Reklama

Stanisław Ożóg - piórko, pędzel i las. Mistrz ilustracji wraca do dzieciństwa

A A A
Alina Bosak

Dodano: 18-03-2019

Stanisław Ożóg. Fot. Tadeusz Poźniak

Stanisław Ożóg. Fot. Tadeusz Poźniak

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
Jego malarskie światy zawsze odziane są w niezwykłość. Jakąś bajkę, której początku pewnie szukać by trzeba w Nienadówce sprzed 60 lat. W beczce-skrytce i kuszącym zaczytaniu, w szalonych gonitwach między szelestem łodyg kukurydzy. - W moim dzieciństwie nie było zabawek innych niż te, które podsunęła wyobraźnia - uśmiecha się Stanisław Ożóg, syn Jakuba „Miłego”. Mistrz ilustracji prozy Brunona Schultza, poezji Bolesława Leśmiana i erotyków, które zdobią nawet ćmielowską porcelanę. Absolwent jarosławskiego „plastyka” i najlepszej europejskiej uczelni, kształcącej grafików książki. Z piórkiem i pędzlem od 40 lat. 
 
Rok 1988. Artysta grafik Leszek Ołdak jedzie z Opola przez Rzeszów na Plener Ilustratorów do Suśca. W Rzeszowie wsiada jakiś „rockman” - ubrany w skórzaną kurtkę Harley-Davidson, zajmuje miejsce przy oknie, milczący, wpatrzony w szybę, trochę nieobecny. W Tomaszowie Lubelskim już wspólnie czekają na nyskę. Rockman to wcale nie rockman, tylko Stanisław Ożóg, ilustrator książek, absolwent znakomitej niemieckiej uczelni. Od tej pory będą się na plenerach spotykać już co roku. Ołdak napisze: „Jaki jest Staszek? Obsesyjnie pracowity, nie potrafiący trwonić czasu, umie tuż po rozpakowaniu walizek usiąść natychmiast do pracy”. I jeszcze: „Lubi las. Może godzinami spacerować, ciesząc się jego różnymi formami. Cieszy się z każdego grzyba, każdego słoika miodu przyniesionego z leśnej pasieki. Taki z niego leśny ludek - dlatego to, co robi zawodowo jest bardzo szczere”.
 
Trzydzieści lat później w swoim rzeszowskim mieszkaniu Stanisław Ożóg, rocznik 1952, ani myśli wypierać się miłości do lasu. Natomiast nic w nim nie ma z zamyślonego rockmana przy oknie. W ciepłym domu, w którym znać wrażliwą rękę żony Krystyny, wśród kuszących kolorową bajką obrazów i eleganckich rysunków malowanych jednym pociągnięciem pędzelka, rozsypuje przed słuchaczem pełne humoru opowieści o czasach, w których zaczął się artysta. Okazja jest dobra. Pracy twórczej ma za sobą już 40 lat. W BWA niedawno zorganizowali mu wystawę jubileuszową.  
 
 
Mój ojciec wstępuje do strażaków. Rys. Stanisław Ożóg

Obrazki z dzieciństwa

W domu w Nienadówce k. Rzeszowa był komplet kilkuset przedwojennych pocztówek ze znaczkami i XIX-wieczna Biblia z ilustracjami Gustave’a Dorégo - pierwsza szkoła rysunku Stanisława Ożoga. - Nie miałem na czym rysować, więc porysowałem te pocztówki. Rodzice, zapracowani rolnicy, w ogóle nie zwrócili na to uwagi. Biblii nie porysowałem, za to uważnie studiowałem umieszczone w niej ilustracje. To było znakomite wydanie. Format A3. Na co drugiej stronie drzeworyt pełnoformatowy. Doré był świetnym grafikiem, zilustrował wiele dzieł, m.in. „Boską komedię” Dantego. W tej domowej Biblii wolałem Stary Testament. Był bardzo interesujący. Ciągle ktoś kogoś zabijał. I to tam po raz pierwszy spotkałem się z aktami kobiecymi. 
 
Ojciec Stanisława, Jakub także miał artystyczne zapędy. Był stolarzem i opowiadał, jak za porysowanie stołu w przedwojennej, czteroklasowej szkole, postawiono go za karę w kącie. Był także artysta w rodzinie matki, daleki krewny - Jan Bolesław Ożóg, poeta. Nazywał się Ożóg, bo Ożogów w Nienadówce jest mnóstwo, więc oprócz nazwisk nosili przydomki. Stanisław pochodzi z Ożogów „Miłych”. 
 
Był może w 4-5 klasie, kiedy zdumiał wszystkich portretem księdza, który przyjechał do Nienadówki głosić rekolekcje. Rodzina wiedziała, że Staszka trzeba dalej kształcić w szkole artystycznej, ale myślała o technikum w Sędziszowie Młp., gdzie uczono metaloplastyki i zabawkarstwa. - Kierownik podstawówki w Nienadówce, Ludwik Janik, przekonał mojego ojca, że lepiej będzie mnie wysłać do Liceum Plastycznego w Jarosławiu. Byłem teraz na 70-leciu jarosławskiego plastyka i dużo wspomnień wróciło. Mój rocznik miał szczęście kształcić się pod okiem wspaniałych pedagogów. Prof. Wiktor Śliwiński od malarstwa, dyrektor Edward Kieferling, prof. Stanisław Tobiasz od rzeźby, Irena Oryl uczyła kompozycji, Anna Jenke języka polskiego - wydobywa z pamięci tamte nazwiska.
 
W Jarosławiu próbowało się różnych sztuk plastycznych, a nauczyciele obserwowali. Irena Oryl oceniła, że uczeń Ożóg ma talent do grafiki. Profesor Tobiasz radził rzeźbę. Ożóg wolał grafikę. I wtedy z Warszawy przyszedł list. Uczelnia w Lipsku zaoferowała dwóm polskim studentom studia na wydziale grafiki książki. Każda z siedemnastu szkół plastycznych w Polsce miała zaproponować swojego kandydata, a komisja w ministerstwie kultury i sztuki zdecydować, kto pojedzie na studia do NRD. Wybrano Ożoga i dziewczynę z Poznania. - Doszło przy tym do zabawnego incydentu. Dyrektor Kieferling, aby zwiększyć moje szanse na stypendium, napisał, że należę do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Sprawdzili. I wyszło, że nie należę. Zadzwonili do Kieferlinga oburzeni, że chce ich oszukać. A Kieferling od razu im powiedział: „On tak się udziela społecznie, to byłem przekonany, że należy do ZMS-u”. 
 
Warunkiem odebrania stypendium był zdany egzamin na jedną z polskich akademii sztuk pięknych. Wybrał Katowice. Na egzaminie z rysunku pojawił się prof. Mieczysław Wejman. Przeszedł przez całą grupę kandydatów przy sztalugach i zatrzymał się przy Ożogu. - Popatrzył na rysunek, potem na mnie i wyszedł. Wszyscy na to: „Stary, jak się Wejman przy tobie zatrzymał, to znaczy, że już zdałeś”. Rzeczywiście zdałem i od razu zrezygnowałem, bo czekała na mnie Hochschule fur Graphik und Buchkunst in Leipzig, czyli Wyższa Szkoła Grafiki i Grafiki Książki w Lipsku.   
 
 
Kafka. Okładka autorstwa Stanisława Ożoga
    
Obrazki z Lipska

To była jedyna uczelnia w obozie socjalistycznym, która kształciła ilustratorów i typografów. W Lipsku studiowali ludzie z całego świata, z naciskiem na kraje sympatyzujące ze Związkiem Radzieckim. - Z Afryki, Azji, Ameryki Południowej. Na moim roku Węgier, dwoje Czechów, Polka, Bułgarka, kilku Niemców. W akademiku mieszkałem z synem ambasadora mongolskiego w Berlinie. To często były dzieci wpływowych osób, dygnitarzy. Wszyscy się dziwili, że mój ojciec nie siedzi na placówce dyplomatycznej, tylko na wsi krowy hoduje. W porównaniu z Polską Gierka to był inny świat. Koledzy z Polski jak wryci stawali przed witryną sklepu rzeźnika, w której wisiały kiełbasy i szynki - opowiada artysta.  
 
Ale i Niemcy dziwili się, odwiedzając go w Nienadówce. Koledzy z Berlina Zachodniego i koleżanka z Lipska przyjechali na wakacjach. Odnaleźli Nienadówkę o 1 w nocy i spotkali na ulicy Stanisława Ożoga, ale to nie byłem ja. Przenocowali w busiku i rankiem dalej mnie szukali. Idę na ranną mszę z kolega, a tu nadjeżdża wymalowany busik, zatrzymuje się, wyskakuje z niego dziewczyna w bikini i rzuca mi się na szyję. Kolega osłupiał. Mieszkali u mnie w domu trzy dni, pomagali przy żniwach w upalny dzień i mówili: „To będzie zaprawa przed Afryką”.   
 
Na studiach w Lipsku przez pierwsze dwa lata były zajęcia ogólne. - Rysunek, kompozycja, anatomia, historia sztuki i oczywiście marksizm/leninizm, na który nie chodziliśmy, bo zaraz po pierwszych zajęciach Wietnamczycy powiedzieli: „Panie Profesorze, my tylko rozumiemy, sechzig prozent. Czy możemy się przygotowywać w domu i później tylko zaliczyć na egzaminie?” On na to, że oczywiście. Od razu w ślady Wietnamczyków podszedł Andrasz, mój kolega z Budapesztu, który kończył średnią szkołę w Wiedniu, i powiedział, że ja i on także tylko sechzig prozent rozumiemy. I profesor nam również odpuścił. Zaliczaliśmy same egzaminy. Z Andraszem przyjaźnię się do dziś. Mieszka w Budapeszcie. Jest wielkim znawcą symboli żydowskich na macewach. Napisał na ten temat trzy książki, wydał albumy z analizą tych symboli. W tym roku chcę go zaprosić na wystawę do Polski.  
 
Reklama
Znawcy zachwycają się odważną linią, jaką Stanisław Ożóg kreśli kształt ciała w erotykach. - Ta pewna ręka to zasługa Fräulein Korger, która uczyła nas liternictwa - zdradza artysta. - Była specjalistką wysokiej klasy i autorytetem. Zaprojektowała dwa kroje pisma, które weszły do drukarń w NRD. Pod jej okiem, bez użycia ołówka i linii pomocniczych, ćwiczyliśmy pisanie liter pędzlem, dbając przy tym o odpowiednie światło między każdą kreską i brzuszkiem. Trudny pod tym względem był zestaw liter HAMBURGOSEN, który bez przerwy kazała nam powtarzać. Stawiała potem nasze prace na sztalugach, mierzyła wzrokiem i nagle wybuchała: „Pan jest ślepy!? Nie widzi Pan, że między H a A jest ogromna dziura!?” A to była raptem jedna dziesiąta milimetra. Była bardzo wymagająca, ale wiele nas nauczyła.
 
Na uczelni w Lipsku znajdowała się zecernia. Tam nauczył się posługiwania wierszownikiem, składania tekstu, itd. Zapach tej pracowni pamięta do dziś. Teraz książki składa się w komputerze. Łatwo wszystko poprawić. W zecerni liczyła się staranność, precyzja, uważność. Błąd mógł drogo kosztować. - Na dyplom ilustrowałem sześć baśni braci Grimm i sam musiałem też złożyć tekst na zecerni. Niestety, na ostatniej stronie wyszedł „bękart”, za dużo wolnego miejsca, tylko kilka linijek tekstu. Zgodnie ze sztuką ostatnia strona powinna być zapełniona przynajmniej w trzech czwartych. Nic się nie dało zrobić. Na potrzeby egzaminu wymyśliłem więc kilka zdań i dopisałem nowe zakończenie bajki. Nikt się nie zorientował.
 
 
Rys. Stanisław Ożóg

Dla Stanisława Ożoga nakreślenie tekstu opowieści to żadna nowość. W Jarosławiu działał w kabarecie. Do dziś tworzy wiersze i piosenki.    

