Reklama

Ambasadorowie Bieszczadów

A A A
Aneta Gieroń

Dodano: 01-06-2014

Ewa Żechowska i Andrzej Pawlak. Fot. Tadeusz Poźniak

Ewa Żechowska i Andrzej Pawlak. Fot. Tadeusz Poźniak

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
Bieszczady i Dolina Lotnicza. Najbardziej rozpoznawalne marki Podkarpacia. Czy w pełni wykorzystane i wypromowane? Bieszczady na pewno nie. A mimo to, co roku ściągają tu setki tysięcy turystów. Siła i tajemnica tkwi w ludziach. Ludzie zdecydowali o legendzie Bieszczadów i ludzie tych gór kreują i wypracowują markę Bieszczady. Są ambasadorami tego miejsca. Andrzej Pawlak z rodziną od prawie 30 lat kojarzą się z „Wilczą Jamą”, genialną dziczyzną i dzikimi Bieszczadami. Przez ponad 20 lat w Mucznem, a od 4 lat w Smolniku ściągają do siebie myśliwych i turystów z całej Polski. Elżbieta Dzikowska wspomina o nich przy każdej okazji, Robert Makłowicz w kuchni Anny Pawlak nawet nie bierze się za gotowanie, a Radiowa Trójka czuje się z nimi właściwie zaprzyjaźniona. O Ewie Żechowskiej można powiedzieć bieszczadzka królowa sieci. Na fanpage’u „Chaty Wędrowca” ma prawie 20 tys. fanów i jest mistrzynią marketingu Bieszczadów w mediach społecznościowych. Od ponad 20 lat wspólnie z mężem, Robertem Żechowskim, autorem kultowego „Naleśnika Giganta z Jagodami” pamiętającego Majstra Biedę, związana jest z Bieszczadami. Tutaj się zakochali, pobrali, tutaj znaleźli swoje miejsce na ziemi, ale nie wyobrażają sobie życia bez turystów. Bo bez ludzi nie ma Bieszczadów.
 
Andrzej Pawlak, żeby choć w części zatrzymać w pamięci to, co zdarzyło się w ostatnich kilku dekadach, jakie spędził w Bieszczadach, wydał książkę „Opowieści z Wilczej Jamy”. Legendarny myśliwy, mistrz w wabieniu wilków, który dosłownie nauczył się ich języka, świetny gawędziarz i dusza towarzystwa, w Bieszczady przybył z Opoczna. Wcześniej nie przez przypadek trafił do Technikum Leśnego w Zagnańsku, a gdy jako nastolatek usłyszał o tajemniczym Arłamowie w Bieszczadach, był pewny, że w końcu tam dotrze. I to szybciej niż przypuszczał. Jak dwudziestolatek przez ponad rok był asystentem słynnego pułkownika Kazimierza Doskoczyńskiego, zwanego królem Bieszczadów, z czasem został podleśniczym w Stuposianach, w końcu przez wiele lat był leśniczym ds. łowiectwa w Mucznem.
 
Z Mucznem wiąże się też najdłuższy bieszczadzki epizod rodziny Pawlaków. To tutaj od 1985 roku Andrzej Pawlak gospodarował już nie sam, ale z Anią, absolwentką chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim, która jak na prymuskę przystało miała zostać na uczelni, ale diametralnie zmieniła palny, gdy pewnego dnia do Krakowa przyjechał młody leśniczy, własnym samochodem, z dwoma gitarzystami na tylnym siedzeniu, z tulipanem w ręku i który proponował jej wspólne życie w Bieszczadach.
 
- Czy ja się wtedy zastanawiałam, co będę robiła w Bieszczadach, jak dzieci pójdą do szkoły? Nie, absolutnie nie. Byłam młoda, szalona, dzieci jeszcze nie mieliśmy, Muczne wydało mi się piękne, a wszystko proste i oczywiste – wspomina Anna Pawlak. – Bieszczady były dla mnie czymś zupełnie nowym, tym bardziej, że pochodziłam z Kielc, wychowałam się w Szczecińskiem, studiowałam w Krakowie, a Andrzeja poznałam dzięki mojej siostrze, która też uczyła się w Technikum Leśnym.
 
