Reklama

Elżbieta Dzikowska: Od 50 lat ciągle wracam w Bieszczady

A A A
Z Elżbietą Dzikowską, podróżniczką, autorką książek i programów telewizyjnych, rozmawia Aneta Gieroń

Dodano: 15-04-2016

Elżbieta Dzikowska. Fot. Tadeusz Poźniak

Elżbieta Dzikowska. Fot. Tadeusz Poźniak

Aneta Gieroń: Gdyby Pani  nie powiedziała, że za rok obchodzić będzie 80. urodziny, nikt by w to nie uwierzył. Ciągle Pani pisze, fotografuje, podróżuje. Co Panią nieustannie gna w świat?
 
Elżbieta Dzikowska: Ciekawość. Niezmiennie od lat. Pierwsza moja podróż była uniwersytecką.  Po IV roku studiów na sinologii, bo studiowałam język chiński na Uniwersytecie Warszawskim, wyjechałam na 6 tygodni do Chin. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wtedy zakochałam się w podróżowaniu. Lecieliśmy do Pekinu Tu-104 przez dwa dni, z noclegiem w Nowosybirsku i marzyłam, by już nigdy więcej nie wsiąść do samolotu.  Sam pobyt w Chinach był fantastyczny, traktowano nas, młodych studentów, wspaniale. To był 1957 rok, mieszkaliśmy w luksusowych hotelach, a na peronach witały nas delegacje samorządowe i partyjne. Wtedy też nauczyłam się palić papierosy i pić gorzką herbatę. Palenie, na szczęście, rzuciłam już dawno, ale od cukru nadal trzymam się z daleka.  I tak mija prawie 60 lat od pierwszej mojej podróży, a ja nadal nie przepadam za lataniem samolotem. Najbardziej lubię chodzić pieszo, zwłaszcza przez Bieszczady. 
 
Pamięta Pani to wrażenie, gdy po raz pierwszy zobaczyła połoniny?
 
Tak. To było w 1967 roku, kiedy w Bieszczady przyjechałam z moim pierwszym mężem, Andrzejem Dzikowskim. Zamieszkaliśmy w nieistniejącym już schronisku w Ustrzykach Górnych. Tam spędzaliśmy święta i sylwestra. Wtedy też po raz pierwszy spotkałam legendarnych bieszczadników, spośród których większość już nie żyje.  W kolejnych latach często tu wracałam, nierzadko samotnie, bo mój drugi mąż, Tony Halik, uwielbiał morze, żartując, że po górach chodzą tylko kozy i rogacze. Do dziś uwielbiam wędrówki  po Bieszczadach, które ciągle jeszcze są dzikie i nie do końca zadeptane. Najpiękniejsze jesienią, gdy złocą się jawory i czerwienią buki. 
 
I zawsze wraca Pani do Ustrzyk Górnych, których jest honorową obywatelką?
 
To dłuższa historia (śmiech).  Przed laty, wspólnie z moją przyjaciółką, dziennikarką Barbarą Henkel, przyjechałyśmy w Bieszczady, do Ustrzyk Górnych nie mając zarezerwowanego żadnego noclegu. Dotarłyśmy do GOPR-ówki, gdzie nas przyjęto i znalazł się nawet wolny pokój. Rano okazało się, że śpimy w "13", a sama GOPR-ówka też ma w adresie "13". To tylko mnie utwierdziło, że 13 jest moją szczęśliwą liczbą, a GOPR-ówka na wiele lat stała się moją "miejscówką" w Bieszczadach, gdzie zaprzyjaźniłam się z wieloma ratownikami i do dziś utrzymuję kontakt choćby z Grzegorzem Chudzikiem. Przez ostatnie lata nadal przyjeżdżam do Ustrzyk, ale zatrzymuję się już w Hotelu Górskim. Tam zaprzyjaźniłam się  z Anną i Józefem Szymbarami, a w całym hotelu można oglądać moje zdjęcia. Bieszczady o każdej porze roku i najpiękniejsze na Podkarpaciu kościoły oraz cerkwie. Kocham ten region, piękny, życzliwy i tylko czasem mam rozdarte serce, bo z jednej strony chciałabym, by w Bieszczady przyjeżdżało jak najwięcej turystów,  dzięki czemu miejscowi mogą zarabiać na życie, ale z drugiej nieustannie drżę, by to moje ukochane miejsce nie zostało zadeptane.
 
Oprócz Bieszczadów ma Pani jeszcze inne swoje miejsca na Podkarpaciu.
 
Uwielbiam tutejszą architekturę drewnianą - przepiękne kościoły i cerkwie. Wyprawiam się pod Jasło, Krosno, Komańczę, by te łemkowskie ślady historii utrwalać. Przy okazji przyjazdów w Bieszczady coraz częściej wyprawiam się też na Słowację. Byłam w Muzeum  Andy Warhola w Medzilaborcach, zwiedziłam też Bardejów z przepięknym kościołem pw. św. Idziego. Mam też swój epizod rzeszowski, gdzie przyjeżdżałam w latach  60. XX wieku jako recenzentka teatralna. Tak, tak, jako absolwentka historii sztuki, swego czasu przygotowywałam sporo tekstów o tematyce kulturalnej. W Rzeszowie poznałam wspaniałego Józefa Szajnę, z którym robiłam m.in. wywiady do moich późniejszych książek: "Artyści mówią" i "Polscy artyści w sztuce świata". To były pasjonujące tytuły, zapisy rozmów z najwybitniejszymi polskimi malarzami i grafikami. 
 
Mówię "Elżbieta Dzikowska", a myślę "Tony Halik" i przed oczami mam program telewizyjny "Pieprz i Wanilia". Byliście Państwo niezwykłą parą w życiu i pracy, wspólnie nagraliście ponad 300 odcinków kultowego programu, który przed telewizory ściągał miliony Polaków.
 
To był niezwykły związek, bo Tony był niezwykły. Pracowity, perfekcyjny, a jednocześnie z ogromną fantazją. Wspaniale się nam razem pracowało, świetnie się uzupełnialiśmy. Tony zajmował się filmowaniem, ja montowałam i pisałam komentarze. Piwnica w naszym domu pełniła rolę studia telewizyjnego. Spotkania z widzami były dla nas świętem, staraliśmy się nawiązać intymny kontakt, sprawić, by każdy czuł się zaproszony do naszego domu i na wspólną wyprawę do najdalszego zakątku świata. 
 Zanim jednak poznałam Tonyego, całkiem dobrze znałam już Amerykę Południową i Środkową. Pracowałam wówczas w redakcji miesięcznika "Kontynenty" i często podróżowałam. 
 
W podróży się też poznaliście?
 
Niezupełnie. W 1975 roku Tony mieszkał w Meksyku, a mnie w Polsce telewizyjny  "Klub sześciu kontynentów" poprosił, bym zrobiła z nim wywiad. Tony Halik był już wówczas znanym podróżnikiem i dziennikarzem pracującym dla amerykańskiej telewizji. Mówiąc prawdę, już wcześniej  widziałam go na ekranie małego, czarno-białego telewizora "Wisła", gdy opowiadał o skoczkach z Acapulco. Pomyślałam wtedy: jaki śmieszny facet,  i wyłączyłam go. Nie przyszło mi wówczas do głowy, że spędzę z nim 23 lata pięknego życia!
 
Cieszyliśmy się ze wspólnych i indywidualnych dokonań, kiedy dostawaliśmy Wiktora czy Złoty Ekran. Tony Nagrodę Pulitzera za cykl filmów o Kubie dla amerykańskiej sieci telewizyjnej NBC, ja meksykański Order Orła Azteckiego. To było świetne, partnerskie, pełne wsparcia małżeństwo. Tony spełniał moje podróżnicze marzenia, nawet te najdziwniejsze.  Gdy chciałam jechać szlakiem średniowiecznych katedr, to wsiadaliśmy w samochód z naszą skromną przyczepą i ruszaliśmy w Europę oglądając i filmując najpiękniejsze świątynie Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii. 
 
A ta najważniejsza podróż?
 
