tradycyjne

Stanisław Jarosz, prezes i właściciel Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego "Taurus" Sp. z o.o. w Pilźnie, uczył się masarstwa od ojca...

Reklama

Prowincja nigdy nie była i nie jest jałowa

Z Markiem Wiatrem, śpiewakiem, malarzem, dyrektorem artystycznym Festiwalu Żarnowiec, rozmawia Aneta Gieroń

Tradycyjne smaki Podkarpacia. Kozie sery z Beskidu Niskiego

Ojciec, dwóch synów, a teraz jeszcze i wnuk - prowadzone przez rodzinę Maziejuków Gospodarstwo "FIGA", od lat specjalizuje się w wyrobie ekologicznych serów z mleka koziego. W dodatku...

Polak na wakacjach. Felieton Magdaleny Zimny - Louis

Ponieważ w języku angielskim wykłócałam się z recepcjonistką hotelu, Nieprzyjemną Ritą, stojąca obok para Polaków nie zorientowała się, że ta pyskata kobitka z pretensjami na ustach...

Reklama

Janusz Fudała odchodzi z RARR

Janusz Fudała, od 3 lat prezes Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, został prezesem spółki Orlen Oil z siedzibą w Krakowie, słynącej z produkcji i sprzedaży środków smarowych dla przemysłu oraz motoryzacji. Pełniącą obowiązki...

Hygge - wytrych do szczęścia. Felieton Krzysztofa Martensa

Co to za diabeł? Hygge oznacza, że jest fajnie, intymnie, sympatyczne, błogo. Najważniejszy jest nastrój, stonowane światło płynące z migoczących płonących świeczek, grupa...

Nad zgliszczami Aleppo. Felieton Jarosława A. Szczepańskiego

Moje najwcześniejsze dziecięce wrażenia wzrokowe to wszechobecne gruzowiska. Mieszkaliśmy na gdańskim Dolnym Mieście kilkaset metrów od Starówki, więc każdy spacer z mamą...

Jak znaleźć przodka i przeżyć pasjonującą przygodę

Alina Bosak: Wspomnienia, dzienniki, pamiętniki – rosną w księgarniach działy z takimi dziełami. Wydaje się też, że coraz więcej osób szuka swoich przodków. Czy to prawda?

Józef Wilkoń. Genialny ilustrator i jego ślady na Podkarpaciu

Książki z ilustracjami Józefa Wilkonia wydano niemal we wszystkich krajach Europy, w obu Amerykach, w Azji i Afryce. Opublikowano je nawet w kilku narzeczach murzyńskich...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Czerwiec-Lipiec

VIP Czerwiec-Lipiec
w numerze m.in.:

• Krzysztof Tokarz - Być najlepszym • Prowincja nigdy nie była jałowa • W świecie komiksu Wojciecha Birka • Kongres TSLA Expo 2017 • Podkarpackie start-upy • Rzeźby Józefa Wilkonia • Podkarpacka kwatera Hitlera
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY