Reklama
REKLAMA
Automatycznie wyświetlimy artykuł za 10 sekund
Przejdź do artykułu
Reklama
Reklama

Z Wesołej do Bielska-Białej, gdzie tworzył "Bolka i Lolka"

A A A
Antoni Adamski

Dodano: 29-07-2021

Zdzisław Kudła. Fot. Tadeusz Poźniak

Zdzisław Kudła. Fot. Tadeusz Poźniak

GALERIA ZDJĘĆ
Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak
Zdzisław Kudła. Fot. Tadeusz Poźniak
Zdzisław Kudła jest scenarzystą, autorem opracowań plastycznych i reżyserem 29 filmów animowanych, nagradzanych na kilku kontynentach. W latach 1993-2010 był dyrektorem Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Po przejściu na emeryturę wrócił do malarstwa. Urodził się na Podkarpaciu, z którym związany jest do dziś.
 
Jego miejsce urodzenia to wieś Wesoła w gminie Nozdrzec w powiecie brzozowskim. Po latach namaluje ją w nostalgicznym pejzażu pt. „Ziemskie łono” Przedstawia on pagórkowaty, pokryty złocistymi polami krajobraz. Na polach kopki zboża, bo właśnie skończyły się żniwa. Wieś przycupnęła w dolinie, gdzie rozrzucone są kryte strzechą chaty.
 
- Była jeszcze drewniana karczma, spalona w czasie wojny. Jedyne murowane budynki to kościół i szkoła – wspomina Zdzisław Kudła, malując stogi siana wylatujące w przestrzeń nieba. Tam umieszcza również fragment wnętrza rodzinnej chaty z ogromnym  chlebowym piecem. Obok niego siedzi matka, ubijająca mleko w maselnicy. Nagrzany piec kojarzył  mu się z bezpieczeństwem i spokojem. Tutaj urodził się w roku 1937. Szczęśliwe dzieciństwo przerwała wojna. W roku 1943 Niemcy wzięli ojca wraz z furmanką do robót przy umacnianiu Doliny Dukielskiej. Dostał zapalenia płuc, z którego wywiązała się gruźlica. Zmarł dwa lata później, pozostawiając trójkę małych dzieci.
Reklama
 
- W domu panował niedostatek – wspomina późniejszy artysta. – Ojciec miał 2,4 ha ziemi. Działki rozrzucone były w trzynastu kawałkach, w tym nie tylko ziemia orna: także las i zakrzaczone nieużytki. - Już jako dziecko rysował po kątach, a ojciec z dumą chwalił się sąsiadom. Gdy rodzica nie stało, podwoił wysiłki. Jak wspomina, był to rodzaj choroby sierocej. Kierownik szkoły w Wesołej wysyłał go do liceum plastycznego w Jarosławiu. Matka – która nigdy w życiu nie jechała pociągiem – uważała, że to podróż „na koniec świata”. Uparła się, by uczęszczał do „zwykłego” liceum w pobliskim Dynowie. Tam jednak znalazł się życzliwy nauczyciel - Józef Witkowski, który uczył rysunku technicznego. Po małej maturze, czyli po dwóch latach nauki skierował uzdolnionego ucznia do Liceum Plastycznego w Jarosławiu. Tu pokierował nim wicedyrektor Alojzy Zwada, który uczył podstaw przedmiotów plastycznych.

- Był to zapaleniec, który budził nas o piątej rano, byśmy przed śniadaniem mieli okazję narysować piękny wschód słońca. Kiedyś wieczorem przyciągnął do szkoły kozę i kazał nam rysować zwierzę z natury - mówi Z. Kudła. Ta droga doprowadziła go na studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wybrał pracownię malarską znanego kolorysty - Czesława Rzepińskiego.
 
- Nie tyle przyciągała mnie doktryna artystyczna mojego profesora, co względy praktyczne. Czesław Rzepiński był wówczas rektorem Akademii i decydował o studenckich stypendiach. A ja nie dostawałem z domu pieniędzy. Matkę nie stać było na pomoc-podkreśla.
Reklama
 
Na studiach poznał swoją przyszłą żonę – Małgorzatę Kaczorowską z Bielska, której rodzina  przeniosła się ze Lwowa. W czasie studiów zachęcała przyszłego męża, by studiował dodatkowo na nowo powstałej Pracowni Grafiki Filmowej, do której uczęszczała. Zdzisława to nie interesowało, wolał dodatkowe studia z pedagogiki artystycznej. Za kilka lat stanie się to przedmiotem kpin i żartów dla obojga. Po studiach (dyplom 1963 i 1964r.) jako małżeństwo nie mieli w Krakowie szans ani na pracę, ani na mieszkanie. Po krótkim pobycie w Legnicy, w 1963 r przyjechali do Bielska, gdzie Zdzisław znalazł pracę w Studiu Filmów Rysunkowych, zaś Małgorzata - w miejscowym liceum plastycznym. Z czasem została cenioną wykładowczynią i artystką -malarką. Jej subtelne martwe natury i kompozycje figuralne zdobią dziś wnętrza ich domu. Oboje trafili dokładnie tam, gdzie się tego nie spodziewali - dotrwali w swoich miejscach pracy do emerytury.

Zdzisław Kudła porównuje pierwsze miesiące w Studiu do pracy w fabryce: ściśle wyznaczone godziny i normy do wykonania, dyscyplina. W niczym nie kojarzyło się to z pracą artystyczną. Przeszedł różne funkcje, od animatora po dekoratora i nie był tą robotą zachwycony. Myślał nawet o zwolnieniu się i zarabianiu na życie malowaniem plansz reklamowych. Wtedy –  kolega namówił go do tworzenia filmów. Tu także obowiązywały wskaźniki: 80 proc. z nich dla dzieci, 20 proc. - dla dorosłych. Pierwszy scenariusz napisał z Maciejem Szumowskim, późniejszym znanym dziennikarzem i redaktorem naczelnym „Gazety Krakowskiej”. Jego filmowy debiut „Arena” (1968) jest historią obywatela, który pod przymusem zostaje cyrkowcem. Tresowany do występów na arenie ulega w końcu przemocy, choć – tak jak Galileusz zmuszony do wyrzeczenia się swych naukowych odkryć - powtarza: „A jednak się kręci”. Jak w „gorącym roku” 1968 obraz uniknął cenzorskiego wyroku – powiedzieć  nie sposób.
Reklama

„Bruk”  jest zadziwiająco aktualnym  protestem przeciw wycinaniu lasu (rok powstania: 1971!). Obraz został wówczas nagrodzony w na festiwalach w: Nyon (Francja), Oberhausen i Montrealu. Motyw ten powtórzony po latach  (w 2012) w kompozycji malarskiej pod tym samym tytułem, przedstawia niemowlę bawiące się kamyczkami w zabrukowanej po horyzont przestrzeni.
 
„Karaluch. Blatta orientalis” (1987, scenariusz wraz z A. Orzechowskim, realizacja z F. Pyterem – nagrodzony w Krakowie) to historia człowieka, który przygotowuje się do przeżycia ataku atomowego. Ponieważ wie, iż ocaleją po nim tylko karaluchy chronione swym chitynowym pancerzem, przygotowuje taki sam pancerz dla siebie. Nakłada go, gdy tylko dostrzega grzyb atomowego wybuchu. Udaje mu się przeżyć. Samotnie przemierza opustoszałe miasto. Znajduje wózek dziecięcy, butelkę ze smoczkiem dla niemowlaka oraz egzemplarz Biblii. Tak wyposażony, podąża naprzód w swym absurdalnym marszu donikąd.
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak
 
„Impas” z 1975 r. oparty jest na autentycznym wydarzeniu: awarii sieci elektrycznej w całym Nowym Jorku. W swoim obrazie pokazuje historię człowieka jadącego metrem, które nagle staje i pogrąża się w ciemnościach. To nadrealistyczna wizja krachu cywilizacji  XX wieku.  „...ergo sum”( „...więc jestem” 2004) opowiada o małpie w klatce hodowanej w blokowisku. Pewnego dnia małpie udaje się uwolnić. Wychodzi do miasta: jest oszołomiona kolorowym tłumem, światłem reklam i ruchem ulicznym. Nie wie co z sobą zrobić. W końcu – przytłoczona swą nieoczekiwaną wolnością – ucieka i sama wraca do klatki. Próbuje żebrać.
Reklama
 
