Reklama

Plakaty arcydzieła. Profesor Wiesław Grzegorczyk i jego światy doskonałe

A A A
Alina Bosak

Dodano: 18-07-2018

Profesor Wiesław Grzegorczyk Fot. Tadeusz Poźniak

Profesor Wiesław Grzegorczyk Fot. Tadeusz Poźniak

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›

Stuletnie biurko i krzesło, równie wiekowa węglowa żarówka. Garść pędzelków z miniaturowym włosiem, małe tubki z akrylami i niewielka tekturka, na której powstaje obrazek. Oto cały warsztat w rzeszowskim mieszkaniu Wiesława Grzegorczyka - wybitego artysty, autora około 100 plakatów, w tym na Muzyczny Festiwal w Łańcucie i Konkurs Chopinowski, twórcy logo Uniwersytetu Rzeszowskiego i medalu Politechniki Rzeszowskiej, laureata ok. 30 nagród, profesora Wydziału Sztuki UR, który studentów zaskakuje skromnością. Być może niewielu z nich wie, że ukończył medycynę, chociaż już na czwartym roku studiów zrozumiał, że chce zostać nie lekarzem, a plakacistą. Zdał egzaminy na krakowską ASP i objął kurs na sztukę.

– To mój przykładowy warsztat pracy, nie potrzebuję wiele miejsca, więc siadam tam, gdzie akurat jest mi wygodnie. Może być nawet kuchnia. Tylko światło potrzebne, bo pracuję długo w nocy – uśmiecha się profesor, wskazując na biurko z pędzelkami w pokoju wypełnionym meblami z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Na zabytkowym blacie ani jednej plamki. Tu nie ma zamaszystego machania pędzlem. Jest benedyktyńska staranność i koronkowa robota niezwykłego artysty. Na niewielkim kartoniku, może 14 na 20 cm, powstaje właśnie plakat zamówiony na jubileusz nadania praw miejskich Boguchwale. Hieronim Lubomirski wznosi oczy ku niebu, na którym już wkrótce wykaligrafowany zostanie napis. Gotowy obrazek drukarze powiększą 5-krotnie. Będzie zachwycał kolorami i precyzyjnymi pociągnięciami pędzla. Dla wielu tajemnicą pozostanie, że pędzel jest miniaturowy, a robota wymagała niebywałej precyzji. – Zaczynałem od znacznie większych projektów. Nawet o wielkości 50×70 cm. Zmieniała się jednak technologia i bardzo duże formaty nie mieściły się w skanerze. Trzeba było robić trochę mniejsze prace. Na wydrukach dobrze wychodziły, więc jeszcze zmniejszyłem wyjściowe formaty. Okazało się, że przy dużej rozdzielczości te wszystkie drobne pociągnięcia pędzla, z których nawet nie zdaję sobie sprawy, w powiększeniu dają ciekawy efekt. Maluję akrylami, ale staram się osiągnąć efekt farb olejnych. Akryle są łatwiejsze, szybciej schną, nie oznaczają żmudnego czyszczenia pędzli. A ja plakat kończę zwykle w ostatniej chwili, na następny dzień trzeba go oddać do skanowania. Olej nie zdążyłby wyschnąć.

Od dziecka nie potrzebował specjalnego miejsca do rysowania. Siadał z kredkami byle gdzie i pochylał się nad kartką. Dom stał przy obecnej ul. ks. Józefa Jałowego w Rzeszowie i królowała w nim mama. Ojciec, lekarz, sporo czasu spędzał w pracy.

– Korzenie rodowe mamy to Ziemia Łódzka. Natomiast rodzina dziadka od strony ojca pochodziła z Jaślisk. Wyemigrowali oni do Stanów Zjednoczonych i tam urodził się mój dziadek. Potem wrócili do Polski. Dziadek poszedł na studia medyczne do Krakowa i osiedlił się w Rzeszowie. Trafił tu za żoną. Rodzina babci związana była z Rzeszowem od końca XIX wieku, a wywodzi się z Czech. Rodowitym Czechem był mój prapradziadek. W czasach austro-węgierskich został leśniczym w dobrach Potockich z Łańcuta. Szybko się zasymilował. Jego syn czuł się już 100-procentowym Polakiem.

Marzeniem profesora Grzegorczyka jest odnowienie rodzinnego domu przy ul. ks. Jałowego i na powrót w nim zamieszkanie. – Bardzo jestem z tamtym miejscem związany. Wszystkie najpiękniejsze chwile w życiu z nim się łączą – przyznaje.

Talent błąkał się po rodzinie

W rodzinie talentów plastycznych nie brakowało. – Nigdy nie przybrało to jednak formy profesjonalnej działalności artystycznej – opowiada profesor. – Pradziadek Karol Stary, syn owego czeskiego leśniczego, udzielał się w Polskim Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”, był działaczem sportowym. Mogę powiedzieć, że na przełomie XIX i XX wieku sprowadził do Rzeszowa piłkę nożną. Wśród wielu talentów miał też talent artystyczny. Zachował się jeden obraz jego autorstwa. Widać, że nie jest to dzieło profesjonalne, ale talentu dziadkowi z pewnością odmówić nie można. Moja mama także świetnie rysowała. Znakomicie wykonywała różne projekty techniczne. Tę precyzję pewnie po niej odziedziczyłem. Tato również miał malarskie zdolności. Gdy byłem mały, rozśmieszał mnie zabawnymi rysunkami. Ja rysowanie uwielbiałem od dziecka – mówi prof. Grzegorczyk. Przy czym, podobnie jak Franciszek Starowiejski, nie rysował jak zdolne dziecko, tylko jak niezdolny dorosły. – Mama bez trudu rozpoznawała moje dzieła wśród malowideł moich koleżanek i kolegów. Były bardziej dorosłe, m.in. za sprawą kolorystyki. Utrzymane w szarościach i brązach, nie przypominały kolorowego malowania dzieci.

Szkołę średnią wybrał blisko domu – II Liceum Ogólnokształcące. Trafił do klasy biologiczno-chemicznej. Bardzo lubił te przedmioty. Uczestniczył nawet w olimpiadzie biologicznej. Świetnie przygotowany przez nauczycielkę biologii, panią Warzybok, i chemii - panią Baranową, po maturze w 1984 roku bez problemu dostał się na medycynę. – Rodzinna tradycja – wyjaśnia krótko tamten wybór. – Lekarzem był przecież dziadek i ojciec. Chociaż dla taty to akurat nie był wymarzony zawód. W młodości chciał być dziennikarzem, ale po II wojnie światowej zawód dziennikarza ulegał takim presjom i degradacji, że wybrał jednak medycynę, uznając, że jest politycznie neutralna.

Rodzice nie namawiali Wiesława Grzegorczyka na studia medyczne. To raczej on sam czuł wewnętrzną presję rodzinnej tradycji. – Pamiętam moment, w którym podjąłem tamtą decyzję i mogę powiedzieć, że w stu procentach była ona autonomiczna, nawet jeśli potem stwierdziłem, że wolę inny zawód. Ta świadomość dojrzewała we mnie powoli. Może nawet sam nie zdecydowałabym się na zmianę zawodu i kolejne studia, gdyby nie moja żona, wtedy jeszcze koleżanka ze studiów. To ona podsunęła mi pomysł, by wybrać Akademię Sztuk Pięknych. Podobały jej się moje prace i dostrzegała, że medycyna jednak mnie nie pociąga. Dzięki niej spróbowałem. Poszedłem na kurs przygotowawczy z rysunku.

Wśród studenckich pamiątek zachował się zwykły 60-kartkowy zeszyt do nauki anatomii. Z wierzchu niepozorny kajet studenta medycyny, w środku – ręcznie rysowany atlas z pieczołowicie odtworzonymi elementami układu kostnego człowieka. – Aby ułatwić sobie naukę na I roku, rysowałem te wszystkie kości. Ołówkiem i kredką – uśmiecha się artysta. –To pomagało zapamiętywać nazwy, umiejscowienie. Robiłem też modele trójwymiarowe. Z plasteliny, modeliny. Rysunki pomogły mi zaliczyć jedno kolokwium z anatomii – wspomina artysta. – Przeglądałem zeszyt przed kolokwium i koledzy pokazali te moje dzieła asystentowi, który poszedł pokazać je pani profesor, a ona od razu wpisała mi ocenę bardzo dobrą. Ten asystent mówił mi też, że jeśli przy medycynie zostanę, to powinienem przygotowywać atlasy anatomiczne, jak słynny Amerykanin Frank H. Netter.

