Reklama

Andrzej Sikorowski z córką, Mają Sikorowską - o życiu i muzyce

A A A
Aneta Gieroń, Jaromir Kwiatkowski

Dodano: 21-11-2012

fot. T. Poźniak

fot. T. Poźniak

61-letni lider grupy „Pod Budą”, piosenkarz, kompozytor, gitarzysta, autor przebojów m.in. Ballady o ciotce Matyldzie, Bardzo smutnej piosenki retro, Nie przenoście nam stolicy do Krakowa i 30 –letnia córka Maja, po mamie Greczynce magnetyzująca południową urodą i pięknym wokalem w polskich i greckich kompozycjach. Wspólnie Sikorowscy wydali trzy płyty: „Kraków-Saloniki”, „Śniegu cieniutki opłatek”, „Sprawa rodzinna”.

Aneta Gieroń, Jaromir Kwiatkowski:
Czy od zawsze wasze polsko-greckie życie tak się przeplata: każde wakacje w Grecji, reszta roku spędzana w Polsce?
 
Andrzej Sikorowski: To się zaczęło dawno temu. Od 32 lat , czyli, od kiedy związałem się Chariklią Motsiou, która została moją żoną, odwiedzamy Grecję każdego roku. Od dwóch lat,  kiedy mamy pod Atenami mieszkanie, jeździmy tam jak do siebie, zwłaszcza że w Grecji mieszka trójka rodzeństwa żony. W 1980 r., po ponad 30-letnim pobycie w Polsce, do Grecji powrócili rodzice żony, dziś nieżyjący już niestety, ale tam ciągle przecież jest rodzinna wieś żony w Macedonii, korzenie są więc zapuszczone mocno. Na dodatek nasza córka Maja, świetnie mówiąca po polsku i grecku, ma partnera życiowego Greka. Przed laty żona zdecydowała się zostać w Polsce, bo tutaj się urodziła w rodzinie greckich emigrantów politycznych. Chariklia w Polsce skończyła studia, tu się pobraliśmy. Żona dokonała wyboru, ale w ten wybór wpisana jest nieustanna rozterka. To są ciągłe telefony do Grecji, bo tam są bliscy, to jest ciągła troska, żeby im tam było też tak fajnie jak nam tutaj. Oczywiście są też bardzo miłe aspekty naszych ścisłych związków z Grecją: co roku wakacje przy gwarantowanej pięknej pogodzie, do tego tamtejszy spokój, pyszne jedzenie, żywiczne wino...
 
Czy - gdy do Polski dochodzą z Grecji  wiadomości o złej kondycji finansowej kraju - żona bardzo się denerwuje?

AS: Przesadnie nie, ale to dlatego, że nieustanny telefoniczny kontakt z rodzeństwem sprawia, iż moja żona jest  na bieżąco informowana o realnych zagrożeniach. Mamy świadomość, że nie jest tam wesoło, ale rodacy mojej żony trochę „przehulali” ten kraj. 25 lat temu w Grecjach żyło się o niebo lepiej niż w Polsce, dziś różnice w poziomie życia mocno się wyrównały. Zarobki greckie są podobne do polskich. Słaba pensja to jest około 750-800 euro, czyli około 3 tys. zł, przy czym ceny w Grecji są wyższe niż w Polsce. Ale nie oszukujmy się, Grecy szastali pieniążkami. Byli chyba jedynym krajem w Europie, gdzie wypłacano sobie czternaste pensje.
 
Pani  Maju, to prawda, że Pani szybciej zaczęła mówić po grecku niż po polsku?

Maja Sikorowska: Tak, to prawda. Jako bardzo małe dziecko razem z mamą wyjechałam z Polski na dłużej do Grecji.
 
AS: Maja urodziła się tuż przed stanem wojennym. Wtedy nie mieliśmy świadomości, co się w Polsce stanie, sam może też ulegałem panice medialnej i zdecydowałem, by żonę z Mają wysłać do Grecji, gdzie było bezpieczniej. Nawet przeżyłem ciekawą przygodę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, gdzie pojechałem zapytać o wyjazd mojej rodziny do Grecji. W ministerstwie przyjął nas jakiś pułkownik i jako że żona miała grecki paszport, bez problemu zgodził się na wyjazd jej i córki do Grecji. Mnie też pozwolił, ale bez prawa powrotu – dostałem  „one way ticket”. Oczywiście się nie zgodziłem, zostałem w Polsce, dziewczyny pojechały do Grecji i tak się złożyło, że czas, kiedy dziecko zaczyna mówić, przypadł na pobyt Mai w Grecji z dziadkami. A że oni mówili do niej po grecku, to Maja mówić też zaczęła w tym języku.

Podobno nawet gwarą grecką?

MS: A tak, bo długi czas mieszkałam na północy Grecji, w maleńkiej wiosce, rodzinnej miejscowości mojej babci, z dala od cywilizacji, gdzie nawet jednego sklepu nie było. Z tego wynikło wiele zabawnych sytuacji, zwłaszcza potem, gdy wróciłam do Polski i do moich polskich dziadków mówiłam po grecku, co było dość śmieszne, bo oni w ogóle nie wiedzieli, o czym ja mówię. Wskazywałam na różne przedmioty i nazywałam je po grecku, a oni patrzyli na mnie bezradnie.
 
Gdy dziś, gdy ktoś spyta Panią o tożsamość, mówi Pani, że ma dwie ojczyzny?

MS: Człowiek, mając dwie ojczyzny, jest w rozterce i ciężko mu sprecyzować, gdzie jest jego miejsce. Po upływie wielu lat i po długim pobycie w Grecji wiem, że gdy jestem w Polsce, tęsknię do Grecji, a gdy jestem w Grecji, chciałabym być już Polsce, zobaczyć krakowski Rynek, miejsca, gdzie się wychowywałam. Gdy już dorosłam, a w Salonikach miałam okazję spędzić 12 miesięcy, od 2002 do 2003 r., to wiem, że raczej bliżej mi jest do Polski.
 
Grecka mentalność tak Pana urzekła, że wziął Pan za żonę Greczynkę?

AS: Chariklia na pewno ujęła mnie oryginalną urodą, tym, że śpiewała w kabarecie Pod Budą, i tym śpiewała po grecku, co było egzotyczne i urzekające, bo ja o Grecji wtedy nic specjalnie nie wiedziałem. Kiedy w latach 70. wyjechałem z komunistycznej Polski i dojechałem do Salonik, to zamarłem z zachwytu, gdy wysiadłem w kraju pięknie oświetlonym, tętniącym życiem. Spodobał mi się ten luz, światła w miastach i najmniejszych wioskach. Oszołomiła mnie ilość światła w ogóle, także słonecznego. Był taki epizod, że syn znajomych z Grecji przyjechał do Polski studiować w Łodzi medycynę. Zaczął w październiku, a w listopadzie spakował walizki i powiedział do rodziców, że nie może studiować w miejscu, gdzie jest ciągle ciemno. W Grecji jest dojmująca jasność bijąca ze zbielałych, wypalonych słońcem skał i pobielonych domów. Do tego lazur morza…
 
Zaczęliśmy o muzyce, o żonie, która  śpiewała w pierwszym składzie Pod Budą, może to dobry  moment, by do muzyki powrócić. Odnosimy ostatnio wrażenie, jakby dla Pana najważniejszą sprawą stały się występy w duecie z córką, a Pod Budą zeszło na drugi plan.

MS: ( śmiech) Odnosicie Państwo dobre  wrażenie.
 
AS: To się musiało stać. Jest kilka powodów tego stanu rzeczy, Maja ten proces tylko przyspieszyła. Gdyby moje dziecko zajęło się medycyną albo mikrobiologią, szyciem lub czymkolwiek innym, tego dylematu by nie było. Ale w związku z tym, że Maja śpiewa i robi to świetnie; jej akces do zespołu Pod Budą nie polegał na tym, że lider ściągnął sobie jakieś fałszujące beztalencie będące jego dzieckiem, tylko wprowadził utalentowaną córkę. Ja też nie miałem już pomysłu ani ochoty na pisanie piosenek dla kogoś innego niż Maja. A, co najważniejsze; odczuwałem potrzebę, by zaprezentować się pod własnym nazwiskiem. Szyld Pod Budą już troszkę mnie krępował, chciałem zobaczyć, co się stanie, gdy wyjdę z gitarą sam. Jak ludzie na to zagregują, czy będą chcieli kupić bilety, płyty, czy będą chcieli tego słuchać.
 
