Reklama

Urodzony w celi śmierci wciąż czeka na sprawiedliwość

A A A
Alina Bosak

Dodano: 20-03-2019

Stanisław Wnorowski na tle zamku w Rzeszowie. Tu urodził się w celi śmierci. Fot. Alina Bosak

Stanisław Wnorowski na tle zamku w Rzeszowie. Tu urodził się w celi śmierci. Fot. Alina Bosak

Stanisław Wnorowski, elegancki, 72-letni pan. Łagodny wyraz twarzy i brązowe oczy. Po matce. Wzdychali za nią gibcy chłopcy z Przemyśla. Córka oficera – falujące włosy, czarujący uśmiech i to „coś”. Przed wojną śmiga na nartach, wspina się po skałach, pływa… Ma w sobie nie tylko siłę fizyczną, ale i psychiczną. Tylko dlatego, skazana na śmierć w ósmym miesiącu ciąży, w celi rzeszowskiego Zamku zupełnie bez pomocy i samotnie urodzi swoje pierwsze i jedyne dziecko. Przez dwa dni po porodzie strażnicy cierpliwie słuchają jej wycia i czekają, by „uprzejmie” umarła, najlepiej razem z synem. – Żałuję tylko, że tak późno mi o tym opowiedziała – mówi Stanisław, bezprawnie więziony od chwili przyjścia na świat.      
 
Z tej opowieści mógłby powstać filmowa saga. Z wielką wojną, bezwzględną polityką i szpiegowską intrygą, z szaleńczo zakochanym mężczyzną, który gołymi rękami prawie rozwala celę, kiedy kobieta, nosząca pod sercem jego dziecko, zostaje skazana na śmierć. Byłby to film o odwadze i niesprawiedliwości. Wciąż nienaprawionej. 
 
Alicja

Pierwsze wspomnienie o mamie… - To wspomnienie nie o mamie, ale o jakiejś pani, którą przez chwilę zobaczyłem po długiej podróży z ciocią – mówi Stanisław. – Widzenie trwało 15 minut. Zza krat, zza siatki. Stała daleko. Nawet nie mogła dotknąć mojej ręki.  
 
Wiezienie mieściło się w Fordonie. Wtedy samodzielnym mieście, a dziś dzielnicy Bydgoszczy. Już za czasów okupacji niemieckiej cieszyło się sławą najcięższego w okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, a potem skwapliwie zostało wykorzystane przez władze komunistyczne do więzienia kobiet skazywanych w procesach politycznych. Takich jak Alicja Wnorowska. Paradoksalnie, miała szczęście, że tu trafiła. W 1947 roku sąd nie skazał jej na więzienie, ale na karę śmierci. Trzy lata wcześniej zajęta opieką nad rodzicami i pracą w okupowanym przez Niemców Przemyślu, nawet nie pomyślała, że lada moment zostanie niebezpiecznym szpiegiem. 
 

Alicja Wnorowska, zbiory Stanisław Wnorowski,repr. Alina Bosak

Urodziła się w 1918 roku, w Morawicach k. Krakowa, gdzie stacjonował garnizon jej ojca. Była córką oficera, który przed odzyskaniem niepodległości służył w Armii Austro-Węgierskiej, a potem - Wojska Polskiego. Zamieszkał z rodziną w Przemyślu, gdzie Alicja zdała maturę, dwa lata przed wojną. W 1939 roku ich stronę Przemyśla zajęli Sowieci, a oficerowi i jego rodzinie groziła wywózka na Sybir, której dzięki przyjaciołom udało się uniknąć. Potem weszli Niemcy, potem, w lipcu 1944 roku, znów Armia Czerwona. I wtedy, we wrześniu, Alicja zaangażowała się w działalność na rzecz podziemia niepodległościowego, za namową Antoniego Słabosza, żołnierza AK i zarazem wuja jej najlepszej przyjaciółki – Ireny Szajowskiej. Obie zgodziły się pracować dla konspiracyjnych Brygad Wywiadowczych. Była to najpierw komórka AK, później delegatury Sił Zbrojnych, a w końcu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. 
 
W styczniu 1945 roku 26-letnia Alicja zatrudniła się w biurze przemyskiego Urzędu Bezpieczeństwa. – W urzędzie zdobywa nazwiska funkcjonariuszy, ich fotografie, informuje o zmianach personalnych, przeniesieniach, zwolnieniach, dezercjach, podaje wykazy aresztowanych, spisy więźniów i obsługi więziennej, dokładne informacje  o działających w okolicy oddziałach podziemnych i oddziałach UPA. Sporządza odpisy raportów poszczególnych sekcji, kopie telefonogramów, a przede wszystkim listę agentów pracujących na rzecz UB w regionie. Była kobietą niezwykle inteligentną, doskonałym wywiadowcą – stwierdza Katarzyna Kyc z Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Rzeszowie. 
 
To samo opowiadała Irena Szajowska: - Ala była świetną agentką, miała fotograficzną pamięć. Nigdy nie wyniosła stamtąd żadnego świstka, nic. Potrafiła zapamiętać całe listy nazwisk. - Mama miała świetną pamięć – potwierdza Stanisław. – Przekazywała te wszystkie dane Irenie, a Irena dalej. 
 
 
Z koleżankami na przemyskiej ulicy. Zbiory Stanisław Wnorowski, repr. Alina Bosak.

W PUBP w Przemyślu poznała ojca Stanisława. Józef Zapałowski, porucznik Ludowego Wojska Polskiego, ale obywatel ZSRR, został mianowany naczelnikiem. - Mój ojciec urodził się w Czerwonym Dworze na Ukrainie. Pochodził z rodziny powstańców styczniowych. Przeszedł szkolenie w szkole NKWD w Kujbyszewie. Stamtąd przysłano kadry na placówki UB w Polsce. Był starszy od mamy o sześć lat i zakochał się – opowiada Stanisław. 
 
Irena Szajowska mówiła, że ze strony Alicji to nie było wielkie uczucie. „Ona chciała chyba go powoli przekonać, zmienić, nawrócić na polskość…”, opisywała. Zapałowski nie miał pojęcia, że przemyski urząd nie działa sprawnie z powodu pięknej sekretarki. Tymczasem Alicja przygotowała do działalności wywiadowczej drugą „wtyczkę” – Marię Grzegorczyk. Ponieważ Alicję dowództwo chciało umieścić w o wiele niebezpieczniejszym miejscu – Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie. To przeniesienie załatwił jej w lutym 1946 roku zakochany Zapałowski, tym chętniej, że sam również został skierowany do Rzeszowa. Wytrzymała tylko trzy miesiące. Jak sama wspominała: „Rzeszowskie UB to była makabra. Tłum ubowców, czułam, że patrzą mi na ręce, że mi się przyglądają.” Postanowiła się wycofać. 
 
- Mama zrezygnowała w maju, ojciec też. Mieli wyjechać do Krakowa. Ojciec, po studiach pedagogicznych z geografii, zamierzał objąć posadę nauczyciela. Już byli spakowani. I wtedy, we wrześniu, zostali aresztowani. To przez tę nominację mamy na porucznika przez władze podziemia. Dokument wpadł w ręce bezpieki i tak do niej dotarli – mówi Stanisław.  
 
Zabrani zostali na rzeszowski Zamek, jedno z najcięższych więzień stalinowskich. Alicja była w ciąży. Kiedy w marcu stanęła przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Rzeszowie, ośmiomiesięczny brzuch na sędziach i prokuratorze nie wywarł większego wrażenia. Rozprawa odbyła się w siedzibie UB. Przewodniczył sędzia Jan Lubaczewski - wychowanek szkoły jezuitów, obrońca Lwowa, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, dr praw Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, adwokat. - Nie wiadomo, dlaczego człowiek z takim życiorysem zasłynął jako jeden z najkrwawszych sędziów na Rzeszowszczyźnie – mówi historyk Krzysztof Szwagrzyk w filmie dokumentalnym „W imieniu Polski Ludowej” nakręconym w 2008 roku.   
 
Wyrok zapada w sprawie trzech kobiet z Brygad Wywiadowczych. Alicję Wnorowską skazują na karę śmierci, Marię Grzegorczyk na dożywocie, a Irenę Szajowską – ze względu na młody wiek - na 15 lat. 

– Przecież prokurator i sędziowie doskonale zdawali sobie sprawę, że skazują na śmierć nie jedną osobę, ale dwie – mówi Stanisław i chwilę milczy… - Jeden z panów sędziów – dodaje - jeszcze w początkach lat 90. był adwokatem w rzeszowskim sądzie. Poszedłem do prezesa sądu i zapytałem, kogo zatrudniają... Po dwóch tygodniach już go nie było. Kobieta, która również siedziała na Zamku w Rzeszowie, urodziła w celi córkę Basię, opowiadała mi, że jednego ze „swoich” sędziów także spotkała na ulicy. Pan z laseczką. Zapytał ją, jak się miewa, bo jemu żyje się dobrze. W ten sposób potrafili odzywać się w latach 90. 
 
To w tych latach także Stanisław Wnorowski dowiedział się, że nie należy mu się zadośćuczynienie za bezprawne uwięzienie, bo prawo nie reguluje takich przypadków.   
 
Nie każdy rodzi się wolny

- Urodziłem się 22 kwietnia 1947 roku w celi śmierci, bez pomocy osób trzecich. W czwartym dniu mojego życia, do celi przyszedł prokurator razem z naczelnikiem więzienia, oświadczając, że pan Bierut „ułaskawił” mamę, zamieniając karę śmierci na dożywocie z pozbawieniem praw publicznych na zawsze – mówi Stanisław.
 
Prośbę o ułaskawienie napisał adwokat. Syn ocalił Alicji życie.   
 
Ze sprawozdania informacyjnego za miesiąc kwiecień 1947 roku. Rzeszów, dnia 24 września 1947 roku: „W więzieniu rzeszowskim przebywa blisko 600 ludzi. Wśród nich znajduje się kobieta Zapałowska, żona b. pracownika UB, która skazano na karę śmierci. Ponieważ była w ciąży wyroku nie wykonano. Po rozwiązaniu, które nastąpiło kilka dni temu, a trwało bez opieki przez przeciąg dwóch dni została ona pozostawiona w strasznych cierpieniach, podczas których w nielitościwy sposób wyła jak zwierzę. Pomocy nie udzielono jej żadnej. (…)”
 
Reklama
Postępowanie władz więziennych było bezprawne i wyglądało tak, jakby liczono, że dziecko nie przeżyje. – Zaraz po urodzeniu chcieli mnie zabrać dziadkowie, bezskutecznie. Starała się o to także siostra mojej mamy, ale mnie „nie wydali”. Nawet funkcjonariusz z Urzędu Bezpieczeństwa, z którym mama pracowała w Rzeszowie, próbował pomóc i mnie wybrać. Ale i jemu odmówili. Naczelnik więzienia nie zarejestrował mojego urodzenia w urzędzie stanu cywilnego. Oficjalnie nie istniałem. Co chciano ze mną zrobić? Nikt dziś nie odpowiada.
 
Alicję ze Stasiem przeniesiono z celi śmierci do celi, w której przebywało 20 kobiet. Nawzajem sobie pomagały. Była tam też Irena Szajowska, więc przyjaciółki nawzajem wspierały się. „Syn urodził się zdrowy. Dniem i nocą byłam z nim, pilnowałam i patrzyłam, by nie stała mu się jakaś krzywda”, wspominała Alicja. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia, 27 grudnia, skazane z rzeszowskiego zamku, razem z dziećmi, wysłano bydlęcymi wagonami do więzienia w Fordonie. W wagonach były dwuosobowe klatki. Ponad 30 godzin jazdy bez jedzenia, w strasznym zimnie. Potem czekanie pod bramą więzienia na świt. Kiedy nadszedł i bramy otwarto, ośmiomiesięczny Staś został wydarty z rąk matki. 
 
- I wsadzili mnie do piekielnego żłobka. Dzieci stamtąd szybko umierały. Nie chciałem jeść. Karmili niemowlęta zupą z brukwi i z ryb. Już bym nie żył, gdyby nie nadszedł niespodziewany ratunek – opisuje Stanisław. – Do więzienia przyjechał na inspekcję oficer z Warszawy, pilot w stopniu majora. Najprawdopodobniej był to człowiek z wywiadu. Po godz. 18. przyszedł do mamy, do celi. „Podaj nazwisko, obojętnie kogo, bo syn jest w stanie krytycznym i za dwa, trzy dni popłynie Wisłą”. Mama wahała się. Bała się, że to szpicel. Ale wtedy użył jej konspiracyjnego imienia: „Ewa, Ewa, podaj nazwisko, uratujesz dziecko”. I mama podała nazwisko i adres siostry. Ten człowiek wysłał telegram. Ciocia pracowała na poczcie pod Kaliszem, na telegrafie i odebrała depeszę. Następnego dnia o świcie już jechała pociągiem do Fordonu. Czekała od 8. do 15., a oni próbowali dojść, kto wysłał telegram. W końcu mnie oddali, wcześniej rozbierając ze wszystkich ubranek, by sprawdzić, czy nic w nich nie ukryto. Ja byłem już nieprzytomny.
 
Przez rok lekarze walczyli o jego życie, niewiele mając nadziei na powodzenie. Dziecko było potwornie wychudzone i słabe. Zawszone, pogryzione przez pluskwy, ze świerzbem, zaropiałymi oczami i uszami, z ciężkim zapaleniem płuc. Staś, który z Rzeszowa wyjechał jako raczkujące niemowlę, po 3 tygodniach w Fordonie był już innym dzieckiem. Zaczął siadać dopiero w wieku 3 lat, a chodzić – gdy miał cztery. 
 
 
Po wyjściu z więzienia. Alicja ze zwolnionymi koleżankami. Zbiory Stanisław Wnorowski, repr. Alina Bosak

Stanisław
 
Do mamy ciotka zabrała go dopiero, kiedy miał 5 lat. Zrobiła to, bo Alicja nie wierzyła, że syna udało się uratować. Podejrzewała, że rodzina ja okłamuje, aby się nie załamała. Uwierzyła dopiero, kiedy go zobaczyła. Widzenia powtarzało się raz w roku. Żadne nie było dłuższe niż 15 minut. Najmocniejsze wspomnienie Stanisława z tamtych czasów wiąże się z cukierkami. Dostał je od mamy w tutce. – Przyszedł naczelnik i wydarł mi je z ręki. Ja uwielbiałem słodycze. Uderzyłem go w twarz. I to był koniec widzenia. Każdy z tych cukierków rozwinęli. Znów szukali grypsu. 
 
Mimo tych paru wizyt nie docierało do niego, że spotyka mamę. – Ciotka wprawdzie tak mówiła, ale poza tym nie było żadnego tłumaczenia. Rozmowy na te tematy były niebezpieczne. Jeździłem więc do jakiejś pani. Za mamę uważałem ciotkę Marię Iwczenko. Mieszkała w Ostrzeszowie z mężem Stanisławem i dwójką dzieci, a 10 km dalej, w Turzu, babcia Maria i dziadek Paweł. Dzieci ciotki traktowałem jak rodzeństwo. Jurek był sześć lat starszy, a Krystyna – trzy lata starsza. Tak naprawdę to było sielskie dzieciństwo. Rozpieszczano mnie, wychowywano z czułą pobłażliwością. A potem przyjechała po mnie mama… Bo w 1955 roku przyszła „odwilż” i zwolniono ją z więzienia.
 
Znów trauma. Ma 9 lat i kochającą rodzinę. Nagle zjawia się obca kobieta i zabiera daleko od tego wszystkiego, do Przemyśla. - Przez lata nie potrafiłem się z tym pogodzić. Dopiero mając około 18 lat zrozumiałem matkę i przestałem do niej mówić „pani”. Przy tym całą historię poznawałem wyrywkowo, bardziej dzięki Irenie Szajowskiej. Mama nie opowiadała o tym, co się stało. Od wyjścia z więzienia, przez całe lata 60. i 70. była inwigilowana. Funkcjonariusze SB codziennie śledzili ją w drodze do księgarni, gdzie pracowała. 
 
Czuł się wyobcowany. W szkole w Przemyślu dzieci wołały: „syn bandytki”, „syn ubeczki”. Nauczyciel „zapraszał” do tablicy słowami: „syn reakcjonistki”. - Nie zdawałem sobie nawet sprawy, co to znaczy. Ale poskarżyłem się mamie. Poszła do dyrektora, Jurewicza, kiedyś też był w AK. I on to uspokoił – kiwa głową Stanisław. Mówi cicho, powoli. Bo to wciąż trudne: - Dla niektórych ludzi mama rzeczywiście była ubeczką. Przecież to nie była powszechna wiedza, że rozpracowywała przemyskie UB, a potem rzeszowskie. Dopiero z czasem dowiedzieli się, jak było. O ojcu nie opowiadała mi wcale. Dopiero, kiedy byłem już żonaty, oznajmiła mi, że był bardzo porządnym człowiekiem. On wtedy, gdy ją skazali na śmierć, dostał 6 lat. Słysząc o tym wyroku, prawie celę rozwalił. Był bardzo silny. Kiedy się urodziłem, widział mnie przez chwilę. Trzymał krótko na rękach. Jedna funkcjonariuszka pozwoliła. Kiedy matkę wywozili do Fordonu, ojciec pojechał do wiezienia w Barczewie. Napisał jeszcze list do dziadków, że wraca do Warszawy. Prosił, by przysłali mu pieniądze i papierosy. I ślad po nim zaginął. 
 
Stanisława matka cały czas ostrzegała: „Nie pchaj się do polityki”. - Swoich decyzji jednak nie żałowała – podkreśla urodzony w celi śmierci. - Powiedziała mi: „Gdyby trzeba było zrobić to jeszcze raz, zrobiłabym”. Wspomnieniami tak naprawdę podzieliła się dopiero około roku 2006, kiedy jej historią zainteresowała się telewizja warszawska. Została też odznaczona Krzyżem Kawalerskim, a potem Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wielu rzeczy dowiedziałem się dopiero wtedy. Tuż przed jej śmiercią. Bo umarła w 2008 roku.  

Wiele w życiu pomogły mu kobiety, które jak matka przeszły stalinowskie więzienie - inżynier Chmielewska, Marysia Grzegorczyk, Irena Szajowska. - Od nich więcej się dowiadywałem – przyznaje Stanisław. - Mama była zamknięta w sobie. Miała trudność z wyrażaniem uczuć. Troskę wyrażała dyscypliną. Buntowałem się. To powodowało między nami konflikty. Po szkole podstawowej poszedłem do gimnazjum i już pierwszą klasę musiałem powtarzać. Przeprowadziłem się do internatu. Gimnazjum jeszcze skończyłem, ale dalej uczyć się nie chciałem. Przyjęli mnie w biurze projektów na gońca, potem do fotokopii. To pani inżynier Chmielewska przekonała mnie, bym się dalej uczył. Dzięki niej skończyłem technikum budowlane w Krakowie, wydział instalacji sanitarnych i pracowałem w biurze projektów. A potem byłem kierownikiem budów. W Przemyślu nadzorowałem oczyszczalnię ścieków.
 
Ożenił się, mama też wyszła za mąż za poznanego w księgarni Józefa Czerkawskiego. 
 
 
Stanisław Wnorowski z matką. Fot. Archiwum IPN.

Sprawiedliwość

Po zmianach ustrojowych w Polsce, osoby więzione w okresie stalinowskim mogły starać się o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę (nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych), ale w prawie istniała luka, która nie dawała już takiej możliwości dzieciom więzionymi z matkami osadzonymi za działalność niepodległościową. Prawo nie reguluje takich przypadków - tłumaczył sąd apelacyjny, odrzucając w 1993 roku wniosek Stanisława Wnorowskiego o zadośćuczynienie krzywdy wyrządzonej przez Polskę Ludową. 
 
- Machnąłem ręką – mówi Stanisław. - Bo tyle się najeździłem do tych sądów, a oni mnie traktowali jak oskarżonego. Dopiero po latach, w 2014 roku wniosłem tę petycję do Sejmu, by jednak lukę w prawie uzupełnić. Już ustawa była gotowa, ale Sejm nie przegłosował jej przed wyborami. Zajął się tym Sejm i Senat obecnej kadencji w 2015 roku. I też się ciągnęło. W końcu ustawa jest. Ale sądy są zdezorientowane, co robić. Ludzie żądają różnych kwot, sędziowie nie wiedzą, ile zasądzić. Mój przypadek to praktycznie jedyny w Polsce. Wiele tych osób, w imieniu których walczyłem o tę ustawę, już nie żyje. Kiedy senatorowie zastanawiali się, czy odszkodowania nie będą zbyt dużym obciążeniem dla budżetu, mówiło się o zaledwie czterdziestu takich dzieciach. Dziś jest ich jeszcze mniej. 
 
