Reklama

Janusz Stachyra: W żużlu sukces rodzi się w bólach!

A A A
Natalia Chrapek

Dodano: 27-04-2020

Janusz Stachyra. Fot. Tadeusz Poźniak

Janusz Stachyra. Fot. Tadeusz Poźniak

ZDJĘCIA

zobacz wszystkie ›
Rok 1991. Mecz żużlowy Stali Westa Rzeszów z Wybrzeżem Gdańsk. Janusz Stachyra zderza się na torze z Anglikiem Marvynem Coxem i doznaje wieloodłamowego złamania obojczyka. W powtórzonym biegu wygrywa na torze.  Tego samego dnia transportują go do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, gdzie nastawiają mu odłamy i stabilizują za pomocą śrub oraz drutów. Miesiąc później Stachyra, nadal mocno kontuzjowany, wychodzi ze szpitala na przepustkę. Gdzie? Do Poznania, na mecz Żurawi z Polonezem Poznań. Jeśli wygrają, wejdą do I ligi.  Początki ścigania nie wyglądają najlepiej. Pada deszcz, gospodarze za wszelką cenę chcą rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. W trakcie zawodów na tor wyjeżdża Stachyra – zwyciężają. Koledzy odwożą nad ranem niepokornego pacjenta z powrotem do szpitala, ordynator podczas porannego obchodu, trzymając w ręce katowicki dodatek sportowy, kiwa głową z niedowierzaniem. – Albo śnię, albo w gazecie się pomylili. No bo jak wytłumaczyć, że jeździłeś wczoraj po poznańskim torze? - pyta lekarz i przygotowuje wypis. Ale Janusz Stachyra wie swoje. – Sukces rodzi się w bólach! – powtarza po latach swoim podopiecznym jako trener Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego.  
 
Żużel pokochał dzięki rodzicom. Od małego zabierali go na mecze drużyny Motor Lublin, a on podziwiał ścigających się zawodników i obiecywał sobie, że kiedyś do nich dołączy. Rodzice, chociaż zafascynowani czarnym sportem, nie chcieli się na to zgodzić, dlatego pierwszy raz na motor wsiadł dopiero jako dziewiętnastolatek. 
 
- To były inne czasy. Gdyby dzisiaj przyszedł do nas adept w wieku 19 lat, od razu padłoby pytanie: dlaczego tak późno - i najpewniej podziękowalibyśmy mu za współpracę. Wszystko dlatego, że im szybciej zawodnik rozpocznie karierę na torze, tym większa szansa, że będzie odnosił sukcesy – mówi Janusz Stachyra, były żużlowiec i obecny trener Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego. 
 
W 1979 roku zapisał się do szkółki żużlowej w Lublinie, by zaledwie po trzech miesiącach zdobyć w Opolu licencję na ściganie. Długa kariera w Motorze Lublin nie była mu jednak pisana, bo na jednym z treningów nabawił się poważnej kontuzji nadgarstka, która wykluczyła go ze startów na pięć miesięcy. Gdy młody Stachyra zastanawiał się co dalej, w prasie natknął się przypadkiem na artykuł, w którym pojawiła się informacja o braku juniorów w rzeszowskiej sekcji żużlowej. Był 1981 rok. Przyjechał do stolicy Podkarpacia razem z Dariuszem Fornalem. Do klubu „Żurawi” przyjęli ich: Józef Rzepka, ówczesny kierownik, oraz Józef Batko – trener.  
 
- To dzięki nim zadomowiłem się w Rzeszowie. Dali mi szanse i stworzyli dobre warunki do rozwijania się. To wszystko miało potem wpływ na moją jazdę – opowiada szkoleniowiec.  Na przebicie się do głównego składu czekał dwa miesiące, ale gdy się już dostał, ścigał się z niebieskim żurawiem na piersi aż do 1993 roku. Pierwszym meczem, w jakim przyszło mu walczyć o punkty, był wyjazd do Tarnowa na derby z miejscową Unią. 
 
W Rzeszowie zostałby może i dłużej, ale kolejni działacze przestali wypłacać zawodnikom pieniądze. Sam musiał czekać na zaległą sumę prawie dwa lata. Podjął decyzję o przejściu do Włókniarza Częstochowa. Przyjechali po niego, zapłacili Stali Rzeszów i dopiero w ten sposób odzyskał zaległą kwotę. Na częstochowskim torze ścigał się przez trzy lata. Dobrze pamięta ten czas, szczególnie 1996 rok, kiedy razem z biało-zielonymi „Lwami”, prowadzonymi przez Marka Cieślaka, zdobył złoto w Drużynowych Mistrzostwach Polski. Rok wcześniej, podczas turnieju Marka Kępy w Lublinie, musiał zmierzyć się z kolejną kontuzją. Podczas jednego z próbnych startów wciągnęło mu nogę pomiędzy hak a tor. Złamał wtedy obojczyk, łopatce też się dostało, a że przed laty wśród żużlowców było modne tzw. spawanie obojczyków, poleciał do Ipswich w Wielkiej Brytanii. Chodziło o uśmierzenie bólu poprzez intensywne stosowanie pola magnetycznego i częste oddziaływanie laserem. Ten zabieg wykonywał tylko jeden lekarz – Brian Simpson. 
 
Po przygodzie z włókniarzami rozpoczął kolejną, tym razem powtórnie w Stali Rzeszów, bo jak mówi, to właśnie tutaj zdobywał najlepsze wyniki na torze. W Częstochowie nie robili mu problemów z odejściem, chociaż chcieli, aby został. W Rzeszowie ścigał się więc przez kolejne trzy lata, by na zakończenie kariery zawodniczej w 2001 roku powrócić w rodzinne strony – do Towarzystwa Żużlowego Lublin. Ówczesne władze klubu chciały odbudować drużynę, która utrzymywała się przez kilka lat w drugiej lidze na ostatnim miejscu. - Wtedy zaproponowano mi stanowisko trenera jeżdżącego, aby maksymalnie zminimalizować koszty. Ten system się nawet sprawdził - nie tylko przeskoczyliśmy do pierwszej ligi, ale podjęliśmy walkę z Zieloną Górą o wejście do Ekstraligi – wspomina. 
 
Sukcesy poparte dobrym sprzętem
 
Janusz Stachyra, pytany o powód rozpoczęcia kariery żużlowej, odpowiada, że to adrenalina, szybkość i jazda bez hamulca wyzwala w młodym zawodniku pasję nie do zatrzymania, i to dosłownie. Do tego dochodzi jeszcze zapach metanolu, który, jak mówi, oddziałuje niczym woń benzyny, czyli wywołuje hormony szczęścia. – Na torze zawsze czułem euforię. Gdy kończył się sezon i mieliśmy przerwę od ścigania, wybieraliśmy się w ramach treningów na motocrossy w okolice Rudnej Małej. Czuliśmy głód rywalizacji – tłumaczy trener, który przez 24 lata kariery zgromadził na swoim koncie wiele sukcesów. Najwięcej było tych z krajowego podwórka. Stachyra jest dwukrotnym medalistą Drużynowych Mistrzostw Polski – w 1996 roku zdobył złoto, a w 1998 - brąz. Cztery lata wcześniej wygrał Drużynowy Puchar Polski w Częstochowie. Siedmiokrotnie uczestniczył w finałach Mistrzostw Polski Par Klubowych, dwukrotnie zdobywając srebrne medale (1989, 1990). Był również siedmiokrotnym finalistą Indywidualnych Mistrzostw Polski, najlepsze wyniki osiągając w latach 1988 i 1989 w Lesznie, gdzie dwukrotnie zajął 4. miejsce.  Również w 1989 roku uplasował się na trzecim miejscu w turnieju o „Złoty Kask”. Dwukrotnie okazał się też bezkonkurencyjny w Memoriałach im. Eugeniusza Nazimka w Rzeszowie. Trzykrotnie startował w eliminacjach Indywidualnych Mistrzostw Świata, największy sukces odnosząc w 1987 roku we włoskim Lonigo, gdzie w finale kontynentalnym zajął 8. miejsce. 
 
