Reklama

Kraj

25 czerwca wyrok w sprawie organizacji lotu do Smoleńska w 2010 r.

Sonia Otfinowska/PAP
Dodano: 18.06.2021
54390_sad
Share
Udostępnij
Na 25 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie wyznaczył termin ogłoszenia wyroku w procesie ws. niedopełnienia obowiązków przy organizacji lotu do Smoleńska w 2010 r. przez pięcioro urzędników, w tym b. szefa KPRM Tomasza Arabskiego, którego nieprawomocnie skazano na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata.
 
Wyrok zapadł w czerwcu 2019 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Sąd orzekł wówczas też o winie urzędniczki kancelarii premiera Moniki B., która została skazana na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Troje pozostałych oskarżonych urzędników sąd uniewinnił.
 
W czerwcu tego roku przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie ruszył proces apelacyjny. Obrona głównego oskarżonego Tomasza Arabskiego wnosi o jego uniewinnienie. Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła z kolei apelację na niekorzyść wszystkich oskarżonych, którą popierają też oskarżyciele posiłkowi.
 
Na rozprawach w ten czwartek i piątek sąd wysłuchał mów stron procesu. Pełnomocnik Arabskiego mec. Zbigniew Ćwiąkalski przekonywał w piątek, że jego klientowi postawiono zarzut, jako że uznano go za "gwaranta prawidłowego wykorzystania prawidłowego transportu lotniczego". Tymczasem – jak przekonywał – instrukcja HEAD dotycząca organizacji lotów z najważniejszymi osobami w państwie nie nakładała na niego takiego obowiązku.
 
"Nie można czynić zarzutów, a tym bardziej wyciągać wniosków o winie w stosunku do osoby, której kompetencje nie zostały dookreślone" – dodawała druga pełnomocnik b. szefa KPRM mec. Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska.
 
Z taką argumentacją nie zgadza się prokuratura, według której apelacja na korzyść Arabskiego stanowi jedynie polemikę z rozstrzygnięciami sądu I instancji. "W mojej ocenie oskarżony Tomasz Arabski nie podołał obowiązkowi, jeśli chodzi o zapobieżenie lądowaniu na miejscu do tego nieprzeznaczonym, czym spowodował skutek w postaci niebezpieczeństwa" – mówił przed sądem prok. Przemysław Ścibisz.
 
Zarówno w przypadku Arabskiego, jak i Moniki B., prokuratura nie zgodziła się z orzeczeniem o karze w zakresie odstąpienia od wymierzenia grzywny. Dodatkowo w przypadku Arabskiego prokurator zakwestionował brak orzeczenia zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych, nadzorczych i kontrolnych w instytucjach państwowych oraz samorządowych.
 
Głos przed sądem w piątek zabrała również jedna z oskarżycielek subsydiarnych – matka zmarłej w katastrofie smoleńskiej stewardessy Izabela Januszko. "W czasie całego procesu sądowego od oskarżonych oczekiwałam jedynie słowa przepraszam. Niestety, do tej pory to słowo nie padło i nie wygląda na to, żeby kiedykolwiek padło" – powiedziała, dodając, że popiera wnioski prokuratury.
 
Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na 25 czerwca.
 
Proces w pierwszej instancji toczył się przez ponad trzy lata; został zainicjowany z oskarżenia prywatnego. Jego podstawą był art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego. Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła prawomocnie śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 r.
 
Oskarżycielami w tej sprawie zostali bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. Na początku procesu do sprawy przyłączyła się prokuratura.
 
W czerwcu 2019 r. sąd uznał Arabskiego za winnego tego, że w okresie od 16 marca 2010 r. do 10 kwietnia 2010 r., będąc szefem KPRM, nie dopełnił ciążących na nim obowiązków z tytułu koordynatora odpowiedzialnego za organizowanie lotów polskich wojskowych statków powietrznych. "W związku z planowaną na 10 kwietnia 2010 r. wizytą zagraniczną prezydenta RP oraz towarzyszących mu osób na terytorium Rosji dopuścił na wykorzystanie specjalnego transportu lotniczego, wiedząc, że w Smoleńsku nie ma lotniska, na którym dopuszczone byłoby wykonanie operacji lądowania, czym spowodował rzeczywiste niebezpieczeństwo" – uznał sąd.
 
Z kolei Monika B. uznana została za winną tego, że – będąc osobą właściwą do dysponowania specjalnym transportem lotniczym na podstawie upoważnienia udzielonego jej przez szefa KPRM – skierowała do realizacji zapotrzebowanie Kancelarii Prezydenta pomimo braku wskazania w zapotrzebowaniu lotniska lądowania, "dopuszczając w ten sposób do zorganizowania i wykonania lotu na miejsce lądowania, które nie było lotniskiem".
 
Sędzia Hubert Gąsior w ustnym uzasadnieniu wyroku wskazywał, że sytuacja, jaka zaistniała przy organizacji lotu z 10 kwietnia 2010 r., podważa zaufanie do państwa. "Co ma pomyśleć obywatel o państwie, które w sposób prawidłowy nie potrafi zorganizować lotu dla prezydenta i najważniejszych osób w państwie?" – pytał. Sędzia zastrzegł jednocześnie, że nie ma dowodów na to, że niedopełnienie przez oskarżonych ciążących na nich obowiązków spowodowało katastrofę samolotu Tu-154.
 
W ocenie sądu I instancji troje pozostałych, uniewinnionych urzędników – Miłosław K. z kancelarii premiera oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie – wykonywało czynności w ramach skierowanego już do realizacji zapotrzebowania na lot i nie mieli oni kompetencji, aby kwestionować tę realizację.
 
Dotychczas jedynym wątkiem dotyczącym wizyty z 10 kwietnia 2010 r. zakończonym prawomocnym wyrokiem jest sprawa b. wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego. W kwietniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał orzeczenie I instancji skazujące go na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata za nieprawidłowości przy ochronie wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 7 i 10 kwietnia 2010 r. 
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy