Małgorzata Wisz

Bez taryfy ulgowej

Dzialy: LIFESTYLE, KULTURA

O sobie:
Na co dzień i od święta zarządza instytucją kultury w gminie Czarna k. Łańcuta, matka chrzestna wielu inicjatyw społecznych i kulturalnych. Najlepiej myśli się jej z ołówkiem w ręce. Kocha gęstą zabudowę wielkich miast i ich nocne życie, choć od lat mieszka na wsi.

O blogu:
o własnych doświadczeniach związanych z tworzeniem marki miejsca w podkarpackiej małej miejscowości i o podglądaniu w świecie jak to zrobili inni. O gorących, twórczych dyskusjach z przyjaciółmi, podczas których rodzą się dobre rzeczy. O prowadzeniu domu pełnego ludzi i o tym dlaczego czasem należy być egoistką! A także o rowerze, pływaniu i nieustającej tęsknocie za ciepłymi oceanami.

Dżem w kolorze burgunda - opowiadanie

A A A

Dodano: 13-07-2014

Dobrze jest sobie czasem uświadomić, że tam gdzie nas nie ma, a chcielibyśmy być,  nie zawsze jest tak jak w naszych wyobrażeniach. Ta wiedza może być wybawieniem wtedy, gdy nasze tęsknoty za bardzo  utrudniają nam  codzienną egzystencję…

Oglądałam kiedyś fragment reportażu o kobiecie z Europy, która marzyła, żeby zamieszkać przy dzikiej południowej plaży, kąpać się codziennie w spienionych morskich falach (to jakby o mnie)  i przyrządzać proste potrawy w glinianej misie… Ale kiedy dotarła już w takie miejsce, życie po pewnym czasie zaczęło znów wyglądać zwyczajnie. Kamera zarejestrowała kilka godzin z jej jednego dnia:  teściowa narzekała, że synowa nie plewi grządek, synek dostał gorączki i trzeba było jechać z nim do lekarza, a z córeczką nie miał kto odrobić lekcji…
Często wydaje nam się, że zmiana miejsca zmieni też diametralnie nasze życie, a tymczasem okazuje się, że  tam znowu wszystko zależy od naszych kolejnych decyzji i od naszego nastawienia do życia…

Przełom czerwca i lipca to dla mnie zawsze najtrudniejszy czas w pracy zawodowej. Nie inaczej było i w tym roku. Kiedy więc w mojej kuchni pojawiły się pojemniki pełne wiśni,  a moja mama zapytała, kiedy i na co zamierzam przetworzyć owoce-najpierw wpadłam w gniew i zaczęłam się buntować przeciwko prozie życia; w mojej głowie układało się teraz tyle ważnych projektów i rozmów telefonicznych, które musiałam przeprowadzić,  bynajmniej nie na tematy kulinarne, a tu jeszcze to…
Owoce   pochodziły z jedynego wiśniowego drzewa, które rośnie w naszym ogrodzie (i w dodatku nie wiedzieć czemu, nader pięknie obrodziło) grzechem więc byłoby pozwolić im tam umrzeć. Moi synowie przymuszeni do oberwania jagód  zrobili to wyjątkowo skrupulatnie, a wpadająca z wizytą mama deklarowała, że problem weźmie na siebie. Nie mogłam oczywiście do tego dopuścić. W końcu to moje drzewo… Córka machnęła mi przed nosem biletami na Open’air  Festival w Gdyni i tyle ją widziałam.  No cóż, sama jej wpoiłam, żeby przedkładała sztukę nad  tzw. sprawy socjalno- bytowe.

Wracając  więc z kolejnego późnego ważnego spotkania, zabierałam się za słodkie obowiązki, których finałem były małe słoiczki w kolorze burgunda. Pewnego późnego popołudnia, w wigilię najważniejszej organizowanej przez mnie imprezy, postanowiłam zakończyć  dzieło.

Z telefonem przy uchu podpartym ramieniem  usiłowałam połączyć prace domowe z rozmowami służbowymi, co przy moim braku podzielnej uwagi jest wyjątkowo trudne.
- Chcemy puścić w ogólnopolskiej TV fragment archiwalnego filmu o ośrodku garncarskim w Medyni, który znajduje się u was, możemy? -  dopytuje dziennikarka z telewizji regionalnej.
Nie jestem pewna. Wykręcam numer do producenta, który ten powojenny film posklejał i zdigitalizował. Producent przebywa aktualnie na południu Francji (znowu budzą się moje tęsknoty)      -Czy możemy?- pytam,  mieszając owoce  i wyobrażając sobie niebo nad Lazurowym Wybrzeżem…
- Pani Małgosiu, mamy problem- następny telefon dotyczy bardziej przyziemnych spraw- czy rozmawiała pani o ustawieniu  ekranu podczas imprezy z właścicielami działki? Bo oni się nie zgadzają absolutnie – nic nie zrobimy, siedzimy tu i czekamy na decyzję…

Pierwsza myśl to wyrzucić te cholerne owoce za okno..
Reklama

- Co jest głównym celem warsztatów, które odbywają się właśnie w Zagrodzie Garncarskiej?- to naczelna opiniotwórczej gazety, która będzie jutro rozmawiać z uczestnikami ważnego dla mnie projektu. O tym mogę mówić godzinami, że chcę, aby powstawały tu piękne ceramiczne lampy, proste w swej formie i bardzo funkcjonalne, albo  unikalne kafle na ścianę, albo cała gama innych bardzo dobrze zaprojektowanych przedmiotów użytkowych. Po to współpraca z prestiżową School of Form, której mentorką jest fascynująca mnie od dawna przepowiadaczka trendów Li Edelkoort. Może kiedyś wpadnie do Medyni.
- Małgorzato- przyjeżdżamy jutro rano, czy umówiłaś nas z żoną garncarza Stefana na ten wywiad?- to pisarka, Angielka,  która napisała książkę o rzeźbiarce z Medyni - Władysławie Prucnal, a teraz zaintrygowała ją postać nieżyjącego twórcy- garncarza, który tworzył odważne, fantastyczne, często zupełnie  zwariowane dzieła z gliny.  Nazajutrz kiedy rozmawiamy z jego żoną, staruszką z wielkim poczuciem humoru, zachwycamy się z Chris jej urodą. - Jak się pani czuje, pani Heleno?- pytam  kurtuazyjnie, choć śmiejące się oczy starej garncarki same odpowiadają na moje pytanie. Pani Helena przysiadła na drewnianym krzesełku w ogródku pełnym floksów –Ja? Bardzo dobrze się czuję, mam zdrowie i rodzinę,  gdzie mi będzie lepiej niż tu?

Tyle ciekawych rzeczy, tylu wspaniałych ludzi. Siła przyciągania według praw fizyki kwantowej jest niezwykła. Myśl, czasem jeszcze niezwerbalizowana,  potrafi pojawić się u innej osoby na drugim końcu kraju czy nawet świata po to, aby mogła się zmaterializować w działaniu.   Nieźle wymyślił sobie Pan Bóg z tą fizyką…
Twórcze dyskusje i gorączkowe pełne pracy dni  zakończone dużą imprezą plenerową, wyczerpały mnie całkowicie.

Nagle, kiedy nastała cisza, poczułam niezwykłą radość z dość błahego powodu- rodzinnego obiadu na przydomowym tarasie w upalny dzień( bardzo pilnuję wspólnego zasiadania do stołu, choć rzadko jest to możliwe). Niebo w kolorze lazuru, lampka wina, pyszny krem z cukinii (moja specjalność),  świeży szpinak, ryba- wszystko, co lubię- nieśpieszna rozmowa, przekomarzanie się , koty, które miały już wywędrować z naszego domu, a ciągle łaszą się do naszych nóg. - Pyszny ten dżem- zachwycają się biesiadnicy. ..
Czy nie o taki klimat mi chodziło kiedy marzyłam o Dalekim Południu?

 

KOMENTARZE

OSTATNIE WPISY NA TYM BLOGU

NAJCZĘSCIEJ CZYTANE WPISY

POLECANE

VIP Marzec-Kwiecień

VIP Marzec-Kwiecień
w numerze m.in.:

• Justyna Garstecka - Motherhood • Wielokulturowa Europa • Oni oraz ,,Mistrz i Małgorzata" • Targi Aerospace w Rzeszowie • Kongres TSLA Expo 2017 • Muzyczny Festiwal w Łańcucie • Zagadki Paniagi
Reklama

NASI PARTNERZY