Reklama

Bywa, że największe przekleństwo staje się źródłem naszej mocy!

A A A
Z Justyną Garstecką, założycielką i właścicielką firmy Motherhood, zajmującej się produkcją akcesoriów dla dzieci i kobiet w ciąży, rozmawia Aneta Gieroń

Dodano: 26-05-2017

Justyna Garstecka Fot.Archiwum Justyny Garsteckiej

Justyna Garstecka Fot.Archiwum Justyny Garsteckiej

Aneta Gieroń: Na założenie własnego biznesu decydujemy się zazwyczaj, gdy uznamy, że jesteśmy już na tyle silni, że poradzimy sobie bez pracy na etat. W Pani przypadku Motherhood pojawił się w najtrudniejszym momencie życia, gdy urodziła Pani synka z zespołem Downa.

Justyna Garstecka: To prawda. Bardzo zawierzyłam swojemu instynktowi, umiejętnościom,  waleczności chyba także. Z perspektywy czasu,  dramaturgia tamtych wydarzeń  dziś wydaje mi się dużo mniejsza. A gdy patrzę na Franka, który ma już 10 lat i mówi do mnie: "Mamo, halo, ale nie rób takiej afery", i słyszę to od dziecka, u którego była obawa, że być może nigdy nie będzie mówiło, to tamte wszystkie strachy sprzed lat wydają mi się nieuzasadnione. Jest mi wręcz wstyd, że miewałam tyle złych myśli w głowie.

Gdyby Franek nie urodził się chory, być może Motherhood nigdy by nie powstał?

To jest bardzo możliwy scenariusz. Sama firma może by powstała, ale nie jestem pewna, czy utrzymałaby się na rynku. Pierwsze dwa lata działalności były nieustanną walką o przetrwanie. Ale teraz już wiem, że najtrudniejsze doświadczenia życiowe mogą być też źródłem największej siły i determinacji. Współczesny świat ucieka od cierpienia, niewygody. Bardzo mocno tego doświadczyłam, gdy urodziłam Franka. Wydawało mi się, że wszyscy wokoło, mając zdrowe dzieci, tworzą idealny świat, do którego my już nie pasujemy. Dlatego bardzo mocno walczyłam, aby ponownie znaleźć w nim miejsce dla siebie, a pomysłem na to był Motherhood.

Tym bardziej, że wcześniejsze Pani życie zdawało się idealne. Młoda, dobrze wykształcona, wychowana w Warszawie, ze świetną pracą w polskim oddziale Warner Bros, gdzie zajmowała się Pani wprowadzaniem m.in. "Harry'ego Pottera". W dodatku z dwuletnim, amerykańskim epizodem na koncie.

Rzeczywiście, patrząc z boku, wiedliśmy z mężem w tamtym czasie sielankowe życie. Na wszystko jednak bardzo ciężko pracowaliśmy. Po tym, jak mąż obronił w Polsce doktorat z chemii, wymyślił sobie, że dobrze byłoby wyjechać na stypendium do Stanów Zjednoczonych. Zrobił listę i wysłał 100 aplikacji na różne uniwersytety, skromnie pomijając te najbardziej prestiżowe. Ale zostało mu jeszcze kilka kopert i znaczków,  więc wysłał CV także na uczelnie z tzw. Ligii Bluszczowej. I kto się do niego odezwał z zaproszeniem na spotkanie? Cztery uniwersytety z Ligi Bluszczowej! Po rozmowach kwalifikacyjnych wszystkie cztery zaproponowały mu pracę! Wybraliśmy Harvard. Brzmi jak bajka (śmiech). I rzeczywiście, spędziliśmy tam wspaniałe dwa lata, bardzo skromnie żyjąc, ale za to mieszkając w przepięknym miejscu, w bezpośrednim sąsiedztwie uniwersytetu. Tam też urodził się nasz najstarszy syn Kazik. Amerykańska historia nauczyła mnie, by nigdy nie poddawać się i nie rezygnować. Czasem warto ustawić sobie poprzeczkę bardzo wysoko.

Tak też było z Motherhood 10 lat temu?

Pomysł na firmę pojawił się, gdy byłam w ciąży z Frankiem. Bardzo źle się czułam, choć nie wiadomo było, że dziecko urodzi się z zespołem Downa i że będzie wymagało specjalnej opieki i rehabilitacji. Po porodzie jednak uznałam, że nie mogę wrócić do pracy na etat. Teraz wiem, że się myliłam, bo znam wiele matek dzieci niepełnosprawnych pracujących na etatach i wiem, że sobie dobrze radzą. Z drugiej strony byłam maksymalnie zdeterminowana - zależało mi na rodzinie,  przyszłości moich dzieci, co bardzo mnie dopingowało. Sam pomysł na biznes też miał związek z Frankiem. W ciąży z nim miałam poważne problemy z kręgosłupem, biodrami i by sobie ulżyć, sprowadziłam dla siebie ze Stanów Zjednoczonych specjalną poduszkę ciążową. Uznałam, że skoro nie ma takich produktów na polskim rynku, warto wypełnić tę niszę. I tak się zaczęło, od poduszki ciążowej - Kojec i poduszki do karmienia - Fasolki. Oba te produkty do dziś mamy w ofercie i oba znakomicie się sprzedają.

Firma była też dla Pani formą terapii w pierwszym, najtrudniejszym etapie życia Franka, gdy komplikacji było najwięcej i poczucie bezradności największe?

Pamiętam, jak siedziałam zamknięta w gabinecie, maksymalnie skoncentrowana na pracy, a w pokoju obok był Franek z dziadkami. Praca była mi potrzebna jak tlen, nie mogłam cały czas siedzieć przy nim i się zamartwiać, potrzebowałam odskoczni. Co nie znaczy, że poświęcałam mu mało czasu – rodzice przecież przychodzili do nas tylko na kilka godzin dziennie!

Co Panią trzymało "w pionie"?

Franek mnie trzymał! Z tyłu głowy miałam też myśli o finansach rodziny, swojej pracy, karierze zawodowej. Codziennie wiele godzin poświęcałam Frankowi, ale gdy był czas na pracę, byłam maksymalnie zorganizowana. Tak zresztą jest do dziś. Przez jakiś czas firma miała biuro na zewnątrz, gdzie dojeżdżałam, ale ten model się nie sprawdził i powróciłam do zarządzania z gabinetu we własnym domu. Paradoksalnie, uważam, że poświęcam relatywnie mało czasu na pracę, ale staram się być maksymalnie efektywna. Jestem typem "zadaniowca".   Siadam i robię,  nie lubię niczego odkładać na później, a poza tym chcę to mieć jak najszybciej "z głowy". Zawsze byłam zdyscyplinowana. Praca w domu niczego nie zmieniła, wręcz nauczyła mnie jeszcze lepszej organizacji pracy.

Mimo to pierwsze lata w firmie były ciężkie.

Trudne były pierwsze dwa lata. Wspierał mnie mąż, rodzina, mieliśmy trochę oszczędności. I... jak zapłaciłam pierwszy podatek dochodowy, z radości otworzyłam butelkę szampana.

A nie było myśli - wracam do pracy na etat?!

Wiele razy przychodziło mi to do głowy, ale nie odważyłam się wysłać CV. Coś mnie jednak trzymało przy Motherhood. To były czasy, kiedy w poniedziałek kupowałam "Gazetę Wyborczą" z ogłoszeniami o pracę, kładłam ją na stole, ale ostatecznego telefonu nigdy  nie wykonałam. Może trudno było mi się przyznać, że po roku będę musiała porzucić firmę, bo poniosłam porażkę?! Bardzo tego nie lubię! Pomocne w tamtym czasie były też rozmowy z mężem, zawsze służył mi wsparciem i poradą.

Przez długie lata zajmowała się Pani marketingiem i public relations. Nie łatwiej było 10 lat temu otworzyć w Warszawie agencję PR -ową? Dlaczego uparła się Pani na produkcję, a nie na usługi?

Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Bardzo chciałam mieć coś swojego, konkretny produkt. Nie chciałam tylko pracować na zlecenie dla kogoś.

Produkcja akcesoriów dla kobiet w ciąży i dzieci, to odważna decyzja w przypadku kogoś, kto nie miał pojęcia o szyciu, kupnie materiałów, wykończeniu itd.

Absolutnie nic nie wiedziałam o tej branży, o niciach, materiałach, ściegach. Za większość materiałów mocno przepłacałam. Nie rozróżniałam overlocka od interlocka. Musiałam się wszystkiego nauczyć, ale nie było to aż tak trudne. Zanim wyprodukowałam pierwszy towar, rozrywałam poduszki, by dowiedzieć się, co mają w środku. Wierzyłam, że mam dobry pomysł na biznes i ... może dobrze, że wtedy nie wiedziałam, jak złożonym procesem jest prowadzenie biznesu produkcyjnego i jak wiele czynników decyduje o jego sukcesie. Startowałam z 50 tys. zł, co wydawało mi się ogromną sumą i jednocześnie byłam przerażona, co zrobię, jeśli wydam pieniądze, a biznes się nie powiedzie.

Po latach, kiedy na spotkaniach biznesowych kładła Pani na stole wizytówkę Warner Bros, która otwierała wszystkie drzwi, trudno było startować jako Justyna Garstecka?

Reklama

Rzeczywiście, to było bardzo trudne i trzeba było wykonać ogromną pracę. Pracując w Warner Bros mogłam wysłać maile do największych firm na świecie i zawsze otrzymywałam jakąś odpowiedź. W Motherhood musiałam mozolnie wypracowywać własną markę. I...jak mnie nie chcieli drzwiami, wracałam oknem. Dzwoniłam do skutku. W tamtym czasie wszystko postawiłam na Motherhood, nie miałam planu awaryjnego.

Ale produkcję otworzyła Pani... na Podkarpaciu.

Tak, w garażu (śmiech). Moi rodzice pochodzą z Wólki Pełkińskiej, która leży tuż za Jarosławiem. Wiele lat temu jako młodzi ludzie wyjechali z Podkarpacia i osiedli na stałe w Warszawie. Ale w Wólce zbudowali dom, na działce, gdzie stała stara mleczarnia, i tutaj spędzaliśmy wszystkie wakacje. Gdy startowałam z firmą, było oczywiste, że siedziba zakładu produkcyjnego będzie właśnie w Wólce. Od początku dyrektorem w zakładzie produkcyjnym została moja kuzynka, Marzena Ryszawa, i do dziś jest moją prawą ręką. W okolicach Jarosławia nie było też problemu ze znalezieniem krawcowych, bo kiedyś były tu duże zakłady włókiennicze. Kilka lat temu firma na tyle się rozrosła, że z Wólki Pełkińskiej przenieśliśmy się na przedmieścia Jarosławia. 

Nie bała się Pani prowadzić firmy na odległość?

Nie, znów się nie bałam ( śmiech). Na co dzień ja jestem w Warszawie, gdzie zajmuję się częścią sprzedażową,  negocjacjami, księgowością i wymyślaniem produktów. W zakładzie produkcyjnym na Podkarpaciu bywam, gdy jest to naprawdę konieczne. Mam tu świetną załogę, której ufam. Zatrudniam 30 osób, same kobiety, i dajemy sobie radę.

Pamięta Pani jeszcze start firmy?

Tego się nie zapomina. Miałam jedną krawcową, panią Anię, która była na miesięcznym kontrakcie, w trakcie którego uszyła wielki zapas poduszek.  Potem chodziłam z nimi od sklepu do sklepu i zachęcałam, by wprowadzić je do sprzedaży. Dopiero po kilku miesiącach udało  mi się je wszystkie sprzedać i zdobyć pierwszych odbiorców. Pamiętam też, jak w sklepie internetowym było jedno zamówienie dziennie i to był powód do radości, a gdy były trzy zamówienia, wręcz szalałyśmy ze szczęścia.

Po kilku miesiącach do produkcji weszły też flanelki i otulaczki. Do dziś jednak Kojec jest największym sukcesem firmy. W międzyczasie pojawiło się wielu naśladowców, którzy próbowali skopiować  poduszkę, ale nasza jest ciągle liderem na rynku. Niekiedy żartuję, że wśród producentów akcesoriów dla kobiet w ciąży  i dzieci chciałabym mieć jakość "volkswagena". Nie marzę, by być "mercedesem" czy "porsche", ale chcę być marką, której produkty przez długie lata będą ładne, aktualne, trwałe, bezpieczne i w przystępnej cenie.

Co było przełomem w rozwoju firmy?

Wejście z produktami do sieci sprzedaży Smyk. Ale to też była zabawna historia. Smyk na próbę wziął kilkanaście sztuk naszych wyrobów i okazało się, że produkty szybko się sprzedały. Nigdy nie zapomnę, jak przedstawicielka Smyka mnie pytała: "Pani Justyno, ale Pani tego sama nie wykupiła, prawda?!" Oczywiście, że nie wykupiłam, towar się spodobał i od tej pory nie mamy problemu z kontrahentami. Wtedy też dostaliśmy pierwsze zamówienie ze Smyka, na kwotę 24 tys. zł. 10 lat temu to była dla mnie niewyobrażalna suma, szczęście absolutne. W kolejnych latach ta sprzedaż cały czas rosła. Tylko raz w historii firmy zanotowaliśmy spadek sprzedaży, co było naszą winą. Zbyt długo przetrzymaliśmy starą kolekcję i za późno weszliśmy z nową ofertą. Dość szybko, bo już w 2, 3 roku działalności pojawiły się także zamówienia na nasze produkty z Czech i Niemiec. 

