Reklama

VIP Odkrycie Roku. Książę Jan Lubomirski - Lanckoroński

A A A
Z Janem Lubomirskim - Lanckorońskim, prezesem Fundacji Książąt Lubomirskich, rozmawia Aneta Gieroń

Dodano: 23-10-2015

Fot. Tadeusz Poźniak

Fot. Tadeusz Poźniak

Aneta Gieroń: Wasza Wysokość, czy Panie Prezesie? Są jeszcze okoliczności, w których rozmówcy nawiązują do historii Pana rodziny i arystokratycznych korzeni, a przez szacunek używają książęcego tytułu? To o tyle ciekawe, że prawie 100 lat temu Konstytucja Marcowa zniosła tytuły arystokratyczne, podkreślając równość wszystkich obywateli wobec prawa. 
 
Jan Lubomirski - Lanckoroński: Aż do 1918 roku Polska była królestwem, oczywiście związanym z zaborcami, ale te kleszcze zaborców już pod koniec istnienia zaborów stawały się coraz mnie represyjne i Polska m.in. w osobie Regenta Zdzisława Lubomirskiego miała coraz większą swobodę w działaniu. Mój przodek zaczynał z dwoma ministerstwami w pełni niezależnymi od Niemców i Austriaków, a kończył jeszcze przed 11 listopada 1918 roku z wolnym Wojskiem Polskim, które działało pod generałem Tadeuszem Rozwadowskim, pierwszym szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, uważanym za twórcę nowoczesnego wojska , które przysięgę wiernie składało Królestwu Polskiemu. Co ciekawe, Józef Piłsudski przejmując władzę od Rady Regencyjnej w okolicach 11 listopada 1918 został Regentem Królestwa Polskiego. Dopiero w odezwach z grudnia 1918 roku po raz pierwszy pojawiają się słowa: naczelnik, republika, a przecież już wcześniej Rzeczpospolita zawsze funkcjonowała jako królestwo - rzeczpospolita szlachecka. 
 
Wracając jednak do samej Konstytucji Marcowej i zniesienia tytułów arystokratycznych - to dość złożona kwestia, bo tytuły nie zostały zniesione w sensie nazewnictwa -  jest tylko mowa o tym, że tytuły i przywileje klasowe nie będą wiązały się z przywilejami szlacheckimi, a wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Nigdzie nie znalazło się sformułowania, że zakazuje się ich używania. Dlatego w nomenklaturze przedwojennej tytuły nadal funkcjonowały i były czymś zupełnie naturalnym, a w korespondencji powszechnie je używano. Co ciekawe, kolejna Konstytucja Kwietniowa na temat tytułów nie mówiła nic, a znosiła Konstytucję Marcową, 
 
Zwrot Wasza Wysokość, ani więc Pana nie dziwi, ani tym bardziej nie zaskakuje.
 
Nie. (śmiech). Zdarza się to bardzo często, zwłaszcza za granicą. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii podczas spotkań na Dworze Rodziny Królewskiej, brytyjski następca tronu - Książę Karol, tytułowany jest jako His Royal Highness (HRH), natomiast mnie tytułuje się His Serene Highness (HSH). Sama fundacja jest Fundacją Książąt Lubomirskich, bo trudno byśmy rezygnowali z historii naszej rodziny. Żadne państwo, żadne człowiek bez swojej historii, bez korzeni nie jest w stanie dobrze funkcjonować - to daje ogromną siłę, niezwykle inspiruje w działaniu. To istotna baza do budowania i podążania w przyszłość, nie widzę powodu, by z tego rezygnować, wręcz przeciwnie. W Polsce używanie tej tytulatury to miły ukłon w stronę historii Polski i polskości. Traktuję to jako symbol, ważny, bo obliguje mnie do właściwych zachowań. Nie czerpię satysfakcji z samego faktu posiadania książęcej historii, ale jest to bardzo pozytywny element naszej kultury, na którym warto bazować, bo tak jest czynione wszędzie za granicą. Począwszy od najbardziej prozaicznych rzeczy, jak używanie historii rodziny do promowania pewnych działań, wspierania polskości, nauki, czy polskiego biznesu. 
 
I Wasza Wysokość zdarza się Panu usłyszeć…
 
W Polsce częściej przeczytać, w korespondencji, co jest dość często praktykowane. W rodzinie mówimy sobie oczywiście po imieniu. Podkreślam jednak, że tytuły mają dla nas znaczenie symboliczne, grzecznościowe. Mówię o tym bardziej w kontekście naszej polskiej historii, która tak bardzo ucierpiała, tak wiele elementów polskości, przykładów jej wielkości zostało zniszczonych, że rodziny z długą historią jak moja, przenoszą naszą najlepszą tradycję na kolejne pokolenia, a my staramy się tę historię przypominać, propagować, co w ostatnich latach cieszy się coraz większą popularnością i wzbudza ciekawość. To pewnie odreagowanie czasów PRL-u, kiedy do tradycji ziemiańskich, arystokratycznych władza komunistyczna była negatywnie nastawiona.  Mój ojciec, Stanisław Lubomirski dorastając w najgorszych, stalinowskich czasach, zdawał aż pięć razy na studia i nigdzie nie chciano go przyjąć z powodu braku miejsc. W końcu napisał list do Bolesława Bieruta z prośbą o przyjęcie na jakiekolwiek studia humanistyczne. I otrzymał odpowiedź, że władze zgadzają się, by na Akademii Górniczo Hutniczej studiował na Wydziale Metalurgii – takie też studia ukończył. 
 
System uznał, że w ówczesnej Hucie im. Lenina na pewno zostanie wyprostowany ideologicznie, ale na szczęście system sobie, a ludzie i przyzwoitość sobie. Niedawno organizowałem 80. urodziny mojego ojca i był na nich obecny jego szef z huty oraz wielu kolegów robotników. To pokazuje, jak można funkcjonować, przyjaźnić się ponad sztucznymi podziałami tworzonymi w systemie totalitarnym.
 
Wspomniał Pan o wykorzystywaniu historii rodziny do promocji wartościowych przedsięwzięć. W ostatnich miesiącach jadąc głównymi szlakami komunikacyjnymi z Rzeszowa na wschód albo południe Podkarpacia nie sposób nie zauważyć pańskiej twarzy spoglądającej z bilbordów Fundacji Książąt Lubomirskich. To pewnie nie przypadek.
 
Na Podkarpaciu z fundacją jesteśmy obecni już od kilku lat, ale rzeczywiście w ostatnim czasie staramy się to robić coraz intensywniej. Trzy lata temu współfinansowaliśmy konkurs wiedzy o Rzeszowie, robiliśmy również piknik historyczny z okazji okrągłej 330. rocznicy Bitwy pod Wiedniem. To nie przypadek, bo bardzo dużo rzeszowian i mieszkańców Podkarpacia, kiedyś Małopolski, bo tak przez wieki nazywały się tereny, które dziś należą do województwa podkarpackiego,  z ówczesnym hetmanem wielkim koronnym, Hieronimem Augustynem Lubomirskim walczyło pod Wiedniem i warto zawsze o tym przypominać. Przy okazji tego pikniku pojawiło się nawet zabawne i wieloznaczne hasło „Lubomirski wraca do Rzeszowa”, ale z sentymentem wspominam, jak ciepło byłem goszczony w Rzeszowie. Jako bardzo młody człowiek często przyjeżdżałem też z ojcem do Przeworska, gdzie spotykaliśmy się z wujami Sapiehami.  Przemyśl, Rzeszów, Sanok, to są bardzo bliskie mi miasta, które świetnie znam. Z sentymentem wspominam spotkanie z Ochotniczą Strażą Pożarną w Łące, na rzecz której fundacja przekazała defibrylator i inny sprzęt medyczny. 
 