A może byliście już sobą zmęczeni po 30 latach intensywnego grania?

AS: Pod Budą to jest zespół o tyle kuriozalny, że tworzyliśmy symbiozę, dobrze się ze sobą czujemy, nie było jakichś tarć. Pierwszy skład zespołu to były dwa małżeństwa: Ania Treter z gitarzystą Janem Hnatowiczem i ja z małżonką, basistą był szwagier Hnatowicza. Mieszkaliśmy obok siebie na Podgórzu w Krakowie, potem zbudowaliśmy obok siebie domy pod Krakowem. Można powiedzieć, że ta symbioza była dość trwała. I taki impuls, żeby zrobić coś tylko pod swoim nazwiskiem, wywołała Ania Treter, która pierwsza nagrała solową płytę. Poczułem się wtedy usprawiedliwiony, bo zawsze miałem takie przeczucie, że gdy odejdę, to ich trochę zostawię.
 
Pani Maju, nie bała się Pani głosów, że występując z tatą próbuje Pani odcinać kupony od sukcesu Pod Budą?

MS: Szczerze mówiąc, nie. Zawsze liczyłam się z tym, że ludzie – patrząc przez pryzmat znanego ojca - będą więcej ode mnie wymagali. To był pewien minus. Ale robię to co robię, nie zawracam sobie głowy tym, co ktoś o mnie powie.
Reklama
 
Nawet nie bierze Pani bezkrytycznie repertuaru od taty…

MS: To prawda. Nie wszystko, co tata napisze, mi się podoba. Najlepszym przykładem na to, że nie zawsze akceptuję to, co mi tato zaproponuje, jest piosenka „Uczta w poście” na naszej ostatniej płycie „Sprawa rodzinna”. To jest piosenka, do której tato napisał wstępnie muzykę i ja najnormalniej w świecie tej muzyki nie zaakceptowałam.
 
Wolałam sama coś wymyślić i ojcu się to spodobało.

AS: I dobrze. Ja też czasem mogę się mylić, więc dopływ świeżej krwi, krytycyzmu jest dla mnie bardzo dobry. Jest jeszcze jeden dobry aspekt mojej współpracy z Mają i innymi młodymi ludźmi: mnie to bardzo odświeżyło muzycznie.

W jednym  z wywiadów, Pan, Panie Andrzeju, powiedział: „Nie próbuję wylansować Mai za wszelką cenę, natomiast mam przekonanie, że ona ma talent”. Dzisiaj czasem nie wystarcza talent, nie wystarcza nawet sławny ojciec. Co jeszcze trzeba?

MS: Trzeba jeszcze szczęścia, bo nie mam wątpliwości, że świetnie śpiewających młodych ludzi jest bardzo dużo. Tym bardziej mam świadomość, że poszczęściło mi się, iż mogłam śpiewać przy boku taty i robię to do dziś.
 
AS: Maja od razu pokonała pewien próg, który dla debiutantów jest trudny do przeskoczenia: nie musiała debiutować na przeglądzie piosenki w powiatowym domu kultury. Z drugiej jednak strony oczekiwania od Mai  były i są nieporównywalnie większe niż od osób, które nie mają znanego ojca. Od początku uświadamiałem Mai, że śpiewanie w Polsce piosenki literackiej – bez względu na to, czy się ma znanego ojca - jest rzeczą trudną i trudno liczyć, że się odniesie spektakularny sukces. To nie jest piosenka, którą będą grały stacje radiowe, to jest „zabawa niszowa”, gdzie walczy się o wielkość niszy. Często trzeba się pogodzić z faktem, że może jest się bardziej utalentowanym i wartościowym niż „śpiewająca panienka w różowej kiecce”, ale ta panienka jest piętnaście razy bardziej popularna, za koncert bierze kilkakrotnie wyższe stawki, a na koncie  ma ogromną liczbę sprzedanych płyt. Na dodatek w każdej robocie trzeba się na tyle zdystansować, aby ustawić sobie odpowiednią skalę ważności. Dla mnie najważniejsze jest, aby Maja była szczęśliwa i np. jeśli odnajdzie się w macierzyństwie i nie będzie chciała już śpiewać, to też będzie dobrze, nikt z tego powodu nie będzie rozdzierał szat.
 
Jak wielka jest ta nisza, w której siedzicie?

AS: Czy zapotrzebowanie na nas się zwiększa, nie wiem. Boję się, że nie. Dramatycznie też się nie zmniejsza. Muszę brać pod uwagę, że odbiorca moich piosenek to mój rówieśnik bądź ktoś starszy. W przypadku ludzi młodszych to jest zależne od tego, czy mój rówieśnik przekazał te utwory swoim dzieciom. Zdarza się, że przychodzi do mnie 30-latek i mówi, że kiedy wyjeżdżał z rodzicami na wakacje, to oni mieli w samochodzie wszystkie nasze kasety, a on na nich dorastał. Niedawno grałem na weselu syna mojego kumpla. Ta młodzież nie bardzo wiedziała, kim jestem. Słuchali mnie, pewnie im się nawet podobało, ale miałem świadomość, że śpiewam bardziej dla ich rodziców. Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest tak, że bez pomocy mediów jakieś zjawisko jest w stanie długo się utrzymać.
 
MS: Myślę jednak, że my świadomie oddalamy się od komercji w kierunku tej niszy. Miałam różne propozycje, np. z telewizji. Tyle tylko, że wyznaję zasadę, iż jeżeli coś do mnie nie przemawia, jeżeli mam śpiewać treści, które w moich ustach nie będą brzmieć, to rezygnuję z takiej propozycji. Czasami sama sobie tym szkodzę, ale robię to świadomie i cieszę się z tego wyboru. Z tego, że nie podążam w kierunku komercji tylko po to, żeby się sprzedać, pokazać. Wolę być w niszy i robić to co lubię.

Pani Maju, czy Pani kiedykolwiek przeszło przez głowę: koniec z Krakowem, jadę do Warszawy?

MS: O Jezu, nie, nigdy! (śmiech). Myślę, że to najgorszy kierunek. Duże miasto, w którym wiele się dzieje, kompletnie mnie nie interesuje. Ja mam naturę prowincjonalną, tak samo zresztą jak ojciec. Trzymam się małych miejsc, w których spotyka się codziennie te same twarze. Nie byłabym w stanie podporządkować swojego życia wyłącznie pracy, karierze.
 
Tam zrobiłaby Pani zawrotną karierę, i to o wiele szybciej. Jedna, druga okładka…

MS: Pewnie tak. Ale nie jestem osobą tego typu.
 
AS: Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że Kraków jest dość specyficzny. Nie chcę, by to zabrzmiało nazbyt górnolotnie, ale fakt, że mój ojciec urodził się w kamienicy po drugiej stronie Rynku, jest dla mnie istotny. Czuję się tu jak u siebie. W Krakowie wolniej płynie czas, a ja nie lubię się spieszyć. W Warszawie ciągle każą mi robić coś na termin. Tam nie traci się czasu, bo tam zarabia się pieniądze. A u nas jest to możliwe, że spotkamy się z sąsiadem, czytamy gazety, pijemy herbatę.
 
MS: Czy życie ma polegać tylko na tym, że będziemy gonić i zarabiać pieniądze?

Panie Andrzeju, mówi Pan, że jest Pan „entuzjastą życia”…

AS: Zdecydowanie, jestem entuzjastą życia i optymistą. Uważam, że los obchodził się ze mną dość łagodnie: żyję na tym świecie już ponad sześć dekad, nigdy nie cierpiałem biedy, w moim życiu nie było traum wynikających z niespodziewanych odejść bliskich, nadal robię to co lubię, dużo podróżuję, dobrze mieszkam, jestem otoczony grupą fajnych ludzi, mam udane dziecko. Uważam, że byłoby to nieeleganckie, gdybym jeszcze zgłaszał jakieś pretensje. Być może mógłbym pomyśleć, że mogłem  nagrać więcej płyt czy wygrać o dwa festiwale więcej. Ale nigdy nie było mi to potrzebne do szczęścia. Nie mam marzeń, bo wydaje mi się, że mam to wszystko, co sobie kiedyś wymarzyłem.
 
Czuje się Pan człowiekiem spełnionym?

AS: Tak, zdecydowanie. Mógłbym już nie wyjeżdżać z domu. Wtedy miałbym dużo psów wkoło siebie.
 
MS: No, nie przesadzaj. Już nigdy nie pojechałbyś do Grecji?
 