Reklama

Ostatecznie studia medyczne postanowił ukończyć. Jeszcze zanim tak się stało, wziął udział w konkursie na plakat z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, który w 1988 roku, a więc dokładnie 30 lat temu, ogłosiła w Tygodniku Powszechnym jedna z legnickich parafii. I od razu zdobył nagrodę – wyróżnienie. – Namalowałem przedwojenne godło Polski – orła w koronie, wyłaniającego się z ciemności. W oficjalnym godle był wtedy jeszcze orzeł bez korony.

Potem był kolejny konkurs i znów wyróżnienie. Zaczął myśleć, że może rzeczywiście sztuki piękne są dziedziną, do której ma powołanie. – Ciągnęło mnie do historii sztuki. W zasadzie od dziecka – wspomina. – Po I roku studiów medycznych, zamiast się pilnie uczyć, zacząłem zwiedzać krakowskie zabytki. Moimi ulubionymi miejscami były piwnice – w centrum miasta wtedy ogólnie dostępne. Zapuszczone graciarnie, w których najczęściej przechowywano węgiel. A ja odkrywałem w nich gotyckie cegły, renesansowe portale.

Ta fascynacja architekturą pozostała. A elementy architektoniczne często pojawiają się w pracach prof. Grzegorczyka.

Na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie dostał się za pierwszym podejściem.– Po sześciu latach medycyny nie mogłem sobie pozwolić na dalsze opóźnienia – stwierdza. – Byłem starszy od kolegów na roku. Czułem tę różnicę wieku i, szczerze mówiąc, nie uczestniczyłem w barwnym studenckim życiu. Jakoś nie pasowałem. Jako jedyny z całego rocznika wiedziałem, co chcę po studiach robić – a chciałem malować plakaty.

Pracę dyplomową obronił w Pracowni Plakatu prof. Piotra Kuncego na Wydziale Grafiki.- Artystycznie nie zawsze się zgadzaliśmy, ale przekazał mi sporo wiedzy na temat fachu plakacisty. Mówił np., że jeśli klientowi przedstawi się dwa projekty, to on z reguły wybierze gorszy. Te jego życiowe rady zazwyczaj się sprawdzały – przyznaje profesor, który zaraz po studiach, w 1995 roku zatrudniony został w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie, a od czasu utworzenia Uniwersytetu Rzeszowskiego - na Wydziale Sztuki tej uczelni. Pracę habilitacyjną obronił na Wydziale Grafiki, Malarstwa i Wzornictwa ASP w Katowicach.

prof. Wiesław Grzegorczyk Fot. Tadeusz Poźniak

Jak powstaje arcydzieło

„Maluje jak dawni mistrzowie”, napisała o prof. Grzegorczyku Magdalena Rabizo-Birek w artykule pt. „Rycerz plakatu”, opublikowanym w 2006 roku w „Twórczości”. I dalej: „I to nie tylko dziewiętnastowieczni, których bardzo ceni, ale i na przykład renesansowi z tak zwanej szkoły północnej, których malarstwo wyróżniał od strony formalnej pietyzm detali, od strony treści zaś rozbudowana narracja i krytyczna obserwacja człowieka”.

Dzisiejszy styl plakacisty poprzedziło wiele prób. Były projekty wykonywane piórkiem, temperami. Plakaty prostsze graficzne, z płaskimi planami kolorystycznymi, konturowymi postaciami. – Wreszcie stwierdziłem, że tradycyjna technika malarska, nawiązująca do malarstwa dawnego sprzed wieków, ignorująca w pewnym sensie wszystko to, co się w wieku XX w sztuce działo, jest mi najbliższa. Po prostsze techniki sięgam, jeśli termin wykonania jest krótki. Wtedy wykonuję plakat komputerowo, ograniczając się często do typografii. Większość zamawiających chce jednak plakatów malowanych ręcznie. Ponieważ pracuję również na uczelni, wykonanie takiego dzieła trwa około dwóch miesięcy. Najwięcej czasu zajmuje namalowanie ludzkiej postaci – opisuje artysta.

Rzeczywiście, każda postać na plakatowych miniaturach prof. Grzegorczyka to majstersztyk. Każda kropeczka kształtuje rysy i światło na namalowanych twarzach. Precyzja widoczna jest zresztą na każdym milimetrze kwadratowym obrazu. Przy plakatach kłopotliwe są także napisy. – Maluję je ręcznie. Tymczasem kilka razy zdarzyło się, że plakat jest już prawie gotowy, a tu zleceniodawca dzwoni, że chce zmienić jeden wyraz. Kompozycja się sypie. Trzeba zamalować cały napis i spędzić kolejne trzy tygodnie nad nowym.  Kiedy jestem zadowolony z efektów pracy? Trudno to tak nazwać. Pracę kończę w momencie, kiedy jestem w stanie plakat zaakceptować. Zadowolony jestem może z pięciu…

Malarskich plakatów profesor wykonał prawie 100. Pozostałe to prace graficzne wykonane z pomocą komputera. Najbardziej lubi ten do Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, do Konkursu Chopinowskiego. I jeszcze Piłsudskiego na koniu, namalowanego w stylu art déco. Zawerniksowane i oprawione wiszą na ścianie pokoju, w którym toczy się rozmowa. Niezwykłe dzieła sztuki. – Nie zachowałem wszystkich moich prac. Nie ma tu np. plakatu teatralnego do „Antygony”– przyznaje twórca. – Miniatury niefrasobliwie oddawałem zamawiającym. Teraz już tego nie robię, ale wciąż zdarza się, że oryginał gdzieś ginie.

Cieszą go sukcesy studentów, ale przyznaje: – Nie mógłbym już odpowiedzialnie i świadomie nakłaniać ich do podążania moją drogą. To pod względem rynkowym jest zupełnie nieopłacalne. Niszowe. Plakat jest drukiem przeznaczonym na konkretne wydarzenie. Będzie żył 1–2 tygodnie na ulicy. Takiego druku nie warto przygotowywać przez dwa miesiące. Ja maluję długo, ponieważ nie potrafię szybciej… Odpowiadam w ten sposób na zamówienie zleceniodawcy; to on decyduje, żeby plakat był „malarski” i godzi się, że nie będzie wykonany „na jutro”.

Plakaty prof. Grzegorczyka trafiają do obiegu kolekcjonerskiego, na wystawy, do wydawnictw. Żyją. Jego wielotygodniowa praca ma sens.

Perfekcyjne i bogate znaczeniowo plakaty profesora znajdują się w wielu muzeach krajowych i zagranicznych, w galeriach i kolekcjach plakatu. Prezentowane były na ponad 20 wystawach indywidualnych i ponad 200 zbiorowych, w tym na większości najważniejszych cyklicznych krajowych i międzynarodowych przeglądach plakatu (biennale i triennale w Chaumont, Chicago, Hong-Kongu, Katowicach, Lathi, Meksyku, Mons, Moskwie, Ogaki, Rzeszowie, Seongnam, Sofii, Tajpej, Toyamie, Trnawie, Wilanowie). Ostatni plakat Wiesława Grzegorczyka otrzymał honorowe wyróżnienie i został zakwalifikowany do prestiżowego wydawnictwa Graphis Poster Annual 2019. Wykonany został na konferencję naukową, której temat brzmiał „O wolność i sprawiedliwość... Chrześcijańska Europa - między wiarą i rewolucją”. Obraz przedstawia fragment muru kościoła z gotyckimi oknami, jedno jest całe, drugie jest do połowy ukruszone, trzecie zastąpiła gilotyna rewolucji francuskiej.

– Ktoś, kto popatrzy na plakat, z jednej strony powinien od razu wiedzieć, o co chodzi i czemu plakat jest poświęcony. Ale bardzo też lubię ukryć w plakacie coś, co dopiero po dłuższej chwili się odkrywa i trzeba się plakatowi przyglądnąć, aby to zobaczyć. Najpierw pytam klienta o oczekiwania. Jeśli ma jakieś wyobrażenie, to idę w tym kierunku. Na ogół jednak trzeba samemu szukać pomysłu. Ale to bardzo przyjemny etap pracy. Otaczam się mnóstwem albumów ze starym malarstwem, w których poszukuję nie tylko formy, ale i motywów. One mnie inspirują. Często posługuję się cytatami z różnych dzieł sztuki - mówi profesor. – Na nich buduję nowe znaczenia.