W Krakowie po wojnie osiadł mój ojciec, który jako jeden z nielicznych członków rodziny nie wyemigrował, co było związane z opieką nad rodziną, starszymi ciotkami i przez to z Małopolską, także z Podkarpaciem, które historycznie też jest Małopolską, bardzo jestem związany. To matecznik rodziny Lubomirskich.
 
To oznacza, że plany związane z Podkarpaciem, fundacją są coraz większe?
 
W ostatnim roku nasza obecność tutaj była duża, bo i Fundacja coraz lepiej się rozwija. Nie będę ukrywał, że by móc wspierać innych, wcześniej te pieniądze trzeba zarobić, a że rozwijamy naszą działalność biznesową, coraz więcej pieniędzy jest też na działalność charytatywną. Podkarpacie dla Lubomirskich jest bardzo ważne, stąd się wywodzimy i te tereny dawnej Małopolski są nam bardzo bliskie. Wuj Andrzej Lubomirski miał tu m.in. wielką cukrownię w Przeworsku, do dziś w Łańcucie, Przeworsku, Lubaczowie, Przemyślu są trwałe ślady działalności moich przodków.
 
W tym roku na wsparcie podkarpackiej młodzieży trafi spora suma pieniędzy. Jakie jest przesłanie tego działania, jaki plon ma przynieś?
 
Gdy kilka lat temu zastanawiałem się, jaką dziedzinę chciałbym wspierać, uznałem, że najlepsza będzie inwestycja w edukację. By tworzyć silne, mądre państwo, a uważam, że Polska jest w świetnym okresie rozwoju, bardzo ważne jest wsparcie dla wybitnie utalentowanej, ale ubogiej młodzieży. Ci młodzi ludzie mają szansę w przyszłości tworzyć elitę, ale wiem też, że w kapitalizmie trudno się niekiedy „przebić”, pójść na studia, bo barierą są biedne środowiska, z których się wywodzą. Żal by było, by większość z tych osób, albo wyemigrowała za chlebem i nigdy już nie wróciła do Polski, albo z braku dostępu do nauki zmarnowała swój talent.  Dlatego nasze działania koncentrują się nie tylko na wsparciu finansowym, ale zależy nam też na zwróceniu uwagi na jak największą liczbę młodych, utalentowanych ludzi. Dlatego jako fundacja staramy się rozmawiać z prezydentami, burmistrzami miast na Podkarpaciu, by oni również brali takie osoby „pod swoje skrzydła”.  W Sanoku i Przemyślu chcemy stworzyć Inkubator Przedsiębiorczości, dzięki czemu młodzi ludzie rozwijaliby tutaj swoje talenty i przedsiębiorczość. By właśnie tutaj na tych terenach zostawali, inwestowali i chcieli się rozwijać. W tej chwili nawet z ukończonymi dobrymi studiami młodemu człowiekowi bywa w Polsce bardzo trudno. W Warszawie młody prawnik z dyplomem ma trudność, by zarobić 2 tys. zł. Stąd m.in. nasze działania finansowe, na równi z promocyjnymi, by polski biznes zatrudniał młodych Polaków.
 
Fundacja Książąt Lubomirskich w swej działalności koncentruje się głównie na powiatach: lubaczowskim, przemyskim, przeworskim, bieszczadzkim i leskim. To niejako szlakiem waszych ziem rodowych?
 
W tych rejonach jest najniższy dochód w rodzinie, ale i rzeczywiście swoje znaczenie ma historyczna obecność naszej rodziny na tych terenach. W okolicach Lubaczowa, Ustrzyk Dolnych, jest naprawdę bardzo biednie, co sam widziałem i sprawdziłem, a wybitnych talentów, choćby muzycznych na tych terenach nie brakuje. Przy okazji staramy się też wesprzeć inne placówki w tamtej okolicy m.in. szpital w Ustrzykach, czy dopomóc w remoncie dzwonu w jednym z przeworskich kościołów. Listów o pomoc do fundacji przychodzi bardzo dużo. I choć nie wszystkim możemy pomóc, to staramy się choć wesprzeć naszym patronatem albo rekomendacją, co często też przynosi dobre efekty. 
 