AS: Do Grecji tak, ale już np. do Wąbrzeźna nie, bo dziś już mi się czasami nie chce tłuc. A właśnie za trzy dni muszę jechać z Turnauem do Szczytna i Kętrzyna.

Ale to będzie miało ten plus, że będziecie mieli dużo czasu na pogadanie w drodze. Bo, z tego co wiemy, w Krakowie jest to zazwyczaj dość trudne…

AS: W Krakowie spotykamy się od czasu do czasu, u nas albo u nich, ale wtedy jesteśmy zawsze w towarzystwie małżonek. A mężczyźni czasami muszą porozmawiać z sobą bez nich.

Zawsze można wyjść do drugiego pokoju…

AS: Ale to mogłoby zostać uznane przez małżonki za jakąś konspirację (śmiech). Z Grześkiem dobrze się obcuje, mimo sporej różnicy wieku. On jest dobrym kompanem, jest bardzo „krakowski”, mamy podobny patent na literaturę, film i różne inne rzeczy, więc sobie gadamy, komentujemy wydarzenia polityczne, lubimy się razem napić. Więc gdy wsiadamy do samochodu, bierzemy sobie na tylne siedzenie jakąś flaszeczkę, siedzimy, gadamy i pijemy. I jest bardzo przyjemnie.

A kto kieruje?

AS:  Menedżer. Choć mogłem odpowiedzieć: my obaj na zmianę. Ten, który akurat nie pije (śmiech).
 
A propos picia. W piosence „Sprawa rodzinna” córka zarzuciła Panu, że Pan za dużo je, za dużo pije i za dużo się ogląda za panienkami…

MS: Bo to cała prawda. Ta piosenka jest o nas. Ponieważ mamy z sobą bliskie relacje i o wszystkim sobie mówimy, czynimy sobie też pewnego rodzaju wyrzuty. Bo to nie jest tak, że zawsze głaszczemy się po głowie i wszystko jest cacy. Zdarzają się sytuacje, że trzeba sobie te dwa słowa powiedzieć.
 
AS: Znacznie wcześniej napisałem piosenkę „Jeść, pić, kochać”, która też jest swego rodzaju manifestem mojego stosunku do życia. Dodaję tylko, że trzeba wiedzieć, w jakiej kolejności ułożyć te czasowniki.

KOMENTARZE

Justyna Steczkowska - w Rzeszowie wszystko się zaczęło

Od kilkunastu lat idzie konsekwentnie...

Fortepian - prawdziwe dzieło sztuki

Fortepian jest dziełem sztuki, stworzonym przez genialnych rzemieślników |i...

20 lat Fundacji Muzycznej

Kto ma pasję, ten jest człowiekiem szczęśliwym i uszczęśliwia innych. Pasja pedagogiczna jest szczególnym...

Neobus częstuje ekologicznymi smakołykami Santosa

Słodką niespodziankę przygotowała firma przewozowa Neobus z Niebylca dla swoich pasażerów. Od kilku dni w autobusach na wszystkich kursach serwuje bezpłatny poczęstunek. Jest to napój i wyroby...

W hołdzie Marii Turzańskiej i Fryderykowi Chopinowi

Ona słynęła z wielkiej urody i jeszcze większego talentu. On - najsłynniejszy polski kompozytor - był największym pianistą swoich czasów. Twórczość tych dwojga stała się inspiracją...

zobacz więcej
Reklama

Urodzony w celi śmierci wciąż czeka na sprawiedliwość

Stanisław Wnorowski, elegancki, 72-letni...

Bronią praw autorskich, dając sobie odebrać wolność słowa - ACTA2

Alina Bosak: Jak to teraz będzie? Parlament Europejski przegłosował ACTA 2 - unijną dyrektywę o prawach autorskich, nazywaną też ustawą o cenzurze Internetu… ...

6 lat więzienia dla Anny Habało, byłej prokurator apelacyjnej w Rzeszowie

Na sześć lat kary bezwzględnego więzienia oraz 10 - letni zakaz zajmowania stanowisk związanych z tworzeniem i egzekwowaniem prawa skazał w poniedziałek...