Do tej listy dopisać należy kilka odcinków popularnych „Przygód Bolka i Lolka” oraz dwa filmy długometrażowe: „Porwanie w „Tiutiurlistanie” wg książki Wojciecha Żukrowskiego (1986; wraz z F. Pyterem) oraz „Gwiazdę Kopernika”(wraz z A. Orzechowskim). Pierwszy otrzymał nagrody na festiwalach w Chicago i Poznaniu, a „Gwiazda Kopernika” w Erewaniu, Teheranie i Łodzi. (W 2011 r. dostał Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za całokształt dokonań artystycznych.) Film o Koperniku zakupiło wiele krajów m. in. Chiny i Turcja; w Szkocji prowadzono według niego szkolne lekcje o polskim astronomie.
 
- Sala kinowa musiała była pełna. Kino nie miało wtedy konkurencji. Do lat 70. istniał właściwie tylko jeden kanał telewizyjny. Dlatego w porze „Dobranocki” wszystkie podwórka pustoszały - mówi Zdzisław Kudła.

- Były także krótkie programy lokalne - odpowiadam – Pamiętam, że po południu ukazywała się plansza TV Katowice z kopalnianym  szybem. Tkwił on  nieruchomo na ekranie, dopóki nie skończyła się inaugurująca program pieśń masowa w wykonaniu zespołu „Śląsk”. Zaczynała się od: „Leć pieśni, leć...”, a kończyła słowami o „Partii, co w przyszłość szczęśliwą nas prowadzi”. Wszystkie dzieciaki czekały niecierpliwie na finał, bo zaraz po niej puszczano „Klub Myszki Miki”. Od końca lat 50. były z produkcją Disney’a na bieżąco. „Królewna Śnieżka” pojawiła się w kinach. To była chyba dla bielskiego Studia potężna konkurencja?
Reklama
 
Zdzisław Kudła wspomina Disney’a jako potęgę,  której dzielnie przeciwstawiała się skromna polska produkcja. „Szliśmy boso, ale w ostrogach”. Stosowano u nas liczne normy oszczędnościowe. Np. ruch postaci; na filmie nie był płynny jak u Disney’a: stosowano 10 rysunków na sekundę (zamiast nieograniczonej - jak w amerykańskich filmach - potrzebnej do jak najpłynniejszego ruchu postaci czasem stosowano kilka rysunków na jedną klatkę. 1 sekunda filmu rysunkowego to 24 klatki). Za to polski film stosował śmiałe rozwiązania plastyczne. Uczył dzieci nowoczesnego języka artystycznego. Był inny. Nie ciążyły na nim  wymogi komercyjne. Mimo tego był popularny w kraju i nagradzany za granicą - także w USA ( nasza nagroda  w Chicago). Film amerykański raczej przerysowywał rzeczywistość, pochlebiał niewyrobionym gustom...Czasem zbliżał się do kiczu lub zbyt łatwo tę granicę przekraczał.
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak
 
Rok 1989 był dla Studia Filmów Rysunkowych przełomowy. Jedna z pięciu polskich wytwórni powstała w roku 1947 z inicjatywy braci Zdzisława i Macieja Lachurów. Najpierw działała ona przy redakcji „Trybuny Robotniczej” w Katowicach, w której w trudnych powojennych czasach brakowało aparatów fotograficznych. Pracę fotoreporterów – tak jak w XIX stuleciu - zastępowali rysownicy. Gdy sprzęt zakupiono, Studio – mające status eksperymentalnego – przeniosło  się do Wisły, gdzie wprawdzie miało dobre warunki lokalowe, ale żadnych do dalszego rozwoju. W 1948 r. znalazło swą siedzibę w solidnej pofabrykanckiej willi przy ul. Mickiewicza w Bielsku-Białej. Później po zmianach znalazło swą stałą siedzibę przy ul. Cieszyńskiej 24. Zajmuje ją do dziś; obok dobudowano specjalne kino przeznaczone dla licznych wycieczek szkolnych. 
Reklama
 