 
Fot. Archiwum Janusza Stachyry
 
Za każdym razem przypomina, że to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie dobry motocykl. Taki, który nie posiada skrzyni biegów, hamulców oraz żadnego oświetlenia, a konstrukcyjnie przystosowany jest do jazdy w lewo (chociaż kierownica skręca się w obie strony) oraz pokonywania łuków ślizgiem kontrolowanym. W żużlu klasycznym silniki mają pojemność skokową do 500 centymetrów sześciennych i spalają czysty spirytus metylowy -  tzw. metanol. Przy czym pojemność baku to średnio od 1,5 do 2 litrów paliwa. Jednym z czołowych producentów motocykli jest obecnie włoska marka GM, która swoją nazwę wzięła od inicjałów byłego żużlowca - Giuseppe Marzotto. Warto jednak przypomnieć, że pierwszym polskim motocyklem żużlowym był WSK FIS, skonstruowany w latach 1953-1954 w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Rzeszowie przez Tadeusza Fedkę i Romualda Iżewskiego. Tutaj, zanim nowy silnik został wykorzystany w wyścigu, zazwyczaj przechodził tuning, który wykonywała niewielka grupa specjalistów. To często ich misterna praca decydowała o dobrym występie zawodnika. 
 
Jednym z najlepszych mechaników, z którym współpracował Janusz Stachyra, był Andrzej Krawczyk z Ostrowa Wielkopolskiego. Ściągnął go do Rzeszowa nieżyjący już Stanisław Skowron, trener Stali Rzeszów w latach 80. XX wieku. Fachowiec stuningował silnik żużlowca akurat przed wyjazdem na zgrupowanie do Bułgarii. Na zaskakujące efekty nie trzeba było długo  czekać – Stachyra w pięciu biegach zdobył komplet 15 punktów. Był poza zasięgiem, inni zawodnicy nie mogli go dogonić. 

Walka o przetrwanie
 
Reklama
- Kiedyś z żużlem było inaczej – mówi Janusz Stachyra. Dzisiaj każdy z zawodników ma własnego mechanika i menadżera, który organizuje mu spotkania, loty, a także czuwa nad harmonogramem treningów. – Gdy ja jeździłem na torze, trzeba było samemu zadbać o sprzęt, a specjalista od mechaniki był jeden w WSK, i to na całą drużynę. Interweniował tylko przy poważnych usterkach, dlatego nie raz samodzielnie wymieniało się zębatki, koła, gaźniki czy sprzęgła – opowiada trener, po czym dodaje, że gdy jeździł na dwóch motocyklach, sam musiał je przetransportowywać z bazy na WSK na parking żużlowy przy ul. Hetmańskiej.  W jedną stronę to około kilometr do pokonania. – Przed treningiem trzeba było najpierw pójść po pierwszy, następnie po drugi motocykl. Potem szybka kąpiel i odprowadzanie sprzętu dokładnie w taki sam sposób – wyjaśnia. Zwykle przed niedzielnym meczem, czyli w sobotę, był już o 7 rano u mechanika na WSK i przygotowywał motocykle do ścigania. Następnego dnia po meczu doprowadzał je do porządku, również o 7 rano. Musiał się nieźle napocić, bo wtedy nie było jeszcze myjki ciśnieniowej, czyli uwielbianego przez wielu karchera. Po tym wszystkim szedł pokopać w piłkę przez półtorej godziny, albo pobiegać. O to dbał już dobry kolega z drużyny - Ryszard Czarnecki, który był wielkim fanem futbolu. – A jak się pojechało na zgrupowanie w Bieszczady, to biegaliśmy z chłopakami od pomnika generała Karola Świerczewskiego w Jabłonkach do ośrodka w Bystrem. Pamiętam, że raz zabrakło nam po prostu sił. Zabrał nas wtedy na przyczepę miejscowy gospodarz przejeżdżający akurat traktorem – wspomina z uśmiechem. 
 
W klubie obowiązywała zasada: ten, kto załapał się do składu nie chodził do pracy. A jak się nie załapał, to musiał przepracować dziennie cztery godziny – od 6.00 do 10.00, a potem dopiero mógł iść na warsztat. Dawniej inaczej wyglądało też budowanie składu żużlowego. Oprócz podstawowych zawodników, w drużynie było jeszcze pięciu lub sześciu jeźdźców. Najlepsi na torze musieli być czujni i mieć się na baczności, bo w każdej chwili inny zawodnik, który akurat był w dobrej formie, mógł zająć ich miejsce. – Jak się jeden rozbił i miał miesiąc czy dwa przerwy, ktoś inny miał szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności i „wbicie się” do czołówki. To była walka o przetrwanie, niczym w buszu – mówi Stachyra. 
 
Dzisiaj, gdy poza głównym składem w drużynie znajduje się chociaż jeden zawodnik więcej, zaczyna się stres i zdenerwowanie, bo sportowcy zdają sobie sprawę, że mają przed sobą być może przyszłego eliminatora. Tak przyszło dorastać synowi trenera – Dawidowi. Chłopak szybko poszedł w ślady ojca. Jako nastolatek zaczynał na torze w Rzeszowie. Jego największe osiągnięcia to złote medale Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski i Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych, zdobyte w sezonie 2006. W tym samym roku sportowiec otarł się o podium Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski, a w Srebrnym Kasku uplasował się na piątym miejscu. Reprezentował barwy Stali Rzeszów, Kolejarza Opole, TŻ Lublin, a także brytyjskie Ipswich Witches i Pool Pitrates oraz duńskie Fjested. 
 
- Na samym początku żona postawiła Dawidowi warunek: jeśli będzie się dobrze uczył, może jeździć na torze. Chłopak miał więc motywację. Poszedł na studia i ukończył filologię rosyjską oraz angielską. Jestem dumny, że udało mu się pogodzić obowiązki z pasją – tłumaczy. 
 
Nie byłoby to możliwe bez wsparcia Małgorzaty, żony Janusza Stachyry, która przez lata dzielnie znosiła każdy upadek męża i syna na torze. Cieszyła się, gdy wygrywali mecze, ale też zagrzewała do walki, kiedy ponosili porażki. 
 
Być albo nie być 
 
Janusz Stachyra uprawnienia trenera zrobił w trakcie kariery zawodniczej. Gdy zaczął szkolić młodzież, był jeszcze czynnym zawodnikiem Stali Rzeszów. Później doświadczenie szkoleniowca zdobywał w Ostrowie Wielkopolskim, Częstochowie i Lublinie. Spod jego skrzydeł wyszli m.in. Karol Baran, Paweł Miesiąc oraz Michał i Bartosz Curzytek, a także Dawid i Wiktor Lampart. Ten ostatni już jako 13-latek zaskakiwał szybkością i sprytem na torze. Na stołku trenerskim w klubie pierwszoligowych Żurawi Stachyra zasiadł oficjalnie w 2016 roku, zastępując Janusza Ślączkę. Mówiło się o nim, że jest twardym i bezkompromisowym nauczycielem, a on po prostu pilnował dyscypliny. Nie każdemu zawodnikowi i działaczowi się to podobało…
 
W 2017 roku nastąpił krach w rzeszowskim żużlu. - Byłem wtedy trenerem, a zawodnikom nie wypłacano pieniędzy. Niektórzy z członków zarządu do dzisiaj nie odbierają telefonów, chociaż na co dzień mieszkają w Rzeszowie – mówi szkoleniowiec i wspomina, że na meczu inauguracyjnym z Polonią Piła w kwietniu 2017 roku Duńczyk Nicklas Porsing odmówił jazdy, bo nie dostał zaległych kilkunastu tysięcy złotych.  W czasie meczu kupił bilet i usiadł na trybunie, po czym zrobił sobie zdjęcie z podpisem: „Zamiast wspierać kolegów, oglądam mecz na trybunie” i wrzucił do mediów społecznościowych. Zawrzało, tym bardziej, że drużyna przegrała 42:47. 
 
- Pod koniec sezonu nie było pieniędzy nawet na karetkę – opowiada Stachyra i dodaje, że nieraz jeździł na zawody w pięcioosobowym składzie, przy czym trzech zawodników stanowili juniorzy. Seniorzy nie chcieli jeździć bez wypłaconych pieniędzy, a to drogi sport. 
 
W 2018 roku „jeźdźcy znad Wisłoka”, prowadzeni najpierw przez Mirosława Kowalika, następnie przez Lecha Kędziorę, po znakomitym sezonie w drugiej lidze, którą wygrali bez żadnej porażki na koncie, awansowali na zaplecze PGE Ekstraligi. 
 
 
Fot. Archiwum Janusza Stachyry
 
- Trenerzy przyjeżdżali do Rzeszowa tylko na piątkowy lub sobotni trening, tuż przed samym meczem. Przygotowanie toru oraz wszystkich meczowych spraw należało zawsze do mnie, nie wspominając już o szkoleniu samych zawodników i adeptów – wtrąca Stachyra.  
 
Finalnie Prezydium Polskiego Związku Motorowego odmówiło Żurawiom licencji żużlowej na 2019 rok. Powodem było niespełnienie wymogów regulaminowych. 
 
RzTŻ Rzeszów
 
Teraz wszystko ma się zmienić. Po ponad rocznej przerwie „jeźdźcy znad Wisłoka” pod nazwą Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego, które powstało we wrześniu ubiegłego roku, będą reprezentować stolicę Podkarpacia w drugiej lidze. Kto wie, może powtórzą sukcesy sprzed lat i zawalczą o awans do pierwszej ligi, a następnie do ekstraligi, by sięgnąć po tytuł mistrza Polski. Wszystko dzięki decyzji Głównej Komisji Sportu Żużlowego, która przyznała drużynie z Rzeszowa licencję warunkową. Oficjalna prezentacja 14 zawodników RzTŻ odbyła się pod koniec stycznia br. Szeregi biało-niebieskich zasiliło 5 juniorów i 9 seniorów. W tym pierwszym gronie znaleźli się młodzi żużlowcy z rocznika 2003: Jakub Sroka, Hubert Banaś, Patryk Zieliński, Mateusz Majcher i Konrad Mikłoś. Seniorów w nowym zespole jest więcej. Prym wiedzie 21-letni Patryk Rolnicki, który również z wyboru kibiców, został kapitanem. To były zawodnik Unii Tarnów i GKM Grudziądza. Na swoim koncie ma złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów,  4. miejsce w finale Brązowego Kasku oraz tytuł najlepszego juniora Nice Polskiej Ligi Żużlowej z 2018 roku. RzTŻ reprezentować też będą: Stanisław Burza, Marcin Rempała, Edward Mazur oraz Dawid Stachyra. W nowym zespole pojawiły się również zagraniczne nazwiska. Duńczycy - Kenneth Hansen i Patrick Hansen; Rosjanin Ilja Czałow oraz Anglik Adam Ellis. Nad całą drużyną czuwa już Janusz Stachyra, wybrany na nowego trenera rzeszowskiego składu. 
 
