Reklama

Prof. Andrzej Urbanik - lekarz, który zaraził się wirusem podróży

A A A
Katarzyna Grzebyk

Dodano: 16-07-2018

Prof. Andrzej Urbanik  Fot. Tadeusz Poźniak

Prof. Andrzej Urbanik Fot. Tadeusz Poźniak

Zwiedził 110 krajów świata, niektóre kilkakrotnie. Tylko do Nepalu wracał osiem razy. Dwa razy objechał świat dookoła, mając w kieszeni przysłowiowe grosze. W jedną z podróży wziął odżywki dla chorych na nowotwory, by pozwoliły mu przetrwać, gdy prowiant okaże się niewystarczający. - Były okropne, ale przydały się - śmieje się prof. dr hab. n. med. Andrzej Urbanik, pomysłodawca OSOTT-u, Ogólnopolskich Spotkań Obieżyświatów, Trampów i Turystów. Twierdzi, że podróże nie są zarezerwowane dla bogatych. On - z tytułem profesora, ogromnym dorobkiem naukowym i zasługami dla rozwoju polskiej radiologii - od eleganckich klimatyzowanych wnętrz i podróży „all inclusive” nadal woli noclegi w surowych warunkach, a na plecach lubi czuć lepki pot i wilgoć miejsca, które dane jest mu zobaczyć.

Prof. Andrzej Urbanik, urodził się we Wrocławiu, gdzie po II wojnie światowej musieli przenieść się jego rodzice. Potem, zgodnie z nakazem pracy, udali się do miejscowości Dwikozy pod Sandomierzem, a gdy nakazy przestały obowiązywać, wrócili w rodzinne strony (tato profesora pochodził z Brzeżanki, mama z Godowej w powiecie strzyżowskim; oboje przyjaźnili się ze znanym biochemikiem prof. Franciszkiem Chrapkiewiczem) i zamieszkali w centrum Rzeszowa.

- Miałem przygodowe dzieciństwo – wspomina prof. Urbanik. - Wychowała mnie nie tyle ulica, co stary cmentarz, który był świetnym miejscem do zabawy w podchody. Z kolegami eksplorowaliśmy rzeszowskie podziemia, do których był łatwy dostęp, biegaliśmy po dachach bawiąc się w policjantów. Rzeszów był - co tu dużo mówić - dziurą. Kiedy jechałem rowerem, musiałem bardzo uważać, żeby go nie uszkodzić. Miasto miało jednak swój klimat.

Z sentymentem wspomina czasy ministrantury w kościele Bernardynów oraz magię rzeszowskich bibliotek, z szufladami zapełnionymi katalogami książek. Tak jak większość rówieśników, „szpanował” spacerując wieczorami po Paniadze i zaczepiając dziewczyny.  Prawdziwe „męską” przygodą był zajęcia w szkółce lekkoatletycznej CWKS Resowia – trzy razy w tygodniu, nawet po kilkanaście kilometrów treningu.

Z Rzeszowa „wygoniły” go studia, a potem praca, ale nadal lubi tu wracać. Do rodziny, na zajęcia ze studentami elektroradiologii Uniwersytetu Rzeszowskiego, a w listopadzie obowiązkowo na OSOTT – Ogólnopolskie Spotkania Obieżyświatów Trampów i Turystów, które kilka lat temu przeniósł do Rzeszowa. Obieżyświatom na początku nie bardzo się podobały te przenosiny na przysłowiowy koniec świata, dlatego teraz z satysfakcją słucha ich zachwytów nad swoim rodzinnym miastem. Rzeszów, jego zdaniem, jest piękny, a podróżnicy, którzy niejedno już na świecie widzieli, komplementują rzeszowski Rynek i czystość panującą w mieście.