W roku 1989 Z. Kudłę wezwał  dyrektor Studia Stanisław Szczepanik (wywodzący się z Dębicy ; z zawodu ekonomista). Przeprowadził z nim szczerą rozmowę. Fakty były alarmujące:

- Nie mamy pieniędzy na robienie filmów. Nikogo to nie interesuje - nawet Ministerstwa Kultury. Jeżeli nie pokierujesz Studiem, pójdziesz na bezrobocie, a reszta załogi razem z tobą. Nie zarobisz nawet na emeryturę. Nikt przecież nie kupi Studia: kupią najwyżej puste  budynki, bo to łakomy kąsek.
 
- Zostałem najpierw p.o. dyrektora w grudniu 1993 r. Przekonałem się, iż wszystko, co mówił mój poprzednik było prawdą. W nowej, liberalnej Polsce, Studio płaciło  podatki, w takiej wysokości, jak każdy zakład produkcyjny. Jednak  bielska wytwórnia Fiata została z tego podatku zwolniona na 10 lat.  Rząd preferował włoskiego inwestora, przedkładając go nad kulturę – uznawaną wówczas za kłopotliwy „spadek po komunizmie”. Doszło nawet do tego, iż nie miałem pieniędzy na styczniową wypłatę dla załogi.  Uratowałem sytuację, sprzedając „Porwanie w  Tiutiurlistanie” do Stanów Zjednoczonych z prawem do przeróbki filmu. Nie dało się wynegocjować lepszych warunków, gdyż mieliśmy nóż na gardle. Z biegiem lat sytuacja zaczęła się powoli poprawiać. Mogliśmy nawet kupić komputery do animacji filmów – wspomina Zdzisław Kudła, który odszedł na emeryturę w roku 2010. Bezpośrednim  impulsem do rezygnacji były - oprócz potrzeby poratowania zdrowia - kolejne antykulturalne zmiany prawne. Po wykupieniu budynków od Skarbu Państwa i założeniu spółki, jej majątek został nową ustawą ponownie przekazany Skarbowi Państwa. 
Reklama

- Pomyślałem, że tego już za dużo – podsumowuje były dyrektor, który wiedział, jak trudno zdobyć pieniądze na kulturę. Kiedyś miał pomysł, by stworzyć Muzeum Bajki i Animacji, które przyciągałoby tłumy i przynosiło jakiś dochód. Dziś ten pomysł odżył, bo sytuacja Studia jest bardzo daleka od stabilności.
 
W czasie wieloletniej pracy w filmie artysta zupełnie rzucił malarstwo:
 
- Męczyłem jeden obraz przez osiem lat.  Pracowałem tylko w deszczowe niedziele. Od przejścia na emeryturę znów mogłem poczuć się artystą – dodaje.

Patrząc na płótna Zdzisława Kudły, najpierw uderza nas żywy, czysty, jaskrawy kolor, który przywodzi na myśl obrazy śląskich prymitywistów. Otoczeni codzienną szarością, chronili się oni w świecie sztuki. Jednak obrazy bielskiego artysty pełnią inną funkcję. Nie tyle przedstawiają, co opowiadają widzialny świat. Korzystając z niektórych jego elementów, przenoszą nas w świat nienapisanej bajki. Na przykład w swojskim pejzażu, na wzgórzach umieścił bliskie mu polskie zabytki. (W oddali majaczy także bazylika św. Piotra w Rzymie i Akropol w Atenach.)
 
Jest to marzenie końcowych lat 40. o polskiej Arkadii (Arkadia w starożytnej Grecji była krainą szczęśliwości). A więc pola ojczystego kraju pełne kopek zbóż i siana, poprzetykane  ważniejszymi zabytkami od morza do Tatr. Oczywiście jest też kościół z Wesołej. Snopki formowane są ręką człowieka - a nie trybami maszyny  rolniczej. Na szczycie jednego z nich umieścił autoportret. To głowa sędziwego artysty, jakby mówiąca: „Stąd jestem, tu wyrosłem”.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zobacz więcej

POLECANE

RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Mieszka I 48/50, 35-303 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.