Jak w tej chwili wyglądają proporcje w sprzedaży produktów?

Na eksport idzie około 20-25 proc. produkcji, ok. 10 proc. sprzedajemy w naszym sklepie internetowym, reszta trafia na rynek polski. W ofercie mamy nieco ponad 50 produktów.

Te proporcje wkrótce mogą się zmienić?

Tak, i to bardzo. Po roku negocjacji, pod koniec kwietnia weszliśmy do sprzedaży sieciowej na Węgrzech. Tak dużego eksportu nie mieliśmy jeszcze nigdy, tym bardziej, że partner zamówił około 20 produktów z naszego asortymentu. Ten kontrakt to kolejny, duży krok w rozwoju firmy, ale nie chcę zapeszać, bo to bardzo świeży temat.

Dzięki takim m.in. chwilom, jest Pani absolutnie pewna, że wolałaby już nie wracać do pracy na etat?

Tak, to co się udało w Motherhood, jest wspaniałe i jestem z tego dumna. Oczywiście, muszę pracować, ale mam bardzo komfortowe warunki. Mam też dużą potrzebę stanowienia sama o sobie i cieszę się, że mogę iść tą ścieżką.

Choć odpowiedzialność wynikająca z zatrudniania ludzi bywa przytłaczająca?

Bardzo. Pamiętam, jak kilka lat temu uczestniczyłam w spotkaniu firm, gdzie byłam jednym z najmniejszych przedsiębiorców, i pamiętam, jak przedstawiciele dużych firm patrzyli na mnie i mówili: "Jak my tęsknimy do czasów, gdy mieliśmy taki właśnie biznes, opierający się na kilkunastu, kilkudziesięciu pracownikach". Może też dlatego, nie mam w marzeniach firmy zatrudniającej 100 osób. Przy biznesie wielkości Motherhood mam czas na życie i trójkę dzieci. Mam też dużą satysfakcję zawodową i finansową.

Dla mnie to uczciwe i naturalne, że pieniądze, jakie zarabiają przedsiębiorcy, są wynagrodzeniem ryzyka, jakie podejmują. Tym bardziej, że naprawdę jest to trudna i stresująca sztuka. Kilku moich znajomych, zdolnych, dobrze wykształconych, podejmowało wyzwanie własnego  biznesu i, niestety, musieli wracać do pracy na etat w korporacji.

Tym bardziej była Pani zaskoczona, gdy zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie "Sukces pisany szminką"?

To było wspaniałe uczucie. Wszechogarniająca duma, radość i energia tym większa, że otrzymałam wtedy także Nagrodę Publiczności. Niedawno przypomniałam sobie tamte emocje, bo tę samą nagrodę otrzymała mama jednego z kolegów moich synów, a ja byłam obecna na gali. Po tamtej nagrodzie nawiązałam też kontakty z zagranicznymi kontrahentami, czyli ona miała bardzo wymierne skutki. Tamto szczęście porównuję niekiedy do radości, jaka się maluje na twarzy Franka, gdy jeździ konno. Obezwładniające uczucie absolutnego szczęścia!

Z tego wynika, że kobiety w biznesie radzą sobie.

Postrzegam się raczej w kategorii człowieka. I nie uważam, że kobiety coś ogranicza, choć to ostatnio często przywoływany temat. Uważam, że ludzie zazwyczaj sami się ograniczają. Czasami lubimy sobie nasze porażki zracjonalizować, lepiej się wtedy czujemy.  Znam wiele kobiet, które mają własne firmy i świetnie sobie radzą, ale i nie mniej mężczyzn, którzy świetnie odnajdują się w biznesie.

Na dziś Motherhood spełnia Pani ambicje?

Tak, ale co ważniejsze, wydaje mi się, że życie mnie mile zaskakuje. Tak! Kazik ma już 14 lat i jest super. Franek ma 10 lat i - mimo swojej niepełnosprawności -  jest dzieckiem, które w swoim rozwoju przekroczyło nasze najśmielsze marzenia. Biega, mówi i mimo swego opóźnienia rozwojowego, jest tak inteligentny, wspaniały i dowcipny, że nieustannie mnie zachwyca. Jest też bardzo dobrze rozwinięty społecznie. Jest jeszcze Janek, który ma 8 lat. Wspaniały chłopiec, niezwykle związany z Frankiem. Pamiętam, kiedy rodziłam Janka: choć wydawało mi się, że nie jestem spięta, to jednak byłam sparaliżowana strachem. Tak bardzo, że w trakcie porodu na chwilę zdrętwiało mi całe ciało. Gdy okazało się, że Janek jest zdrowy, lewitowałam ze szczęścia i wdzięczności. Janek jest nadzwyczaj radosny i ciekawy świata. Z każdego zdarzenia czerpie siłę i doświadczenie, coś nieprawdopodobnego, gdy to obserwuję. Kiedyś na rowerze wjechał w pokrzywy, bardzo się poparzył, zaczął narzekać: „Mamo, mamo, te pokrzywy strasznie pieką!” Po chwili dodał: „Ale mnie też napędzają!”. I pędził dalej! Jestem pewna, że to, co wydaje się naszym największym przekleństwem, może być źródłem naszej mocy.