Dyplom niemieckiej uczelni do Polski wiózł z dumą. Był rok 1978, a on zamierzał zostać w Warszawie, gdzie zaproponowano mu pracę w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej. - Ale kiedy zaprowadzono mnie do obskurnego pokoiku, gdzie siedział nieprzyjemny facet, wyjadający scyzorykiem mielonkę z puszki i usłyszałem, że to jest redaktor techniczny, któremu mam asystować, grzecznie podziękowałem i wróciłem do Rzeszowa. Dostałem posadę kierownika artystycznego w oddziale Krajowej Agencji Wydawniczej. Siedziba mieściła się w jednym z domów przy Alei pod Kasztanami. 

Rzeszowskie klimaty

To było miejsce jego pracy przez 12 lat. Projektował okładki, ilustracje do bajek, kalendarze. Rzeszowski oddział KAW był jedynym wydawnictwem w regionie. Najbliższe znajdowały się w Lublinie i w Krakowie. Wydawał wówczas wiele pozycji. Stanisław Ożóg ilustrował bajki dla dzieci m.in. „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”, poezję Leśmiana, Norwida, Asnyka, Tetmajera, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz poetów współczesnych, często miejscowych. - Drukowaliśmy w Zakładach Graficznych w Rzeszowie, a książki wymagającego większego kunsztu w Domu Słowa Polskiego w Warszawie. 
 
Jeszcze za czasów KAW-u, w 1987 roku zaczął wyjeżdżać na Międzynarodowe Plenery Ilustratorów. Właśnie te, na które rok później jechał nyską z Leszkiem Ołdakiem. Organizowała je Grażyna Szpyra, dyrektor Biura Wystaw Artystycznych w Zamościu, wspólnie z redaktorami graficznymi Naszej Księgarni. Do Suśca przyjeżdżał m.in. Zbigniew Rychlicki, twórca Misia Uszatka, Zdzisław Witwicki od wróbelka Elemelka, Józef Wilkoń, profesor Janusz Stanny. Stanisław Ożóg wciąż w tych plenerach uczestniczy, bo to okazja, by spotkać się z kolegami i koleżankami ilustratorami z całej Polski. W takich wyjątkowych klimatach powstało ok. 80 prac - ilustracje do „Pana Tadeusza”, Biblii, dzieł Kochanowskiego, Słowackiego, Sienkiewicza, Fredry, Reymonta, Kraszewskiego, Miłosza.                
 
To i tak wyimek jego twórczości. W ciągu 40 lat pracy twórczej stworzył około 2 tysięcy obrazów, ilustracji, rysunków. Przygotował ponad 80 wystaw indywidualnych. W latach 1997-2004 jego prace co roku były prezentowane w domu Marii Kuncewiczowej w Kazimierzu Dolnym. Tym domem zarządzała Fundacja Kuncewiczów, której dyrektorem był Edward Balawejder. W domu pisarki stworzył artystyczny salon. Zapraszał plastyków, poetów, pisarzy. Mogli tam mieszkać, oprowadzać zwiedzających i zapraszać ich na kawę do kuchni. - To było szczególne miejsce - wspomina Ożóg. - Potem syn pisarki, Witold, sprzedał „Kuncewiczówkę” samorządowi województwa lubelskiego. Dom zrobił się zupełnie muzealny i już nie ma picia kawy ze zwiedzającymi. Ale ja do Kazimierza Dolnego nadal jeżdżę. Na końcu ul. Lubelskiej stoi zabytkowa XVIII-wieczna stodoła z bali, kryta gontem. Właścicielka otwiera tam latem galerię, w której wystawia moje prace. Dzieje się to podczas Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi, kiedy Kazimierz jest pełen gości.
 
Pod koniec lat 90. na rysunki Ożoga zwrócił uwagę Adam Spała, właściciel fabryki porcelany AS Ćmielów. Trafił na wystawę erotyków - linearnych, niedopowiedzianych do końca, właśnie w Kazimierzu Dolnym w galerii „Bohema”. Zaprosił ilustratora do Ćmielowa i wiele rysunków zamówił. Zdobią ekskluzywne kolekcje porcelany i są stałym elementem wystroju Muzeum Porcelany jako witraże. - Zrobiłem dla niego także serię znaków zodiaku na filiżanki serwisu, który zamówiła pani prezydentowa Maria Kaczyńska. Wzór został przez Pałac Prezydencki zaakceptowany, ale nie doszło do podpisania wiążącej umowy. Wydarzyła się tamta katastrofa i zamówienia nie kontynuowano. Ćmielów wprowadził wzór do regularnej sprzedaży.
 