Reklama

Zmarł Jan Partyka - muzeum podarował 2200 eksponatów

Jan Partyka, najhojniejszy darczyńca Rzeszowa ostatnich kilkudziesięciu lat, zmarł 15 kwietnia, po ciężkiej chorobie, mając 87 lat. Przez ponad pół wieku zbierał odznaki i pamiątki...

Pedofilia nie dotyczy tylko marginesu społeczeństwa pełnego alkoholu i biedy!

Z Magdaleną Louis, powieściopisarką z Rzeszowa, rozmawia Aneta Gieroń

Pogrzeb ks. Bogusława Przeklasy, byłego dyrektora Radia VIA

We wtorek, 26 marca w Wojniczu odbędzie się pogrzeb śp. ks. kan. Bogusława Przeklasy, wieloletniego dyrektora Radia VIA. Mszy św. przewodniczyć będzie biskup rzeszowski Jan...

Stabryła: W drugim człowieku przeglądam się jak w lustrze

Alina Bosak: W malarstwie postawiłeś na realizm. To forma, do której artyści coraz częściej wracają. Prawda?

Mężczyzna od kuchni. Tomasz Gulak wychodzi przed szereg

Z Tomaszem Gulakiem, szkoleniowcem, coachem i mówcą motywacyjnym, rozmawia Idalia Stochla

zobacz więcej

POLECANE

VIP Biznes&Styl Nr 61

VIP Biznes&Styl Nr 61
w numerze m.in.:

Zuzia Górska - pracownia Twórcza w cieniu fredrowskiego zamku Politycy nie mogą ulec pokusie pychy! Jolanta Kluz-Zawadzka - Lekarskie powołanie Śladami Watachy Dominikanin o Drodze św. Jakuba
RZESZÓW WEATHER
Reklama

NASI PARTNERZY

zamknij

Szanowny Czytelniku !

Zanim klikniesz „Zgadzam się” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Zgadzam się” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres.

Zgoda

Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Zaufanych Partnerów Grupy SAGIER Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno.
Jeśli nie chcesz wyrazić zgody, kliknij „Nie teraz”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz edytować zakres zgody, w tym wycofać ją całkowicie, przechodząc na naszą stronę polityki prywatności. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych w celach marketingowych Zaufanych Partnerów. Zaufani Partnerzy to firmy z obszaru e-commerce i reklamodawcy oraz działające w ich imieniu domy mediowe i podobne organizacje, z którymi Grupa SAGIER współpracuje.
Podmioty z Grupy SAGIER w ramach udostępnianych przez siebie usług internetowych przetwarzają Twoje dane we własnych celach marketingowych w oparciu o prawnie uzasadniony, wspólny interes podmiotów Grupy SAGIER. Przetwarzanie takie nie wymaga dodatkowej zgody z Twojej strony, ale możesz mu się w każdej chwili sprzeciwić. O ile nie zdecydujesz inaczej, dokonując stosownych zmian ustawień w Twojej przeglądarce, podmioty z Grupy SAGIER będą również instalować na Twoich urządzeniach pliki cookies i podobne oraz odczytywać informacje z takich plików. Bliższe informacje o cookies znajdziesz w akapicie „Cookies” pod koniec tej informacji.

Administrator danych osobowych

Administratorami Twoich danych są podmioty z Grupy SAGIER czyli podmioty z grupy kapitałowej SAGIER, w której skład wchodzą Sagier Sp. z o.o. ul. Cegielniana 18c/3, 35-310 Rzeszów oraz Podmioty Zależne. Ponadto, w świetle obowiązującego prawa, administratorami Twoich danych w ramach poszczególnych Usług mogą być również Zaufani Partnerzy, w tym klienci.
PODMIOTY ZALEŻNE:
http://www.biznesistyl.pl/
http://poradnikbudowlany.eu/
http://modnieizdrowo.pl/
http://www.sagier.pl/
Jeżeli wyrazisz zgodę, o którą wyżej prosimy, administratorami Twoich danych osobowych będą także nasi Zaufani Partnerzy. Listę Zaufanych Partnerów możesz sprawdzić w każdym momencie na stronie naszej polityki prywatności i tam też zmodyfikować lub cofnąć swoje zgody.

