Reklama

Jak Polska Ludowa ukarała tych, którzy pisali cyrylicą i klęczeli przed ikonami

A A A
Z Krzysztofem Potaczałą, dziennikarzem i reportem, autorem książki Zostały tylko kamienie. Akcja Wisła: wygnanie i powroty, rozmawia Aneta Gieroń

Dodano: 28-12-2019

Od lewej: Aneta Gieroń i Krzysztof Potaczała w nieistniejącej wsi Krywe. Fot. Tadeusz Poźniak

Od lewej: Aneta Gieroń i Krzysztof Potaczała w nieistniejącej wsi Krywe. Fot. Tadeusz Poźniak

Aneta Gieroń: Od kilku lat wydajesz kolejne książki związane z Bieszczadami, ale Twój ostatni reportaż jest najbardziej bolesną opowieścią bieszczadzką. Wracasz do powszechnie znanego tematu akcji „Wisła” z 1947 roku.
 
Krzysztof Potaczała: Rzeczywiście, o tamtej akcji powstało sporo książek naukowych, które niekoniecznie przebiły się do powszechnej świadomości, a sam temat ciągle otoczony jest wieloma mitami i półprawdami. Chciałem opisać tamte zdarzenia na podstawie ludzkich losów, zarówno polskich, jak i ukraińskich. Dotarłem do interesujących dokumentów, a bohaterowie tej książki, Polacy i Ukraińcy, opowiadają, jak wyglądało ich życie, przed jakimi stawali wyborami. Samym tematem nasiąkałem od dzieciństwa i nie mam wątpliwości, że żadna ze zwaśnionych stron nie miała czystych rąk. Akcja „Wisła” to wciąż niedomknięty rozdział polskiej historii. Drażliwy i niewygodny.
 
Bieszczady są Ci bliskie na wiele sposobów?
 
Tak. W Ustrzykach Dolnych się urodziłem. Z Baligrodu pochodzi moja mama i jej rodzina, a tam wspomnienia o akcji „Wisła” ciągle są żywe.  Od kilku dekad tą historią żyją nie tylko ukraińskie, ale i polskie rodziny. Długo przygotowywałem się do tego tematu, słuchałem wspomnień, czytałem dokumenty, ale ciągle było za wcześnie, by o tym pisać. Wiele osób, świadków tamtych zdarzeń nie chciało ze mną rozmawiać, by nie rozdrapywać ledwo zabliźnionych ran. Byli też tacy, którzy godzili się na wywiad, ale w ostatniej chwili odmawiali. W jednym przypadku trzykrotnie umawiałem się z dawną mieszkanką Trzciańca, która przeżyła wysiedlenia. Ostatecznie zrezygnowała, bo bała się, że jej serce nie wytrzyma tak wstrząsającego powrotu do przeszłości. W książce znalazło się kilkadziesiąt opowieści Polaków i Ukraińców – są wśród nich głównie ci, którzy po 1956 roku powrócili w Bieszczady czy Beskid Niski. 
 
I świat, jaki udało Ci się odtworzyć na podstawie wspomnień…
 
To nie jest świat czarno-biały i żadna historia nie jest oczywista, tak samo, jak nie można tej książki podzielić na opowieść o dobrych Polakach i brutalnych Ukraińcach, albo pokrzywdzonych Ukraińcach i bezwzględnych Polakach. W tamtych warunkach wszędzie czaiła się śmierć. Za nieodpowiednie słowo albo zachowanie groziła śmierć, a jednak nie brakowało ludzi, którzy zdobywali się na odwagę i bronili, bądź to polskich, bądź ukraińskich sąsiadów. Nie ma usprawiedliwienia dla bezmiaru zła, jakie banderowcy wyrządzili w Baligrodzie, Mucznem czy w Ustrzykach Górnych, ale nie ma też wytłumaczenia dla bestialstwa Ludowego Wojska Polskiego w Terce czy Zawadce Morochowskiej, gdzie wymordowano bezbronnych ukraińskich cywilów. Dla mieszkańców Bieszczadów, zwyczajnych chłopów, to były kompletnie niezrozumiałe sytuacje, bo Ukraińcy przez lata żyli z Polakami we względnej zgodzie, co nie oznacza, że nie było konfliktów, wzajemnych złości, zazdrości. Jak wspomina jeden z moich rozmówców, Jan Wolański: „Na trzysta chałup w Zawadce w pięćdziesięciu mieszkali rzymscy katolicy. Razem z Ukraińcami wydobywali ropę naftową, pracowali w tartakach, a jedyną różnicą było to, że w niedzielę szli do kościoła w Ropience”.
 
O przesiedleniach, jakie miały miejsce w Bieszczadach od 1944 roku, kiedy to rozpoczęto wywózkę ludności ukraińskiej na Wschód, a potem o samej akcji „Wisła”, która miała miejsce od 28 kwietnia do 31 lipca 1947 roku i w ramach której wypędzono prawie 140 tys. mieszkańców południowo-wschodniej Polski, ciągle w Bieszczadach się pamięta?
 
Temat jest nieustannie obecny wśród mniejszości ukraińskiej, która żyje na tych terenach, ale też u tych Ukraińców, którzy po wysiedleniu nigdy już w góry nie wrócili.

Jak duża jest to grupa osób?
 
Niewielki procent tutejszej ludności skupionej m.in. w okolicach Ustrzyk Dolnych, Chmiela, Zatwarnicy z jednej strony - oraz Rzepedzi, Komańczy, Mokrego z drugiej, już na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.
 
Żal jest ciągle żywy?
 
Daje się go odczuć przy okazji różnych uroczystości, świąt, okrągłych rocznic. Temat powraca w rodzinnych rozmowach i wspomnieniach. I niestety, jest to często większy żal do zwykłych Polaków, niż do Polski Ludowej, która politycznie i wojskowo była odpowiedzialna za wywózki. To był też powód, dla którego chciałem powrócić do akcji „Wisła”, rozprawić się z licznymi przekłamaniami.
 
Wspomniane rodziny ukraińskie to ci sami Ukraińcy, którzy po 1956 roku, kiedy już była taka możliwość, odważyli się wrócić na swoje dawne ziemie?
 
Tak. W 1947 roku ani jedna ukraińska rodzina nie miała szans, by się ukryć i przeczekać wysiedlenia. Gdy po prawie 10 latach zaistniała możliwość, by wrócić w Bieszczady, w Beskid Niski czy na Pogórze Przemyskie, zdecydowali się nieliczni. W sercu chcieli, ale rozum podpowiadał, że nie. 
 
 
Ruiny cerkwi w nieistniejącej wsi Krywe. Fot. Tadeusz Poźniak
 
Dlaczego? Nie bardzo było już do czego wracać?
 
Kiedy po akcji „Wisła” południowo-wschodnie rubieże niemal opustoszały, już w następnym roku pojawiały się pojedyncze osoby, które chciały wrócić do dawnych domostw. Wojsko Polskie, Milicja Obywatelska oraz Urząd Bezpieczeństwa Publicznego doskonale zdawały sobie sprawę, że takie próby będą podejmowane, więc opracowano plan absolutnego odcięcia Ukraińców od Bieszczadów i przyległych terenów. Obserwowano dworce kolejowe, autobusowe, śledzono każdą osobę pojawiającą się w górach. Podejrzanych szybko wyławiano i osadzano w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Ukraińcy, oskarżani o współpracę z Ukraińską Powstańczą Armią, byli tam bici i  torturowani. Wiele osób osadzono bez wydanych przez sądy wyroków, na zasadzie, że jak Ukrainiec i jeszcze w sile wieku, to znaczy, że na pewno ma coś na sumieniu. Podróże w rodzinne strony były też utrudnione, bo mieszkańców Bieszczadów wywożono na Ziemie Odzyskane z jednoczesnym zakazem opuszczania nowego miejsca zamieszkania. Po 1956 roku, na fali gomułkowskiej odwilży i chęci poprawy stosunków z mniejszością ukraińską, rząd polski pozwolił wysiedlonym na powroty. W teorii mogli wracać, ale nie do swojej wsi. W Bieszczadach jeszcze długo traktowano ich jak podejrzany element, odmawiając meldunku. Patrzono na nich z niechęcią lub nawet wrogością, obawiając się, że będą odkopywać ukrytą broń, grupować się i siać zamęt. Ukrainiec dla wielu Polaków znaczył tyle, co banderowiec. To bardzo krzywdzące. 
 
Nie zawsze było też do czego wracać...
 