KOMENTARZE

Kobiety aktywne, czyli matki, liderki i pasjonatki

Z jednej strony Barbara Gromadzka, mama ósemki dzieci...

Alkohol w ciąży ?! Ani kropli

Większość ludzi jest zapewne przekonana, że alkoholizm szkodzi zdrowiu. Upijanie się...

Wczasy na Rodos do wygrania na Targach Ślubnych Wedding Day

Około 130 firm z całej Polski będzie prezentować kompleksową ofertę z zakresu organizacji ślubu i wesela podczas XII Podkarpackich Targów Ślubnych Wedding Day. Odbędą się...

Co warto kupić, zanim urodzi się dziecko?

Nadchodzące narodziny dziecka to nie lada wyzwanie dla przyszłych rodziców. W przypływie emocji łatwo coś przeoczyć, dlatego już dziś zobacz, co należy kupić przed rozwiązaniem ciąży.

zobacz więcej
Reklama

Odeszli w 2018 roku...

Wspominamy znanych mieszkańców Podkarpacia, zmarłych w ostatnim roku. Wszystkich pożegnaliśmy ze smutkiem...

100 lat niepodległej Polski. BIZNESiSTYL.pl "Na Żywo"

100 lat temu Polska odzyskała niepodległość...

Politolog o wyborach samorządowych 2018. W Rzeszowie PiS liczył na więcej!

Z dr. Pawłem Kucą, politologiem z Uniwersytetu Rzeszowskiego, rozmawia Aneta Gieroń

Jak się kiedyś bawił Rzeszów! Kultowe "Piekiełko" i inne lokale

Z Januszem Pawlakiem i Agnieszką Skowron-Wilusz, autorami książki "Rzeszowskie Piekiełko. ABC powojennych i PRL-owskich lokali", rozmawia Idalia Stochla

Władysław Ortyl oficjalnym kandydatem na marszałka województwa

W poniedziałek, 19 listopada odbędzie się pierwsza sesja sejmiku podkarpackiego, na której wybrany zostanie nowy zarząd województwa oraz prezydium sejmiku. Jak potwierdzają...

Reklama

Pogranicznicy na koniach tylko w Bieszczadach. Już od 20 lat

W tym roku mija 20 lat służby patroli konnych Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. To jedyna taka formacja w szeregach pograniczników w Polsce, a przy tym ważne uzupełnienie...

Wiesław Myśliwski o pamięci. O niej mowa także w "Uchu Igielnym"

"Najwięksi pisarze nie napisali wcale wielu książek - powiedział pięć lat temu w Rzeszowie Wiesław Myśliwski. I dodał: To ostrzeżenie skierowałem przede wszystkim...

Japonia w Przemyślu - dla Tokio jedna z najlepszych na świecie

Antoni Adamski: Ten pokoik z korytarzem - całość o metrażu mieszkania M-3 - to cały wasz lokal?

Skacząc po głowie Innym Kobietom, niszczycie nie tylko fryzurę, ale i psychę!

Anglicy prosto z Oxfordu donoszą, że o 40 proc. wzrosło w Internecie wyszukiwanie znaczenia słowa TOXIC, czyli toksyczny. Ludzie przerażeni...

II tura wyborów 2018. Wśród przegranych wieloletni samorządowcy

Po II turze wyborów samorządowych na Podkarpaciu obok największych wygranych: Wojciecha Bakuna w Przemyślu, Tomasza Matuszewskiego w Sanoku, czy Jacka Wiśniewskiego...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr. 59

VIP Biznes&Styl Nr. 59
w numerze m.in.:

VIP Biznes&Styl Nr. 59 • Sprężyny gazowe z FA Krosno • Ratowanie cerkwi w Baligrodzie • Lasowiak, co leczy serca i rozwija nowe technologie • Japońskie roboty i ręczna robota w Hucie Szkła w Jaśle • 100 lat niepodległej Polski
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.