Reklama

Kultura

“Nikifor”. Łemko, który malował własny, lepszy świat!

Aneta Gieroń
Dodano: 15.01.2023
70876_strzelecka
Share
Udostępnij
Ojca nie znał, mama była biedną, głuchoniemą kaleką, on sam słabo słyszał i urodził się z przyrośniętym językiem, przez co całe życie mówił bardzo niewyraźnie. Nigdy nie nauczył się czytać, ani pisać, a mimo to świat pokochał Łemko – Epifaniusza Drowniaka. Znany jako Nikifor Krynicki jedynie ze szkolnymi farbkami w kieszeni, skrawkami papieru, ołówkami, kredkami, butelką z wodą i pieczątkami z podpisem potrafił wymalować własny, lepszy, zachwycający świat. Zabiera nas do niego Maria Strzelecka, która oczarowana Beskidem nadzwyczaj urodziwie opisywała go już w książce „Beskid bez kitu. Zima”, będącego kontynuacją „Beskidu bez kitu”, a teraz z „Nikiforem” wędruje po Krynicy. I nie dajcie się zwieść – to pięknie ilustrowana opowieść, którą zachwycą się nie tylko dzieci.
 
Maria Strzelecka, autorka książki to malarka, ilustratorka, gitarzystka basowa, wokalistka, bywa, że aktorka, absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i doktor sztuk plastycznych. Prywatnie mama Jagny i Kaja oraz partnerka Xawerego Żuławskiego, znanego reżysera filmowego, syna Andrzeja Żuławskiego, wybitnego filmowca. Strzelecka zna i kocha Beskid Niski od co najmniej dwóch dekad – ma tam swoje miejsce na ziemi, gdzie pracuje i bywa z przyjaciółmi. A co najważniejsze, potrafi o nim  pisać z taką miłością i w tak cudowny, realistyczny sposób, że sami czujemy się uczestnikami wszystkich wydarzeń. 
 
Fot. Materiały prasowe
 
Z tym większą czułością opowiada o wybitnym łemkowskim malarzu, który stworzył swój niepowtarzalny styl całymi dniami malując na krynickim deptaku. Urodzony w 1895 roku, mimo biedy, choroby i samotności, nie zmarnował swojego geniuszu. Przez większą część życia nie stać go było na papier, więc tworzył na znalezionych tekturach, urzędowych papierach, czy zwykłych kartkach z zeszytów. Dzięki temu stworzył kilkadziesiąt tysięcy prac i nigdy się nie powtórzył.
 
Od najmłodszych lat Nikifor był zabierany przez matkę do krynickiej cerkwi pod wezwaniem  świętych Piotra i Pawła. Z ikon nauczył się zasad komponowania rysunku, perspektywy, dbałości o szczegóły, obwodzenia płaszczyzn koloru konturem, przedstawień centralnych i symetrycznych, czy hierarchii ważności na obrazie. Cerkiew stała się dla niego domem, uniwersytetem i galerią sztuki. Na ikonach w cerkwi widział napisy dopełniające obraz – a skoro dzieło powinno mieć podpis autora, on na obrazkach też stawiał pieczątki ze swoją podobizną i podpisem.
 
Twórczość Nikifora udowadnia, że prawdziwy talent nie zna ograniczeń, wystarczyły mu tekturki, liche farbki i pędzelek, by wrazić to, co w sobie nosił. Jak pisze Maria Strzelecka: Gdyby zwracał uwagę na drwiących z niego ludzi, nie namalowałby niczego.
 
Zapytany kiedyś przez krytyka sztuki Aleksandra Jackowskiego: Po co malujesz? Nikifor odpowiedział: Żeby ludzie wiedzieli, jakie jest niebo i jakie piekło. Żeby wiedzieli.
 
I tak jak Maria Strzelecka odkryła dla siebie Beskid Niski, tak Nikifor odkrył dla malarstwa beskidzki krajobraz. Nikt przed nim nie potrafił tak uchwycić piękna tych niewysokich gór porośniętych lasami. Nigdzie indziej nie pasowałyby, tak jak w Beskidzie, drewniane cerkwie z baniastymi kopułami, łemkowskie chaty, czy przydrożne krzyże. Nikifor wyrósł w tym krajobrazie i ukochał go ponad wszystko.
 
Po raz pierwszy został odkryty w 1930 roku przez ukraińskiego malarza Romana Turyna. Ten, zachwycony prostą twórczością krynickiego żebraka pokazał ją swoim przyjaciołom artystom, przebywającym wtedy w Paryżu. Obrazy wzbudziły wielki entuzjazm i zachwyt nad niespotykaną umiejętnością perfekcyjnego operowania barwami. Mimo to sztuka łemkowskiego samouka, bynajmniej nie zyskała nabywców.
 
Dopiero po II wojnie światowej artystę na salony wprowadziło małżeństwo krakowskich historyków i mecenasów sztuki – Andrzej i Ella Banachowie. To oni opiekowali się nim od 1948 do 1959 roku i doprowadzili do pierwszej wystawy jego prac – w warszawskiej Sali SARP (1949 rok). Nikifor doczekał się również ekspozycji swoich obrazów w prestiżowej paryskiej galerii Diny Vierny, a po niej w Belgii, Niemczech i Izraelu. Najważniejsza wystawa Nikifora miała jednak miejsce w Warszawie w 1967 roku w „Zachęcie".
 
Od 1960 roku aż do śmierci Nikiforem opiekował się krynicki malarz Marian Włosiński, on też zadbał o zachowanie jego twórczości. Nikifor zmarł w sanatorium w Foluszu k. Jasła na Podkarpaciu i został pochowany na Starym Cmentarzu w Krynicy.
 
Tutaj też w willi „Romanówka”, którą wielokrotnie malował, powstało muzeum poświęcone życiu i twórczości Epifaniusza Drowniaka, w której zgromadzono piękną kolekcję prac genialnego prymitywisty – akwarele, rysunki ołówkiem oraz kredkami. Prezentowane są też dokumenty, zdjęcia oraz pamiątki osobiste, a wśród nich słynne pieczątki z podobizną Nikifora, którymi artysta sygnował wszystkie swoje prace.
 
Maria Strzelecka, „Nikifor”, Libra, Rzeszów 2022.
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy