Reklama

Kultura

Finał Festiwalu Nowego Teatru. Z nagrodą “Hańba” i “Lwów nie oddamy”

Alina Bosak
Dodano: 25.11.2018
42759_hanba
Share
Udostępnij
Ostrym jak brzytwa, ale i celnym językiem Doroty Masłowskiej zakończył się w sobotę, 24 listopada w Teatrze im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, 05. Festiwal Nowego Teatru – 57. Rzeszowskie Spotkania Teatralne. Przerobioną na muzyczne widowisko powieść „Kochanie, zabiłam nasze koty” przedstawili studenci Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Zaraz potem ogłoszono laureatów festiwalu. Nagrodę publiczności otrzymała „Hańba” w reżyserii Michał Wierzchowskiego w wykonaniu Teatru Ludowego w Krakowie. Nagroda dziennikarzy powędrowała zaś do spektaklu gospodarzy festiwalu – „Lwów nie oddamy” w reżyserii Katarzyny Szyngiery. 
 
Festiwal Nowego Teatru w tym roku obchodzi swój pierwszy jubileusz – to bowiem piąta edycja Rzeszowskich Spotkań Teatralnych w nowej formule, której ambicją jest odnotowywanie nowych zjawisk i trendów w polskich teatrach. Repertuar zawiera zarówno sztuki nowatorskie, jak i te wpisujące się w klasyczne pojmowanie scenicznej sztuki. Przy czym jedne i drugie sięgają dziś po multimedia i możliwości, jakie daje postęp technologiczny.
 
Ta edycja FNT nosiła tytuł „Nowy Teatr. Koniec i początek”. Festiwal trwał sześć dni, od 19 do 24 listopada. W części konkursowej zaprezentowano pięć spektakli: „Beniowski. Ballada bez bohatera” wg Juliusza Słowackiego, reż. Małgorzata Warsicka, Teatr Nowy w Poznaniu; „Ku Klux Klan. W krainie miłości” wg Katarzyny Surmiak-Domańskiej, reż. Maciej Podstawny, Teatr Nowy w Zabrzu; „Orestes” wg Eurypidesa, reż. Michał Zadara, Centrala w Warszawie; „Hańba” wg J.M. Coetzee'go, reż. Michał Wierzchowski, Teatr Ludowy w Krakowie i „Lwów nie oddamy” Katarzyny Szyngiery, Marcina Napiórkowskiego i Mirosława Wlekłego, reż. Katarzyna Szyngiera, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.
 
Nagrodę publiczności otrzymał spektakl „Hańba”, a nagrodę dziennikarzy – „Lwów nie oddamy”. Warto dodać, że w przypadku Michała Wierzchowskiego, reżysera „Hańby”, to już drugie zwycięstwo na rzeszowskim FNT. W ubiegłym roku nagrodę publiczności również zdobyła jego sztuka – „Sekretne życie Friedmanów”. 
 
Zdaniem Jana Nowary, dyrektora Teatru im. W. Siemaszkowej, ten festiwal był różnorodny. Każdego dnia widzowie teatralni mogli poczuć trochę inną atmosferę, zetknąć się z inną konwencją, estetyką. – Taki też był nasz zamysł, by podsumować te pięć lat Festiwalu Nowego Teatru, które przyniosły nam przecież wiele pięknych, silnych, czasem kontrowersyjnych przeżyć. Od „Dziadów” Radosława Rychcika z Teatru Nowego w Poznaniu, które gościły na pierwszej edycji FNT po nagrodzony w tym roku nasz spektakl „Lwów nie oddamy”. Jeden oparty na wielkiej literaturze, a drugi wyciągnięty wprost z rzeczywistości. Nowy teatr potrafi sięgać w bardzo różne rejony i przedstawiać to w sposób frapujący, ciekawy dla widza.
 
Nagrodzony spektakl „Lwów nie oddamy” powstawał w ogniu dyskusji. – Bardzo długie rozmowy toczyłem z Katarzyną Szyngierą na temat scenariusza – mówi Jan Nowara. – Ale wszyscy byliśmy otwarci na racje drugiego człowieka. To sprawiło, że był bardzo szczery scenicznie – aktorzy byli prawdziwi nie tylko w tym, co grali, ale i co komentowali, dzieląc się swoimi opiniami. Znakomitym pomysłem jest obecność Ukrainki Oksany Czerkaszyny, aktorki z Charkowa, która miała istotny udział w procesie tworzenia przedstawienia. Dzięki niej te racje polskie i ukraińskie się równoważyły. Ten spektakl jest kontrowersyjny, ale robimy go dla przyszłości, by rozbroić minę, która jest na drodze do naszego pojednania. Jednocześnie, artystycznie jest to sztuka bardzo udana. 
 
