Reklama

Teraz bardziej doceniam to, co mam na dole

A A A
Z 21-letnim Szczepanem Niemcem z Rzeszowa, studentem Politechniki Rzeszowskiej, który 2 sierpnia wszedł na Pik Lenina w Pamirze (7134 m n.p.m.), rozmawia Jaromir Kwiatkowski

Dodano: 25-08-2014

Teraz bardziej doceniam to, co mam na dole

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
To były Twoje pierwsze doświadczenia w wyższych górach?
 
Pierwsze. Wcześniej byłem tylko w Alpach. 
 
Odważny jesteś. Wspinacze z reguły decydują się na siedmiotysięczniki, mając za sobą zdobyte  pięcio- i sześciotysięczniki.
 
Wyjazd wyszedł bardzo spontanicznie. Spędzałem Sylwestra na Ukrainie, w Karpatach, razem z Danielem Czisnokiem i Pawłem Pabianem, moimi bardziej doświadczonymi kolegami ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Rzeszowie. Podczas tego wyjazdu powiedzieli, że chcieliby wejść na Pik Lenina. Stwierdziłem, że pojadę z nimi. Do tamtej pory nie miałem żadnego kontaktu z górami wyższymi, ani nawet nie byłem w Tatrach zimą. Dopiero w styczniu pojechałem tam po raz pierwszy, weszliśmy wtedy na Rysy. W maju pojechaliśmy w Alpy. Tam udało mi się wejść tylko na Gross Venedigera w Austrii (3662 m n.p.m.). Tak więc przed Pikiem Lenina nie byłem nawet na żadnym czterotysięczniku.
 
Jak przygotowywałeś się do wyjazdu?
 
Przez cały czas, odkąd się dowiedziałem, że jedziemy, miałem bardzo mocny trening kondycyjny. Przede wszystkim biegałem. Bieganie to klucz do sukcesu. Poza tym dużo czytałem w Internecie na temat wspinania w takich warunkach. Później był wyjazd z dużym nakładem finansowym na zakup sprzętu, bo nie miałem nic, więc musiałem wszystko albo pożyczyć, albo kupić: sprzęt wspinaczkowy, buty, śpiwór puchowy, namiot itd.
 
Nie mieliście sponsorów?
 
Nie za bardzo. Jedynie firma Greinplast zasponsorowała nam namiot za ok. 1000 zł, dostaliśmy też trochę odzieży. Natomiast główne koszty – po kilkanaście tysięcy złotych na osobę - musieliśmy ponieść sami.
 
Jadąc na Pik Lenina na pewno miałeś jakieś wyobrażenie tego, co możesz tam spotkać. Czy okazało się ono adekwatne do rzeczywistości?
 
Było zupełnie inaczej. Spodziewałem się innych warunków pogodowych, innych reakcji własnego organizmu w okresie aklimatyzacji. Na podstawie relacji internetowych nastawiłem się na to, że choroba wysokościowa będzie czymś tragicznym, lecz czułem się dużo lepiej niż się spodziewałem. Natomiast negatywnie zaskoczyła mnie pogoda: było dużo zimniej i o wiele bardziej wietrznie.
 
Jaka była temperatura?
 
Odczuwalna: nocą około zera stopni w obozie I, zaś w obozie III – do ok. minus trzydziestu kilku stopni. 
 
Z całym szacunkiem, trudno ją porównywać z warunkami zimowymi w Himalajach, a zwłaszcza w Karakorum, gdzie na ośmiotysięcznikach temperatura odczuwalna dochodzi do minus 70 stopni.
 
Zgoda. Choć i tak było bardzo zimno.
 
7 tys. metrów nad poziomem morza nie jest jeszcze uważane za „strefę śmierci”, w której organizm wyniszcza się bardzo szybko (przyjmuje się, że „strefa śmierci” zaczyna się od 7800-8000 m n.p.m.). Natomiast  jest to już strefa (zresztą zaczyna się ona już niżej), gdzie objawy choroby wysokościowej, o której wspomniałeś, są już bardzo mocno odczuwalne. Powiedziałeś, że nie odczuwałeś ich tak dramatycznie, jak sobie wyobrażałeś. To znaczy co odczuwałeś?
 
W czasie pierwszych wyjść w górę, podczas których musiałem nadszarpnąć swój organizm, by go przyzwyczaić do wysokości, bywało to bardzo drastyczne. Za pierwszym razem, kiedy wyszedłem w górę z obozu I, musiałem wrócić i wszystko zwymiotowałem. Odczuwałem utratę sił, ból głowy, nie przyswajałem pokarmów. Potrzebny był mi dzień odpoczynku. Jeden z kolegów podczas tego wyjścia tam mocno się nadszarpnął, że musiał zejść jeszcze niżej, do Base Campu (obozu bazowego – przyp. JK) i regenerować się przez pięć dni. 
 
Te wyjścia w górę i powroty w dół są charakterystyczne dla etapu aklimatyzacji.
 
Tak. Im jesteśmy wyżej, tym organizm dłużej się regeneruje. To wynika też z tego, że drastycznie spada ilość tlenu w powietrzu.
 
Na ośmiotysięcznikach jest 1/3 tlenu w porównaniu z tym, co mamy na nizinach. Na Piku Lenina pewnie niewiele więcej.
 
Poza tym ciśnienie na szczycie wynosiło ok. 450 hPa, czyli było ponad dwa razy niższe niż „normalnie”.
 
I właśnie ze względu na te warunki trzeba się w górach wyższych aklimatyzować.
 
Dokładnie. Przyjęliśmy zasadę, że po każdym wyjściu w górę wracamy do obozu i tam się regenerujemy. To był plan, który mieliśmy od lekarza Polskiego Związku Alpinizmu, Roberta Szymczaka.
 
Doświadczeni himalaiści mówią, że często mniej problemów sprawiają im trudności techniczne związane ze wspinaniem niż choroba wysokościowa. Jak było w Twoim przypadku?  Czy Pik Lenina jest trudny pod względem technicznym?
 
Nie. Jedynymi zagrożeniami życia są szczeliny, zimno i wysokość.
 
Czyli potwierdzasz, że choroba wysokościowa daje się bardziej we znaki niż strona techniczna wspinania. Jak sobie z nią radzić?
 
Trzeba mieć swój plan, działać z głową i bardzo uważnie obserwować swój organizm. Nie spieszyć się, raczej działać wolniej.
 
Jest to ważne, bo im wyżej, tym większemu wyniszczeniu podlega organizm i działa na zasadzie: dwa kroki, zadyszka, postój, dwa kroki, zadyszka, postój. Każdy najmniejszy wysiłek powoduje zmęczenie.
 
Wszystko dlatego, że nie ma tlenu. Kiedy po raz pierwszy spędzaliśmy noc w obozie II, mogliśmy albo podejść po wodę do źródełka, odległego o 10 minut od namiotu, albo topić śnieg i tracić o wiele więcej gazu. Nie mieliśmy siły, by podejść do tego źródełka, więc topiliśmy śnieg. Tak byliśmy zmęczeni, będąc pierwszy raz na tej wysokości. 
 
Oprócz choroby wysokościowej, zmorą w górach wysokich są odmrożenia – skutek niskiej temperatury. Jak było na Piku Lenina?
 
Miałem tylko odmrożenia twarzy od wiatru, bo nie zabrałem kominiarki. Natomiast – ponieważ miałem bardzo ciepłe buty i łapawice oraz w miarę dobre tempo - nie odmroziłem nóg i rąk. Jednakże sporo osób, które spotkałem, miało gorsze buty i schodząc z góry nie czuło któregoś palca. Wielu też z tego powodu nie weszło na szczyt, bo wiatr był tak zimny, że nie dało się zagrzać palców w butach.
 
Byłeś w stanie na wysokości 7 tys. m racjonalnie myśleć?

Miałem halucynacje na wysokości ok. 6700 m. Wydawało mi się, że idę wzdłuż jakiegoś płotu przez półtorej godziny. Miałem też tak ciężką chorobę wysokościową, że wbijałem cały kijek, bo bałem się, że spadnę po stoku. To trwało ok. 5 minut. Wziąłem tabletkę i przeszło. Później już było spokojnie. W moim ogródku stoi namiot chłopaka z Polski, który dostał obrzęku mózgu i musieli go sprowadzić na dół. Tam dostał zastrzyk. W takich przypadkach nie ma innego wyjścia, tylko schodzić jak najniżej. Ja podszedłem do tego bardzo zachowawczo, starałem się dokładnie obserwować swój organizm i przy najmniejszym objawie choroby wysokościowej schodziłem w dół.  
 
Co czułeś na szczycie? 

Nic. Jakby to jeszcze do mnie nie dotarło. Byliśmy tam ok. 15 minut. Kilka zdjęć, uściski z chłopakami, bo tak się złożyło, że cała nasza trójka z Rzeszowa dotarła na szczyt w tym samym czasie.  Dopiero kiedy już zszedłem do obozu, dotarło do mnie, że zrobiłem to, nad czym pracowałem przez pół roku przygotowań i prawie trzy tygodnie pod górą. Bo tyle nam to zajęło – osiemnastego dnia weszliśmy na szczyt.
 
Czy człowiek po akcji szczytowej, która z reguły jest długa i wyczerpująca, jest w ogóle w stanie podziwiać piękne widoki, które się przed nim roztaczają?
 
Nie. Raczej martwi się tym, że jest zimno dookoła. Trzeba zrobić zdjęcia, zawiesić flagę i uciekać jak najszybciej w dół.
 
Im niżej, tym mniejsze prawdopodobieństwo choroby wysokościowej.
 
Dokładnie. Kiedy byłem na szczycie, gdzieś z tyłu głowy miałem myśl, że przede mną jeszcze zejście do obozu.
 
Reklama
Bo wyjście na szczyt to dopiero połowa sukcesu. Pełen sukces to powrót cało do bazy. Zejście jest o tyle trudniejsze, że organizm jest mocno wyczerpany atakiem szczytowym. Wiele przypadków śmierci wspinaczy zdarzało się właśnie w drodze powrotnej ze szczytu.

Przy zejściu z Piku Lenina nie było tak trudnych warunków technicznych jak w Himalajach czy Karakorum. Nie odczuwałem strachu, że zginę, ale jednak miałem świadomość, że przede mną jeszcze kawał drogi w dół. Schodzi się więc na 6 tysięcy, gdzie nie jest się w stanie nic zjeść,  idzie się spać, po czym wstaje się następnego dnia i próbuje się coś zjeść. Jedzenie „nie wchodzi”, bo na górze nie ma apetytu. Zwija się więc cały majdan i powoli toczy się w dół.  Dopiero w obozie II, na 5 tys. m, dało się coś zjeść.
 
Wspinanie w górach wysokich polega w dużej mierze na czekaniu, często kilka czy więcej dni, na otwarcie okna pogodowego. Trzeba wtedy czymś się zająć. Jak Ty „zabijałeś” czas?
 
Robiłem sobie pranie, sprzątałem, próbowałem się myć w potoku lodowcowym. Dużo czasu zajmuje przygotowanie posiłków. Natomiast głównie były to rozmowy i gra  szachy z członkami innych wypraw: Irańczykami, Rosjanami, były też zespoły z Polski. Mówię tu o obozie I, bo po wyjściu w górę schodziliśmy do obozu I, a nie do bazy, gdyż był on na takiej wysokości i w takim miejscu, że to się najbardziej kalkulowało, by do niego wracać. Rozmawialiśmy ze sobą w zespołach, ale o czym można rozmawiać w kółko przez prawie 3 tygodnie? Wyczekiwaliśmy też informacji o pogodzie.
 
