Reklama

"Mała Rosja". Rosyjska aktorka wspomina Annę German

A A A
Anna Koniecka

Dodano: 19-01-2018

Lija Spadoni, aktorka, w młodości i obecnie na tle Pałacu ,,Waniliowy" na Pietrowskom Ostrowie

Lija Spadoni, aktorka, w młodości i obecnie na tle Pałacu ,,Waniliowego" na Pietrowskom Ostrowie Fot. Anna Koniecka

O szczęściu które przylatuje ptakiem, życiu kruchszym od porcelany, wojennej trwodze, przyjaźni z Gwiazdą i urodzinach w waniliowym pałacu na Pietrowskom Ostrowie.

Do pałacu nie można wejść, ot tak, z ulicy. Potrzeba rekomendacji, by zostać zaproszonym w gości. To wyjątkowe miejsce, jedyne takie w Petersburgu i w całej Rosji. Wyjątkowi lokatorzy - z całej Rosji. Sławni, zasłużeni. Oklaskiwani. Wielkie nazwiska z pierwszych stron gazet, które już dawno pożółkły.

Cóż, takie prawo Czasu. Wczorajsze sukcesy dziś są już tylko historią zapisaną w czasie przeszłym. Człowiek, mrówka, drzewo, wszystko przechodzi w końcu do historii; ważne – w jakim stylu.

Wyspa Piotrowska (Pietrowskij Ostrow) przechodziła do historii literatury w stylu Dostojewskiego – w „Zbrodni i karze”.  Z tamtych mrocznych klimatów dziewiętnastowiecznego Petersburga - śliski, brudny, drewniany bruk wiodący w kierunku rzeki, garbate mosty, mokre ścieżki, trawy, krzaki, mokre drzewa –  zostało w realu sporo wiekowych rozwichrzonych drzew i dawnych ścieżek w starym parku odgradzającym od rzeki pałac, który po ostatnim remoncie jest waniliowy jak budyń. Klasycystyczne kolumny ostały się białe – jasna plama na tle gęstego starodrzewu przysłaniającego brzeg rzeki i paskudny betonowy most.

Rzeka Mała Newka, wbrew nazwie dość szeroka w tym miejscu, oraz przypałacowa lodownia też mają swój epizod dramatyczny - zapisany w historii dziejów carskiej Rosji. Niedaleko miejsca gdzie dzisiaj stoi ów paskudny betonowy most, wyłowiono z rzeki ciało zamordowanego w zamachu Rasputina, faworyta rodziny ostatniego cara Rosji, Mikołaja II. Rasputin był wtedy jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji.

Ciało ukryto w lodowni za pałacem i  w najgłębszej tajemnicy przechowano aż do pogrzebu urządzonego w Carskim Siole, letniej siedzibie carów.

Lodownię budowano za pałacem, kiedy jeszcze nie było lodówek na prąd. To solidny, na wpół przykryty ziemią loszek-piwnica, gdzie trzymano wyrąbane zimą tafle lodu oraz łatwo psującą się żywność. Teraz lodownia, odnowiona jak pałac, też służy mieszkańcom…

Dom

„To nie przytułek, ale Dom odpoczynku do końca życia dla artystów sceny, którzy zapłacili za to prawo oddając wszystkie swoje siły i zdrowie, by służyć sztuce” – napisała przeszło 120 lat temu, ofiarowując pałac weteranom sceny, aktorka Maria Gawryłowna Sawina. Ona sama zrobiła wielką karierę i chciała się nią podzielić. Stworzyła Dom.

Sawina ponad czterdzieści lat grała w Teatrze Aleksandryjskim – najlepszym wtedy (i teraz!) teatrze w Petersburgu. Wiodła dość burzliwe życie, była muzą m.in. Iwana Turgieniewa, który w ostatnich latach życia namiętnie był w niej rozkochany (ponoć z wzajemnością). Lecz nie z tego powodu przecież przeszli do historii...

Dom weteranów sceny im. M.G. Sawiny,Pietrowskij Prospekt 13, onieśmiela przepychem. I ciszą. Żadnego ruchu, głosu, zapachu. Jakby dawno nikt tu nie mieszkał, nie przeglądał się w lśniących lustrach w złoconych ramach, nie wysiadywał przy gazecianych stolikach w zacisznych niszach pod oknami.

Figowce w donicach, palmy, kryształowe żyrandole. Fotografie fundatorki Domu, ważnych gości odwiedzających znanych, lecz zapomnianych przez publikę lokatorów pałacu. Galeria ludzkich losów zapisana w sepii i w kolorze.