- To nowe stowarzyszenie, więc trzeba mocno trzymać za nie kciuki. Łatwo nie będzie, bo zaczynamy od zera, dlatego proszę sponsorów o cierpliwość, a kibiców o wsparcie i zachęcam, aby zostali naszym „ósmym zawodnikiem”, bo wielki sukces często rodzi się w bólach. Będziemy musieli zostawić całe serce na torze i wylać na nim hektolitry potu, aby sprostać oczekiwaniom fanów żużla. Pracujemy też nad atmosferą w klubie. Zależy nam, aby zawodnicy sobie wzajemnie pomagali. Każdy z nich będzie się chciał teraz pokazać z jak najlepszej strony, ale jeździć będą ci najlepsi – kwituje Stachyra. 

KOMENTARZE

Nie ma nerwówki rozmowa z Andrzejem Łabudzkim, Prezesem Speedway Stal Rzeszów S.A.

Najbliższy sezon ? 2017 roku ? jest dla mnie pierwszym, w którym ze spokojem możemy wszystko zaplanować. Nie łatać na bieżąco...

Stal Rzeszów w I lidze piłkarskiej

Od nowego sezonu 2014/2015 Stal Rzeszów będzie grać w I lidze piłkarskiej. Awans z trzeciej do pierwszej ligi możliwy jest dzięki kupnie licencji od Floty Świnoujście. Kwota transakcji nie została ujawniona, ale nieoficjalnie...

zobacz więcej
Reklama

Szalona Zośka Komedowa pamiętana w Bieszczadach

Crazy Girl - Zośka Komedowa - Trzcińska, żona i muza...

Kowale z Kuźni Skarbów, czyli w raju Agnieszki i Filipa Pasków

Do Kuźni Skarbów łatwo trafić. Wystarczy przejechać przez tory w Mokrem pod Sanokiem i wypatrywać szyldu ze strzałką. Potem kawałek wiejskiej drogi pod górkę i...

Smaki Podkarpacia. Suszone owoce i herbatki z Handzlówki

Moda na naturalne, zdrowe produkty wcześniej czy później musiała przyjść, a moda na zachodnie, ale przetworzone - w końcu minąć. Zwłaszcza na wyroby produkowane na Podkarpaciu...

77. rocznica rzezi wołyńskiej. Czego nie wiemy? Co ustalono?

Z Tomaszem Berezą, historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, rozmawia Alina Bosak

Reklama

Amalia z Brühlow Mniszchowa. Pani z rokokowej Dukli

Polska historiografia różnie oceniała Marię Amalię z Brühlów Mniszchową. Od zachwytów nad jej intelektem, dyplomatycznymi umiejętnościami, wybornym gustem (Emanuel Swieykowski)...

Joel Russ ze Strzyżowa. Człowiek, który rozsławił bajgle w Nowym Jorku

Sklep Russ&Daughters przy 179 East Houston Street to modny nowojorski adres. Można tu kupić najpyszniejsze bajgle w mieście. Prawie zawsze jest tu...

Lokatorzy dworu w Babicy: najstarsza blogerka, milicja i chorzy psychicznie

Mury dworu w Babicy - pięknej posiadłości, ulokowanej na zacisznym terenie doliny Wisłoka w powiecie strzyżowskim - w ciągu 150 lat zamieszkiwało...

Nowy dyrektor w Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej

Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej ma nowego dyrektora – pełniącym obowiązki został Waldemar Rataj, prawnik, politolog specjalizujący się w zarządzaniu strategicznym...

Po Paryżu nasz azyl znaleźliśmy w Przemyślu

Z Grażyną Gawrońską-Kasse, malarką i konserwatorką dzieł sztuki, oraz Philippem Methiazem, antykwariuszem, wiceprezesem Narodowego Stowarzyszenia Handlu Antykami oraz Galerii Sztuki Współczesnej i Najnowszej...

zobacz więcej

POLECANE

RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Mieszka I 48/50, 35-303 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.