 
Wichura. Rys. Stanisław Ożóg

Jak u Schulza i Leśmiana

Mówią, że ilustratorzy to mole książkowe. Czy to prawda? Na pewno lubią czytać i  mają swoich ukochanych autorów. On – Brunona  Schulza i Bolesława Leśmiana. Bo są podobnie zafascynowani magią w zakamarkach świata, bajką zaklętą w naturze, mocą wyobraźni. Ożóg lubi więc swoje cykle rysunków schulzowskich i leśmianowskich. Świat je zaś ceni. Artysta jest stałym gościem Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu, pokazywał je w Lwowskiej Galerii Obrazów, w Truskawcu, jak również w Instytucie Polskim w Sofii i w Budapeszcie. Jego ilustracja do prozy Schulza trafiła w ubiegłym roku na okładkę czeskiego miesięcznika literackiego „Plav”. Czesi zaprosili również Ożoga z wystawą na festiwal w Brnie, który odbędzie się w listopadzie br. 
 
Nowych prac na te wszystkie wystawy nigdy nie brakuje. Jest bardzo systematyczny. O tej samej porze wstaje, je śniadanie. O siódmej idzie do pracowni. Do domu wraca przed 14. Należy do skowronków. Rano lubi pracować, a wieczorem woli udzielać się towarzysko. Maluje temperami na papierze albo piórkiem i tuszem. Farb olejnych nie lubi. Przeważnie tworzy cykle 10-12 prac. Ich pierwszy recenzent to najczęściej Krystyna. - Jest bardzo wymagająca i potrafi wytknąć błąd - zdradza twórca. - Jeśli nie rysuję parę dni, czuję, że czegoś mi brakuje. Najtrudniej zacząć. Pierwsza plama jest najważniejsza.
 
Nigdy nie namalował realistycznego pejzażu. Nie przenosi też na papier architektury, bo po co malować coś, co już raz ktoś stworzył. W domu ma „Księgę Wspomnień z Dzieciństwa”. Piórkiem i tuszem zapełnia kolejne karty obrazkami z Nienadówki. Na jednym krowy przypominają jednorożce. - Często pojawia się motyw krów, bo musiałem je pasać - uśmiecha się artysta. - Tutaj jest fujarka - taka zabawka, którą robiliśmy z wysokiej konserwy. Dziurawiło się jej spód i boki, dorabiało ucho z drutu, do środka pakowało suche krowie „placki”, podpalało i kręciło jak kadzidłem. Po polach snuły się sznury dymu - opisuje i przewraca kartę. Jest rysunek, jak leży w wielkiej beczce i czyta książkę ukrywając się przed ojcem i obowiązkami w gospodarstwie. Znów obrazek. Dwie drogi polne oddziela łan kukurydzy. - Wymyśliłem z koleżanką, że będziemy biegać w tej kukurydzy sąsiednimi rządkami. Im szybciej, tym lepiej, bo potrącana ramionami kukurydza wydawała tajemniczy chrzęst. Tak biegaliśmy, aż wpadliśmy na siebie głowami. Bolało! W tych zabawach budziła się wyobraźnia. Na wsi panowała bieda. Zabawa wymagała od nas inwencji, wymyślania. Sami budowaliśmy swoje zabawki. Wieś i przyroda od zawsze są moją inspiracją…. O, tu na sianie. Na każdych wakacjach sypiałem na strychu na sianie zwiezionym z łąk. Nocą nasłuchiwałem, czy nikt nie wchodzi po drabinie, by mnie zamordować. Najczęściej okazywało się, że wchodził, ale kot. A tu poszliśmy na grzyby z kolegą. Był jeszcze świt. Położyliśmy głowy na kamieniu i zasnęliśmy. Obudził nas ryk krów. 
 