Reklama
Najważniejsza podróż jest zawsze przede mną, ale niezwykła była ta z 1976 roku, kiedy wspólnie z Tonym Halikiem byliśmy pierwszymi Polakami (w towarzystwie prof.  Edmundo Guillenema), którzy dotarli do Vilcabamby, ostatniej, legendarnej stolicy Inków. W Archiwum Indiańskim w Sewilli Guillen dotarł do listów żołnierzy hiszpańskich, którzy opisywali trasę podbojów, jak również to, co zastali w Vilcabambie. Porównanie treści tych listów z rzeczywistymi ruinami było więc pierwszym bezpośrednim dowodem, że jest to właśnie legendarna siedziba władców inkaskich. Sama wyprawa, to było niezapomniane, wspaniałe przeżycie.
 
Często Pani żartuje, że jest z długowiecznej rodziny i jeszcze wiele podróży przed Panią. Gdzie jeszcze Pani nie dotarła? 
 
Z premedytacją odkładam podróż do Oceanii. Tam się niewiele dzieje, więc ciągle jeszcze biorę udział w "wyrypach" i koncentruję się na pięknych zabytkach i przyrodzie.  Jesienią planuję wyjazd do Papui - Nowej Gwinei, gdzie we wrześniu jest festiwal, na którym gromadzi się ponad 100 plemion w swoich strojach i tradycyjnych ozdobach. Piękne widowisko, bardzo chciałabym to zobaczyć, tym bardziej, że już myślę o kolejnym albumie - "Fryzury i nakrycia głowy świata".  
 
Rozmawiając o podróżach ucina też Pani  plotki o źródłach ich finansowania.
 
Kiedyś znakomicie wytłumaczył to Tony mówiąc, że w USA on napada na dyliżanse, a ja jestem burdelmamą. W rzeczywistości Tony jako dziennikarz telewizji NBC dobrze zarabiał, a potem miał wystarczającą emeryturę, by wystarczało nam na podróże bez luksusów po świecie. Ja też cały czas jestem czynna zawodowo, piszę, fotografuję, wydaję książki, z każdej podróży przywożę materiały na kilka projektów. Wydałam albumy poświęcone biżuterii, bo ta w różnych kulturach jest czymś bardzo ważnym i wymownym, służy nie tyle ozdobie, co chroni przed chorobami, kradzieżą - jest amuletem. Sama uwielbiam biżuterię, w Polsce robi ją dla mnie mój przyjaciel, Andrzej Kupniewski, tworząc małe rzeźby i mam piękną sztukę noszoną.  Popularne były moje wystawy fotografii uśmiechniętych twarzy spod różnych szerokości geograficznych. To niezwykłe, jak ludzie w krajach o wiele biedniejszych od Polski, potrafią być dla siebie życzliwi i uśmiechnięci.  Już Mahatma Gandhi powiedział: "Uśmiechając się, dajesz tak wiele i nie  tracisz nic". W dzisiejszych czasach podróżowanie  nie jest też aż tak kosztowne, jakby się to mogło wydawać. 
 
 W ostatnich latach dużo też Pani robi, by zachęcić nas do podróżowania po Polsce.  Wydała Pani książki z serii: "Groch i kapusta. Podróżuj po Polsce" oraz "Polska znana i nieznana". 
 
Kiedyś świat był przed Polakami zamknięty i byliśmy złaknieni egzotyki. Dziś wszyscy jeżdżą pod palmy zapominając o pięknych zakątkach w Polsce, a szkoda. Dlatego postanowiłam odkryć Polskę na nowo, pokazać jak jest ciekawa i tajemnicza. Fascynujących miejsc jest naprawdę wiele. W najnowszym tomie "Polska znana i nieznana" będzie dużo o romańsko - gotyckiej architekturze w województwie zachodniopomorskim.  O Podkarpaciu też nie zapomniałam. Przypomnę kościół w Bliznem i przepiękną gotycką polichromię - Sąd Ostateczny.  Więcej szczegółów nie zdradzę, już w maju będzie można wszystko przeczytać.
 
Opowiada Pani jak zawodowy historyk sztuki. Gruntowne wykształcenie pomaga w podróżowaniu?
 