– To był dobry festiwal – uważa Andrzej Piątek, krytyk teatralny. – Zdominowały go trzy spektakle. Zdecydowanie najlepszym spektaklem była słusznie nagrodzona przez publiczność „Hańba” Teatru Ludowego w Krakowie. „Hańba” to spektakl o odpowiedzialności człowieka za siebie, za błędy życiowe, które popełnił. Tutaj chodziło o przewinienie na tle seksualnym. Dopuścił się go wobec studentki profesor literatury. Ale temat jest uniwersalny, może dotyczyć innych środowisk. „Hańba” stawia pytanie, co jest ważniejsze: odpowiedzialność zewnętrzna i społeczna, czy odpowiedzialność wewnętrzna, czyli przed samym sobą. Tylko ta druga może człowieka ochronić przed ostateczną demoralizacją. I to jest przesłanie spektaklu, który publiczność oceniła najwyżej. Konkurencyjne w stosunku do niego, moim zdaniem, były: „Beniowski. Ballada bez bohatera” Teatru Nowego w Poznaniu oraz „Orestes” teatru Centrala z Warszawy. Cieszy fakt, że dziennikarze przyznali nagrodę rzeszowskiemu spektaklowi „Lwów nie oddamy”, który ma charakter reportażowy, mniej artystyczny, ale dotyka bardzo istotnego problemu, jakim są relacje polsko-ukraińskie. Ten spektakl jest zjawiskiem o tyle nowym, że ma charakter ekshibicjonistyczny. W niektórych fragmentach aktorzy dzielą się swoimi osobistymi poglądami na temat relacji polsko-ukraińskich. To jest modne w dzisiejszym teatrze, chociaż dyskusyjne, i pojawia się też w innych sztukach. Według mnie niepotrzebnie. Aktorzy to artyści, to niekoniecznie są politycy.
 
Jaki „nowy teatr” zobaczyliśmy podczas 5. edycji FNT? Zdaniem Andrzeja Piątka, dobrymi jego reprezentantami są właśnie trzy spektakle, które wymienił na początku. – Co charakterystyczne dla „Beniowskiego” i „Orestesa” to udział muzyki. Zacierała się granica teatru rozumianego jako sztuka słowa a koncertu muzycznego. W przypadku „Hańby” dominowało słowo, ale podobnie jak tamte oparta była na wielkiej literaturze. To tacy autorzy, jak Eurypides, Słowacki oraz noblista Coetzee. Natomiast z nowych środków, po które sięga teatr, zwraca uwagę coraz większy udział elektroniki, wielkich ekranów i komputerów. Widać także dostosowywanie formy do popkultury, wymagań młodego widza. Szczególnie odpowiadał temu „Beniowski”, zaadoptowany do percepcji takiego właśnie odbiorcy.
 
Tegorocznemu festiwalowi towarzyszyła także nić smutku związana z nieobecnością Joanny Puzyny-Chojki, która od pierwszej edycji FNT współtworzyła jego formułę jako dyrektor artystyczny. Latem zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Jej pamięć publiczność uczciła w sobotę minutą ciszy, a dyrektor Jan Nowara ogłosił, że zgodnie z wnioskiem jury dziennikarskiego, od przyszłego roku będzie podczas festiwalu przyznawana nagroda jej imienia.  
 
– Repertuar Festiwalu Nowego Teatru zawsze powstawał w toku dyskusji z Joanną, chociaż to ja podejmowałem ostateczne decyzje – mówi Jan Nowara. – Oboje wiedzieliśmy, że otwieramy miejsce konserwatywne. Przyzwyczajone do pewnych konwencji, do lat funkcjonowania Rzeszowskich Spotkań Teatralnych jako festiwalu mainstreamowego. Otwieraliśmy tę publiczność i przestrzeń rzeszowską na eksperymenty i nowy teatr, ale zawsze wiedziałem, że musi się to odbywać rozsądnie i nie można przesadzić, by nie zniechęcić. Dlatego obok mocnych  i kontrowersyjnych propozycji pojawiały się piękne, klasyczne przedstawienia, jak wspomniane już „Dziady” czy „Portret damy” Ewelina Marciniak, albo „Wszystko powiem Bogu” z Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Za każdym razem zależało nam na świeżości, aby nie wszystko było oczywiste, aby przekaz festiwalu nie stawał się banalny. Tegoroczna odsłona festiwalu także miała repertuar, o którym z Joanną dyskutowałem. Tak naprawdę, bez niej będzie dopiero kolejna edycja. Odpowiedzialność doboru repertuaru biorę na siebie, ale będę posiłkował się konsultacjami z gronem krytyków i teatrologów, środowiskiem, któremu udało się dzięki temu festiwalowi wykształcić. Chciałbym, aby nadal pozostał on różnorodny, a obok spektakli oferował także wystawy, koncerty, projekcje filmowe. Na pewno nie chcę dopuścić, by festiwal stał się areną bezpośredniej interwencji politycznej. Teatr, który zamienia się w publicystykę, ma, moim zdaniem, niższą wartość. Nie oznacza to, że ma unikać aktualnych tematów, nie powinien jednak się wikłać w polityczne awanturnictwo.
 
Miłą tradycją rzeszowskiego Festiwalu Nowego Teatru staje się zapraszanie na finałowy wieczór spektakli przygotowanych przez Akademię Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. W tym roku było to przestawienie muzyczne na podstawie powieści Doroty Masłowskiej pt. „Kochanie, zabiłam nasze koty” w reżyserii Rafała Dziwisza. Dobrze zaśpiewane i zgrabnie choreograficznie uszyte widowisko przekonuje, że rośnie kolejne pokolenie znakomitych aktorów – dopiero wkraczają na scenę, a już potrafią kraść serca publiczności. 
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy