Reklama

Ludzie

Jakub Kocój, szef Cadway Automotive: Nie warto bać się lepszych od siebie

Alina Bosak
Dodano: 22.05.2019
45675_kocoj
Share
Udostępnij
– Firmy takiej jak Cadway Automotive nie zbudowałbym, zostając po studiach w Polsce – stwierdza Jakub Kocój, 36-latek, który po 10-letnim pobycie w Wielkiej Brytanii, w 2016 roku otworzył w Jasionce pod Rzeszowem startup, projektujący elementy nadwozi oraz wnętrz pojazdów. Know how i kontrakty przywiózł z Wielkiej Brytanii, która przed zdolnym inżynierem otwarła wiele drzwi. Dzięki temu na Podkarpaciu powstają dziś projekty elementów konstrukcji nadwozi samochodowych na zagraniczne rynki.
 
Praca nad każdym modelem auta to długi proces. Zaczyna się od koncepcji i rysunku. Designerzy tworzą projekt samochodu. Ma być piękny i funkcjonalny. Wiadomo. Ale ma się też sprzedać. Dlatego trzeba zbudować kilka modeli w skali 1:1. Przeprowadzić selekcję i wybrane zaprezentować osobom dobrze zorientowanym w rynkowych trendach i konsumenckich upodobaniach, decydującym o strategii i kierunku stylistycznym, w jakim dana marka chce podążać. Powstaje zatem kilka koncepcji – ulepione z gliny samochody, które poddaje się ocenie.
 
– Artyści tworzą modele samochodów, skanują ich designersko ukształtowane powierzchnie i potem przekazują nam do dalszej pracy, już inżynierskiej. Mamy zaprojektować wszystko, co znajdzie się pod spodem, czyli po drugiej stronie wymodelowanych przez stylistów powierzchni. Dotyczy to nie tylko paneli zewnętrznych nadwozia, ale również elementów wnętrza. To, co widzi kierowca siedzący w aucie, to kreacja artystów, zaś wszystko, co sprawia, że poszczególne części tej układanki trzymają się i sprawnie działają – to zasługa takich zespołów inżynierskich, jak w Cadway Automotive – opisuje Jakub Kocój i dodaje, że inżynier nie musi posiadać talentu plastycznego, ale na pewno dużo wyobraźni. 
 
Biuro mieści się w Inkubatorze Technologicznym w Podkarpackim Parku Naukowo-Technologicznym Aeropolis. Od 2016 roku, kiedy to pracowało w nim zaledwie dwóch inżynierów, znacznie się rozrosło. Dziś liczy kilkudziesięciu konstruktorów i rośnie wraz z kadrą i powierzchnią najmu. Sąsiedztwo jest tu zacne. W tym samym budynku inny startup rozwija produkcję drukarek 3d, projektowane są drony.

– To świetne firmy – uważa Jakub Kocój. – Mamy wielu bardzo dobrych specjalistów, świetnie wypadają na tle międzynarodowym. Myślą, rozwiązują problemy. Są zdolni, dynamiczni. Z Polakami bardzo dobrze się pracuje i mówię tak po latach doświadczeń za granicą, w międzynarodowych środowiskach. 
 
Z Rzeszowa w świat

Projektowania samochodów nie uczył się na Politechnice Rzeszowskiej, ale wiedza, którą zdobył studiując mechatronikę, zaczyna mu się coraz bardziej przydawać. – Do samochodów „wchodzi” coraz więcej inteligentnych części. Wymusza to integrowanie wielu dziedzin wiedzy inżynierskiej, w tym informatyki, elektroniki, mechaniki oraz wytrzymałości materiałów w calu proponowania kompleksowych rozwiązań technicznych – tłumaczy Jakub Kocój. 
 
Już na studiach miał okazję zapoznać się z zachodnim modelem pracy. Zaczęło się od wyjazdu do Belgii na wymianę studencką w ramach programu Socrates Erasmus. – Liznąłem wtedy z kolegami trochę innego doświadczenia, bardzo praktycznego – wspomina. –To była krótka przygoda, ale spowodowała, że zacząłem myśleć o spróbowaniu swoich sił w pracy za granicą. Kiedy kończyłem studia, skontaktowano się ze mną i zaproponowano pracę przy projektowaniu nadwozi samochodów w niemieckim biurze projektowym.
 
Propozycję pracy w dużej mierze zawdzięczał temu, że dobrze mówił po angielsku, co jeszcze dekadę temu nie było wśród absolwentów politechniki tak powszechne. – Mało kto myślał o pracy za granicą, pracy w zawodach konstrukcyjnych nie brakowało, inżynierów chętnie zatrudniały firmy w Rzeszowie. Dodatkową barierą przed wyjazdem było życie osobiste. Wielu moich kolegów ze studiów szybko pozakładało rodziny, zostało ojcami. Wyjazd w takiej sytuacji stawał się trudniejszy. Z mojego roku za granicę wyjechało nas kilku – opowiada Jakub Kocój.
 
Ukończył studia na politechnice w 2007 roku i wyjechał z Polski na 10 lat. W Niemczech był tylko rok, a potem razem z żoną podjął decyzję o przenosinach do Wielkiej Brytanii. Wysiadając z samolotu w Anglii nie miał pojęcia, jak wiele możliwości otworzy przed nim ten kraj. – Właściwie natychmiast poczułem się rozczarowany – śmieje się dziś na wspomnienie pierwszego „brytyjskiego” wrażenia. – Miejsce, do którego trafiłem, to nie była ta Anglia, jaką pamiętałem z wyjazdów turystycznych. Basildon to przemysłowe, robotnicze miasto. Stworzone w latach 50., dla osiedlenia mieszkańców zrujnowanego wojną Londynu na czas odbudowy stolicy. Dziś Basildon jest już ładniejsze niż w 2008 roku, kiedy je zobaczyłem. Wtedy chciałem wracać.
 
Został. Dzięki temu teraz przyznaje, że Wielka Brytania to kraj, który pracowitym i zdolnym daje szansę przebicia się i osiągnięcia sukcesu. Nie zmieniał drogi rozpoczętej w Niemczech, ale pozostał wierny motoryzacji, która od zawsze była jego pasją. Pracę u samochodowych gigantów zaczynał od stanowiska konstruktora, a szybkie awanse w kilka lat pozwoliły mu zostać kierownikiem projektu. Kiedy zapadła decyzja o powrocie do Polski, zarządzał już wieloosobowym zespołem inżynierów. Dlaczego postanowił wrócić? – Ze względów rodzinnych. Zawsze chciałem wracać do domu i chciałem, by moje dzieci mogły cieszyć się bliskością dziadków – tłumaczy.
 
 
Fot. Tadeusz Poźniak.
 
Ze świata do Rzeszowa

Od początku plan był taki, że spróbuje sił we własnym biznesie. – Na pracę tak dobrze płatną jak na Wyspach nie miałem szans – stwierdza inżynier. – Przemysł motoryzacyjny na Podkarpaciu opiera się na poddostawcach części. W brytyjskich firmach pracowałem po drugiej stronie barykady. Projektowaliśmy elementy, ale nie dla poddostawców, tylko bezpośrednio na zlecenie producentów samochodów. To zupełnie inna specyfika pracy. Moja specjalizacja to nadwozia i wnętrza. A tu nikt tego nie robi. Aby pracować przy tych elementach, trzeba nawiązywać współpracę z ośrodkami R&D producentów pojazdów, a w Polsce ich jest dosłownie kilka, więc wymusza to przyciąganie kontraktów z zagranicy. I tak właśnie zrobiłem – mówi założyciel Cadway Automotive.
 
Firmę założył w 2016 roku, ale na stałe sprowadził się do Polski rok później. Do tego czasu był w ciągłej podróży. Rok 2017 to 99 lotów samolotem. – Rozwijając biuro i firmę tutaj, wciąż jeszcze miałem zobowiązania w Wielkiej Brytanii.
 
Kiedy on był bardziej zaangażowany w pracy w Anglii, żona już urządzała ich w Polsce. Otworzyła zakład fotograficzny i to właśnie w nim, od klienta, który przyszedł na sesję zdjęciową, dowiedziała się o możliwości wsparcia startupów z Funduszy Europejskich.  Projekt nazywał się Platforma Startowa: TechnoparkBiznesHub, a jego realizacją na Podkarpaciu zajmowała się Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego. Pomysł na biznes Jakuba Kocója spodobał się ekspertom i Cadway Automotive najpierw zyskał pomoc w dopracowaniu pomysłu na biznes, a potem wygrał konkurs na bezzwrotną dotację z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
 
– Jeszcze zanim dowiedziałem się o platformie startowej, miałem plan działania na samodzielny start z biznesem, ale to dofinansowanie bardzo mi pomogło – przyznaje. – Program zmusił mnie do usystematyzowania całego planu, opracowania harmonogramu działań, a otrzymane pieniądze w całości zainwestowałem w sprzęt komputerowy i oprogramowanie. Od początku starannie budowałem także zespół i dziś pracują w nim zarówno osoby z wieloletnim doświadczeniem w branży, jak i młodzi kreatywni konstruktorzy.
 
Praca inżynierów motoryzacyjnych z Cadway Automotive koncentruje się na rozwoju elementów konstrukcji pojazdów samochodowych. Oferta firmy skierowana jest do producentów pojazdów oraz ich dostawców poszukujących wsparcia technicznego w zakresie projektowania i prototypowania.

Firma początkowo opierała się na kontraktach z Brytyjczykami. Ale stopniowo rozszerzała działalność na inne kraje, realizując skomplikowane projekty dla najbardziej wymagających producentów pojazdów w Europie. To dlatego dziś patrzy na sytuację polityczną w Unii Europejskiej bez paniki, chociaż brexit wiele może zmienić w obrotach między polskimi firmami a brytyjskimi.
 