W Mucznem Pawlakom urodziło się czterech synów i tutaj przez wiele lat było ich miejsce na ziemi. Mieszkali w leśniczówce, wynajmowali domki dla gości, prowadzili karczmę, w tym zakątku właściwie na końcu świata czuli się szczęśliwi. – W pewnym momencie złapałam się na tym, że dzień zaczynam i kończę ze ścierką – śmieje się Anna. - Ja, która miałam być znakomitym chemikiem, zostałam pełnoetatową kucharką. Dlatego, gdy po 9 latach zajmowania się tylko dziećmi i gośćmi, zaczęłam uczyć chemii w Lutowiskach, byłam na nowo zachwycona Bieszczadami. Z czasem zrezygnowałam z pracy w szkole, by jeszcze bardziej zaangażować się w rodzinny biznes, ale do dziś wspominam pracę z młodzieżą, którą uwielbiałam.
 
Anna i Andrzej Pawlakowie przyznają, że ich związek z Bieszczadami to nie efekt zaplanowanej akcji, ale w dużym stopniu przypadku. – Jesteśmy tutaj, ale to nie wynika z głębokich kalkulacji i przemyśleń, raczej z faktu, że człowiek zaczyna coś robić, znajduje w tym trochę przyjemności, potem sens, bo się z tego utrzymuje i zaczyna się w to coraz bardziej angażować – mówią. Tak też było w ich przypadku. Zamieszkali w Mucznem w leśniczówce, gdzie gościli myśliwych. Andrzej polował od zawsze, więc Ania nauczyła się przyrządzać dziczyznę, którą znosił do domu. Smakołykami zaczęli częstować gości, w końcu otworzyli karczmę.Legendarne pstrągi mieli tylko dlatego, że Andrzej zbudował dwa stawy, by mieć ryby dla dzieci. Z czasem smażone na patelni stały się przysmakiem „Wilczej Jamy”.
 
Słynna „Wilcza Jama” z Mucznego do Smolnika
 
Po 20 latach spędzony w Mucznem musieli się przenieść do Smolnika. Dziś ich siedlisko ma ponad 24 hektary. W Smolniku od 2007 roku do 2011 powstało 6 domków dla gości,karczma i duży dom, gdzie mieszka już drugie i trzecie pokolenie Pawlaków. Przed karczmą nie mogło zabraknąć prawie 2- hektarowego stawu, bo Andrzej Pawlak już tak ma, że gdzie osiądzie, tam gospodarowanie zaczyna od budowy stawu.
 
 
- Dziś ze Smolnikiem wiąże się spora odpowiedzialność. Zdecydowaliśmy się na dużą inwestycję i nie ma odwrotu. Ja bym się jednak nie doszukiwała jakiegoś romantyzmu w naszej codziennej pracy. Oczywiście, przyjemnie mieć cudne bieszczadzkie widoki za oknem w pracy i w domu, ale to nie jest sielanka. Nasza praca nie polega na chodzeniu po górach i piciu kawy z ciekawymi ludźmi, którzy tu przyjeżdżają. O turystę trzeba dbać, zabiegać, nic samo się nie sprzedaje i niczego nie dostaje się za darmo, zwłaszcza w Bieszczadach – mówi Anna Pawlak.
 