Teraz też w każdy wolny dzień wyjeżdża z żoną do lasu. - Wszystkie okoliczne lasy, aż po „janowskie” mamy spenetrowane - mówi, a Krystyna uzupełnia: - Kiedy widzę, że ma smutne oczy, wiem, że musimy jechać. Kiedy Staszek wchodzi w las, zmienia się. Upaja go ten widok. O każdej porze roku. Chociaż najbardziej wtedy, kiedy nie ma liści i las staje się graficzny. Albo w kwietniu. Gdy pojawiają się pierwsze pąki.  
 
 
Do leszczyny. Rys. Stanisław Ożóg

KOMENTARZE

Czy Stanisław Ożóg powalczy o prezydenturę w Rzeszowie?

Wprawdzie wybory samorządowe odbędą...

Poseł Bury wezwał do bojkotu Tesco

Jan Bury, szef podkarpackiego PSL, a zarazem przewodniczący Klubu Parlamentarnego...

Polityczni liderzy Podkarpacia. Stanisław Ożóg

Rok 2013 podkarpaccy politycy zapamiętają na długo...

Poręba, Ożóg i Łukacijewska w europarlamencie

Według danych PKW z 91 proc. obwodów, PiS zdobyło na Podkarpaciu najwyższe poparcie w kraju (na partię Jarosława Kaczyńskiego głosował prawie co drugi wyborca). Ten wynik, w zestawieniu z niezłą...

Poręba, Ożóg i Łukacijewska w Europarlamencie?!

Według danych PKW z 91 proc. obwodów, PiS zdobyło na Podkarpaciu najwyższe poparcie w kraju (na partię Jarosława Kaczyńskiego głosował prawie co drugi wyborca). Ten wynik, w zestawieniu z niezłą...

zobacz więcej
Reklama

Urodzony w celi śmierci wciąż czeka na sprawiedliwość

Stanisław Wnorowski, elegancki, 72-letni...

Bronią praw autorskich, dając sobie odebrać wolność słowa - ACTA2

Alina Bosak: Jak to teraz będzie? Parlament Europejski przegłosował ACTA 2 - unijną dyrektywę o prawach autorskich, nazywaną też ustawą o cenzurze Internetu… ...

6 lat więzienia dla Anny Habało, byłej prokurator apelacyjnej w Rzeszowie

Na sześć lat kary bezwzględnego więzienia oraz 10 - letni zakaz zajmowania stanowisk związanych z tworzeniem i egzekwowaniem prawa skazał w poniedziałek...

Reklama

Pedofilia nie dotyczy tylko marginesu społeczeństwa pełnego alkoholu i biedy!

Z Magdaleną Louis, powieściopisarką z Rzeszowa, rozmawia Aneta Gieroń

Zmarł Jan Partyka - muzeum podarował 2200 eksponatów

Jan Partyka, najhojniejszy darczyńca Rzeszowa ostatnich kilkudziesięciu lat, zmarł 15 kwietnia, po ciężkiej chorobie, mając 87 lat. Przez ponad pół wieku zbierał odznaki i pamiątki...

Pogrzeb ks. Bogusława Przeklasy, byłego dyrektora Radia VIA

We wtorek, 26 marca w Wojniczu odbędzie się pogrzeb śp. ks. kan. Bogusława Przeklasy, wieloletniego dyrektora Radia VIA. Mszy św. przewodniczyć będzie biskup rzeszowski Jan...

Stabryła: W drugim człowieku przeglądam się jak w lustrze

Alina Bosak: W malarstwie postawiłeś na realizm. To forma, do której artyści coraz częściej wracają. Prawda?

Mężczyzna od kuchni. Tomasz Gulak wychodzi przed szereg

Z Tomaszem Gulakiem, szkoleniowcem, coachem i mówcą motywacyjnym, rozmawia Idalia Stochla

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 61

VIP Biznes&Styl Nr 61
w numerze m.in.:

Zuzia Górska - pracownia Twórcza w cieniu fredrowskiego zamku Politycy nie mogą ulec pokusie pychy! Jolanta Kluz-Zawadzka - Lekarskie powołanie Śladami Watachy Dominikanin o Drodze św. Jakuba
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.