Wielowiekowa tradycja Lubomirskich zobowiązuje…
 
Towarzyszy nam od ponad 500 lat i chyba źle bym się czuł, gdybym nie kontynuował działalności charytatywnej przodków. Jeżeli są możliwości finansowe, to chętnie się dzielę. Uważam, że warto. Pamiętam, że sam, gdy byłem dzieckiem, nastolatkiem, byłem mocno wspierany przez krewnych z zagranicy i wiem doskonale, co to znaczy skromne, nawet bardzo skromne życie. Lata 80. XX wieku, to były trudne czasy dla nas wszystkich w Polsce, bywało, że mojej rodzinie pomagali zupełnie obcy ludzie. Wiele ubrań dostawałem m.in. od kuzyna, Zygmunta Habsburga ze Szwajcarii. Po latach przeżyliśmy zabawną sytuację, gdy w żartach zaprosiłem go do garderoby mówiąc, by wybierał, co chce, bo czuję się jego dłużnikiem. 
 
Bycie księciem determinuje, zobowiązuje? Można też pewnie czerpać z biznesowych pierwowzorów wśród licznych przodków.
 
Bardzo pozytywnie. Dla mnie to dar dziejowy, choć pewnie w czasie komunizmu bycie arystokratą było przekleństwem, czego mój ojciec jest przykładem. Może też dlatego, ja tę epopeję edukacyjną mojego ojca zamieniłem w działalność edukacyjną w fundacji.  I rzeczywiście inspiracji wśród przodków mi nie brakuje. 
 
Reklama
Choćby w osobie Stanisława Lubomirskiego, de facto zwycięzcy z bitwy pod Chocimiem w 1621, gdzie hetman Chodkiewicz zmarł w trakcie oblężenia tureckiego i dalsze działania wojskowe jednej z największych bitew lądowych w XVII wieku prowadził właśnie Lubomirski. Udało mu się pokonać prawie 3 razy większe siły turecko – tatarskie. Był znakomitym politykiem, silnie związanym z Małopolską, gdzie w Nowym Wiśniczu miał swoją siedzibę, ale Łańcut też bardzo cenił. Ważna jest też postać jego syna, Jerzego Sebastiana Lubomirskiego, który często niesłusznie jest oceniany jako negatywna postać, a to jedyna osoba, która w czasie potopu szwedzkiego „postawiła się” Szwedom, Rosjanom i Rakoczemu z Siedmiogrodu. Nie złożywszy hołdu najeźdźcom, przeniósł się na Spisz i w  zamku w Lubowli przechowywał insygnia koronacyjne, które uratował z Krakowa. W „Potopie” Sienkiewicza jest opisane, jak kilkutysięcznym, prywatnym wojskiem wspiera króla Jana Kazimierza, niestety w filmie Jerzego Hoffmana ta postać została w całości usunięta, bo w PRL-u nie można było pokazywać magnaterii pozytywnie.
 
Czyli nawet w popkulturze arystokraci byli kreowani na wyzyskiwaczy i zdrajców narodowych. 
 
Z późniejszych przodków, na pewno ważny jest Aleksander Lubomirski z przełomu XIX i XX wieku, który ogromne pieniądze zarobił na akcjach Kanału Sueskiego.  Utworzył też dwie wspaniałe fundacje m.in. Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, kiedyś Akademię Ekonomiczną, gdzie do dziś widnieje nasz herb . Aktywnie współpracujemy z tą uczelnią fundując wspólnie co roku około 50 stypendiów dla młodzieży z byłych Kresów Polskich m.in. Ukrainy i Białorusi. Drugie jego przedsięwzięcie, to Łagiewniki św. Jana Pawła II, przed laty utworzone jako miejsce opieki dla ubogich dziewcząt i sierot.
 
W tej galerii imponujące są także dokonania brata mojego pradziadka, Stanisława Lubomirskiego, który działał w okresie dwudziestolecia międzywojennego i którego można by nazwać nowożytnym biznesmenem. Inwestował w ropę naftową, miał kopalnie w okolicy Baku,  był prezesem Banku Handlowego i właściwie trudno powiedzieć, czego prezesem nie był. Czytając jego biografię około pół strony drobnym maczkiem wyliczone jest, jakie pełnił funkcje. Stworzył Centralny Związek Przemysłu Polskiego „Lewiatan”, którego był prezesem od 1932 roku, a który propagował idee rozwoju przemysłu – obniżenie podatków, świadczeń socjalnych dla robotników i zwiększenie pomocy państwa dla przemysłu. Członkowie organizacji zasiadali w sejmie, senacie,  w wielu rządach II RP i innych instytucjach państwowych. Podobnie jak on uważam, że patriotyzm ekonomiczny ma kluczowe znaczenie, by państwo Polskie mogło funkcjonować normalnie. Bez finansów, silnej ekonomii, Rzeczpospolita nie jest w stanie wybijać się na niepodległość w przyszłości, nie jest w stanie funkcjonować jako niezależne państwo i jako partner w stosunkach międzynarodowych.
 
Sam staram się podążać wyznaczonymi ścieżkami w działalności biznesowej będąc prezesem i właścicielem Grupy Landeskrone. Podobnie jak moi przodkowie łączę pracę z pasją, czego dowodem są zrealizowane projekty deweloperskie osadzone w koncepcji rewitalizacji zabytkowych obiektów. Moja praca zawodowa jest też nierozerwalnie związana z Fundacją Książąt Lubomirskich.
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak
 
 
Wracając do Podkarpacia, śladów Lubomirskich, gdzie znajduje się ich najwięcej?
 
Przez co najmniej godzinę mógłbym opowiadać, tak dużo jest tych śladów. Daję słowo, co druga miejscowość jest związana z Lubomirskimi. Ale te najistotniejsze, to oczywiście Rzeszów, Przeworsk, Łańcut, także Lubaczów, gdzie jednym ze starostów był Józef Lubomirski. Sanok, gdzie pierwszym starostą w naszej rodzinie był Sebastian Lubomirski w połowie XVI w. Boguchwała k. Rzeszowa, przy czym sama nazwa została nadana przez Teodora Lubomirskiego, który prosił o to jednego z królów saskich, bo zmiana nazwy miejscowości była wyrazem jego podziękowania Bogu za otrzymane łaski.  Przepiękny zamek w Baranowie Sandomierskim. Także Przemyśl, a właściwie dzielnica Bakończyce, dziś fragment Przemyśla, a kiedyś w części należąca do Lubomirskich i gdzie niedawno nazwę jednej z ulic zmieniono na Książąt Lubomirskich - tak jak to było przed II wojną światową.
 
W Rzeszowie jedna z ładniejszych alei też jest Lubomirskich.
 
No właśnie, tych śladów jest bardzo dużo. Może dlatego w Przemyślu, w Rzeszowie, czuję się jak u siebie.
 
Ale mówiąc żartobliwie, już tylko może Pan pomarzyć, że gdyby to było 100 lat wcześniej, to jadąc przez Podkarpacie, a właściwie Małopolskę, codziennie mógłby Pan gdzie indziej zatrzymywać się na nocleg i ciągle jechałby Pan od rodziny do rodziny.
 
Pewnie któryś z wujów by mnie przygarnął, chyba, że w ogóle byłbym u siebie. (śmiech)
 
A mówiąc poważnie, już na zawsze są to nasze miejsca rodzinne, choć nie w sensie materialnym i jest mi bardzo miło, bo czuję się do nich przywiązany, a od ludzi, których tam spotykam, doświadczam dobrej energii, gościnności i prawdziwej polskości.
 