Oni sami w Bieszczadach przeszli twardą szkołę życia. Mimo że przez wiele lat wypracowali mocną markę „Wilcza Jama”, w smutnych okolicznościach opuszczali kilka lat temu Muczne. Niewielka osada, która zdawał się być ich domem na zawsze, nagle stała się obca. Bo to właśnie w Mucznem Pawlakowie uczyli się turystyki. Tutaj jako pierwsi mieszkańcy osady przyjmowali gości w swoje leśniczówce. Na początku myśliwych, potem turystów, którzy coraz licznej w latach 90. zaczęli zaglądać w Bieszczady. Obok ich leśniczówki, którą dzierżawili, wyrosły niewielkie domki dla gości. Ich karczma „Wilcza Jama” przez lata ściągała do Mucznego amatorów pieczeni i pasztetu z dzika, zupy grzybowej i pstrągów.W pewnym momencie ich adres stał się kultowy, gdy pod leśniczówkę Pawlaków zajeżdżała telewizyjna Kawa czy Herbata, program kulinarny Roberta Makłowicza i Radiowa Trójka. Sylwestra spędzał u nich Artur Żmijewski, a Marek Kondrat był gościem nie raz i nie dwa.
 
- Może za dobrze się nam wiodło – gorzko zauważa Anna Pawlak. W każdym razie w pewnym momencie Lasy Państwowe wymówiły im dzierżawę leśniczówki i terenów, gdzie stały domki, a miejsce przestało istnieć. Wprawdzie Pawlakowie walczyli o „Wilczą Jamę”przez kilka lat, ale poddali się, gdy zobaczyli paszkwil podpisany przez osoby wśród których mieszkali ponad 20 lat. - To było straszne, a my wiedzieliśmy, że nie chcemy już dłużej mieszkać w Mucznem wśród tych osób – dodaje Andrzej Pawlak.I może szczęście w nieszczęścia, bo dziś „Wilcza Jama” ma ponad 24 hektarów ziemi w Smolniku, gdzie gospodaruje już drugie pokolenie Pawlaków.
 
Z czwórki synów, z rodzicami pracują najstarsi: Jacek i Adam wraz ze swoimi rodzinami, i najmłodszym członkiem rodu, Ignasiem, synem Adama. Andrzej, średni syn osiadł w Norwegii i z turystyką nie planuje się związać, zaś najmłodszy Tomasz Pawlak ma spore zadatki, by być bardzo zaangażowanym w rodzinny biznes turystyczny. Jest w gimnazjum, ale już dziś nie wyobraża sobie, by mógł mieszkać poza Bieszczadami. 27 – letni Adam Pawlak, absolwent fizjoterapii w Poznaniu, przyznaje, że gdy studiował w Wielkopolsce myślał niekiedy o pozostaniu w większym mieście. Ostatecznie wrócił w Bieszczady. – Żyje się tu wolniej, miałem też poczucie obowiązku w stosunku do„Wilczej Jamy”. Gdy kończyłem studia, uruchamialiśmy domki i karczmę w Smolniku, a ja nie wyobrażałem sobie, że może mnie przy tym nie być. Od zawsze jestem zaangażowany w agroturystykę, niewiele mnie zaskakuje, a ludzi po prostu lubię, co jest warunkiem koniecznym w tym biznesie – tłumaczy Adma Pawlak.
 
 
Kolejne pokolenie wchodzące w rodzinny biznes wymaga też wypracowania modelu współpracy. – Z rodziną jest bezpiecznie, ale bywa to też polem do ścierania się różnych poglądów – przyznaje Anna Pawlak. – My z mężem wnosimy doświadczenie, dojrzałość,młodzi są sprawni w działaniach marketingowych. Dzięki temu uzupełniamy się, wspólnie podejmujemy decyzję, ale i wspólnie ponosimy odpowiedzialność.Tym bardziej, że klient w Bieszczadach cały czas się zmienia, jest coraz bardziej wymagający. Jest też wypracowana marka, której jakość zobowiązuje.- Na pewno nie możemy zejść poniżej bardzo dobrego, wypracowanego poziomu „Wilczej Jamy”, ale zawsze można coś ulepszyć i udoskonalić i to jest właśnie wyzwanie dla nas, młodego pokolenia Pawlaków – mówi Adam.

Sposób na turystę? Wyróżniać się jakością
 
Reklama
Ania Pawlak śmieje się, że przez to przywiązanie do jakości z kilkoma kucharzami już się pożegnała i ciągle sama niepodzielnie rządzi w karczmie. – Tyle lat dopracowywałam receptury, uczyłam się tej dziczyzny, że teraz boję się, aby ktoś mi nie zepsuł wszystkich lat pracy i zadowolenia klientów, którzy specjalnie wracają do nas na pasztet z dzika, albo pstrąga, sos tatarski albo gulasz z sarniny. Tym się wyróżniamy i to są nasze największe atuty – twierdzi.I coś w tym jest, bo od wielu lat mają gości, którzy do nich wracają, niekiedy są to już dorosłe osoby, które do „Wilczej Jamy” przyjeżdżały jeszcze z rodzicami. Są związani z Pawlakami,ich kuchnią, myśliwską pasją Andrzeja, który godzinami może opowiadać o wilkach, polowaniach, bieszczadzkiej przyrodzie. - Tych historii i wspomnień jest tak wiele, że nawet nie wiemy, jak to się stało, ale już za rok minie 30 lat odkąd na stałe osiedliśmy w Bieszczadach – mówią Pawlakowie. – I choć przypadek zdecydował za nas, jesteśmy wdzięczni losowi, bo to były świetne lata. Może za szybkie i za nerwowe w ostatnim czasie, ale tak się zmienia świat. 
 
Czy Bieszczady są gospodarczą szansą Podkarpacia, wspierane i dotowane? Pawlakowie uważają, że z tym jest problem. - Jeśli ludzie sami sobie czegoś nie wymyślą, nie ma wspólnego działania. Wszyscy dużo mówią, obiecują, ale niewiele się robi. Od dawna są pomysły, by w pięknych bieszczadzkich okolicach zrobić coś na wzór drugich Jakuszyc dla narciarzy biegowych. I na pomysłach się kończy – dodają. 
 
No chyba, że jest się Ewą Żechowską, to wtedy się nie kończą. Takie można odnieść wrażenie obserwując fanpage’a karczmy „Chata Wędrowca”, którą prowadzi wspólnie z mężem, Robertem Żechowskim. I raczej nikt nie ma wątpliwości, że Ewa jest niekwestionowaną bieszczadzką królową sieci. Na FB jest od 4 lat i w tym czasie uzbierała 20 tys. fanów niezwykle zaangażowanych w jej fanpage. Co ciekawe na FB promuje nie tyle swoją działalność, co Bieszczady po prostu. Miejsce i ludzi, gdzie warto przyjechać i ludzie przyjeżdżają.
 
- Ale na to trzeba sobie zapracować – mówi Ewa. - 1 maja 2014 roku minęło 21 lat odkąd pojawiłam się w Bieszczadach. – Wielu fanów z sieci, to są ludzie, którzy towarzyszą naszym działaniom od początku. Kiedyś pisało się kartki, listy, dziś te osoby mogą się z nami komunikować bezpośrednio w sieci i to jest wspaniałe. O ile mówi się o przekleństwie nowych technologii, o tyle w przypadku takich miejsc jak Bieszczady, FB odmienił nasz marketing. Zwłaszcza, że Bieszczady nie są pępkiem świata, w Polsce jest ponad 38 mln ludzi i jakoś trzeba do nich dotrzeć z informacją. Kiedyś stawiało się tablicę informacyjną przy wjeździe do Cisnej albo Wetliny i tak ludzie dowiadywali się o miejscach noclegowych i adresach, gdzie można coś zjeść, dziś ta tablica reklamowa wisi w sieci.
 