– Nie wiemy, co nastąpi. Czy będzie „twardy”, czy „miękki” brexit. Czy może go nie będzie? Jak długo będzie trwał okres przejściowy. Najgorszy wariant to „twardy” brexit i przywrócenie ceł. Moja firma już nie tylko projektuje, ale również dostarcza elementy. Jeśli cło nie będzie na rozsądnym poziomie, po prostu nas skrzywdzi, bo przestaniemy być konkurencyjni cenowo – stwierdza szef Cadway Automotive. – Wszystko to jednak są domysły. Wykonaliśmy, oczywiście, analizę ryzyk, przygotowaliśmy różne scenariusze, ale sytuacja szybko się zmienia i pozostaje duża niepewność.
 
Zatrudniając kilkadziesiąt osób, trudno jednak pozostawiać przyszłość firmy losowi. Cadway szykuje się zatem na ewentualne utrudnienia we współpracy z Wyspami. – Nie zaciągamy żadnych kredytów ani zobowiązań, które stałyby się problemowe w przypadku spadku portfela zamówień. Jesteśmy przygotowani finansowo na różne scenariusze na wypadek zmniejszenia się liczby projektów. Zdobywamy natomiast nowe zlecenia na innych rynkach i dzięki temu myślimy raczej o zwiększaniu zatrudnienia niż cięciu kosztów osobowych. Jedyne, co nam przeszkadza, to niepewność związana z brexitem i niemożność nakreślenia jednej strategii. Brexit nie będzie oddziaływał tylko na kontakty z Wielką Brytanią, ale na stosunki gospodarcze w całej Europie, a nawet globalnie. Wszyscy trwają w oczekiwaniu, co się stanie. Firmy brytyjskie mają bardzo wielu dostawców w Polsce, Niemczech. Ponieważ w branży automotive wszystko jest powiązane, działa tu efekt domina.
 
Rozwój przede wszystkim

Dziś działalność Cadway Automotive koncentruje się na Europie i Azji. Ale kontrakty w Ameryce także są w zasięgu możliwości tej młodej firmy, która od początku intensywnie inwestowała w rozwój. W krótkim czasie Cadway Automotive otrzymało certyfikaty jakości ISO 9001, ISO 14001 oraz ISO 27001, przechodząc proces wdrożenia systemu zarządzania przedsiębiorstwem, zarządzania jakością oferowanych usług, zarządzania środowiskowego oraz bezpiecznego przechowywania danych.
 
– Już nie tylko projektujemy, ale świadczymy coraz bardziej kompleksowe usługi. Budujemy sieć lokalnych poddostawców, którzy z powodzeniem realizują dla nas duże zamówienia – podkarpackie firmy wykonują zaprojektowane przez nas oprzyrządowanie i różne elementy. Mamy do nich pełne zaufanie. To doświadczone firmy, które produkują od lat dla lotnictwa. Dołączyliśmy także do Polskiej Grupy Motoryzacyjnej, zrzeszającej firmy zajmujące się produkcją seryjną i części zamiennych dla branży motoryzacyjnej. Z nimi również współpracujemy – podkreśla Jakub Kocój.
 
Cadway Automotive pracuje także nad rozwojem własnej produkcji. Inwestuje w przemysłowy druk 3d. Przymierza się do zakupu maszyn. W planach jest również budowa siedziby firmy. Na razie działa w Inkubatorze Technologicznym, ale celem są własne biura i hale produkcyjne. 

Gdzie będzie jego firma, gdy wszyscy już przesiądziemy się na samochody elektryczne? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z marzeniami, to w nowej siedzibie, z jeszcze większym zespołem inżynierów zajętych projektowaniem kolejnych aut przyszłości. Czy wtedy Jakub Kocój powie, że jest człowiekiem sukcesu, bo dziś przed takim określeniem zdecydowanie się broni. 
 
– Dopiero rozwijam firmę – stwierdza. -W branży automotive nie istnieje pojęcie stabilności. Jest bardzo wrażliwa na kryzysy gospodarcze, możliwości konsumentów. Za wcześnie na chwalenie się sukcesem. Prowadzenie firmy to ciągła walka.
 
Kiedy stwierdzi, że osiągnął sukces? – Nigdy – śmieje się. – Ciągły rozwój, coraz wyższy pułap – to moje cele. Kiedy buduje się firmę, trzeba być upartym. Sukces to bardzo długa seria porażek, poprzedzających powodzenie. Nie wolno się zrażać. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że co chwilę pojawiają się nowe wyzwania i problemy, które trzeba rozwiązywać. Dlatego warto otaczać się wartościowymi ludźmi, którzy pomagają w takich sytuacjach, i nie bać się lepszych od siebie. 
Share
Udostępnij
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nasi partnerzy