 Salon muzyczny z fortepianem - grał na nim Szalapin. Cerkiew pałacowa - ikony dużo starsze niż pałac; oranżerie, a gdzieś pomiędzy pokoje zabiegowe ulokowane dyskretnie; wszystko pod jednym dachem.

Długie korytarze; czerwony miękki dywan tłumi kroki. Lakierowane drzwi pokoi, eleganckie wizytówki: imię, otczestwo, nazwisko; czasem dodany pseudonim sceniczny. Wielkie litery. Bez okularów widać, kim jest lokator. JEST.

Administratorka Domu zastukała do drzwi Liji Leonidownej Spadoni. Nie wchodząc, spytała, czy zechce przyjąć gości.

- Ja czekam! Proszę! - Mocne, stanowcze; altowy głos. Lekko zniecierpliwiony.

Cerkiew Pałacowa  Fot. Anna Koniecka

Gwiazda

To była spontaniczna wizyta umówiona przez Lizę, petersburską neurolożkę. Ona czasem leczy te gasnące gwiazdy sceny, zna ich losy. Wygadała się, że przyjechała dziennikarka z Polski (czyli ja). Lija Leonidowna, która już rzadko przyjmuje gości, kazała powiedzieć, że zaprasza. Chce porozmawiać o Annie German, z którą się przyjaźniła, i o sprawach, które ‘mogą być ważne dla Polaków’.

Lija Spadoni nie na darmo jest nazywana „wiecznym korespondentem Anny German” (sama też tak o sobie mówi).

Od razu przystąpiła do ofensywy.

 - Dla Polaków to może dziwne, ale Anna German była ambasadorką tego co w Polsce dobre. Rozbudzała ciekawość świata.To były nie tylko koncerty – Anna ze słuchaczami rozmawiała jak bliski człowiek z drugim bliskim człowiekiem. Opowiadała o Polsce, o ciekawych ludziach. Chciała, żeby w Rosji też o nich wiedzieli. Komórkowych telefonów nie było, ani Internetu. Liczył się żywy kontakt. Był wiarygodny. „Mnie się zdaje – zwierzał mi się młody chłopak po koncercie Anny w Leningradzie, że ja tę Polskę skądś znam, chociaż nigdy tam nie byłem i jestem jej ciekaw”. „Ot, Polka, a taka swoja, jak nasza” –  mówiła o Annie German młoda kobieta.

 Zachowałam nagrania wielu pokoncertowych rozmów. Spisałam. Są. Taśmy magnetofonowe z lat siedemdziesiątych miały krótszą pamięć niż ludzie – zażartowała. – A magnetofon w radiu mieliśmy jeden. Ciągle się psuł, wszyscy klęli, naprawiali go; nigdy człowiek nie był pewien czy tarachtiełka rejestruje, czy nie. Chodziła jak traktor: dyr, dyr, dyr…

Taszczyłam go na pierwszą rozmowę z Anną, jak trofeum – wywalczone – wydzieraliśmy go sobie z rąk. Każdy chciał nagrywać. Kiedy go włączyłam, z przerażeniem zauważyłam, że nie pracuje. No to koniec pieśni, myślę, nic z mojej rozmowy. Co robić, co robić – myślę gorączkowo. Przecież się nie mogę przyznać, że nie działa. Włączam, udaję, że nagrywam, a sama staram się zapamiętać każde słowo. Koszmar. Skończone nagranie, włączam magnetofon i cud – słyszę czysty, piękny głos Anny.

Moje pierwsze spotkanie z Anną - było ich twarzą w twarz tylko albo aż siedem. Dziesięć lat znajomości.

Był słoneczny dzień; chmury. Stoję odwrócona plecami do hotelu Oktjabrskaja, pani nie wie pewnie co to takiego - najlepszy hotel w latach siedemdziesiątych w Leningradzie. Stoję, a nagle ktoś mnie w plecy dźga. Oglądam się, a to kobieta z kiosku z gazetami otwarła drzwi tak, że w szybie zobaczyłam magazyn „Polsza”, a na okładce zdjęcie tańczącej Anny German, roześmianej, pięknej. Wtedy w sercu coś mi powiedziało: ‘ty powinnaś porozmawiać z tym człowiekiem. Powinnaś! Skąd ten głos? Szybko rozkładam gazetę, a tam jest napisane o tym koszmarze, o którym wszyscy wiemy (wypadek samochodowy we Włoszech, z którego cudem ocalała). Nie mogę pojąć, co się dzieje, słyszę wciąż ten nakazujący, twardy głos: ty powinnaś…ty powinnaś...spotkać się z tym człowiekiem….

Odchodzę stamtąd, z gazety dowiaduję się, że Ona  przez pięć lat po tym strasznym koszmarze próbowała się podźwignąć. I pierwsze, gdzie Ona przyjeżdża, pierwsze jej tournee zaczyna się w Rosji. Ja myślę: czekać! Czekać! Czekać!

 Przyjechała do Leningradu. Ale gdzie? Szukamy po hotelach. Znaleźliśmy. Koncert był w Izmajłowskim ogrodzie! Byłam już wtedy korespondentką leningradzkiego radia. Był 1972 rok. Mój szczęśliwy rok – rozmawiałam pierwszy raz z Anną German!

Lija Spadoni wierzy, że ludzie, którzy zetknęli się  Anną German, stawali się lepsi. Przynajmniej na ten jeden wieczór, po koncercie. Albo chociaż mieli „mocne postanowienie”. A to już coś. – To był fenomen Anny German. Czy w Polsce też tak to czujecie? – spytała.

Milczałam, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie chciałam odbierać jej entuzjazmu. W Polsce Anna German nie była aż tak popularna. W Rosji nawet teraz jeszcze jest. Po tylu latach! W radiu słychać jej pieśni.

 U nas raczej nie była „duszą pokolenia lat siedemdziesiątych” – jak tutaj.

Zastanawiałam się, dlaczego Lija Spadoni, wschodząca gwiazda radzieckiej sceny dramatycznej lat pięćdziesiątych, porzuciła teatr, została korespondentką w leningradzkim radiu i poświęciła kawał życia jednej sprawie, jednej bohaterce – Annie German. Nikt tutaj nie pisał tyle o niej, co Spadoni. I to wyczekiwanie – przyjedzie znów – nie przyjedzie; przeżywanie - czy będzie miała siłę zaśpiewać. Po ciężkim, śmiertelnie groźnym wypadku we Włoszech, już nigdy nie doszła do zdrowia.

Lija opowiadała, jak ślęczała nocami przy telefonie, „bo może Anna zadzwoni”. Dzwoniła po koncertach, żeby się wygadać, wyżalić, rozładować emocje nagromadzone podczas występu. Bardzo każdy przeżywała. A Lija razem z nią.

- Chciałabym porozmawiać o pani…

 - O sobie nie chcę mówić –  w pół słowa przerwała mi, jakby zaskoczona, rozczarowana, że przyszłam tu także dla niej samej, nie tylko dla Anny German.

Reklama

Zanosiło się na burzę, drzewa w starym parku szamotały się z wiatrem. Chciałam zamknąć okno w pokoju. Zaprotestowała. – Proszę, nie zamykać, tu lubią czasem zaglądać ptaki. Jestem szczęśliwa, kiedy na nie patrzę.

 W tym momencie nasze oczy się spotkały. To był TEN moment.

 Zaczęła (nareszcie) mówić o sobie.

Kariera

- Moje życie było całkiem nieciekawe, pokręcone. Przeżyłam blokadę Leningradu, pochowałam dziadka, który mnie wychował, skończyłam szkołę teatralną, grałam.

Marzyłam o teatrze od dzieciństwa. Siedząc przed lustrem jadłam poranny chleb. Śpiewałam, tańczyłam. Naturalne było, że pójdę do szkoły teatralnej. Poszłam. Ale dalej mi się nie powiodło. Uganiał się za mną sam mistrz (profesor), który uczył nasz rocznik. A to znaczyło być jego…, no wie pani… Ja tego nie chciałam. Nie chciałam tak robić kariery. No i nie udało mi się samej głównej życiowej roli dostać…

 Pracowałam w wielu teatrach. A przejście do dziennikarstwa przyszło samo. Ja tego nie planowałam. Zaczęłam czytać recenzje w radiu. I tak jakoś się potoczyło.

W dziennikarstwie najbardziej ze wszystkiego interesowały mnie wywiady – rozmowy z ludźmi. Przeprowadziłam tych wywiadów mnóstwo. Interesowały mnie ludzkie dusze. Przyjeżdżali sławni, odjeżdżali. Bardzo lubiłam tę pracę.

Zwyczajnie żyłam leningradzkim życiem. I tak los zetknął mnie z Anną German.

I to panią zainteresuje. Bo któż ja jestem? Taka dziwna, dzika dziewczynka z milionowego Leningradu. Jedna z miliona widzów, która nagle wzniosła się na wyżyny znajomości i korespondencji z ANNĄ GERMAN – wyrecytowała Lija - aktorka.

 Po chwili mówiła już bez emfazy, ważąc każde słowo.

- Bardzo dużo w tych naszych spotkaniach było mistyki, może dzisiaj nie całkiem zrozumiałej. Świat tak tępo kroczy po ziemi… Niewiarygodne – miliony widzów, a tu nasze listy, Jej do mnie, moje do Niej. Te listy tutaj są –  wskazała na zagracony szpargałami stolik przy łóżku.

Wiedziałam od Lizy, że Lija Leonidowna od dawna choruje, prawie nie podnosi się z łóżka.

Ona ma głowę jak komputer – mówiła lekarka – pamięta w najdrobniejszych szczegółach każde spotkanie z Anną German, co powiedziała, jakim tonem, kiedy. I tak ze wszystkim. Zadziwiające, ile może pomieścić ludzka pamięć. Mam na to swoją teorię, może okrutną, ale adekwatną: jeśli głowa pracuje doskonale, nie pracują nogi i odwrotnie.

Wnętrza pałacu ,,Waniliowego"  Fot. Anna Koniecka

Szczęście

- Szczęście nie ma przeszłości ani przyszłości, ma tylko teraźniejszość. To prawdziwe trwa krótko jak mgnienie i łatwo je przegapić czekając na więcej. Trzeba żyć chwilą, która jest nam właśnie dana. Drugiej takiej może nie być. Pani rodak, słynny żeglarz Leonid Teliga, pisał o tym Annie German z ostatniego swojego rejsu dookoła świata. Wtedy jeszcze nie miała pojęcia, że wyruszając w tamten rejs Teliga wiedział, że jest już bardzo chory.

 Anny świeczka też gasła… Ona szczęście odnajdowała w tych krótkich momentach, kiedy śpiewała na scenie.

Czemu o tym mówię akurat teraz? Bo szczęście rzadko przychodzi samo. I nigdy nie jest za dużo szczęścia, więc trzeba się nauczyć samemu „być stwórcą”. Trudne, ale nie niemożliwe – stwarzać szczęście. Ja to wiem i pani pewnie to wie, chociaż jesteśmy z tak bardzo różnych światów. Pani z Polski. Ja z Leningradu.

 Miałam niecałe dziewięć lat, kiedy zaczęła się blokada (Leningradu).  To zapamiętałam – ciemno za oknem, a mamy nie ma. Ciemność rozdziera błysk, huk, tynk opada, dom się trzęsie, a mamy przy mnie nie ma. Ona gdzieś tam, na ulicy, przemyka pod bombami od teatru do teatru.

Można powiedzieć - uczyłam się od maleńkości twardej sztuki „bycia stwórcą” własnego szczęścia. I prawie mi się udało. Czasami nawet potrafię być szczęśliwa – ktoś by powiedział - z niczego. Ale długo mi zeszło.

 Zaśmiała się cicho, nieco ironicznie.

Siedziałam naprzeciwko jej łóżka. Był 21 czerwca 2017. Lija Leonidowna Spadoni obchodziła właśnie swoje 85. urodziny.

 Na stoliku, pośród różnych szpargałów, stała żardiniera pełna cukierków, a na talerzu kawałek tortu. Nietknięty.

Jubilatka na ścisłej diecie. – Ale kawę rozpuszczalną piję i nigdy się jej nie wyrzeknę - Z nie ukrywaną satysfakcją spojrzała na wielki słoik kawy. – Ty, kochana – zwróciła się do doktor Lizy - zawsze wiesz, czym mi sprawić radość.

Liza, która przyniosła ten najbardziej pożądany urodzinowy prezent, cmoknęła Liję Leonidowną w wychudły policzek, poprawiła jej poduszkę i na tym koniec urodzinowej ceremonii. - To ja zostawię panie same – powiedziała i poszła odwiedzić innych pensjonariuszy Domu, którzy są, jak Lija, jej przyjaciółmi jeszcze z czasów, kiedy tutaj pracowała na etacie.  

  - My – ciągnęła Lija, kiedy zostałyśmy same – mieszkaliśmy całą wojnę w jednym miejscu. Dyktiarnyj Piereułok, dom numer 8. Podczas bombardowań trzęsło domem jak próchnem. Nasz dom stał przy zajezdni dla tramwajów. Stąd byliśmy całą blokadę na celowniku.  Z zewnątrz dom był okaleczony, kupa gruzów przed nim, ale on stał. Był.  Myśmy tam całą blokadę przetrwali. Jak? Opowiem jeden maleńki epizod, który pozostał mi w duszy.