Podstawa i cel przetwarzania

Twoje dane przetwarzamy w następujących celach:
• 1. Jeśli zawieramy z Tobą umowę o realizację danej usługi (np. usługi zapewniającej Ci możliwość zapoznania się z jednym z naszych serwisów w oparciu o treść regulaminu tego serwisu), to możemy przetwarzać Twoje dane w zakresie niezbędnym do realizacji tej umowy.
• 2. Zapewnianie bezpieczeństwa usługi (np. sprawdzenie, czy do Twojego konta nie loguje się nieuprawniona osoba), dokonanie pomiarów statystycznych, ulepszanie naszych usług i dopasowanie ich do potrzeb i wygody użytkowników (np. personalizowanie treści w usługach), jak również prowadzenie marketingu i promocji własnych usług (np. jeśli interesujesz się motoryzacją i oglądasz artykuły w biznesistyl.pl lub na innych stronach internetowych, to możemy Ci wyświetlić reklamę dotyczącą artykułu w serwisie biznesistyl.pl/automoto. Takie przetwarzanie danych to realizacja naszych prawnie uzasadnionych interesów.
• 3. Za Twoją zgodą usługi marketingowe dostarczą Ci nasi Zaufani Partnerzy oraz my dla podmiotów trzecich. Aby móc pokazać interesujące Cię reklamy (np. produktu, którego możesz potrzebować) reklamodawcy i ich przedstawiciele chcieliby mieć możliwość przetwarzania Twoich danych związanych z odwiedzanymi przez Ciebie stronami internetowymi. Udzielenie takiej zgody jest dobrowolne, nie musisz jej udzielać, nie pozbawi Cię to dostępu do naszych usług. Masz również możliwość ograniczenia zakresu lub zmiany zgody w dowolnym momencie.

Twoje dane przetwarzane będą do czasu istnienia podstawy do ich przetwarzania, czyli w przypadku udzielenia zgody do momentu jej cofnięcia, ograniczenia lub innych działań z Twojej strony ograniczających tę zgodę, w przypadku niezbędności danych do wykonania umowy, przez czas jej wykonywania i ewentualnie okres przedawnienia roszczeń z niej (zwykle nie więcej niż 3 lata, a maksymalnie 10 lat), a w przypadku, gdy podstawą przetwarzania danych jest uzasadniony interes administratora, do czasu zgłoszenia przez Ciebie skutecznego sprzeciwu.

Przekazywanie danych

Administratorzy danych mogą powierzać Twoje dane podwykonawcom IT, księgowym, agencjom marketingowym etc. Zrobią to jedynie na podstawie umowy o powierzenie przetwarzania danych zobowiązującej taki podmiot do odpowiedniego zabezpieczenia danych i niekorzystania z nich do własnych celów.

Cookies

Na naszych stronach używamy znaczników internetowych takich jak pliki np. cookie lub local storage do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronach, aplikacjach i w Internecie. W ten sposób technologię tę wykorzystują również podmioty z Grupy SAGIER oraz nasi Zaufani Partnerzy, którzy także chcą dopasowywać reklamy do Twoich preferencji. Cookies to dane informatyczne zapisywane w plikach i przechowywane na Twoim urządzeniu końcowym (tj. twój komputer, tablet, smartphone itp.), które przeglądarka wysyła do serwera przy każdorazowym wejściu na stronę z tego urządzenia, podczas gdy odwiedzasz strony w Internecie. Szczegółową informację na temat plików cookie i ich funkcjonowania znajdziesz pod tym linkiem. Pod tym linkiem znajdziesz także informację o tym jak zmienić ustawienia przeglądarki, aby ograniczyć lub wyłączyć funkcjonowanie plików cookies itp. oraz jak usunąć takie pliki z Twojego urządzenia.

Twoje uprawnienia

Przysługują Ci następujące uprawnienia wobec Twoich danych i ich przetwarzania przez nas, inne podmioty z Grupy SAGIER i Zaufanych Partnerów:
1. Jeśli udzieliłeś zgody na przetwarzanie danych możesz ją w każdej chwili wycofać (cofnięcie zgody oczywiście nie uchyli zgodności z prawem przetwarzania już dokonanego na jej podstawie);
2. Masz również prawo żądania dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do przeniesienia danych, wyrażenia sprzeciwu wobec przetwarzania danych oraz prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego, którym w Polsce jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Pod tym adresem znajdziesz dodatkowe informacje dotyczące przetwarzania danych i Twoich uprawnień.