Dziewczyna z Łowicza, chłopak z Krakowa
 
Ewa była ledwie 18-letnią, szaloną dziewczyną, gdy w 1993 r. przyjechała do Cisnej na wakacje, z Łowicza wprawdzie miała daleko, ale co tam podróż dla nastolatki, która w Bieszczadach umówiła się z przyjaciółmi. Solidna Ewka na solidność przyjaciół liczyć nie mogła, ci dojechali do Cisnej dwa tygodnie po umówionym terminie. Maturzystka zaprzyjaźniła się w tym czasie z turystami z pola namiotowego, przez nich poznała Roberta Żechowskiego, wówczas gospodarza Schroniska Pod Małą Rawką. Gdy Ewie zaczęło brakować pieniędzy, Robert zgodził się, by dziewczyna przez miesiąc popracowała u niego w schronisku. Tak się zaprzyjaźnili, ale wakacje minęły, Ewa wróciła do Łowicza, zdała maturę, dostała się na wymarzoną geografię na Uniwersytecie Wrocławskiem i tylko tamta znajomość spod Rawki jakoś ciągle obecna była w jej głowie.
 

- Wszyscy patrzyli na nas z niedowierzaniem, ja młodziutka dziewczyna, Robert 15 lat starszy ode mnie, pan z długą brodą i włosami, traper z Bieszczadów, ja dopiero co debiutująca studentka, roztrzepana dziewczyna. Ale się uparliśmy, miałam 20 lat, gdy wzięliśmy ślub i zdecydowaliśmy się na stałe osiąść w Bieszczadach. Jakakolwiek przeprowadzka w ogóle nie była brana pod uwagę – wspomina Ewa. Kolejne lata to był chrzest bojowy, Ewa przez 4 lata co dwa tygodnie przemierzała 700 kilometrów na studia zaoczne do Wrocławia, pracę magisterską obroniła na piątkę.
 
W tym samym czasie wspólnie z Robertem prowadzili Schronisko Pod Małą Rawką, przez kilka lat na 9 metrach kwadratowych, bo tyle miał ich dom-pokoik w schronisku, testowali swoją miłość i cierpliwość, od rana do nocy zajmując się turystami. Przez kilka lat, gdy Robert prowadził schronisko Kremenaros w Ustrzykach Górnych, a Ewa pod Małą Rawką widzieli się rano i późno w nocy, całymi dniami oboje „wisieli” na telefonach przyjmując zamówienia, albo obsługując turystów.
 
Po 2000 r. nie było dnia, żeby nie marzyli o własnym siedlisku, kupili trzy hektary ziemi we wsi Smerek, tam zbudowali pierwszy dom, w Wetlinie wyszukali działkę pod przyszłą karczmę. Robert, krakus z gastronomicznym wykształceniem, który jako 23 latek na stałe wyjechał w góry, bo bez przestrzeni nijak mu żyć, od zawsze wiedział, że spełnieniem marzeń będzie dla niego własna knajpa, klimatyczne miejsce, gdzie ludzi smacznie się karmi i smakowicie żywi towarzystwem. Tak 11 lata temu powstała Karczma „Chata Wędrowca”, niedługo po niej, po tym jak sprzedali siedlisko w Smereku, „Chata Wędrowca Noclegi” – dom, gdzie zamieszkali Ewa, Robert i dzieci; Maksymilian i Michalina, a dla gości przygotowali cztery pokoje, bo Ewa bez ludzi żyć nie potrafi.
 
Z tego też m.in. powodu od kilku tygodni Ewa prowadzi nowo otwarty Sklepik Wędrowca przy karczmie. W końcu ma okazję codziennie porozmawiać z ludźmi, których zna z sieci, a którzy od kilku lat dopytywali się o tę słynną panią Ewę z FB, a którą nie zawsze mieli szansę spotkać. Sklepik pełni wiele funkcji. Po pierwsze są tu mapy, przewodniki i książki dotyczące regionu, pierniczki z logo Chaty, duży wybór piw słowackich, czeskich, rzemieślniczych, lokalnych , a już niedługo będzie cała kolekcja rzeczy sygnowana logo „Chata Wędrowca”: koszulki, szklanki, etykiety na przetwory, fartuchy i inne rzeczy kojarzone z marką wypracowaną przez lata przez Ewę i Roberta. Grafikę opracowuje jedna z najlepszych polskich rysowniczek, Malwina Konopacka z Warszawy. Sklepik oferuje też dobre bieszczadzkie pamiątki oraz szczere chęci ze strony gospodyni, by każdemu zapalonemu turyście podpowiedzieć, co najciekawszego i najpiękniejszego poszukać w Bieszczadach.
 