Dodatkowe znaczenia stara się ukrywać także w znakach graficznych. W logo Uniwersytetu Rzeszowskiego zgrabnie wplótł odniesienie do herbu miasta, w subtelne logo łańcuckiego festiwalu – pięciolinię.

Cele profesora na najbliższy rok są nie tylko artystyczne. Owszem, powstają kolejne plakaty, ale jest i inwestycja – remont domu dzieciństwa przy ul. ks. Jałowego. – Marzę, by znów tam zamieszkać – przyznaje artysta. Czy będzie tam pracownia? – Znając życie, to nie. Jako dziecko siadałem i rysowałem tam, gdzie miałem ochotę. Po co to zmieniać?

KOMENTARZE

W tym warsztacie sam możesz zbudować i mebel, i drona

W Rzeszowie powstało miejsce dla ludzi...

Odwiedzasz nasz serwis - unikasz kłopotów

- Samochody ze znaczkiem Dacia na masce przed laty były synonimem...

Reklama

Od karabeli do katany. Płatnerz z Łańcuta

Antoni Adamski: W jaki sposób w XX wieku został Pan płatnerzem...

75. rocznica rzezi wołyńskiej. Czego nie wiemy? Co ustalono?

Pięć głów ściętych Polaków z okazji piątej rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii, miał otrzymać w 1947 roku, od najbliższych współpracowników naczelny...

Opowieść dragomana. Profesor Kłodkowski o współczesnych Indiach

Z prof. Piotrem Kłodkowskim, orientalistą, ambasadorem, podróżnikiem, autorem książki "Imperium boga Hanumana", rozmawia Aneta Gieroń

Tragicznie zginęła Joanna Puzyna-Chojka, dyrektor rzeszowskiego festiwalu

W wypadku komunikacyjnym na Bałkanach zginęła dr Joanna Puzyna-Chojka , teatrolog, od 2014 roku dyrektor programowy Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie...

Reklama

Lutek Pińczuk, dawny gospodarz na Połoninie Wetlińskiej z nagrodą

Ludwik Pińczuk - człowiek, historia i legenda. To o Lutku śpiewano przez dziesięciolecia piosenkę z refrenem "Mam konia z grzywą rozwianą, z podkowy trysnęła...

Mężczyzna od kuchni. Pomaganie wciąga i dobry kontakt z ludźmi też!

Z Mateuszem Mokrzyckim, ratownikiem medycznym, rozmawia Idalia Stochla

Prof. Andrzej Urbanik - lekarz, który zaraził się wirusem podróży

Zwiedził 110 krajów świata, niektóre kilkakrotnie. Tylko do Nepalu wracał osiem razy. Dwa razy objechał świat dookoła, mając w kieszeni przysłowiowe grosze...

Lokatorzy dworu w Babicy: najstarsza blogerka, milicja i chorzy psychicznie

Mury dworu w Babicy - pięknej posiadłości, ulokowanej na zacisznym terenie doliny Wisłoka w powiecie strzyżowskim - w ciągu 150 lat zamieszkiwało...

Dlaczego Fred Zinnemann nigdy nie wspominał o rodzinnym Rzeszowie?

Dlaczego Fred Zinnemann, kilkukrotny zdobywca Oscara, reżyser m.in. westernu "W samo południe", nigdy nie wspominał, że urodził się i wychował w Rzeszowie? - Dziadek...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr. 58

VIP Biznes&Styl Nr. 58
w numerze m.in.:

• JIVR Bike z Mielca • Nauka uprawiana w symbiozie z biznesem • Lekarz, który zaraził się wirusem podróży • Twarze Podkarpacia. 10 lat VIP Biznes&Styl • Plakaty Wiesława Grzegorczyka • Kongres TSLA Expo 2018 Autosan wstaje z kolan • 50 lat zapory i elektrowni
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.