Ukończyłam historię sztuki oraz sinologię, i oczywiście, znajomość chińskiego  jest bardzo pomocna w Chinach, bo zawsze jest miło, jak można się porozumieć w języku miejscowym. I choć dobrze mówię w sześciu językach, to w kilkudziesięciu znam najważniejsze zwroty. To znacznie skraca dystans i świadczy o naszym szacunku do miejsca i ludzi, gdzie przyjechaliśmy. Uważam, że trzeba i warto do każdej podróży się przygotować, to daje prawdziwą przyjemność podróżowania. Dzięki temu nasze obcowanie z "innym" nie jest takie powierzchowne i infantylne. 
 
Podróżowanie w Pani przypadku to bardziej eksplorowanie, czy propagowanie?
 
Jedno i drugie. Jak eksploruję, to po to, by propagować, dzielić się wiedzą i fascynacją o odwiedzanym miejscu. Dla mnie najważniejszy jest cel podróży. Im krótsza droga, tym lepiej. Dostosowuję się do wszystkich warunków podróży,  jeśli trzeba, śpię na ulicy, w jurcie i pod gwiazdami. Staram się jeść i żyć jak tubylcy, ale nigdy nie rezygnuję ze zdrowego rozsądku i uczciwie mówiąc, wolę lepsze niż gorsze. 
 
Po tylu latach podróżowania zauważyła też Pani ciekawe analogie pod różnymi szerokościami geograficznymi. 
 
Zgodnie z teorią konwergencji podobne warunki dają podobne rezultaty, analogie kulturowe, a ludzie są tacy sami pod każdą szerokością geograficzną. Dlatego mamy  piramidy w Egipcie, Meksyku, ale też w Kambodży. Ludzie tak samo malują swoje ciała mieszaniną tłuszczu, ochry i krwi zwierzęcej w Namibii i  w Meksyku. 
 
Podróżowanie pozwala też na różne rzeczy patrzeć z szerszej perspektywy. Pani nie tylko dostrzega analogie, ale i historyczne przekłamania. To Pani przywróciła pamięć Ernestowi Malinowskiemu w Peru i w ogóle w Ameryce Południowej.
 
Trochę tak. Wielokrotnie byłam w Peru, bardzo lubię ten kraj i bolało mnie, że jako projektant i budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej przedstawiany tam był Amerykanin, Henry Meiggs, mimo że to zasługa naszego rodaka, Ernesta Malinowskiego. Przez kilka lat z wielkim trudem zabiegałam o pieniądze, by wznieść tam pomnik upamiętniający jego  inżynierskie dokonania.  Ten  wykonany przez prof. Gustawa Zemłę stanął w końcu w 1999 r. - w setną rocznicę śmierci  Ernesta Malinowskiego, na przełęczy Ticlio, w  najwyższym punkcie szlaku, na wysokości  4 818 m n.p.m. To cieszy. Tak samo, jak pięknie rozwijające się Muzeum im. Tonyego Halika w Toruniu, gdzie Tony się urodził. W tej chwili muzeum zajmuje dwie kamieniczki, marzy mi się trzecia i może się uda, bo ciągle zwożę eksponaty do tego muzeum z całego świata, a te przecież nie mogą leżeć w magazynach. Tam jest największa w Polsce kolekcja biżuterii etnicznej, ceramika przedkolumbijska i wiele innych cennych przedmiotów.
 
Od czasu, kiedy mamy Internet, podróżowanie w globalnej wiosce się zmieniło?
 
Ja tego nie odczuwam. Nie wyobrażam sobie pracy  bez Internetu, dzięki niemu łatwiej i szybciej się podróżuje, ale na mnie samą nie ma wielkiego wpływu. On przybliża świat, ale go nie zastępuje.
 
Do tego trzeba dużej samodyscypliny.
 
Pozory (śmiech).  Jestem w czepku urodzona, dosłownie. Boję się tylko chamstwa i turbulencji, a uśmiech jest moją metodą na życie i  najkrótszą drogą do serca drugiego człowieka. Poza tym staram się, by każdy dzień przyniósł coś pożytecznego. Nie chcę żyć byle jak, stąd ciągłe pisanie, podróżowanie, spotkania z przyjaciółmi, teatr i filharmonia w moim życiu. 
 