- Najważniejsza jest jednak karczma na około 100 miejsc, gdzie obsługujemy tylko indywidualnych turystów i gdzie zależy nam na nieustannym dopracowywaniu jakości – dodaje Ewa. Z tym miejsce wiąże się legendarny „Naleśnik Gigant z Jagodami”, którego pierwszą recepturę Robert Żechowski opracowywał jeszcze w Schronisku Pod Małą Rawką, gdzie całe kosze jagód do przysmaku turystów znosił słynny Majster Bieda, czyli śp. Władek Nadopta.
 
- Poznałem Go wiele lat temu w schronisku Jaworzec, gdzie przyjeżdżałem do Janusza Grzecha i już wtedy Władek był legendą Bieszczadów – wspomina Robert. – Dziś wszyscy są albo bardzo poważni, albo bardzo śmieszni, a on miał charyzmę. Pochodził ze Lwowa, ale był człowiekiem gór. Nie mógł i nie chciał usiedzieć w jednym miejscu. Dla mnie jedna z ważniejszych osób poznana w Bieszczadach, w ostatnich latach Pod Małą Rawką właściwie członek naszej rodziny.
 
Syta i smaczna „Chata Wędrowca”
 
Ewa i Robert w swojej kuchni serwowanej w karczmie starają się zbliżyć jak najbardziej do prostoty i niezbyt dużej ingerencji w naturalne smaki i aromaty. Sezonowo ucierają pomidory, jesienią w dębowej beczce kiszą kapustę, a zakwas na żur drzemie sobie na półeczkach w kuchni i czeka na odpowiedni moment. Jest przytulnie, intymnie, smakowicie i smacznie… tak jak sobie wymarzyli jeszcze wiele lat temu, gdy wspólnie gazdowali w Schronisku Pod Małą Rawką i tak sielankowo nie było. Pięknie i owszem było zawsze, bo Bieszczady o każdej porze roku potrafią zapierać dech w piersi w zachwycie, ale mogą być też miejscem beznadziejnym, gdzie zimno, zasypane drogi, bieda.
 
- Tutaj trzeba mieć pomysł na siebie. Być konsekwentnym, pracowitym i nie nastawiać się na szybki i łatwy zarobek. Myśmy też bardzo skromnie zaczynali, ale od zawsze wiedzieliśmy, że praca w Bieszczadach nie polega tylko na kasowaniu turystów. Trzeba kochać to co się robi, bo to jest usługa. Ludzie chcą porozmawiać z gospodarzem, chcą poczuć, że ktoś się nimi opiekuje. Agroturystyka w Bieszczadach to też „sprzedawanie” marzeń o tym miejscu, jego legendy i własnej historii, którą ludzie „kupują” razem z tobą – mówią Ewa i Robert Żechowscy.
 
 
Ewa pytana, czy czegoś jej brakuje w Bieszczadach, odpowiada natychmiast: Niczego. – Mieszkam w pięknym miejscu, mam fajną pracę pozwalającą mi godnie żyć, czego chcieć więcej?! Sądzę, że gdyby mnie tu nie było, wszystko co najfajniejsze ominęłoby mnie w życiu – dodaje. – Kiedyś tęskniłam za dużymi sklepami, kinem, teatrem, teraz mam do perfekcji opanowane zakupy w sieci, zaś Internet daje mi nieograniczone możliwości komunikowania się ze światem. Zrozumiałam też, że mieszkanie w dużym mieście wcale nie jest gwarancją częstego uczestnictwa w kulturalnych imprezach. I co najważniejsze w Bieszczady w większości przyjeżdżają prawdziwi turyści. – To są ludzie, którzy chodzą po górach i wiedzą, po co w te Bieszczady przyjechali - dodaje Robert.
 
– Zapewniam, że to jest zupełnie inny turysta, niż ten, który spaceruje po Krupówkach w Zakopanem. Jednocześnie Bieszczady są klimatyczne i kameralne. Legenda ludzi, którzy w te góry przyjeżdżali, ukształtowała markę Bieszczadów i do dziś ludzie właśnie są największym atutem tych terenów. Może właśnie dlatego Ewa i Robert nie wykluczają, że w przyszłości uda im się stworzyć w Wetlinie prywatne schronisko. Marzą za życiem i klimatem gór, jaki był ich udziałem w Schronisku Pod Małą Rawką. Tym bardziej, że prawdziwi turyści wcale nie wymarli. Może przesiedli się do lepszych samochodów, mniej wędrują z plecakami od schroniska do schroniska, ale ducha gór nigdy nie utracili. 

KOMENTARZE

Alternatywa dla gwaru, tłumu i stresu - urlop w klasztorze

Majorka, Teneryfa a może Rodos? My proponujemy urlop w klasztorze benedyktyńskim. Zakonnicy znają sposób na udany wypoczynek, inny niż wszystkie o których dotąd słyszeliście...

Drugi dom - zbędny luksus czy inwestycja?

W pierwszym toczy się codzienne życie, drugi nabiera rumieńców w weekendy, ferie czy wakacje. Pierwszy jest bazą, do której wraca się po ciężkim dniu pracy, w drugim odpoczywa się od nadmiaru codzienności...

zobacz więcej
Reklama

Stefania Obara, 98 lat: Bardzo chcieliśmy wolności

Tradycji żołnierskich człowiek się nie wyprze. - Tato kochał konie. Ujeżdżał w armii "remonty". Po wojsku został mu ułański mundur, który czasem w niedzielę ubierał – mówi Stefania...

Pomóżmy Prezesowi. W Wielkanoc spłonął dach ośrodka w Chmielu

Prawdziwych traperów, którzy od kilkudziesięciu lat oswajali dzikie ścieżki, własnymi rękami karczowali las i stawiali pierwsze pensjonaty, w Bieszczadach jest...

Z Unii dostaliśmy nie tylko zastrzyk gotówki, ale też entuzjazm i dobre praktyki

Z Tomaszem Porębą, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Aneta Gieroń

Reklama

Od 15 lat bez kompleksów wchodzimy na europejskie salony

Z Elżbietą Łukacijewską, posłanką Platformy Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Aneta Gieroń

Tak jak czystej wody i powietrza, potrzebujemy też dobrej architektury

Z Maciejem Łobosem, architektem, wspólnikiem w biurze MWM Architekci z Rzeszowa, rozmawia Aneta Gieroń

Grzech naszego zapomnienia. Żydzi w Podkarpackiem

Z Andrzejem Potockim, regionalistą, autorem książki o Żydach w Podkarpackiem, rozmawia Antoni Adamski

Nie żyje Abraham Segal. Orędownik powstania Muzeum Ulmów

W piątek w Hajfie w Izraelu zmarł 89-letni Abraham Izaak Segal, ocalony z Holokaustu, orędownik powstania Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny...

Mężczyzna od kuchni. Odlotowo z Łukaszem Czepielą

Z Łukaszem Czepielą, pilotem zawodowym i akrobacyjnym, rozmawia Idalia Stochla

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 62

VIP Biznes&Styl Nr 62
w numerze m.in.:

Jakub Kocój - Nie warto bać się lepszych od siebie Elżbieta Łukacijewska, Tomasz Poręba - 15 lat Polski w Unii Europejskiej Radosław Fedaczyński - Najważniejsze są zwierzęta 58. Muzyczny Festiwal w Łańcucie Żydzi z Podkarpacia - Grzech naszego zapomnienia Kongres i Targi TSLA EXPO 2019
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.