On też jest ojcem. Wszystkie jego dzieci to już dorośli po czterdziestce. Starsi są Piotr i Agnieszka. Najmłodsza, 42-letnia Maria Magdalena Bernadeta choruje na Zespół Downa. – To prawdziwa księżniczka. Przewspaniała, chociaż trochę nami dyryguje – zapewnia Stanisław. – Tak. Mam 72 lata. Życie nie układało mi się po różach. Ale jako dorosły zrozumiałem mamę. Była dla mnie autorytetem i jestem z niej dumny. Mam tylko żal, że nie powiedziała mi wcześniej. 
 
 
Alicja i Irena. Zbiory Stanisław Wnorowski, repr. Alina Bosak

*** 
Spotkanie ze Stanisławem Wnorowskim zorganizował 14 marca 2019 roku Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie. Podczas pisania artykułu korzystałam również z książki Łukasza Modelskiego pt. „Wojenne dziewczyny” oraz filmów dokumentalnych: „Więzienna kołyska” w reż. Mirosławy Filpczyk, produkcji TVP Rzeszów (2017) oraz „W imieniu Polski Ludowej.Jestem niewinna" w reż. Marii Miętus, produkcji TVN (2008). 

KOMENTARZE

Reklama

Milioner, który dla Puszczy Karpackiej porzucił biznes

Z Antonim Kostką, doktorem geologii, biznesmenem...

Zmarła Laila Arifulina. Tancerka baletowa i choreografka

W środę, 3 lipca, po ciężkiej chorobie...

Duhlowie. Od łapania wszy z huculskich kożuchów do szpitala w Łańcucie

Na starych zdjęciach z rodzinnego albumu szachownica szpitalnej podłogi lśni czystością. W szklanej szafie z instrumentarium chirurga równym rzędem...

Efekt motyla w Cieszanowie. Historia uczy i tylko prawda jest ciekawa

Z Tomaszem Rogiem, historykiem regionalistą, dyrektorem Muzeum Kresów w Lubaczowie, rozmawia Alina Bosak

Mężczyzna od kuchni. Rockman, lekarz, tata

Konrad Baum, lekarz, specjalista neurolog, certyfikowany neurosonolog z zakresu m.in. UDP tętnic szyjnych i domózgowych.Wokalista i gitarzysta zespołu muzycznego DOC. Prywatnie tata Kornela i Niny. W 2017 r. wraz...

Reklama

Dawid "Cygan" Kostecki nie żyje

Nie żyje 38-letni Dawid "Cygan" Kostecki. Znany rzeszowski pięściarz popełnił samobójstwo w Areszcie Śledczym w Białołęce. O śmierci Kosteckiego napisał na Twitterze Mateusz Borek, dziennikarz Polsat Sport pochodzący z Dębicy...

Porsche może mieć każdy, ale rzeźbę już nie!

Z Dagmarą Kowal, marszandką sztuki, właścicielką DagArt Galerie, rozmawia Aneta Gieroń

Dyrektorka uniwersyteckiej biblioteki mistrzynią Polski w triathlonie

Ma stopień naukowy doktora i dyplom MBA IT uzyskany w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, a od niedzieli, 30 czerwca także złoty medal Mistrzostw Polski...

Przedwojenny Rzeszów. Dzieje firmy kupieckiej I. Schaitter i Spółka

Od 1780 do końca 1949 roku działał w Rzeszowie sklep, w którym - jak podkreślali klienci - "można kupić wszystko". Kolejne pokolenia właścicieli zapisały...

Wszyscy jesteśmy wieśniakami. Folkowisko z Gorajca

Nocą śpiewają i tańczą przy rozpalonych ogniskach. W rytm folkowych melodii powiewają kwieciste chusty i suknie kobiet. Potem wstają skoro świt, by spróbować swoich sił w tradycyjnej ciesielce...

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 63

VIP Biznes&Styl Nr 63
w numerze m.in.:

Milioner, który dla Puszczy Karpackiej porzucił biznes Tomasz Róg, efekt motyla w Cieszanowie Maria i Marcin Piotrowscy Folkowisko z Goracja Porsche może mieć każdy, ale rzeźbę już nie! Za 2 lata S19 połączy Rzeszów z Lublinem Dzieje firmy kupieckiej I. Schaitter i Spółka Kongres i Targi TSLA EXPO 2019
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.