 Z miłości do podróży i żeglarstwa wybrał… medycynę

Profesor nie ma wątpliwości, że jego pasje życiowe ukształtowały „Przypadki Robinsona Cruzoe” Daniela Defoe. - Ta książka ustawiła mi życie. Przeczytałem ją wiele razy i postanowiłem, że będę podróżować. Podobne znaczenia miała dla mnie „Wyspa skarbów” R. Stevensona - przyznaje.

Żeby ziścić marzenia o podróżach, zaplanował, że zostanie oficerem marynarki handlowej. I pewnie osiągnąłby cel, gdyby nie wada wzroku, która pozbawiła go złudzeń o karierze marynarza. Z miłości do podróży i żeglarstwa - był uczestnikiem popularnego programu telewizyjnego „Latający Holender” - postawił na… medycynę, bo lekarze, po odbyciu specjalnego kursu, mogli pracować na statkach. Jednak zamiast interny, po której najłatwiej było zrobić kurs lekarza okrętowego, wybrał radiologię, specjalizację, która nie cieszyła się wtedy poważaniem. - Gdy na statkach pojawiła się łączność satelitarna, lekarze przestali być potrzebni. Życie spłatało figla, ale radiologia stała się moim hobby. Kiedy zaczynałem tę specjalizację, niewiele się w niej działo. Gdy skończyłem ją, niedługo potem w Polsce pojawiła się tomografia komputerowa, a wraz z nią rozkwit radiologii - opowiada prof. Andrzej Urbanik.

Kiedy Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego postanowiło rozwijać radiologię zabiegową, do szkolenia się w tej dziedzinie oddelegowano młodego lekarza Andrzeja Urbanika. Wylądował w Lublinie. Na przełomie lat 80. i 90. pracował w Instytucie Radiologii Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie powędrował za swoim pierwszym szefem, prof. Billewiczem. Do Katedry Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego i Zakładu Diagnostyki Obrazowej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie wrócił w 1992 roku, a od 1998 jest kierownikiem obu tych instytucji. Praca daje mu mnóstwo satysfakcji i stawia wyzwania także inne niż standardowe badania pacjentów: razem ze współpracownikami wykonywał m.in. badania w tomografii komputerowej mumii egipskich, badania szczątków generała Władysława Sikorskiego, a przed laty jako pierwsi w Polsce wykonywali tomografię zwłok, co dziś już jest standardem. Niedawno badali zachowanie mózgów himalaistów.

Od kilku lat współpracuje z Wydziałem Medycznym Uniwersytetu Rzeszowskiego, na którym stworzył unikatowe w Polsce i Europie zaplecze dydaktyczne – pracownie radiologiczne z działającymi w rzeczywistości aparatami rtg, sale komputerowe czy sale dydaktyczne z transmisją obrazów z badań diagnostycznych. W ramach hobby, kolekcjonuje stare aparaty rentgenowskie, z której to unikatowej kolekcji mogłoby powstać interesujące muzeum radiologii z centrum dydaktycznym – takie radiologiczne Centrum Kopernik. Pomysłem zorganizowania takiego muzeum próbuje zarazić Rzeszów. Na razie bezskutecznie. Szkoda, ponieważ, jego zdaniem, takiej drugiej kolekcji w Europie nie ma i mogła by to być świetna reklama dla miasta. Póki co, takie mini-muzem funkcjonuje na Uniwersytecie Rzeszowskim i bardzo podoba się gościom z zagranicy. Równie efektownie prezentuje się ponad stuletnia apteka, którą także sprowadził na Uniwersytet.

Zamiast doktoratu, podróż dookoła świata

Podróżować zaczął w czasach, które wyjątkowo temu nie sprzyjały. Podczas gdy w drugiej połowie XX wieku na świecie nastąpił rozkwit globtroterstwa, czyli podróżowania na własną rękę, bez pomocy biur podróży, z socjalistycznej Polski niełatwo było się wydostać. Barierą były finanse - Polacy zarabiali po kilkanaście dolarów miesięcznie, a otrzymanie paszportu nie było proste. Ci, którym marzyły się podróże, musieli być zdeterminowani. Andrzejowi Urbanikowi determinacji nigdy nie brakowało - w dużej mierze za sprawą Robinsona Cruzoe, idola z dzieciństwa, ale rozwijająca się kariera lekarska nie ułatwiała dalekich wypraw.

Jego pierwszą podróżą był wyjazd koleją do Bułgarii i Rumunii, w towarzystwie ojca. Na początku studiów poleciał wraz z bratem do Stanów Zjednoczonych na zaproszenie dziadka. Potem zwiedził kawał Europy, a na zakończenie studiów zorganizował wielką wyprawę ciężarówką na Bliski Wschód. W podróż wyjechało 12 osób, bez wiedzy, doświadczenia i wsparcia. Ta na wskroś egzotyczna wyprawa zaowocowała chęcią organizowania kolejnych.

Prof. Andrzej Urbanik  Fot. Tadeusz Poźniak

- Wymyśliłem sobie roczną podróż dookoła świata w czasie, kiedy powinienem robić doktorat. Ten doktorat opóźniał się, bo byłem zajęty pisaniem przewodnika globtroterskiego po Azji. Był to pierwszy taki polski przewodnik  - wspomina prof. Urbanik. - Władze uczelni były łaskawe, bo udzieliły mi bezpłatnego urlopu. Nie na rok, tak jak wnioskowałem, tylko na pół, ale podróż udało się zrealizować. Miałem dobrych szefów, a życie nie toczyło się tak szybko jak dziś, więc na taką podróż mogłem sobie pozwolić. Poza tym nigdy nie planowałem, że zostanę profesorem. Rozwój mojej pracy zawodowej, pisanie kolejnych publikacji naukowych nie wiązały się z takim tempem, jakie panuje dziś.

Reklama

Choć otrzymał zgodę władz uczelni, problemem okazało się wydanie paszportu. W PRL-u nie chciano uwierzyć, że jedzie zwiedzać świat, bo skoro pół roku, to na pewno jest to wyjazd zarobkowy. Profesor twierdzi, że najtrudniejsze w jego wczesnych podróżach było otrzymanie paszportu i załatwienie wiz. Wyjazd za granicę był jak skok na głęboką wodę. Po prawie niemożliwym przeskoczeniu spraw urzędowych człowiek musiał za granicą radzić sobie sam, ale wychodziło mu to całkiem nieźle.

Podróż to sztuka przeżycia w trudnych warunkach

Podróżowanie w tamtych latach było sztuką przeżycia. Wybierać się w podróż dookoła świata z pensją wynoszącą kilkanaście dolarów miesięcznie? Teoretycznie niemożliwe, bo na niektórych wydatkach, jak transport, nie można było zaoszczędzić. - Podróżowałem najgorszymi środkami lokomocji, co było o tyle fajne, że jechałem nie z innymi turystami, ale z miejscowymi, prostymi, zwykłymi ludźmi. Przygód miałem wiele. Autobusom odpadały koła, wypadały drzwi. Czasem spałem w takich warunkach, że dziś bałbym się tam wejść – śmieje się. - W podróż często zabierałem rzeczy, które mogłem sprzedać za granicą i mieć z tego pieniądze na zakup czegoś, co można było potem z zyskiem sprzedać w Polsce, aby zarobić na kolejną podróż.

Dużą pomocą w globtroterstwie było zaświadczenie z prośbą o pomoc w udzieleniu noclegu wydane podróżnikowi przez stryja, który był proboszczem. Ta przepustka otwierała mu drzwi do niemal wszystkich plebanii, do jakich zapukał. Pomocy odmówiono mu jedynie w klasztorze w Pakistanie. Z kolei ksiądz w jednej z parafii w Nowej Zelandii był dość podejrzliwy i poprosił, aby powiedział modlitwę „Ojcze nasz”. Kiedy Polak recytował modlitwę, ksiądz sprawdzał jej poprawność w książce zawierającej tłumaczenia „Ojcze nasz”. Gdy zorientował się, że Andrzej zauważył to sprawdzanie, przeprosił i zawstydzony zaoferował dodatkową pomoc.

Żeby nieco zaoszczędzić na wydatkach na jedzenie, prowiant zwykle zabierał ze sobą w plecaku, który czasami ważył nawet i 30 kilogramów. Aby zbytnio nie wyniszczyć organizmu długotrwałą podróżą i skromnymi posiłkami, bywało, że brał specjalne odżywki, jakimi karmiono osoby z chorobami nowotworowymi. – Były okropne, wstrętne, ale pozwalały się posilić – dodaje.

Zdaniem szefa Katedry Radiologii Collegium Medicum UJ, dziś o wiele łatwiej jest zaplanować podróż. Co więcej, można ją dokładnie prześledzić wcześniej, korzystając z map i aplikacji, ale profesor z sentymentem wspomina świat, który zobaczył kilkadziesiąt lat temu, a który minął bezpowrotnie. Jednym z takich krajów były Chiny, odwiedzone przez niego w czasach, gdy nie dawano wiz. Wyjechał dzięki… zjazdowi esperanto.

- Zbierałem bezcenne wówczas informacje, które częściowo ukazały się w przewodniku Lonely Planet, częściowo w innym wydawnictwie. Chiny zwiedzałem z dwiema koleżankami. Obecność białych ludzi budziła w niektórych miejscach sensację. Sensacją było np. moje owłosienie i biusty koleżanek, bo w dawnych Chinach dziewczęta i kobiety były bandażowane na klatce piersiowej. Nie mogłem też wszystkiego fotografować, bo urzędnicy bezpieki pilnowali, aby fotografować na przykład blokowiska, a nie burłaków na Żółtej Rzece. Potem w Chinach byłem jeszcze dwa razy, ale to był już zupełnie inny kraj.

Wyprawy bez przewodników miały swój urok

Bolączką dla obieżyświatów był brak przewodników, brak spotkań, na których można by porozmawiać o podróżach. Podróżnicy wiedzę o miejscach wypraw czerpali głównie z encyklopedii, ale czym jest encyklopedia w porównaniu z praktycznymi wskazówkami z przewodnika? Pierwszą taką publikację z serii Lonely Planet zobaczył u turystów w Tajlandii, w 1983 roku. Przewodnik kosztował 30 dolarów! Cena zaporowa jak dla polskiego podróżnika. - Za 30 dolarów to objechałem kawał świata - wspomina. – Kiedy podróżnicy opuszczając hotel wyrzucili przewodnik do kosza, wziąłem go, przeczytałem i … wiedziałem, że muszę napisać podobny dla rodzimych globtroterów.

W 1985 r. wydał pierwszy polski przewodnik globtroterski pt. „Przewodnik trampingowy - Birma, Tajlandia, Malezja, Singapur, Indonezja”. W cenie regularnej kosztował 600 zł, ale nakład został szybko wyczerpany, dlatego handel kwitł na czarnym rynku, gdzie cena dochodziła do 12 tys. zł. - W jedną z ostatnich podróży do Chin wziąłem ze sobą mój przewodnik. Okazało się, że jest dość aktualny, bo wiele miejsc mieści się nadal pod dawnymi adresami – przyznaje.

W 1985 roku Andrzej Urbanik wpadł na pomysł zorganizowania ogólnopolskiego spotkania globtroterów o otwartej formule, dla wszystkich podróżujących – środowiska studenckiego, dla trampów indywidualnych oraz grup. Pierwszy OSOTT odbył się w listopadzie 1985 roku w Harbutowicach pod Krakowem. Wzięło w nim udział 50 trampingowców z całej Polski, którzy postanowili spotykać się co roku i słowa dotrzymali.

- Spotykamy się od 34 lat w różnych miejscach w Polsce. Najczęściej gościliśmy w Szczyrku, a kilka lat temu przenieśliśmy się do Rzeszowa, gdzie zaprosił nas prof. Aleksander Bobko - mówi prof. Urbanik. – OSOTT ma otwartą formułę, stawiamy na rozmowy pomiędzy uczestnikami. Każdy może porozmawiać z każdym. Nie ma podziału na gwiazdy i słuchaczy. „Odpryskiem” imprezy są OSOTT-owe małżeństwa oraz dzieci. Bardzo się cieszę, że co roku, w listopadzie, Rzeszów staje się globtroterską stolicą Polski. Mam nadzieję, że miasto to wykorzysta w budowie swojego wizerunku jako miasta otwartego na świat.

Czy świat może zaskoczyć wytrawnego podróżnika?

Andrzej Urbanik jest w podróży od kilkudziesięciu lat. W tym czasie jedne kraje znikały z mapy, inne powstawały, miasta rozwijały się, pojawiały się nowe udogodnienia komunikacyjne. To, co pozostało niezmienne, to bakcyl podróżowania, który dotyka rzesze ludzi. Dziś dostępność do informacji o adresach, zwyczajach, cenach biletów, posiłkach w restauracji jest na wyciągnięcie ręki, co ułatwia turystykę, ale…

- To trochę zabija ideę podróżowania - przyznaje. - Internet w pewnym stopniu zamordował odkrywanie świata, bo umożliwia oglądanie nawet trudno dostępnych miejsc. Choć z drugiej strony, każdy odkrywa świat dla siebie. W XIX wieku ludzie podróżowali statkami parowymi i z tej perspektywy oglądali świat. W starożytności też podróżowano. Każde pokolenie robi to inaczej, ale nie można porównywać odkrywania świata przez Internet z tym, co jest na miejscu. Dopiero na miejscu można poczuć zapach i smak. Zjeść coś na ulicy albo w eleganckiej restauracji, przy czym to pierwsze doświadczenie jest o wiele ciekawsze; poczuć lepki pot na sobie. To trzeba samemu przeżyć, oglądanie w Internecie tego nie daje.

Po kilkudziesięciu latach spędzonych w podróży, przyznaje, że coraz rzadziej zachwycają go nowe krajobrazy, a świat staje się globalną wioską i coraz mniej zaskakuje. Podobno to częsta „przypadłość” osób, które dużo podróżują, bo z czasem zaczynają porównywać swoje obecne wrażenia i wyprawy z tym sprzed lat, kiedy świat był zupełnie inny.

- Byłem na Galapagos. Jest pięknie, plaże piękne, ale jakby podobne już gdzieś widziałem. Nie było już tego „wow!”. Kiedy po raz pierwszy jechałem na Bliski Wschód, to była egzotyka! Nie wiedziałem, co tam jest, a niespodzianki czaiły się jedna za drugą. Dziś świat bardzo się zmienił i nawet w sklepie w Papui Nowej Gwinei można kupić polskie ogórki, a w wiosce w Namibii zrobić zakupy w supermarkecie Spar  - mówi prof. Andrzej Urbanik.

Najbliższe plany podróżnicze? - Jeszcze się wykluwają. O podróżach wolę mówić, dopiero gdy z nich wracam - dodaje. – Mimo, że zwiedziłem wiele krajów świata, są jeszcze miejsca, które chciałbym zobaczyć. Nadal źle się czuję w eleganckich hotelach, a zamiast klimatyzacji wolę otworzyć okno i chłonąć ulicę. A po powrocie, gdy wpadam do Rzeszowa, obowiązkowo spaceruję nad Wisłokiem, rzeką dzieciństwa, tak jak śpiewał Tadeusz Nalepa.

Prof. dr hab. med. Andrzej Urbanik, absolwent III LO w Rzeszowie i Akademii Medycznej w Krakowie; kierownik Katedry Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego; prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, pomysłodawca OSOTT-u, Ogólnopolskich Spotkań Obieżyświatów, Trampów i Turystów; autor pierwszych polskich przewodników dla globtroterów

KOMENTARZE

Po Nowym Roku do lekarza rodzinnego tylko z PESEL-em

W maju minęło 20 lat, od kiedy w Polsce - wzorując...

O miłości. SERCA SEDNO

Zajmuję się sercem na co dzień, trzymam je w ręku, przecinam i szyję: naczynia wieńcowe, zastawki...

RARR S.A. - od 20 lat wspiera rozwój Podkarpacia

20 lat temu powstała Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego...

Powstał film o Zdzisławie Beksińskim - artysta sam o sobie

Autorem zdjęć do najnowszego dokumentu o artyście z Sanoka jest on sam, żona oraz syn. To rodzaj pamiętnika, którego Beksińskiemu nie chciało się pisać, więc filmował...

Pierwsza Akademia Aktorska w Rzeszowie

Aktorstwo to pasja. Mają ją w sobie i chcą się nią dzielić twórcy pierwszej w Rzeszowie Akademii Aktorskiej Artysta, małżeństwo aktorów Magdalena Kozikowska-Pieńko i Kornel Pieńko. Do ich szkoły mogą zapisywać...

zobacz więcej
Reklama

Od karabeli do katany. Płatnerz z Łańcuta

Antoni Adamski: W jaki sposób w XX wieku został Pan płatnerzem...

75. rocznica rzezi wołyńskiej. Czego nie wiemy? Co ustalono?

Pięć głów ściętych Polaków z okazji piątej rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii, miał otrzymać w 1947 roku, od najbliższych współpracowników naczelny...

Opowieść dragomana. Profesor Kłodkowski o współczesnych Indiach

Z prof. Piotrem Kłodkowskim, orientalistą, ambasadorem, podróżnikiem, autorem książki "Imperium boga Hanumana", rozmawia Aneta Gieroń

Tragicznie zginęła Joanna Puzyna-Chojka, dyrektor rzeszowskiego festiwalu

W wypadku komunikacyjnym na Bałkanach zginęła dr Joanna Puzyna-Chojka , teatrolog, od 2014 roku dyrektor programowy Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie...

Reklama

Lutek Pińczuk, dawny gospodarz na Połoninie Wetlińskiej z nagrodą

Ludwik Pińczuk - człowiek, historia i legenda. To o Lutku śpiewano przez dziesięciolecia piosenkę z refrenem "Mam konia z grzywą rozwianą, z podkowy trysnęła...

Mężczyzna od kuchni. Pomaganie wciąga i dobry kontakt z ludźmi też!

Z Mateuszem Mokrzyckim, ratownikiem medycznym, rozmawia Idalia Stochla

Prof. Andrzej Urbanik - lekarz, który zaraził się wirusem podróży

Zwiedził 110 krajów świata, niektóre kilkakrotnie. Tylko do Nepalu wracał osiem razy. Dwa razy objechał świat dookoła, mając w kieszeni przysłowiowe grosze...

Lokatorzy dworu w Babicy: najstarsza blogerka, milicja i chorzy psychicznie

Mury dworu w Babicy - pięknej posiadłości, ulokowanej na zacisznym terenie doliny Wisłoka w powiecie strzyżowskim - w ciągu 150 lat zamieszkiwało...

Dlaczego Fred Zinnemann nigdy nie wspominał o rodzinnym Rzeszowie?

Dlaczego Fred Zinnemann, kilkukrotny zdobywca Oscara, reżyser m.in. westernu "W samo południe", nigdy nie wspominał, że urodził się i wychował w Rzeszowie? - Dziadek...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr. 58

VIP Biznes&Styl Nr. 58
w numerze m.in.:

• JIVR Bike z Mielca • Nauka uprawiana w symbiozie z biznesem • Lekarz, który zaraził się wirusem podróży • Twarze Podkarpacia. 10 lat VIP Biznes&Styl • Plakaty Wiesława Grzegorczyka • Kongres TSLA Expo 2018 Autosan wstaje z kolan • 50 lat zapory i elektrowni
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.