Wszyscy Lubomirscy czują podobnie?
 
Paradoksalnie jest nas bardzo niewielu, ledwie 30 osób mieszkających na prawie wszystkich kontynentach.
 
W tym pewnie tkwi wasz rodzinny sekret świetnej znajomości, co najmniej kilku języków obcych, w Pana przypadku aż pięciu. 
 
Duża w tym zasługa rodziny rozsianej po całym świecie. Od urodzenia bardzo dużo czasu spędzałem m.in. w Austrii i moim drugim językiem, który znam tak dobrze jak polski jest właśnie niemiecki. Wiele kuzynów ma tak samo. Moja ciotka, której prababka była nazwana za Lubomirską, w Austrii nauczyła mnie pływać i w Austrii zaszczepiła mi miłość do opery, gdy w wieku lat 7 po raz pierwszy w Operze Wiedeńskiej zobaczyłem „Jasia i Małgosię”. Ta miłość trwa do dziś. 
 
Obecnie jednym z najbardziej medialnych członków rodziny Lubomirskich jest Alexi Lubomirski, jeden z najlepszych fotografów modowych na świecie na stałe mieszkający w Nowym Jorku. O swoim książęcym pochodzeniu dowiedział się już jako dorosły mężczyzna, a matka zakomunikowała mu to jak swego rodzaju drogowskaz życiowy: Jeśli jesteś księciem, to trzeba być księciem w swoim sercu i w swoich działaniach. To dewiza?
 
Bardzo trafna, a Alexi bardzo dobrze się czuje z polskimi korzeniami. Swój ślub brał na zamku w Wiśniczu, co jest naszą rodzinną tradycją. W moim przypadku nie udało się jej podtrzymać, choć planowałem, bo w tym czasie panowała w Polsce wielka powódź. Uznaliśmy, że wielka zabawa na prawie 1000 osób nie licuje z dramatem, jaki w tamtym czasie przeżywali mieszkańcy tamtejszych okolic. 
 
Zamek w Wiśniczu to jest też miejsce, które Lubomirscy odzyskali po 1989 roku. 
 
To jest bardzo trudny temat, bo państwo polskie pozbywa się tego, co najtrudniejsze w utrzymania i to oddaje, natomiast mowy nie ma o odszkodowaniach za zabrane ziemie, zamki i pałace. Paradoksalnie inne państwa postkomunistyczne: Rumunia, Bułgaria, Czechy, Słowacja zrobiły reprywatyzację, w Polsce nie ma o tym mowy. Doszukuję się w tym być może jakiegoś podtekstu politycznego, by nie promować dawnych rodzin polskich. To na pewno bardzo mocno wsparłoby żywioł polski i na pewno spowodowałoby wysyp wielu organizacji propolskich, a może nie wszyscy są tym zainteresowani. Mówimy o utraconym dziedzictwie, braku kontynuacji.  Przed wojną większość dworów w małych nawet miejscowościach to były kolebki polskości, w czasie wojny organizowano tam tajne nauczanie, te miejsca emanowały kulturą i literaturą polską. Brak oddania majątków po 1989 roku wiąże się z brakiem powrotu do tych miejsc wielu patriotycznie nastawionych ludzi, którzy dla lokalnych społeczności mogliby dzięki swoim kontaktom wiele zrobić. To ogromna strata. 
 
Może ludzie najzwyczajniej obawiają się, że stracimy wiele pięknych miejsc, które przez dziesięciolecia jako społeczeństwo utrzymywaliśmy i remontowaliśmy, albo najzwyczajniej po ludzko, obawiają się, że tak jak nie do końca udanie przebiegła w Polsce prywatyzacja, tak samo obawy budzi ewentualna reprywatyzacja.
 
Ja to rozumiem i nie ma mowy, żebyśmy się teraz upominali o zwrot Zamku w Łańcucie, czy w  Baranowie Sandomierskim, chodzi raczej o zadośćuczynienie. Uważam natomiast, że arystokracja, przedwojenni przedsiębiorcy, mieszczanie, ziemianie, przez kolejne rządy traktowani są jako straszak. Kreuje się ich na chorobliwie pazernych, którzy przyjdą odebrać swoje domy i fabryki, a to kompletna bzdura. A szkoda, bo uważam, że choć w części przywrócenie majątków ich pierwotnym właścicielom miałoby ogromny wpływ na rozwój państwa polskiego. 
 
Sam jestem właścicielem zespołu pałacowo – parkowego w Lubniewicach i uważam, że wszyscy mają z tego korzyści. Z mojego parku korzystają mieszkańcy Lubniewic, podobnie jak z prywatnej plaży. Co roku urządzam tam „Święto Sandacza”, na które ściągają tłumy turystów, a współpraca z władzami gminy Lubniewice układa się świetnie.  Zostałem nawet ambasadorem Województwa Lubuskiego, co mam nadzieję pomoże ściągnąć w tamte strony więcej turystów i być może znajdą się chętni na zainwestowanie w odnowę pięknych, polskich zabytków, często mocno zdewastowanych.  
 
To oznacza, że nie wyklucza Pan kupna kolejnego zamku tym razem na Podkarpaciu?
 
Czemu nie. ( śmiech) Ale naturalne jest dla mnie, że jak się ma coś prywatnego, a jest się Polakiem, patriotą, także lokalnym, to chcę się tym dzielić. To jest zrozumiałe dla ludzi, ale często dla urzędników państwowych już bywa trudne do zrozumienia.
 
Pański krewny, Alexi Lubomirski z myślą o swoich dwóch małych synkach napisał książkę „Rady dla młodego księcia”. Zapytam inaczej, Pana rady dla młodego Polaka?
 
Wyzbyć się kompleksów, bo jesteśmy wspaniałym narodem. Pokolenia wychowane w komunizmie, uważają, że Europa Zachodnia, to coś lepszego, że powinniśmy się od nich uczyć europejskości i nawet przedstawiciele Unii Europejskiej nas w tym utwierdzają, a to bzdura. Od wieków tworzyliśmy Europę, jesteśmy w jej centrum i jeśli chodzi o łacińską Europę, jesteśmy filarem jej funkcjonowania. Mieliśmy ledwie 50 lat przerwy w jej tradycji, ale cóż to jest w obliczu wielowiekowej ciągłości.
 
Młodzi ludzie, którzy z kompleksami wyjeżdżają z Polski, wystarczy, że przez kilka miesięcy popracują u Anglika, lub Francuza, a szybko zauważają, że jesteśmy od nich mądrzejsi, inteligentniejsi i gdy wracają do Polski, już nie mają kompleksów. Sam, gdy jeszcze pracowałem i studiowałem w Londynie, często tego doświadczałem. Polskich prawników w londyńskim City było wtedy ledwie kilku, obecnie wśród menedżerów, szefów najlepszych restauracji, najwięcej jest Polaków. Co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam Londyn i od jakiegoś czasu nigdy nie mam problemu z wolnym stolikiem w najlepszych lokalach - wszędzie spotykam szefów Polaków. 
 
Powinniśmy zacząć być dumni, że jesteśmy Polakami, bo mamy z czego.
 
 

 
Jan Lubomirski – Lanckoroński, prezes Grupy Landeskrone i Fundacji Książąt Lubomirskich, członek Rady Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie, ambasador Województwa Lubuskiego. Absolwent studiów prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, który edukację kontynuował także w London School of Economics oraz University of Navarra w Barcelonie we współpracy z Uniwersytetem Harvarda, gdzie ukończył Advanced Management Program (AMP). Radca prawny, który kształcił się również w zawodzie doradcy i maklera giełdowego oraz zarządcy nieruchomości. Biegle zna pięć języków obcych: niemiecki, angielski, włoski, francuski i rosyjski. 

KOMENTARZE

Klaudiusz Angerman - zapomniany obywatel Europy

Historia człowieka, który nie bał się marzyć i umiał...

Zamek w Przecławiu: historia rabunku i odbudowy

Już z daleka, z mostu na Wisłoku widać Przecław. Zza...

Kupiecka przeszłość na rzeszowskim Rynku

W pierzei wschodniej, dokładnie naprzeciw ratusza zlokalizowany...

Spektakle karnawałowe i noc poetów w Siemaszkowej

W Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie trwają 20. Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe. Na dobry początek, w piątkowy wieczór (8 lutego) widzom zaserwowano "Balladyny i romanse". Po zakończeniu...

Dzieje Rzeszowa, czyli perełka z ulicy Dąbrowskiego

Budynek Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. Dąbrowskiego w Rzeszowie jest uważany za perełkę socrealizmu, wręcz podręcznikowy przykład tego stylu w architekturze. Ciekawe...

zobacz więcej
Reklama

Od karabeli do katany. Płatnerz z Łańcuta

Antoni Adamski: W jaki sposób w XX wieku został Pan płatnerzem...

75. rocznica rzezi wołyńskiej. Czego nie wiemy? Co ustalono?

Pięć głów ściętych Polaków z okazji piątej rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii, miał otrzymać w 1947 roku, od najbliższych współpracowników naczelny...

Opowieść dragomana. Profesor Kłodkowski o współczesnych Indiach

Z prof. Piotrem Kłodkowskim, orientalistą, ambasadorem, podróżnikiem, autorem książki "Imperium boga Hanumana", rozmawia Aneta Gieroń

Tragicznie zginęła Joanna Puzyna-Chojka, dyrektor rzeszowskiego festiwalu

W wypadku komunikacyjnym na Bałkanach zginęła dr Joanna Puzyna-Chojka , teatrolog, od 2014 roku dyrektor programowy Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie...

Reklama

Zmarł Władysław Pogoda. Żył pięknie i skrzypce po nim zostały

W środę, 20 czerwca, zmarł jeden z najwybitniejszych muzyków ludowych z Podkarpacia - Władysław Pogoda. Twórca słynnej w całym kraju kapeli i laureat Nagrody...

Mężczyzna od kuchni. Pomaganie wciąga i dobry kontakt z ludźmi też!

Z Mateuszem Mokrzyckim, ratownikiem medycznym, rozmawia Idalia Stochla

Lutek Pińczuk, dawny gospodarz schroniska na Połoninie Wetlińskiej z nagrodą

Ludwik Pińczuk - człowiek, historia i legenda. To o Lutku śpiewano przez dziesięciolecia piosenkę z refrenem "Mam konia z grzywą rozwianą...

Prof. Andrzej Urbanik - lekarz, który zaraził się wirusem podróży

Zwiedził 110 krajów świata, niektóre kilkakrotnie. Tylko do Nepalu wracał osiem razy. Dwa razy objechał świat dookoła, mając w kieszeni przysłowiowe grosze...

Lokatorzy dworu w Babicy: najstarsza blogerka, milicja i chorzy psychicznie

Mury dworu w Babicy - pięknej posiadłości, ulokowanej na zacisznym terenie doliny Wisłoka w powiecie strzyżowskim - w ciągu 150 lat zamieszkiwało...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr. 58

VIP Biznes&Styl Nr. 58
w numerze m.in.:

• JIVR Bike z Mielca • Nauka uprawiana w symbiozie z biznesem • Lekarz, który zaraził się wirusem podróży • Twarze Podkarpacia. 10 lat VIP Biznes&Styl • Plakaty Wiesława Grzegorczyka • Kongres TSLA Expo 2018 Autosan wstaje z kolan • 50 lat zapory i elektrowni
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.