Część bieszczadzkich wsi zrównano z ziemią w 1946 roku, a ludność wypędzono na Wschód. Zdarzało się też, że autochtonów wywożono, ale nie niszczono zabudowy. Niekiedy podpalano budynki mieszkalne i gospodarcze, zostawiano jednak cerkiew. W 1947 roku w Zatwarnicy wysiedlono ludzi i podpalono wieś, podobnie w Krywem i Tworylnem, ale unicestwiono tylko część domostw. Z czasem wszystko niszczało, a nowi polscy osadnicy zabierali z wysiedlonych wsi materiał na własne potrzeby. Budowali z nich stodoły, obory, kurniki. Tak przedwojenne, gęsto zaludnione i zabudowane wsie znikały z pejzażu Bieszczadów.

Ukraińcy obawiali się też nowego porządku, jaki nastał w Bieszczadach po II wojnie światowej?
 
Trudna do zaakceptowania była dla nich świadomość, że teraz to oni będą mniejszością. Tym bardziej, że przed 1939 rokiem ludność rusińska stanowiła w bieszczadzkich wsiach nierzadko 80, a nawet 90 proc. populacji. Dla Ukraińców ciężka była też myśl, że po raz trzeci będą zaczynali swoje życie od nowa, traktowani niechętnie przez część Polaków, którzy być może zechcą się mścić za ofiary UPA. Bieszczady to nie był Wołyń, tu nie dochodziło do masowych rzezi, ale jednak zginęło dużo niewinnych ludzi. 

Odbyłeś dziesiątki rozmów, przejrzałeś setki dokumentów. Na podstawie tych materiałów znasz odpowiedź na pytanie, dlaczego w 1947 roku Polska Ludowa zastosowała odpowiedzialność zbiorową w stosunku do 140 tys. obywateli polskich narodowości ukraińskiej, których bez różnicy uznano za bandytów, a następnie wywieziono?
 
Ówczesne władze uznały, że tylko wysiedlenie wszystkich Ukraińców zagwarantuje spokój na południowo-wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej. Dla władzy ludowej Ukraińska Powstańcza Armia była tożsama z miejscową ludnością rusińską, a tę postrzegano jako zaplecze żywnościowe i logistyczne dla banderowców. Po części tak było. We wsiach istniały cywilne struktury samoobrony, duża grupa ludności zaangażowana była w pomoc dla UPA, ale przecież nie wszyscy, a tym bardziej nie wszyscy dobrowolnie. A co z dziećmi, starcami? Jaka ich wina? 
 
Bez znaczenia były fakty?
 
Reklama
Spory odsetek ludności ukraińskiej faktycznie i świadomie wspierał UPA, ale równie wielu starało się unikać kontaktów z ukraińskim podziemiem. Część społeczności była absolutnie przeciwna działaniom UPA, choć niewielu mówiło o tym otwarcie z uwagi na grożące im  konsekwencje. Łemkowie z Beskidu Niskiego nigdy masowo nie poparli banderowców i unikali poboru „do lasu”. Bez względu na okoliczności, dla wszystkich działania UPA wiązały się z nieustannym lękiem, niepewnością i różnego rodzaju obciążeniami - to były biedne tereny, a pod groźbą śmierci trzeba było upowcom dostarczać jedzenie, lekarstwa, ubrania; w dodatku mało kto z tych ludzi wierzył w niepodległą Ukrainę. Odpowiedzialność zbiorowa, jaką w 1947 roku wobec swoich obywateli narodowości ukraińskiej zastosowała Polska Ludowa, miała przekonać wszystkich, że w równym stopniu UPA jak i cywile odpowiadają za śmierć i pożogę na tych terenach. Rozproszenie Ukraińców na Ziemiach Odzyskanych miało doprowadzić do zniszczenia ich korzeni. Na obszarach poniemieckich nie było cerkwi i nie wolno im było ich tam budować. Po ukraińsku mogli mówić tylko w domu, a wszystkie działania miały doprowadzić do ich asymilacji kulturowej z Polakami. 

Gdy w 1944 roku zaczęły się wysiedlenia do ZSRR, Rusini się opierali, próbowali uciekać, mimo to prawie pól miliona ludzi zmuszono do wyjazdu na Wschód. Kolejne lata pokazały, że zgotowano im tam jeszcze większą gehennę niż tym, którzy zostali przesiedleni w 1947 roku na Ziemie Odzyskane w Polsce.
 
Wielu mieszkańców bieszczadzkich wiosek ukrywało się w lasach, mając nadzieję, że uda się im przeczekać i będą mogli trwać na swojej ziemi. Niestety, w tym całym zamieszaniu część rodzin się rozdzieliło (nie wszyscy przed wywózką zdążyli się ukryć) i one nigdy już się nie połączyły. Słuchałem historii, kiedy żona z córką znalazły się po wschodniej stronie, a mąż z synem i drugą córką zostali w Polsce. Gdy jeden jedyny raz spotkali się po latach, byli obcymi sobie ludźmi, nic już nie mieli sobie do powiedzenia. Zostały gorycz i żal. Takich podwójnych dramatów było więcej.

Często i chętnie używamy słowa Ukraińcy, natomiast oni często mówili o sobie Rusini…
 
Jeszcze w latach 20. XX wieku wszystkich nazywano Rusinami, a i oni sami też najczęściej za takich się mieli. Ale istniało też rozróżnienie na Bojków i Łemków. W Bieszczadach Wysokich, w okolicach Ustrzyk Górnych, Mucznego, Tarnawy, Wołosatego, Berehów Górnych mieszkali Bojkowie. Wetlina, Smerek i okolice to już było przemieszanie Bojków i Łemków.  Okolice Komańczy – Łemkowszczyzna.  Bojkowie to była typowa ludność pasterska, uboższa i gorzej cywilizacyjnie rozwinięta od Łemków. Słowo Ukraińcy oczywiście istniało, ale zaczęło być częściej obecne i używane po 1939 roku, kiedy podczas II wojny światowej dojrzewał, a potem eksplodował ukraiński nacjonalizm. Z czasem przemoc i wrogość między Polakami i Ukraińcami wymknęła się spod kontroli, ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że to nie Polacy rozpętali ten konflikt. Przynajmniej nie militarnie, bo warto też zaznaczyć, że my, Polacy, nie byliśmy zawsze w porządku wobec rusińskich sąsiadów. Od wieków mieliśmy się za lepszych, bogatszych, mądrzejszych. Zajmowaliśmy atrakcyjniejsze stanowiska pracy, chociażby w kopalniach ropy naftowej. Wszystko to musiało kiedyś przynieść fatalne skutki. To, że Ukraińcy nader często używali zwrotu polskie pany, nie wzięło się znikąd, choć rzecz jasna nic nie uprawniało do chwycenia za broń i zabijania. Przelano morze ludzkiej krwi, na zawsze rozbito i rozdzielono setki rodzin. Spalono domostwa, gospodarstwa, świątynie, unicestwiono całe dotychczasowe życie, dorobek wielu pokoleń.  
 
W książce napisałeś: „Tak Polska Ludowa ukarała tych, którzy pisali cyrylicą i klęczeli przed ikonami…”
 
Pod warunkiem, że umieli pisać, bo do wojny na tym terenie analfabetyzm był ogromny. Ale rzeczywiście, ci, którzy umieli pisać, pisali cyrylicą i klęczeli przed ikonami, bo większość była grekokatolikami. Kościoły rzymskokatolickie były tylko w Baligrodzie, Lesku, Cisnej, a poza tym cerkwie.
 
 
Krzysztof Potaczała. Fot. Tadeusz Poźniak
 
Dziś, wędrując Bukowym Berdem, jedną z najpiękniejszych połonin w Bieszczadach, mało kto wie, że w 1945 roku UPA szkoliła tam swoich strzelców. Posługiwania się bronią uczyli m.in. żołnierze rozbitej pod Brodami 14. Dywizji Waffen SS „Galizien”.
 
To był w tym czasie matecznik UPA. System bunkrów i szałasów był imponujący, podobnie jak w rejonie Suchych Rzek, gdzie istniała szkoła podoficerska UPA. 
 
Tym trudniej uwierzyć, że Polska Ludowa, zamiast zdławić ukraińskie podziemie regularnym wojskiem, do walki z banderowcami wysłała słabo uzbrojone załogi z posterunków milicji i ORMO…
 
Bo ważniejsza okazała się walka z polskim podziemiem niepodległościowym, które było dużo groźniejsze dla władzy ludowej niż jacyś Ukraińcy w Bieszczadach. Regularne wojsko uporałoby się z oddziałami UPA dużo szybciej i sprawniej, mimo że to były dobrze wyszkolone sotnie, świetnie znające teren. Dopiero śmierć generała Karola  Świerczewskiego pod Jabłonkami rozwścieczyła władzę i przyspieszyła rozprawę z UPA oraz akcję „Wisła”. Operację wysiedleńczą już wcześniej zaplanowano, zatem na pewno nie była konsekwencją śmierci Świerczewskiego. 
 
Jednym ze świadków historii, do którego dotarłeś, jest Józef Kopczyński, rocznik 1922. Przez kilka lat jako milicjant tropił banderowców w Bieszczadach, po wojnie długoletni leśniczy. I to on stwierdził, że akcja „Wisła” była błędem.  Bieszczady już nigdy nie powróciły do takiego stanu zaludnienia i zagospodarowania, jak przed II wojną światową. Ograbiono też te tereny z historii i tożsamości.
 
Na pewno można było ten problem rozwiązać inaczej: winnych ukarać, pozostałym pozwolić gospodarować i żyć. To słowa dawnego milicjanta Kopczyńskiego, ale podobne zdanie podziela więcej osób.  Niepotrzebnie zamieniono dużą część Bieszczadów w kupę gruzu. Przestały istnieć młyny, tartaki, szkoły, cerkwie, a pola uprawne i pastwiska, dawniej pełne owiec, koni i wołów, przetrwały już tylko na przedwojennych fotografiach. Utraciliśmy bezpowrotnie wieloletnie dziedzictwo tych ziem. 
 
Przed laty przypuszczano, że wystarczy przepędzić Ukraińców, by Polacy sami zechcieli się tutaj osiedlać?
 
Takie były plany, ale Polacy nie kwapili się do zasiedlania tych terenów. Nieprzyjazne środowisko, ziemie trudne w uprawie, nie zachęcały do masowego osadnictwa.  Przyjeżdżało sporo śmiałków, bo można było dostać naprawdę dużo ziemi, ale po pierwszej zimie uciekali. Oczywiście nie wszyscy. W latach 50. XX wieku udało się tutaj osiedlić całkiem sporej grupie osób z krakowskiego i nowosądeckiego.  Do lat 70. XX wieku w ogólnopolskiej prasie pojawiały się ogłoszenia zachęcające do osadnictwa w Bieszczadach. To ściągało wciąż nowych leśników, budowlańców, drogowców.  Dla wielu młodych osób życie w Bieszczadach stało się przygodą życia, na terenach trudnych, ale niezwykłych krajobrazowo i przyrodniczo. Wczasach PRL-u Bieszczady dawały namiastkę wolności, a powojenni osadnicy mieli w sobie zapał, entuzjazm i szacunek do historii tych ziem. Choć bywało, że popełniali straszliwie błędy, rozbierając na przykład przydrożną kapliczkę, ruiny cerkwi albo równając z ziemią fragment starego cmentarza. Tak się stało chociażby w Bereżkach.

Bo ze starych Bieszczadów zostały już tylko dzikie sady oraz ruiny greckokatolickich świątyń... 
 
Cerkwie przetrwały w miejscowościach, które w 1944 roku zabrał Związek Sowiecki, czyli w okolicach Ustrzyk, Lutowisk, Czarnej i Krościenka. Komuniści ich nie zburzyli, bo posłużyły im za magazyny. Cerkwie, które były na terenach objętych akcją „Wisła”, w większości zostały spalone, wysadzone w powietrze albo rozebrane po wojnie przez Polaków, którzy materiał wykorzystali we własnych gospodarstwach. Ocalała murowana cerkiew w Baligrodzie. W Krywem ostały się tylko ruiny cerkwi i dzwonnica. W Tworylnem podmurówka cerkwi i dzwonnica, w Terce tylko dzwonnica… 
 
Ludność wysiedlono, a cerkwie z czasem zamieniono w kościoły katolickie…
 
To kontrowersyjne sprawy, ale gdyby nie opieka Kościoła katolickiego, może by nie przetrwały, jak chociażby przepiękna cerkiew w Smolniku, będąca na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
 
Każda strona w twojej książce jest tak bardzo bolesna, jakby wszystko zdarzyło się wczoraj. Gdy patrzy się na puste, zarosłe zielskiem wsie, nie sposób zapomnieć, jak straszną krzywdę wyrządzono tej ziemi i jej mieszkańcom…
 
Wszystkie opisane przeze mnie w książce historie mają wspólny mianownik – odcięcie tych ludzi od źródeł, od korzeni. Próba pozbawienia ich tożsamości, zrzucenie winy na wszystkich Ukraińców, bez względu na wiek, płeć, czy rzeczywiste winy. Wywieziono ich w bydlęcych wagonach,  zabrano poczucie godności. Dlatego operacja „Wisła” trwa w przekazywanej z pokolenia na pokolenie pamięci. To wspólna pamięć, Ukraińców i Polaków  - nacechowana nieufnością, pretensją i niechęcią do wybaczenia win. Ale nadzieja na pojednanie nie gaśnie.