 Jak żyliśmy? No oczywiście, WSZYSTKO oszczędzaliśmy. Moja mamusia – pianistka. Całe życie pracowała w przedszkolach, ale stopniowo zaczęła dorabiać również w orkiestrach grających w kinoteatrach. I było tak: rano pracowała w przedszkolach, a wieczorami biegała do swoich kinoteatrów - od orkiestry do orkiestry.

Maria Sawina, aktorka, fundatorka domu weteranów sceny w Petersburgu. Reprodukcja Anna Koniecka

Ciemniało, była zima. Było w domu zimno, było strasznie. Ja zostawałam sama jedna. Dziadzia Lowa był za ścianą. Jego córkę rozstrzelali w Berdyczowie i on bez końca krzyczał: Riwa, Riwa!  Chodził po korytarzu i krzyczał, a ja umierałam ze strachu.

Siadałam przy oknie, o tak, i patrzyłam w noc. W głowie miałam jedną myśl: Mamę zabili. Mamę zabili!...  Mamę… Dlatego, że na niebie wisiały samoloty; bez końca wisiały. Nadlatywały bombowce, gdzieś gruchnęło, zacichło. Ogłaszają przerwanie alarmu przeciwlotniczego. Jakieś maleńkie ożywienie na ulicy. Można odrobinę odetchnąć. I znowu pik, pik, pik, lecą z nieba zażigałki, oświetlają miasto. A bombardirowszcziki bardzo szybcy,  błyskawicznie zauważą każdy ruch i zaleją natychmiast ogniem. I w tym wszystkim mamusia moja biegająca po ulicach pomiędzy tymi swoimi  kinoteatrami. Wszędzie ciemno, strach wszędzie. Strasznie. Odchodziłam od zmysłów. Myślałam tylko o jednym – żeby mama wróciła. Żeby tylko wróciła. Tak żyliśmy.

Nie było do jedzenia nic. Co to znaczy nic? Aaaa... Dostawaliśmy chleba 75 gram, 50 gram, znowu 50 gram – takie racje żywnościowe się dostawało. Ja chodziłam wiecznie głodna. Myślałam tylko o jedzeniu. Marzyłam o jedzeniu. I raz dostał się nam kartofel – taki duży - na pół maminej dłoni. Kto go mamie podarował, za jakie zasługi, nie wiem. I tak oto ten kartofel leżał na naszej płycie kuchennej. Leżał jak bogini. Jak bogini życia! Bogini mądrości! A ja czekałam dnia, kiedy my go… oskrobiemy! Pokroimy! Ugotujemy! I ZJEMY!

Lija, uniósłszy głowę znad poduszki, wpatrywała się we mnie, wypowiadając powoli, z narastającą mocą słowo po słowie. Jakby chciała się upewnić, czy ja – przybysz z innego Kosmosu - jestem w stanie pojąć cóż za skarb miały wtedy w domu i jakie szczęście je czekało.

 - Bardzo chciałam, żeby ten dzień już wreszcie nadszedł: Dzień Zjedzenia Kartofla. Nie pamiętam, jaki to był dzień, ale nadszedł i mamusia postanawia – że to dzisiaj właśnie ten wielki dzień w naszym życiu. I obiera tego kartofla, kroi na cieniutkie, cieniusieńkie plasterki. Bierze patelnię. Układa te cienieńkie plasterki kartofla na patelni. Grzeją się. Wszystko się udaje. Stawia na stół. Zapach w całym mieszkaniu. Ach! Rozkłada mamusia kartofelki na oba talerzyki – sobie i mnie. Zaczynamy jeść. I ja nagle… niezręczny gest, niechcący łokciem przewracam mój talerzyk i wszystko leci na niezamiecioną podłogę, w pył, w brud. I ja zaczynam popadać w histerię. Takiej histerii w dorosłym życiu nie zaznałam nigdy. Prawdziwa, dorosła, straszna, czarna histeria. Rozpacz. Wołam do mamy – „Mamo, ja kartofelka zabiłam, zabiłam! A więcej kartofli już nie ma.”

Lija zachrypła od mówienia. Opadła na poduszkę. Oddychała ciężko.

Spytałam, czy pisze książkę o swoim Leningradzie. 

- A kogo to dzisiaj obchodzi? Ja już wyłączyłam moją tarachtiełkę – odrzekła Lija - dziennikarka.

Post Scriptum

Losy rodziny Spadoni to osobny, dramatyczny epizod, wpisujący się w historię Rosji. Rajmond Josipowicz Spadoni – dziadek Liji, był lekarzem pediatrą. Pochodził z biednej włoskiej rodziny, prawdopodobnie sierota. Adoptowany przez młodą parę Rosjan podróżującą po Sardynii, która go stamtąd zabrała, wychowała i wykształciła. Gdy został lekarzem, wyjechał na Krym, tam leczył mieszkańców włoskiej kolonii. Do zsyłki na Sybir pracował w mieście Kercz. Jego mogiłę odnalazł pod Hanty-Mantyjskiem dopiero syn Lonia.  Ojciec Liji. Był muzykiem. Ale o ojcu Lija nie chciała mówić.

KOMENTARZE

Dońskie amazonki. 50 dzieci mamy Tani

W pociągu Moskwa - Rostow nad Donem wszystkie miejsca są pozajmowane oprócz...

Zatorska pobiegnie po marzenia. Na Elbrus

Izabela Zatorska z Wrocanki koło Krosna, najlepsza w historii polska biegaczka górska, chce 15 września wbiec na Elbrus (5642 m n.p.m.), najwyższą górę Kaukazu i Rosji, a przy okazji pobić rekord świata należący...

Po 77 latach świat znów przypomina ten sprzed II wojny światowej

Z Bogusławem Kleszczyńskim, historykiem z rzeszowskiego oddziału IPN, rozmawia Alina Bosak

zobacz więcej
Reklama

Odeszli w 2018 roku...

Wspominamy znanych mieszkańców Podkarpacia, zmarłych w ostatnim roku. Wszystkich pożegnaliśmy ze smutkiem...

100 lat niepodległej Polski. BIZNESiSTYL.pl "Na Żywo"

100 lat temu Polska odzyskała niepodległość...

Historyk o 13. grudnia: Jaruzelski ratował władzę komunistów

Z Arturem Brożyniakiem, historykiem z rzeszowskiego oddziału IPN, rozmawia Jaromir Kwiatkowski

Politolog o wyborach samorządowych 2018. W Rzeszowie PiS liczył na więcej!

Z dr. Pawłem Kucą, politologiem z Uniwersytetu Rzeszowskiego, rozmawia Aneta Gieroń

Jak się kiedyś bawił Rzeszów! Kultowe "Piekiełko" i inne lokale

Z Januszem Pawlakiem i Agnieszką Skowron-Wilusz, autorami książki "Rzeszowskie Piekiełko. ABC powojennych i PRL-owskich lokali", rozmawia Idalia Stochla

Reklama

Władysław Ortyl oficjalnym kandydatem na marszałka województwa

W poniedziałek, 19 listopada odbędzie się pierwsza sesja sejmiku podkarpackiego, na której wybrany zostanie nowy zarząd województwa oraz prezydium sejmiku. Jak potwierdzają...

Pogranicznicy na koniach tylko w Bieszczadach. Już od 20 lat

W tym roku mija 20 lat służby patroli konnych Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. To jedyna taka formacja w szeregach pograniczników w Polsce, a przy tym ważne uzupełnienie...

Skacząc po głowie Innym Kobietom, niszczycie nie tylko fryzurę, ale i psychę!

Anglicy prosto z Oxfordu donoszą, że o 40 proc. wzrosło w Internecie wyszukiwanie znaczenia słowa TOXIC, czyli toksyczny. Ludzie przerażeni...

II tura wyborów 2018. Wśród przegranych wieloletni samorządowcy

Po II turze wyborów samorządowych na Podkarpaciu obok największych wygranych: Wojciecha Bakuna w Przemyślu, Tomasza Matuszewskiego w Sanoku, czy Jacka Wiśniewskiego...

120 osób przyjmie do pracy Straż Graniczna. Dołącz do Watahy!

- Nabór cały czas trwa i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Ciągle ktoś dzwoni, pyta, czy się opłaca i jakie wymagania musi spełnić – mówi mjr Elżbieta Pikor...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 60

VIP Biznes&Styl Nr 60
w numerze m.in.:

• Przez wieki życie i zdrowie ratowali aptekarze! • 60 lat skansenu w Sanoku • Stanisław Głodowski: Nie liczę, że fala mnie poniesie • Rosja. Za Uralem • Dla kogo Harrods
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.