Dziś, w porównaniu z okresem sprzed 20-30 lat, wyprawa w góry wysokie to już „inny świat”, jeżeli chodzi o łączność ze światem. To już nie listy do rodziny, które – bywało – dochodziły już po śmierci wspinacza, lecz telefony satelitarne, laptopy w bazie itd. Jak to było w Twoim przypadku?

Nie mieliśmy telefonu satelitarnego i myślę, że to był błąd, ponieważ on pozwoliłby wysyłać zdjęcia i informacje. Możliwości wysyłania zdjęć nie mieliśmy. W obozie I nie mieliśmy zasięgu telefonicznego, natomiast w obozie II i III był już taki zasięg, że można było stamtąd zadzwonić. Miałem zakupiony lokalny starter kirgiski, z którego dzwoniłem do domu, bo to wychodziło najtaniej. 
 
Co jedliście?

Mieliśmy żywność liofilizowaną, tzn. gotowy, odwodniony posiłek, który się zalewa wrzątkiem. Oprócz tego makaron oraz gotowe, usmażone kotlety z Polski, które przed wyjazdem zapakowaliśmy w worki próżniowe. Wrzuciliśmy je w śnieg, lecz zjadły nam je kruki, które latają tam nawet na szczyt. 
 
Czy wspinanie w górach wysokich daje szczęście? Himalaiści nazywają je „sztuką cierpienia”, która zresztą działa na nich jak narkotyk.
 
Wielu osobom które spotkałem, bycie pod górą nie sprawiało szczęścia. 
 
To po co tam byli? 
 
Nie wiem. Mnie pobyt pod górą bardzo odpowiadał, choć jadąc tam nie za bardzo wiedziałem, jak to będzie. To było „badanie gruntu”, sprawdzenie, czy jest to coś, co mi się spodoba. Spodobało mi się.
 
Jak to jest z „braterstwem liny”? Niektórzy wspinacze uważają je za relikt przeszłości. 

Na Pik Lenina pojechaliśmy z zamiarem, że będziemy zespołem linowym i będziemy wspinać się razem. Życie i góra to zweryfikowały. Mieliśmy różne tempa. Zdecydowaliśmy, że będziemy wiązać się liną tylko pomiędzy obozem I i II, co było konieczne ze względu na szczeliny. Wyżej już nie było takiej potrzeby, bo nie było szczelin. Każdy szedł swoim tempem. Choć i tak, kiedy np. o 4 rano wychodziliśmy do góry, nie zawsze wiązaliśmy się liną, bo wszystko było jeszcze bardzo dobrze zmrożone i nie było takiej potrzeby. Natomiast po południu zawsze schodziliśmy związani, bo nie chcieliśmy ryzykować. Nie było to takie „braterstwo liny”, jak sobie to wyobrażałem przed wyjazdem.
 
Jak pokonywaliście szczeliny?
 
Większe obchodziliśmy. Mniejsze albo przeskakiwaliśmy, albo pokonywaliśmy przy pomocy mostków z desek, które przygotowali lokalni przewodnicy. Były tam też poręczówki. 
 
Czy podczas Waszej wspinaczki zdarzyły się na Piku Lenina wypadki śmiertelne?

W tym czasie na pewno zginęły trzy osoby, a bardzo możliwe, że więcej. Kiedy szliśmy z Base Campu do obozu I widzieliśmy zwłoki zwożone na koniu. Zmarły zasnął w obozie III, dostał obrzęku mózgu i już się nie obudził. Inny też dostał obrzęku mózgu, usiadł przy ścieżce i umarł. Nikt nie zauważył, że ma kłopoty. Kiedy schodziliśmy, mijaliśmy jego leżący plecak. Jeszcze inny próbował zjechać na nartach ze szczytu i… ślad po nim zaginął.
 
W nizinach wiele kontrowersji budzi to, że na górze umiera człowiek i nikt tego nie zauważa. Albo że  wspinacze przechodzą dość obojętnie obok ludzkich zwłok. To sytuacja z Himalajów. Jak to wygląda z perspektywy Piku Lenina?
 
Pik Lenina nie jest tak trudny jak szczyty himalajskie. Żadne zwłoki na nim nie leżą, wszystkie są ściągane w dół. Poznałem różnych wspinaczy i jestem pewien, że gdyby ktoś potrzebował pomocy, to by mu jej udzielono i na pewno nie byłoby tak, że ktoś poszedłby na szczyt nie pomagając innemu. Problemem raczej było to, że ludzie nie byli świadomi, iż ktoś potrzebuje pomocy, umiera. 
 
Od czasu upowszechnienia się wypraw komercyjnych panuje przekonanie, że nawet Everest jest dla każdego, kto ma dużo pieniędzy, by wynająć Szerpów jako przewodników i tragarzy, bo oni poniosą bagaż, poprowadzą niemal za rękę i - jeśli będzie trzeba – nawet wepną w poręczówkę. Czy góry wysokie są dla każdego?
 
Zdecydowanie nie dla każdego. Czytałem wywiady z ludźmi, którzy płacili kwoty rzędu 100 tys. zł za przewodników, by wyjść na Everest. Oni jednak, oprócz tego, że zapłacili tak ogromne pieniądze, mieli spore doświadczenie  górskie: byli na szczytach w rodzaju Pik Lenina czy Aconcagua. W to, by wyjść na Everest, musieli włożyć własny, ogromny wysiłek. Podobnie było na Piku Lenina: ludzie płacili za to, by mieć namioty we wszystkich obozach, tragarzy itd. Mimo wszystko to był ogromny wysiłek. 
 
Podobno każda wyprawa zmienia człowieka, a wyprawy ekstremalne zmieniają go głęboko i na zawsze. Czy wróciłeś z tej wyprawy innym człowiekiem?
 
Na pewno tak. Z pewnością bardziej doceniam to, co mam tutaj, na dole, i ludzi, którzy tu są. Tam było zimno, byliśmy głodni i miałem czas, by wiele rzeczy przemyśleć. Wróciłem jako człowiek bardziej otwarty na ludzi, na zmiany. Na wyprawie miałem okres oczyszczenia, odpoczynku. Wróciłem i staram się jak najlepiej włączyć w życie tu, na dole. 
 
Co byś radził komuś, kto marzy o takiej wyprawie, ale boi się, czy da radę itd.

Uważam, że wszystko jest dla ludzi. Przed wyjazdem słyszałem opinie, że ta góra jest ciężka, nie damy rady, zabijemy się albo umrzemy. A najlepiej jest po prostu nie gadać, tylko zebrać się i pojechać. 
 
Innymi słowy: nie wyzbywać się marzeń. To na pewno ważne. Ale może trzeba dostosowywać marzenia do możliwości? Szerpa Tenzing Norgay, pierwszy – wraz z sir Edmundem Hillarym – zdobywca Mount Everestu w 1953 r., mówił, że „każdy ma swój Everest”. Może więc niech każdy znajdzie Everest na swoją miarę? Ważne, by tego chciał.
 
Zdecydowanie tak. Niektóre osoby, które wspinały się z nami, stwierdziły, że to nie dla nich. Nie każdy musi jechać w góry wysokie. Niekoniecznie trzeba wybierać najtrudniejszą górę. Warto natomiast poszukać czegoś, co nas usatysfakcjonuje.
 
Będzie ciąg dalszy?
 
Spodobało mi się na tej wyprawie na tyle, że chciałbym jeszcze coś kiedyś zrobić w górach wysokich. Na razie jednak będę żył życiem codziennym, studiami. Ale będę się do tego przygotowywał, biegając czy wspinając się na ściance. Jakieś cele powoli kiełkują i jeżeli zdecyduję się kiedyś na wyjazd w góry wyższe, to będzie to  raczej jakiś siedmiotysięcznik i raczej nie w Himalajach czy Karakorum, ze względu na koszty. 

KOMENTARZE

Dom w górach

Dom z dala od cywilizacji w otoczeniu niczym nieskalanej natury i koniecznie z dużymi oknami, przez które można podziwiać...

Transplantacja? TAK!

Na Podkarpaciu wyraźnie rośnie liczba pobrań narządów od zmarłych pacjentów. W 2010 r. było ich zaledwie...

70. rocznica "krwawej niedzieli" na Wołyniu

Dziś o godz. 20.30 sprzed pomnika Armii Krajowej w Rzeszowie ruszy Marsz Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach. Przejdzie aleją Lubomirskich, ulicą 3 Maja (tu, pod tablicą upamiętniającą zamordowanych na Wołyniu...

Największe gwiazdy sprzedaży i marketingu w piątek w Rzeszowie

W piątek, w Hotelu Hilton Garden Inn podczas MEGA Rzeszów Conference 2013 uczestnicy będą mieli szanse wysłuchać Jacka Walkiewicza i Łukasza Jakóbiaka. Prelegentami...

zobacz więcej
Reklama

Podkarpackie Targi Ślubne. GALERIA FOTOGRAFII

Z najważniejszymi weselnymi trendami, najnowszą ofertą oraz...

Sianki. Gdzie na Podkarpaciu Piłsudski wczasował

Jest takie miejsce na Podkarpaciu, dziś odludne, zapomniane...

Z Wenecji do Dubiecka - przebiegną 1111 kilometrów dla serca i krwi

1111 kilometrów – taka odległość dzieli małe Dubicko na Podkarpaciu od Wenecji na północy Włoch nad Adriatykiem. W 14 dni chcą ją pokonać biegacze: Łukasz...

Bożonarodzeniowy Jarmark. Na rzeszowskim Rynku już świątecznie!

Dwadzieścia stoisk jak z dawnych pocztówek – z tradycyjnymi wypiekami, ręcznie robionymi ozdobami choinkowymi oraz wigilijnymi przysmakami. Do tego zabawki, kolorowe...

Od niedzieli Rzeszów już z bożonarodzeniowymi iluminacjami

Prawie 1,2 mln zł wyda w tym roku Rzeszów na świąteczne oświetlenie miasta, które od niedzieli cieszy już rzeszowian. Największą atrakcją jest prawie 17-metrowa choinka...

Reklama

"Galeria nad Berehami" w "Sprawie dla reportera". Emisja już 12 grudnia!

W obronę kultowej "Galerii nad Berehami", która decyzją wójta gminy Lutowisk ma iść do rozbiórki, zaangażowali się nie tylko przewodnicy górscy...

Świąteczne Miasteczko z lodowiskiem już od soboty w Rzeszowie

W sobotę, 7 grudnia na Rynku w Rzeszowie stanie Świąteczne Miasteczko. W przyozdobionych domkach, wśród smakowitych zapachów i bożonarodzeniowej atmosfery, będzie można...

Historia Łemków zaklęta w kolekcji "Łemkowyna" Anny Marii Zygmunt

Wschodnia Łemkowszczyzna, pełna starych cerkwi, górzystych szlaków, łemkowskich chyż i wciąż żywych historii o ludziach sprzed Akcji "Wisła", stała się...

XIV Podkarpackie Targi Ślubne. Wszystko, co najlepsze dla nowożeńców!

W niedzielę, 20 października od godz. 10 do 18. w Centrum Wystawienniczo-Kongresowym G2A Arena w Jasionce ponad 80 wystawców po raz kolejny udowodni, że...

Setki zwiedzających na Targach TSLA EXPO Rzeszów 2019

W piątek, 11 października rozpoczęły się Targi TSLA EXPO Rzeszów 2019. Impreza ściągnęła do Centrum Wystawienniczo-Kongresowego G2A Areny w Jasionce setki miłośników motoryzacji...

zobacz więcej

POLECANE

RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.