Krzysztof Potaczała, dziennikarz i reporter związany z Ustrzykami Dolnymi, gdzie się urodził. Z historii i kultury Bieszczadów uczynił główny temat swojej twórczości. Autor trzytomowej serii zbiorów reportaży zatytułowanej „Bieszczady w PRL-u”,  ale też „KSU - rejestracja buntu” czy „To nie jest miejsce do życia. Stalinowskie wysiedlenia znad Bugu i z Bieszczadów”.  Swoją ostatnią książką „Zostały tylko kamienie. Akcja „Wisła”: wygnanie i powroty”, po raz kolejny udowodnia, że jak mało kto potrafi odczytywać bolesne zapiski historii w dziejach tych terenów.
 
Fotografie wykonano przed ruinami cerkwi w nieistniejącej wsi Krywe.

KOMENTARZE

Stanisław Bielawka - wójt z prawdziwego zdarzenia

Stanisław Bielawka, wójt Komańczy, choć pochodzi z samego serca Krakowa, tak ukochał przestrzeń i świeże powietrze, że w 1983 roku zdecydował się osiąść z rodziną w tej miejscowości...

Aneta Adamska, twórczyni teatru "Przedmieście"

Jej spektakle przyciągają tłumy coraz to nowych miłośników teatru. Jaka jest ona sama, kim była i kim jest teraz?

zobacz więcej
Reklama

Jesień w Solinie i Bezmiechowej. GALERIA FOTOGRAFII

Jezioro Solińskie, okolice Polańczyka oraz Bezmiechowej...

Wieża widokowa w Bieszczadach. Otwarcie w listopadzie

W Dolinie Górnego Sanu powstaje kolejna atrakcja...

Rzeszów wśród najlepszych w Polsce ośrodków leczenia i badania cukrzycy u dzieci

Kolegium Nauk Medycznych UR oraz I Klinika Pediatrii, Endokrynologii Dziecięcej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie...

Świąteczne miasteczko, sylwester i gala lokacji Rzeszowa - w tym roku odwołane!

Koronawirus zmienia naszą rzeczywistość, także utarte przyzwyczajenia i miejskie zwyczaje. Od kilku już lat rzeszowianie przez trzy...

Jesień w Rzeszowie. Galeria Fotografii

Pandemia koronawirusa zmienia nasze życie, ale już przyroda nic sobie nie robi z COVID-19. Jak co roku drzewa żółcą się i czerwienią a cały Rzeszów tonie w jesiennych kolorach. Piękne zdjęcia okolic Zamku Lubomirskich...

Reklama

Kolekcja "Łemkowyna" Anny Marii Zygmunt w piątek w Krośnie

Kolekcją "Łemkowyna" Anny Marii Zygmunt, pochodząca z Lubatowej w Beskidzie Niskim zachwyciła świat mody. Wschodnia Łemkowszczyzna, pełna starych cerkwi i łemkowskich chyż...

Kapitan Wünsche i jarosławskie asy bitwy o Anglię - z Facebooka na mural

Dwa lata temu na facebookowej grupie Historia i Zagadki Jarosławia i okolic ktoś zamieścił post: "Nasze chłopaki w służbie RAF-u w Anglii" i wkleił...

Kampania z bohaterami magazynu VIP Biznes&Styl. Film "Podkarpackie to Ty"

"Będąc nastolatką uważałam, że Rzeszów to jest absolutna dziura". "Z moich znajomych z podstawówki 80 proc. wyjechało za granicę. 20 lat temu nikt...

Millenium Hall świętuje 9 urodziny i zaprasza na dzień urody z rabatami

Popularne centrum handlowe świętuje 9. urodziny. Towarzyszy im akcja rabatowa w dniach 16 i 17 października oraz atrakcje dla dzieci: konkursy z nagrodami...

Do 2022 roku kolejka gondolowa w Solinie. Przetarg rozstrzygnięty

Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, to jeszcze w tym roku na przełomie listopada i grudnia rozpocznie się budowa jednej z największych atrakcji turystycznych w naszym...

zobacz więcej

POLECANE

RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Mieszka I 48/50, 35-303 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.