Elżbieta Dzikowska, historyk sztuki, sinolog, podróżniczka, reżyser i operator filmów dokumentalnych, autorka wielu książek, programów telewizyjnych, audycji radiowych, artykułów publicystycznych oraz wystaw sztuki współczesnej. Wraz z mężem, Tonym Halikiem, zrealizowała około 300 filmów dokumentalnych ze wszystkich kontynentów oraz prowadziła popularny program telewizyjny "Pieprz i Wanilia". Od 2015 roku ponownie prowadzi "Pieprz i Wanilia", tym razem na antenie TVN Biznes i Świat. W marcu br. była gościem specjalnym na II Festiwalu 7 Kultur Świata w Rzeszowie.

KOMENTARZE

Reklama

Pamięć o Powstaniu Warszawskim

Z Barbarą Wyrzykowską, łączniczką w Powstaniu Warszawskim, emerytowaną nauczycielką...

Amalia z Brühlow Mniszchowa. Pani z rokokowej Dukli

Polska historiografia różnie oceniała...

Panie na Łańcucie

W łańcuckiej rezydencji wszechobecny jest duch księżnej marszałkowej Izabelli Lubomirskiej - miłośniczki sztuki...

Postaci Misia Uszatka i Plastusia wyrosły spod pędzla artysty z Orzechówki

Zbigniew Rychlicki zilustrował 150 książek, w tym tytuły, na których wychowuje się już kolejne pokolenie. Był artystą znanym na świecie...

W komiksowym świecie Wojciecha Birka

Był dzieciakiem, gdy zakochał się w"Kapitanie Żbiku" i z komiksu nie wyrósł już nigdy, na szczęście. Dziś jest jednym z najlepszych polskich tłumaczy komiksu, komiksowym autorytetem, jurorem we wszelkiego rodzaju festiwalach...

Maria Fajger nowym prezesem ARiMR. Na razie pełniącym obowiązki

Od wtorku, 1 sierpnia Maria Fajger jest prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie. Pełnienie obowiązków prezesa ARiMR powierzyła jej premier...

Reklama

Józef Wilkoń. Genialny ilustrator i jego ślady na Podkarpaciu

Książki z ilustracjami Józefa Wilkonia wydano niemal we wszystkich krajach Europy, w obu Amerykach, w Azji i Afryce. Opublikowano je nawet w kilku narzeczach murzyńskich...

Witaj szkoło! Felieton Magdaleny Zimny - Louis

W mediach buchnęła kampania reklamowa skierowana do rodziców szykujących swoje pociechy do nowego roku szkolnego. Każdy kochający rodzic dostaje z ekranu wskazówkę, żeby nie powiedzieć zawoalowany...

Krzysztof Tokarz. Cel jest jasny - być najlepszym

O Krzysztofie Tokarzu, prezesie Specjału, piszą nie bez podziwu: "Postawił się Biedronce i Lidlowi. Polski menedżer jednoczy sklepikarzy pod polską flagą i kosi miliardy". Sensacyjny tytuł potwierdzają...

Prof. Zbigniew Krysiak: Europa potrzebuje Roberta Schumana

Z prof. Zbigniewem Krysiakiem, prezesem Instytutu Myśli Roberta Schumana w Warszawie, rozmawia Antoni Adamski

Jaka będzie przyszłość dżihadystów?! Felieton Krzysztofa Martensa

Nec Hercules contra plures – czas dla samozwańczego kalifatu zwanego państwem islamskim się kurczy. Odbicie Mosulu było dużym sukcesem wojsk irackich, choć...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Wrzesień-Październik

VIP Wrzesień-Październik
w numerze m.in.:

• Ryszard Jania - w motoryzacji ważny jest sojusz! • Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc • Cerkamed jeszcze pokaże • Dzisiejsza Rosja • Ocaleni Żydzi z Podkarpacia
http://www.swiatpogody.pl
Reklama

NASI PARTNERZY